„Zmora” R. Małecki

Autor: Robert Małecki

Tytuł: Zmora

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Liczba stron: 448

Rok pierwszego wydania: 2021

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Zawsze z przyjemnością wracam do prozy Roberta Małeckiego. To dobrze skrojone historie z pogranicza kryminału i thrillera: pełne brudnych tajemnic z przeszłości, rodzinnych niesnasek i głęboko ukrytych zależności. Polubiłam się zarówno z Markiem Benerem, jak i z Bernardem Grossem, pierwszoplanowymi bohaterami jego dwóch cykli. Trochę gorzej sprawa się miała z Anną, postacią z „Żałobnicy” ‒ jasne, wiadomo, że łatwiej jest wykreować bohatera, gdy można go rozpisać na kilka tomów, jednak żałobnica odsłoniła moim zdaniem zbyt mało… Pisałam wtedy: „(…) jeszcze nie wystawiam najwyższej noty. Wiem, że [Małecki] potrafi lepiej i że jeszcze mi to pokaże”. No i pokazał ‒ w najnowszej „Zmorze”.

Kama Kosowska, niespełniona dziennikarka, wraca do Torunia i otrzymuje propozycję udziału w programie o tajemniczym zaginięciu z 1986 roku. Kobieta jest z tą sprawą osobiście związana, bowiem chodzi o zaginięcie jej kolegi z dzieciństwa, a śledztwo prowadził wtedy jej ojciec, milicjant. Ciała siedmioletniego Piotrka Janochy nigdy nie znaleziono, nie wyjaśniło się również jak zginął. Kama jest jedną z osób, które ponad trzydzieści lat temu jako ostatnie widziały chłopca żywego.

Po latach akta starej sprawy trafią w ręce komisarza Lesława Korcza, który odkryje w nich wiele luk i nieprawidłowości. Cień podejrzeń pada na ojca Kamy, obecnie emerytowanego policjanta, Waldemara Kosowskiego. Czy to możliwe, by mężczyzna rzeczywiście miał coś do ukrycia? Córka jest pewna, że ojciec zrobił wszystko, by dojść prawdy, ale była wtedy tylko dzieckiem: przestraszonym i zszokowanym zaginięciem kolegi, z którego trochę się podśmiewała, ale trochę jednak było jej go żal. Kiedy Kama zaczyna się zagłębiać w tę sprawę, okazuje się, że tajemnica zaginięcia rudowłosego Piotrka może pomóc jej rozwiązać inną niewyjaśnioną zagadkę: śmierci jej matki, która zginęła w wypadku samochodowym, gdy jej córka miała kilka lat. Jednak czy i w tym przypadku jej ojciec czegoś nie ukrywa? Szperanie w przeszłości może przynieść rozwiązanie obu zagadek, ale czy dzięki temu Kama dozna ulgi czy prawda przyniesie jej tylko cierpienie?

Przeklinam ten powrót, moje plany, przez które grzebię w swojej głowie, w niepamięci, rozpruwam dawno zaszyte kieszenie tylko po to, by sprawdzić ich zawartość. Ale wiele z nich jest pustych i dziurawych. Wyleciały z nich wspomnienia, a ja nie mam szans ich odtworzyć.

Bardzo lubię, gdy widzę, że pisarze biorą sobie do serca rady i udoskonalają swoją prozę. Nie miałam nigdy wielu zarzutów do twórczości Roberta Małeckiego, ale było kilka rzeczy, które nie do końca mi pasowały w „Żałobnicy”, poprzedniej powieści autora. Po przeczytaniu „Zmory” wiem już, że Małecki odrobił zadanie domowe. Kama Kosowska nakreślona jest bardziej szczegółowo niż Anna: możemy ją poznać, polubić i rozumiemy jej motywacje. Mimo że tu również została zastosowana narracja pierwszoosobowa, gdy śledzimy wątek Kamy, została też wprowadzona narracja trzecioosobowa, gdy przyglądamy się działaniom policjanta Lesława Korcza. Ten prosty trik sprawia, że przyglądamy się historii zarówno „z wnętrza czyjejś głowy”, jak i z boku ‒ i to świetnie działa, a tok narracyjny wydaje się dzięki temu kompletny. Kamę napędza niewiedza, pusta plama w miejsce twarzy matki, luka, brak rozwiązania w sprawie Piotrka Janochy. Coś widziała, coś usłyszała, ale była w 1986 roku zbyt mała, by dodać dwa do dwóch, a potem wszystko się zatarło w jej pamięci. Była tylko wersja jej ojca, która teraz, dzięki wznowionemu śledztwu, zaczyna się sypać jak domek z kart…

Zobacz także:

A nas napędza wartka i pełna tajemnic fabuła, co sprawia, że książki, jak zwykle w przypadku tego autora, wprost nie da się odłożyć. Lubię frazę Roberta Małeckiego, jest lekka i przyjemnie pozbawiona kantów, obła, dzięki czemu nic nie wybija czytelnika z rytmu. Toruński pisarz bardzo swobodnie czuje się w sprawach rodzinnych: rozwiązania kryminalnych zagadek w jego powieściach zwykle tkwią gdzieś w zależnościach zbudowanych na więzach krwi. To sprawy brzydkie i małe: zdrady małżeńskie, zazdrość, zaniedbanie, bieda, alkoholizm, hazard. Nie ma tu „wielkiego świata”, gangów, pościgów w drogich, szybkich autach i bandziorów ze złotym łańcuchem i kastetem na dłoni, i ja to lubię. Takie „codzienne”, małe zło przeraża mnie najbardziej. Kto wie, co dzieje się u sąsiada za ścianą?…

Patrzymy na siebie krótko i w tej ciszy, kiedy odchodzę bez słowa, a milczący ojciec zapewne odprowadza mnie wzrokiem do furtki, wraca do mnie wszystko to, co prze­żyłam dawno, dawno temu. Dobiega mnie płacz chłopca, który brzmi w mojej głowie. Płacz zaginionego bez wieści kolegi.

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona:


Tytuł w formie e-booka możesz kupić w serwisie LitRes:

6 myśli w temacie “„Zmora” R. Małecki

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Coraz bardziej ciekawa jestem prozy Małeckiego. Do tej pory nie dałam jeszcze szansy autorowi, ale wszystko przede mną. Nastawiona jestem pozytywnie.

  3. Pingback: Podsumowanie czerwca | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s