Podsumowanie maja

Cześć. Przyznam szczerze, że koniec miesiąca znowu mnie zaskoczył 😀 W maju, o ile mnie pamięć nie myli, nie byłam na żadnym spotkaniu autorskim, ale za to wpadłam, jak co roku, na Warszawskie Targi Książki, gdzie dużo się działo 😀 Nie piszę już osobnych relacji z targów, ale pokażę Wam we wpisie kilka zdjęć, żebyście mogli poczuć targową atmosferę 🙂 Za to na blogu lekki zastój, za co przepraszam! Życie nie daje chwili na oddech i niestety blog na tym trochę cierpi 😦 Niemniej jednak udało mi się przeczytać w maju parę książek, więc zapraszam na wpis. Znajdziecie w nim jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

Pod koniec maja ukazała się książka, którą objęłam swoim patronatem medialnym. Mowa o „Uciekinierze” Ele Fountain. Możecie być zaskoczeni, bo to powieść… młodzieżowa. Rzadko sięgam po młodzieżówki, bo już dawno zapomniałam jak to jest być w szkole i co to za uczucie, gdy zakochujesz się na zabój nastoletnią, pierwszą miłością, ale „Uciekinier” oferuje coś więcej. Sami sprawdźcie opis… A moja opinia o książce już niebawem.

Piękna, porywająca opowieść o dorastaniu i prawdziwym człowieczeństwie.

Czternastoletni Shif to zwykły chłopak, który chodzi do szkoły, lubi matematykę i grę w szachy. Ale pewnego dnia w drzwiach jego rodzinnego domu stają uzbrojeni żołnierze. Od tego momentu nic już nie jest takie jak przedtem. Shif i jego najlepszy przyjaciel, Bini, muszą uciekać przed przymusowym wcieleniem do armii, podczas gdy cały kraj ogarnia wojna.

Złapani, trafiają do nieludzkiego więzienia na pustyni. Mordercza wędrówka, spotkanie z handlarzami ludźmi, a w końcu – walka o życie na przeładowanej łodzi, którą uciekają uchodźcy. Bo tylko ci, którzy przeżyją, ocalą pamięć o innych.

(opis z okładki)

729144-352x500

Nie wyobrażam sobie maja bez wyjazdu na Warszawskie Targi Książki. Także i w tym roku zawitałam na trzy dni do stolicy, by spotkać dawno niewidzianych znajomych, pogadać z ludźmi z branży, spotkać ulubionych autorów i zdobyć autografy w książkach. I jak na co dzień najbardziej lubię wziąć pod pachę książkę i położywszy się wygodnie na łóżku, oddać się lekturze, tak w czasie targów całkowicie zmieniam swój tryb życia. Od rana do wieczora przebywam wśród ludzi – i ciągle mi mało! Spotkania, rozmowy, kolejki na Stadionie Narodowym, bolące nogi, zmęczenie: to wszystko nie powstrzymuje mnie wcale od wyjścia wieczorem z przyjaciółmi do knajpy. Kocham ten czas! Pozdrawiam wszystkich, z którymi udało mi się wymienić choćby dwa słowa czy szybki uścisk ❤ Mam nadzieję, że z większością z Was zobaczę się jesienią w Krakowie.

View this post on Instagram

Gdyby nie Jerzy @ktoczytazyjepodwojnie, targi książki nie byłyby ani w połowie tak fajne 😌 Uwielbiam to, że mimo całej tej szalonej oprawy, która towarzyszy zbieraniu autografów, mimo biegu z miejsca na miejsce, zawsze znajdziemy dla siebie chwilę na rozmowę 😊 Dzięki, mój najlepszy targowy towarzyszu ❤️ . . . . . #warszawskietargiksiążki #wtk2019 #spotkania #blogerzy #pieknechwile #wmiłymtowarzystwie #książkowyzawrótgłowy #dużoksiążek #ktoczytażyjepodwójnie #przyjaźń #friendship #bff #brothersistertime #brotherfromanothermother #goodtime #booklover #booknerd #booksbooksbooks #booksforlife #czytambokocham #książkimojamiłość #czytaniejestsexy

A post shared by Karolina Sosnowska (@tanayah_czyta) on

przeczytane

  • „Pierwsza osoba” R. Flanagan (7/10),
  • „Umorzenie” R. Mróz (6/10),
  • „Księga zwierząt niemalże niemożliwych” C. Henderson (8/10),
  • „Dom na Wyrębach” S. Darda (6/10): Sporo osób polecało mi cykl o Wyrębach i samego Dardę, który miał udanie czerpać ze słowiańskich legend i strachów. Sięgnęłam więc po pierwszy tom serii i… dość długo nie mogłam się wciągnąć w fabułę. Dla kogoś, kto ma za sobą wiele thrillerów i horrorów „Wyręby” nie będą mocno straszne, ale muszę przyznać, że mają ciekawy klimat. Darda na tyle mnie zaintrygował, że choć do zachwytu mi daleko, dam mu w przyszłości drugą szansę.
  • „Kolor purpury” A. Walker (6/10): Dawno już nie brałam na tapet nieznanego mi do tej pory klasyka. Jeśli chodzi o „Kolor purpury” to mam wrażenie, że popularniejszy jest film z Whoopi Goldberg w głównej roli, niż książka. Ta powieść epistolarna nie jest najłatwiejsza w lekturze, a to z tego powodu, że jej narratorka, ciemnoskóra kobieta Celia, jest słabo wykształcona i popełnia w swych listach mnóstwo błędów. Historia jej życia jest poruszająca, ale mam wrażenie, że to jedna z tych opowieści, które lepiej bronią się na ekranie.
  • „Inna dusza” Ł. Orbitowski (7/10): Po trudnym przeżyciu, jakim była dla mnie lektura „Exodusu”, długo dochodziłam do siebie. Nie żartuję: Orbitowski, który dotąd zawsze zapewniał mi bardzo satysfakcjonującą lekturę, „Exodusem” mnie negatywnie zaskoczył. Zewsząd jednak słyszałam, że „Inna dusza” to jego najlepsza, najdojrzalsza książka. Muszę się z tym zgodzić. Co prawda nie została moją ulubioną (to miejsce chyba ciągle zajmuje „Szczęśliwa ziemia”), ale niewątpliwie autor pokazał tu na co go stać. Książka najlepiej sprawdza się w spokojnym czytaniu, ponieważ nie jest tu ważna akcja (która toczy się dość wolno), a niezwykły klimat szarego miasta i jego zwykłych-niezwykłych mieszkańców.
  • „Szepty dzieci mgły i inne opowiadania” T. Canavan (7/10): Canavan czytam, gdy mam ochotę odpocząć przy dobrej fantastyce. Jej lekkość pióra w połączeniu z ciekawymi postaciami sprawiają, że kolejne tytuły połykam z wielką przyjemnością. Nie inaczej było w omawianym zbiorku opowiadań: i jedynym minusem, jaki znalazłam jest to, że książka skończyła się zbyt szybko.
  • „Dziewczyna z konbini” S. Murata (7/10),
  • „Żniwa zła” R. Galbraith (7/10): Nie wiem co takiego jest w pisarstwie J.K. Rowling, że jej powieści wciągają mnie bez reszty. Chyba to przede wszystkim kwestia wyrazistych bohaterów, do których pała się sympatią i którym się kibicuje, będąc ciekawym ich dalszych losów. Detektywa Cormorana Strike’a i jego asystentkę Robin polubiłam dosłownie od początkowej sceny, gdy ten pierwszy prawie zrzucił tę drugą ze schodów – i te ciepłe uczucia żywię do nich do dziś. Książkowe śledztwo nie jest może tak dopracowane jak u „wytrawnych” pisarzy kryminałów, ale całość i tak czyta się z ogromnym zadowoleniem z lektury. Chcę więcej!
  • „Pieśń o Warszawie” D. Tarczoń (6/10),
  • „Gretel i ciemność” E. Granville (6/10): Majowa lektura DKK, którą tym razem skończyłam rzutem na taśmę. Wiedeń u schyłku XIX wieku i nazistowskie Niemcy. Krysta i Lilie, Daniel i Benjamin. Ludzie-zwierzęta, baśnie, kobieta, która twierdzi, że jest robotem i pojawiła się na Ziemi, by zniszczyć potwora o imieniu Adi oraz złe wiedźmy… „Gretel i ciemność” to historia interesująca, z dużym potencjałem, ale ostatecznie zbyt chaotyczna, przez co trudna w lekturze. Na koniec miałam co prawda to satysfakcjonujące „a-ha!”, gdy wszystkie elementy układanki wskoczyły wreszcie na swoje miejsce, ale trzeba się wykazać niezwykłą determinacją, by do tego końca dotrzeć. Szkoda.

teraz czytam

  • „To nie przypadek” P. Semczuk (300/352 strony),
  • „Rozterki śmierci” J. Saramago (134/272 strony),
  • „Malarka gwiazd” A. Noguera (87/464 strony),
  • „Londyn. Miasto queer” P. Ackroyd (56/326 stron).

Czytaj dalej

Reklamy

Podsumowanie kwietnia

Cześć. Nawet nie wiem, kiedy minął kolejny miesiąc! Naprawdę jutro już maj? Maj, mój ulubiony miesiąc, gdy wszystko kwitnie, zaczyna się robić ciepło, a w sklepach pojawiają się świeże warzywa i owoce? Czas leci jak szalony, więc pora porozmawiać trochę o tym, co działo się u mnie i na blogu w kwietniu 🙂  Ile historii udało mi się poznać, ile książek przygarnąć? Zapraszam na wpis! Znajdziecie w nim jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

To był szalony miesiąc, trochę zakręcony, dość zajęty, kiedy nie miałam zbyt wiele czasu (lub sił) na czytanie. Udało mi się jednak być na dwóch spotkaniach autorskich. Najpierw z ciekawością wysłuchałam, co na temat swojej nowej książki „Pianie kogutów, płacz psów” miał do powiedzenia Wojciech Tochman. Spotkanie odbyło się w filii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach:

sdr

Drugim i niezwykle ciekawym spotkaniem było to z Robertem Rientem prowadzone przez dr hab. Annę Gomółę. W kameralnym, może dziesięcioosobowym gronie, miałam okazję wysłuchać rozmowy z autorem, a na koniec porozmawiać z nim jeszcze tête-à-tête. Brakuje mi na co dzień takich spotkań, gdzie pytania są zdecydowanie bardziej pogłębione i oryginalniejsze niż „Proszę opowiedzieć o swojej ostatniej książce”. Inna sprawa jest taka, że Rient ma wiele ciekawego do powiedzenia, tym bardziej cieszy zaangażowanie prowadzącej. Spotkanie odbyło się w MDK-u w Chorzowie:

dav

Z nieksiążkowych, ale wciąż kulturalnych spraw: byłam na koncercie Pawła Izdebskiego (niektórzy mogą go kojarzyć ze Studia Accantus, jednak tym razem przyjechał do Katowic ze swoim solowym materiałem), a także obejrzałam na platformie Netflix kolejny sezon RuPaul’s Drag Race (obecnie jestem w trakcie sezonu 3), udało mi się też zobaczyć 1 sezon Sex education oraz 1 sezon Special. Jeśli chodzi o filmy, na Netflixie obejrzałam Burleskę, a w kinie Vox lux. Jak zaraz się przekonacie, zmęczenie spowodowało, że więcej obejrzałam niż przeczytałam 😉

przeczytane

  • „Gambit” M. Siembieda (8/10),
  • „Arystokratka i fala przestępstw na zamku Kostka” E. Boček (7/10),
  • „Egzekutor” Ch. Carter (8/10): Drugi tom przygód policyjnego śledczego Roberta Huntera trzyma poziom pierwszego. Ponownie otrzymujemy wyrafinowaną grę sadystycznego przestępcy i gliniarza, wartką akcję, brutalne sceny i zaskakujące zakończenie. Carter szturmem wdarł się na moją osobistą listę ulubionych pisarzy kryminałów. Cieszę się, że tyle tomów jeszcze przede mną.
  • „Punkt widzenia” M. Rogala (7/10),
  • „Syrena i pani Hancock” I. H. Gowar (7/10),
  • „Zaginione Miasto Boga Małp” D. Preston (7/10): Kwietniowa lektura DKK. Niezwykle ciekawe dzieje prawdziwej wyprawy wprost do honduraskiej dżungli w celu zbadania na poły mitycznego Białego Miasta zwanego też Miastem Boga Małp. Na archeologów i ich ekipę czyhało wiele niebezpieczeństw, np. niezwykle jadowite węże, paskudne pająki, przenoszące okropne choroby muchówki i zdradliwe bagna. Jakby tego było mało, te tereny to szlaki przerzutowe karteli narkotykowych. A jednak znaleźli się szaleńcy, którzy weszli odważnie w dżunglę i odkryli pozostałości tajemniczego miasta. Wciągająca lektura.

teraz czytam

  • „Pierwsza osoba” R. Flanagan (77/450 stron),
  • „Dom na Wyrębach” S. Darda (112/288 stron),
  • „Księga zwierząt niemalże niemożliwych” C. Henderson (273/430 stron),
  • „Inna dusza” Ł. Orbitowski (154/432 strony).

Czytaj dalej

Podsumowanie marca

Cześć. Minął kolejny miesiąc, więc pora porozmawiać trochę o tym, co działo się u mnie i na blogu w marcu 🙂  Ile historii udało mi się poznać, ile książek przygarnąć? Zapraszam na wpis! Znajdziecie w nim jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

Miałam szansę znaleźć się w materiałach promocyjnych wydawnictwa Świat Książki dotyczących tytułu Przemysława Semczuka „M jak morderca. Karol Kot – wampir z Krakowa”. Czy z niej skorzystałam? Oczywiście! A książka (i postać Kota) mrozi krew w żyłach.

IMG_20190331_125204_894

W marcu byłam również na trzech spotkaniach autorskich. Na samym początku marca w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Katowicach odbyło się spotkanie z Katarzyną Puzyńską. Nie wiedziałam, że Kasia to taka gaduła! 😀 Było bardzo sympatycznie i ciekawie.

received_400848960672127 (1)

fot. Marta Bajor

Potem katowicki Empik odwiedził Książę Komedii Kryminalnej, czyli Alek Rogoziński. Oczywiście śmiechu było tyle, że brzuch bolał, a tusz spływał z rzęs 😀 Dziękuję za miłe popołudnie, Alku!

IMG_20190331_125233_131

Na koniec marca przyjechał na Górny Śląsk Przemysław Semczuk. Chociaż książka, której spotkanie dotyczyło, powoduje ciarki na plecach, prowadzący i autor zdołali trochę rozluźnić atmosferę.

IMG_20190331_125210_631

A na kwiecień zapowiada się jeszcze więcej wyjść 🙂 Ale będzie kulturalnie!

przeczytane

  • „Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” J. Ward (8/10),
  • „M jak morderca. Karol Kot – wampir z Krakowa” P. Semczuk (7/10),
  • „Wszystkie dzieci Louisa” K. Bałuk (7/10): Wstrząsający reportaż o dzieciach z probówki. I nie, mojego szoku nie wywołała metoda ich poczęcia, ale to, że w opisywanej klinice doktora Karwata dochodziło do szeregu nieprawidłowości. Nasienie dawców było źle opisane, mieszane, przyszłe matki były oszukiwane, wiele rzeczy działo się bez ich wiedzy i zgody… A Louis? To samotny mężczyzna ze spektrum autyzmu, który wymarzył sobie, że będzie miał najwięcej dzieci ze wszystkich Holendrów. Udało mu się. Jednak co mają czuć ci ludzie, którzy stali się ofiarą eksperymentu? Warto przeczytać.
  • „Podróż «Bazyliszka»” M. Brennan (7/10),
  • „Śmierć w blasku fleszy” A. Rogoziński (7/10),
  • „Biegacz” B. Grubich (6/10),
  • „Profesor Stoner” J. Williams (8/10): Marcowa lektura DKK „Trzynastka”. Z opisu na okładce kompletnie niepozorna, ale jakaż tu się kryje treść! Ile emocji, znaczeń, zmagań chłodnego rozumu z gorącym uczuciem, miłości do literatury z ogólną bezsilnością! To mocno poruszająca, napisana pięknym językiem powieść, którą naprawdę warto przeczytać. Już wiem, że głosy zachwytu nie były przesadzone.
  • „Dziwne losy Jane Eyre” Ch. Brontë (6/10): Obiecałam sobie, że w 2019 będę czytać więcej klasyków, i oto jest pierwszy z nich. Kanoniczny, wiktoriański romans, Jane Eyre i pan Rochester. Muszę przyznać, że choć początkowo byłam bardzo zadowolona z lektury, to gdzieś tak ostatnie 150 stron mnie wymęczyło, co wpłynęło na końcową ocenę. Lubię od czasu do czasu przeczytać coś z klasyki romansu, ale bywa, że poziom ckliwości jest dla mnie zbyt duży: i to właśnie stało się moim udziałem na ostatnich stronach powieści. Mimo wszystko cieszę się, że sięgnęłam w końcu po „Dziwne losy Jane Eyre”.
  • „451° Fahrenheita” R. Bradbury (7/10): A oto i klasyk numer 2. Tym razem spod znaku science-fiction/dystopii. Tu znów było na odwrót: początek mnie nieco męczył, środek i zakończenie wciągnęły. To krótka książeczka, która ma około 150 stron, a jednak mówi tyle bólu, strasznym świecie bez literatury, walce o zmianę rzeczywistości, że nie da się zostać obojętnym po jej przeczytaniu. Zwłaszcza, że można odnieść wrażenie, że wizja Bradbury’ego jest niepokojąco prawdziwa…
  • „Żona podróżnika w czasie” A. Niffengger (7/10): O tej książce słyszałam dużo dobrego, a jej tytuł nie raz przewijał się tu i ówdzie, wzbudzając moje zainteresowanie. W końcu sięgnęłam po książkę, która okazała się być godziwą literaturą rozrywkową na dobrym poziomie. Henry jest bibliotekarzem, który cierpi na pewną przypadłość: w sposób niekontrolowany podróżuje w czasie. Jak żyć z takim „chronologicznym zaburzeniem”? Jak się zakochać, założyć rodzinę? Czy ryzykować posiadanie dziecka? Książka Niffengger plusuje ciekawym konceptem i wartką akcją. Czyta się szybko i nie da się o tej książce zapomnieć!

teraz czytam

  • „Księga zwierząt niemalże niemożliwych” C. Henderson (153/430 stron),
  • „Gambit” M. Siembieda (123/416 stron),
  • „Egzekutor” Ch. Carter (26/416 stron).

Czytaj dalej

Podsumowanie lutego

Cześć. Najkrótszy miesiąc roku już za nami 🙂 Co działo się w lutym? Ile historii udało mi się poznać, ile książek przygarnąć? Zapraszam na wpis! Znajdziecie w nim jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

Nie zwalniam tempa 😀 W lutym ukazały się dwie książki pod moim patronatem medialnym: „Koniec scenarzystów” Wojciecha Nerkowskiego (Czwarta Strona) i „Blask gwiazd” Erin Hunter (Nowa Baśń). W przypadku książki o kotach wypowiadam się także na skrzydełku okładki. Jeśli lubicie koty i macie 12 lat lub więcej, to seria Wojownicy to coś dla Was!

IMG_20190227_200020_135

W styczniu pisałam Wam też o tajemniczej książce, którą czytałam mocno przedpremierowo. Teraz już mogę powiedzieć, że to „Kryminalne przypadki Matyldy” Bożeny Mazalik, a czytałam ten tytuł w PDF-ie, by napisać opinię na okładkę 🙂

IMG_20190227_200003_149

Jako patron przeprowadziłam wywiad z Wojtkiem Nerkowskim. Jeśli go jeszcze nie czytaliście, zapraszam serdecznie do lektury!

przeczytane

  • „Dom duchów” I. Allende (8/10): Jak to dobrze dać się czasem namówić na jakąś książkę! Tym razem chwała spływa na Blankę z bloga Kulturazja, bo to ona mocno zachęcała mnie do lektury. Faktycznie był to strzał w dziesiątkę. Cudowne, barwne postaci, realizm magiczny, saga pewnej niezwykłej rodziny, miłość, śmierć, rewolucja, przyjaźń, zdrada… Czego tu nie ma! Powieść Allende zrobiła na mnie takie wrażenie, że opowiedziałam o niej mojemu przyjacielowi, bo po prostu musiałam polecić to cudo dalej!
  • „Małe ogniska” C. Ng (7/10): O „Małych ogniskach” Celeste Ng było dość głośno po premierze. Bestseller New York Timesa, rekomendacje Jodi Picoult, Pauli Hawkins, Reese Witherspoon, a także entuzjastyczne recenzje czytelników. Czy to genialna książka? Nie. Czy to bardzo dobra, warta uwagi książka? Tak 👌 „Małe ogniska” to powieść o odpowiedzialności za postawy, które pokazujemy my, dorośli, dzieciom, o sile matczynej miłości i o dylematach rodzinnych. Tu nic nie jest czarne lub białe i zdaje się, że w pewnych sprawach nie ma oczywistych ani dobrych rozwiązań. 🔥
  • „Kwiat wiśni i czerwona fasola” D. Sukegawa (7/10),
  • „Cienie” W. Chmielarz (7/10): Tę serię książkową przeczytałam bez ociągania, praktycznie po jednym tytule w miesiącu. Mam nadzieję, że to nie koniec przygód komisarza Mortki, bo bardzo go polubiłam! „Cienie” są mroczne i na wskroś polskie, w tym najgorszym aspekcie. Są tu więc bezwzględni gangsterzy, którzy nigdy nie wybaczają, skorumpowani policjanci i niby przykładni obywatele, którzy biją swoje żony. Mocno, ciekawie – tak jak lubię.
  • „Diabeł Urubu” M. James (7/10),
  • „Biblioteka dusz” R. Riggs (6/10): A tu miałam długą przerwę, bo poprzedni tom czytałam dwa lata temu. Jednak świat osobliwców (ludzi z niezwykłymi umiejętnościami) jest tak barwny i oryginalny, że szybko wsiąknęłam ponownie w tę historię. I choć czuję się już trochę za stara na młodzieżowy wątek miłosny, to jednak sama historia osobliwych dzieci, które muszą walczyć z upiorami i głucholcami, jest wciąż interesująca.
  • „Koniec scenarzystów” W. Nerkowski (7/10),
  • „Dziewczęta myślą o wszystkim” C. Thimmesh (8/10),
  • „Ocean odrzuconych. Klątwa Wiecznego Tułacza” M. Knedler (8/10),
  • „Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1” J. Grzędowicz (8/10): Tę książkę miałam przeczytać już parę lat temu. Nie zliczę, ile pozytywnych głosów słyszałam na temat tej serii. No i ci, którzy tak polecali, nie mylili się! To naprawdę dobra, ciekawa historia z pogranicza fantasy i science-fiction, a Vuko to bohater, któremu od razu się kibicuje! Tom pierwszy kończy się tak, że właściwie nie rozumiem, dlaczego nie sięgnęłam jeszcze po drugi. Do nadrobienia jak najszybciej!
  • „Korporacjusz” J. Dziekan (7/10),
  • „Pasażer 23” S. Fitzek (6/10): W tym miesiącu książek z polecajek jest nadzwyczaj dużo: to kolejna z nich. Ta akurat zrobiła na mnie najmniejsze wrażenie, co nie znaczy, że jej lektura to strata czasu. „Pasażer 23” to porządny thriller, po którym już nigdy tak samo nie popatrzycie na żaden rejsowy statek… Ksiażka na kilka popołudni z dreszczykiem.
  • „Przyjaciele zwierząt” A. Marklund (6/10): Lutowa lektura DKK. Rzecz o autystycznym nastolatku, zbrodni i karze, ale… czy można mówić o winie w przypadku chłopaka, który nie rozumie, że zrobił coś złego? Kto więc zawinił? Ciekawa, bardzo niejednoznaczna moralnie opowieść bez prostych rozwiązań, jednak nie porwała mnie tak, jak się tego spodziewałam.
  • „Nieodgadniona” R. Mróz (6/10),
  • „Czarna godzina” E. Hunter (7/10): Kolejna część cyklu o dziko żyjących kotach. Na cztery klany spada duże zagrożenie, a wszystkiemu tym razem winna zdrada, która zrodziła się w ich strukturach. Pewien kocur zbyt mocno pożąda władzy i jest gotów na wszystko, by ją zdobyć. Czy kocie klany pokonają wroga? Bardzo lubię tę serię, mimo że jest kierowana do młodzieży. Z powieści Erin Hunter i dorośli mogą wiele wynieść, a, co dla mnie ważne, relacje między bohaterami nie są infantylne. Polecam.

teraz czytam

  • „M jak morderca. Karol Kot – wampir z Krakowa” P. Semczuk (159/288 stron),
  • „Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” J. Ward (190/335 stron).
  • „Księga zwierząt niemalże niemożliwych. Bestiariusz XXI wieku” C. Henderson (153/430 stron),
  • „Wszystkie dzieci Louisa” K. Bałuk (79/304 stron).

Czytaj dalej

Podsumowanie stycznia

Cześć. Witajcie w pierwszym w tym roku podsumowaniu miesiąca 🙂 Co działo się w styczniu? Czytelniczo ten rok zaczął się dla mnie bardzo dobrze. Zapraszam na wpis! Znajdziecie w nim jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

To nowy dział w notce podsumowującej miesiąc. Tak sobie myślę, że nie będzie on działem stałym, tylko będę go dodawała w razie potrzeby. To tu będę pisać na przykład o spotkaniach autorskich, w których brałam udział, o patronatach bloga i tym podobnych sprawach.

Styczeń rozpoczęłam niezwykle ciekawym wydarzeniem. Miałam okazję uczestniczyć w wykładzie otwartym z zakresu kryminalistyki, który odbywał się na wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego. Tytuł wykładu brzmiał: Inscenizacje na miejscach zbrodni. Rola biegłego profilera, a prowadził go dr Bogdan Lach, którego możecie kojarzyć z książki „Zbrodnia niedoskonała”. To specjalista w swoim fachu, pierwszy polski profiler, a do tego niezwykle utalentowany opowiadacz. Sala pękała w szwach, a półtorej godziny minęło w mgnieniu oka! Jeśli więc interesują Was prawdziwe zbrodnie, profilowanie morderców i tym podobne zagadnienia i będziecie mieli okazję posłuchać Bogdana Lacha, to nie wahajcie się ani chwili.

dig

Czytaj dalej

Podsumowanie grudnia

Cześć. Ostatni dzień miesiąca, a więc przyszła już pora na podsumowanie grudnia 🙂 Już na dniach pojawi się także duże czytelnicze podsumowanie 2018 roku, w którym opowiem Wam m.in. o najlepszych i najgorszych książkach, a także o spotkaniach autorskich, w których brałam udział czy najpopularniejszych notkach na blogu. Tymczasem jednak zerknijmy razem na książkowe wydarzenia grudnia. Zapraszam na wpis! Znajdziecie w nim jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

przeczytane

  • „Miejsce egzekucji” V. MacDermid (7/10): Nie spodziewałam się zbyt wiele po tej książce, mimo że powieść na okładce entuzjastycznie polecała Katarzyna Bonda, a opis głosił, że to jeden z najważniejszych kryminałów w historii literatury. A jednak! Mroczna atmosfera małej, zamkniętej społeczności po raz kolejny zadziałała na mnie jak trzeba i dostałam naprawdę ciekawy, mroczny kryminał. A gdy policja i czytelnik myślą wespół, że rozwiązali już wszystkie zagadki, autorka raz jeszcze ich zaskoczy. Warto!
  • „Poste restante” W. Brydak (6/10),
  • „Legenda o samobójstwie” D. Vann (8/10): Pierwsze podejście do młodziutkiego wydawnictwa Pauza, i od razu takie udane! To bardzo ciężki zbiór opowiadań, ale „ciężki” w tym dobrym znaczeniu: osadza się gdzieś w naszej duszy, przygniata emocjami do ziemi, wstrząsa nami i nie pozwala o sobie zapomnieć. Muszę koniecznie sprawdzić, czy inne powieści Pauzy również zrobią na mnie takie wrażenie.
  • „Trzykroć wrzasnął kocur szary” A. Bradley (7/10),
  • „Śmierć pięknych saren. Jak spotkałem się z rybami” O. Pavel (7/10): Grudniowa lektura DKK. Bardzo się cieszę, że miałam okazję czytać ten właśnie zbiór, bo literatura naszych sąsiadów zza południowej granicy jest mi zbyt mało znana. Owszem, liznęłam Kundery, Hrabala czy Haška, jednak to wciąż za mało. Teraz do tego zbioru nazwisk mogę dołączyć Pavla i jego opowiadania o sielskiej krainie dzieciństwa. Sielskiej, mimo wdzierającej się w nią wojny. Sielskiej, bo trochę na uboczu. Gdybym powiedziała, że to opowiadania o rybach, to nic bym nie powiedziała. A pisze Ota Pavel obłędnie, czytajcie!
  • „Władza absolutna” R. Mróz (8/10),
  • „Sztuczna broda Świętego Mikołaja” T. Pratchett (6/10): To zbiór opowiadań, które spodobają się nie tylko dzieciom. Nie są to historie typowo o świętach, nazwałbym je zimowo-baśniowymi 😉 Chociaż Mikołaj też się w nich oczywiście pojawia. „Sztuczna broda Świętego Mikołaja” to zbiorek, który spodoba się także dorosłym fanom twórczości Pratchetta. Do tego książka jest pięknie wydana i zabawnie ilustrowana. Jak to napisał Rob Wilkins: „Więcej powieści nie będzie, ale rety, jaki dorobek!”.
  • „Skoro ptaki czynią słońce” A. MacLeod (8/10),
  • „Zbrodnia w wielkim mieście” A. Rogoziński (7/10): Gdy mam ochotę na coś lekkiego, z humorem i kryminalnym wątkiem to wiem, że po książki Alka mogę sięgać w ciemno. Nie zawiodłam się również na „Zbrodni w wielkim mieście”, niezależnej książce (tj. nie należącej do serii o Róży Krull), ale z cokolwiek znajomymi niektórymi bohaterami. Kto by przypuszczał, że wymyślona przez trzy pracownice pisma „Marzenia i sekrety” zbrodnia doskonała na ich antypatycznym szefie… spełni się? I co teraz mają zrobić Sandra, Martyna i Iwona? Wybuchy śmiechu gwarantowane, ale i śledztwo nie będzie tylko pretekstem do rozkręcenia fabuły. Wręcz przeciwnie, z powieści na powieść mam wrażenie, że Alek coraz lepiej obmyśla kryminalne wątki.
  • „Małe Licho i tajemnica Niebożątka” M. Kisiel (8/10): Książka dla dzieci? No ale to Kisiel! A skoro Kisiel, a do tego powieść dzieje się w pewnym skądinąd znanym czytelnikom Ałtorki domu i występują tam Licho, Krakers i inni to przecież musiałam przeczytać! I dobrze zrobiłam, bo to bardzo ciepła i mądra powieść o tym, co jest w rodzinie najważniejsze. Można się i pośmiać, i powzruszać, i pochlipać troszeczkę na koniec. Plus za romantycznych wieszczów i cytowanie poezji!
  • „Cuda za rogiem” K. Higashino (6/10): Nie wiem, czy wiecie, ale rzucam się na niemal wszystko, co japońskie, to jest wszelkie powieści, ale też i przewodniki po kraju Kwitnącej Wiśni, jego historii i kulturze. Nie mogłam więc sobie odpuścić również tej przyjemnej powieści obyczajowej z nutką magii… Sklep, w którym właściciel odpowiada na każde pytanie-problem, jakie kogokolwiek trapi? Wystarczy tylko opisać sprawę w liście i wrzucić przez otwór w rolecie? Listy, które przychodzą z przeszłości? „Cuda za rogiem” nie są jedną z tych książek, które zapamiętam na długo, ale naprawdę miło spędziłam z nią czas.
  • „O pisaniu na chłodno” R. Mróz (6/10): Przyznam od razu: miałam ambiwalentne odczucia, gdy usłyszałam, o czym będzie kolejna książka Remigiusza Mroza. Nie za szybko aby? I czy w tym temacie da się powiedzieć jeszcze coś nowego? To na poły autobiografia („droga na pisarski szczyt”, nieomal Remigiuszowa wersja mitu „od pucybuta do milionera”), na poły kurs pisania. W pierwszej części możemy się więc dowiedzieć co nieco o autorze, który do tej pory unikał mówienia o swojej prywatności jak ognia, w drugiej poznać porady dla początkujących pisarzy. Trochę żałuję, że w części biograficznej zabrakło choć paru zdjęć. Czy warto? Rzecz raczej dla żelaznych fanów i dla tych, którzy stawiają swoje pierwsze znaki w czymś, co kiedyś – być może – będzie ich debiutancką powieścią.
  • „Królestwo” Sz. Twardoch (7/10),
  • „Miasto Świętych Mężów” L. Montero Manglano (8/10): Śmiało mogę powiedzieć, że trylogia Poszukiwacze to jedno z moich odkryć roku! Ten przygodowy thriller o Korpusie Poszukiwaczy odzyskujących hiszpańskie dzieła sztuki, które w biegu historii zostały wywiezione/skradzione i znajdują się obecnie poza granicami kraju to niezwykle fascynująca historia, w której kartki przewracają się same. Czego tu nie ma?! Tajemnicze skarby, śmiertelnie niebezpieczna dżungla, wrogowie, którzy depczą naszym bohaterom po piętach, przyjaźń do końca życia, braterstwo i niebezpieczne akcje. Lubicie Dana Browna? Luis Montero Manglano jest ponoć jeszcze lepszy (ponoć, bo nie mam porównania). I tylko szkoda, że to już koniec!
  • „Uniesienie” S. King (6/10),
  • „Osiedle marzeń” W. Chmielarz (7/10): Innym odkryciem 2018 roku jest dla mnie Wojciech Chmielarz. Dawno nie wciągnęłam się w cykl kryminalny tak, że po przeczytaniu jednego tomu zaraz polowałam w bibliotece na następne. W „Osiedlu marzeń” Mortka wraz z aspirantką (nie: panią aspirant!) Suchecką zwaną Suchą rozpracowuje kolejną paskudną zbrodnię. Kryminał na wskroś polski, błotnisty, a do tego świetnie napisany. Kto jeszcze nie czytał, ten nie ma na co czekać!
  • „Tamte dni, tamte noce” A. Aciman (8/10): I wreszcie perełka, z którą spędziłam ostatnie dni tego roku. Film na podstawie powieści Acimana obejrzałam latem, i byłam zachwycona: opowiedzianą przez niego historią, pięknymi włoskimi plenerami, niezwykłym miksem delikatności i dosłowności w opowieści o pierwszej wielkiej miłości młodego Elia. W książce jeszcze raz dostałam to wszystko, a dodatkowo jeszcze piękny język, którym została napisana powieść. Powinnam się nią rozsmakowywać długie dnie, a jednak nie mogłam się powstrzymać i pochłonęłam ją w dwa wieczory jak dojrzałą, soczystą brzoskwinię.

teraz czytam

  • „Burka w Nepalu nazywa się sari” E. Stępczak (252/400 stron),
  • „Jeremy Poldark” W. Graham (64/359 stron),
  • „O miłości” Ch. Bukowski (71/224 strony).

Czytaj dalej

Podsumowanie listopada

Cześć. Ostatni dzień miesiąca, a więc przyszła już pora na podsumowanie listopada 🙂 Czujecie, że przed nami już ostatni miesiąc tego roku? Jeszcze 31 dni, a później witamy nowy rok. A to oznacza symboliczne zamknięcie starego i różne podsumowania – zarówno książkowe, jak też takie ogólne, życiowe. Tymczasem jednak zerknijmy razem na książkowe wydarzenia listopada. Zapraszam na wpis! Znajdziecie w nim jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

przeczytane

  • „Królowie przeklęci I” M. Druon (7/10): Właściwie nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z lekturą tej powieści, bo przecież takie połączenie „Gry o tron” Martina, „Trzech muszkieterów” Dumasa i książek Cherezińskiej to coś bardzo w moim guście. No i rzeczywiście, gdy już się zabrałam do lektury, opowieść Druona o francuskich władcach niesamowicie mnie wciągnęła. Intrygi i walka o władzę, pełnokrwiste postaci, a przy okazji przyswojenie sobie (bądź odświeżenie) wiedzy z historii Francji z okresu panowania Filipa Pięknego, a później Ludwika Kłótliwego – czegóż chcieć więcej? Jeśli jeszcze nie znacie, czytajcie.
  • „Żaba” M. Musierowicz (7/10): Kto czyta Jeżycjadę od lat, tak jak ja, ten wie, że w haśle „nowa Jeżycjada to już nie ta sama Jeżycjada” nie ma wiele przesady, jest to niestety smutna prawda. Szczęśliwie jednak tom 16 opowiadający o Żabie Schoppe był całkiem przyjemny. Problem z ostatnimi tomami tej serii jest taki, że sympatyczne, ciepłe postaci zamieniły się nie wiedzieć kiedy w irytujące i rozwydrzone, a tyczy się to zarówno „starych”, jak i nowych bohaterów. W „Żabie” tego nie ma, co stwierdziłam z ulgą. Oczywiście nic nie jest tak dobre jak choćby „Kwiat kalafiora” czy „Brulion Bebe B.”, ale „Żabę” da się czytać bez zgrzytania zębami.
  • „Przebłysk” R. Rient (8/10): Książka-zaskoczenie. Myślałam, że nie jest dla mnie, że ta tematyka mnie nie poruszy. A jednak. Okazuje się, że wyjątkowa wrażliwość Roberta Rienta to coś, co silnie przemawia do moich emocji, przez co czy sięgam po powieść, czy też po non fiction tego autora, nigdy nie kończę lektury zawiedziona. W tej po trosze książce podróżniczej, po trosze kontemplacji nad światem, które mają razem prowadzić do zrozumienia siebie i znalezienia wewnętrznego spokoju, odnalazłam zadziwiająco wiele dobrze znanych mi myśli.
  • „Kroniki kota podróżnika” H. Arikawa (8/10): Japonia. Kot. Czy ja muszę dodawać coś więcej? Japoński minimalizm mnie pociąga. Stonowane emocje, środki wyrazu, elementy wystroju, wiersze (haiku). Japończycy wiedzą, jak przekazać więcej, mówiąc/robiąc mniej. I taka jest też ta książka. Niby prosta, bo o dziko żyjącym kocie, który pewnego dnia ulega niebezpiecznemu wypadkowi, wpadając pod auto. Zwierzaka przygarnia Satoru, który już wcześniej go dokarmiał. To, co miało być tylko tymczasową sytuacją, przemieniło się w długą przyjaźń: a jak kot może przyjaźnić się z człowiekiem (i vice versa) wiedzą na pewno wszyscy kociarze. Z tej niby prostej historii wiele się dowiadujemy, i to nie tylko o Nanie (tak mężczyzna nazwał kota), ale i (a może przede wszystkim) o Satoru. Piękna, wzruszająca, mądra książka.
  • „Policjanci. Ulica” K. Puzyńska (6/10),
  • „Pokochawszy. O miłości w języku” J. Bralczyk, L. Kirwil, K. Oponowicz (7/10): Któż lepiej opowie o miłości w języku niż językoznawca prof. Jerzy Bralczyk i psycholog, dr Lucyna Kirwil? Prywatnie: małżeństwo. Karolina Oponowicz przepytuje ich na temat różnych odcieni tego uczucia, przywołuje określenia czułe, wulgarne, zabawne, mówi o seksie, kłótniach w związku i oczywiście o wyznaniach miłości. To rewelacyjna, ciekawa, mądra książka, która nie tylko zapewni Wam doskonałą rozrywkę, ale z której także wiele się dowiecie. Polecam.
  • „Tylko oddech” M. Knedler (6/10),
  • „Letnia noc” D. Simmons (6/10),
  • „Zaniemówienie” J. Wydra (6/10),
  • „Jak zerwać z plastikiem” W. McCallum (7/10),
  • „Denar dla szczurołapa” A. Michalak (7/10),
  • „Ślepnąc od świateł” J. Żulczyk (5/10): Z tą książką było tak, że namówiła mnie do niej Blanka. A właściwie Blanka, która do końca roku postanowiła zapoznać się z trzema cenionymi polskimi pisarzami, tj. Kubą Małeckim, Szczepanem Twardochem i Kubą Żulczykiem właśnie, na mój komentarz, że twórczość tego ostatniego to i ja muszę lepiej poznać, zaproponowała, bym zrobiła to właśnie w tym miesiącu. Wybrałam „Ślepnąc od świateł”, które od dawna leży na czytniku, a w dodatku tytuł jest właśnie po raz drugi na fali, tym razem za sprawą serialu. Przeczytałam i… zachwytu nie ma. Okej, warsztat Żulczyka jest dobry, ale sama powieść, jej przesłanie, jej fabuła, mnie znużyły i trochę… oburzyły, zasmuciły? Nie wiem, jak to określić, ale nie kupuję świata, który wykreował tu Żulczyk: świata interesowności, świata bez przyjaźni i cieplejszych uczuć, świata brudnego i smutnego. Bardzo przykra to książka. I nie zrozumcie mnie źle: lubię ciężkie, smutne powieści, jeśli coś z nich wynika, jeśli zmuszą mnie do myślenia, do współodczuwania z bohaterami itd. Tu tak nie było. Galeria antypatycznych postaci, których nie tylko nie chciałoby się znać, ale nawet mijać na ulicy, zaludnia „Ślepnąc od świateł”. Nie wiem teraz, czy dać w przyszłości autorowi jeszcze jedną szansę, czy też pogodzić się z tym, że się z Żulczykiem nie polubimy.
  • „Krucyfiks” Ch. Carter (8/10): Po Cartera sięgnęłam zaś z polecenia Pauli, która mega mocno chwaliła jego książki. Strzał w dziesiątkę! Mogę powiedzieć, że w tym roku odkryłam dwóch twórców kryminałów, których powieści bez reszty mnie wciągnęły: to Wojciech Chmielarz i właśnie Chris Carter. Ten drugi kreuje mroczny, brutalny świat, i już od pierwszego tomu nie daje nam odetchnąć, nie pozwala też powoli poznawać policjanta Roberta Huntera, lecz od razu rzuca nas i jego w wir okrutnych zbrodni spod znaku zwyrodnialca zwanego Krucyfiksem, od znaku podwójnego krzyża, który wycina na ciałach swych ofiar. Intryga kryminalna jest prima sort, a do tego Hunter to świetnie (i do tego oryginalnie!) wykreowana postać. Już cieszę się na lekturę kolejnych tomów. Czuję, że będzie się działo!
  • „Narzeczona Schulza” A. Tuszyńska (7/10): Listopadowa lektura DKK. Fabularyzowana biografia Józefiny Szelińskiej (Juny), jedynej narzeczonej Brunona Schulza, polskiego pisarza żydowskiego pochodzenia. Kobiet miał wiele, ale tylko z nią chciał brać ślub. Że do tego nie doszło, to całkiem inna historia. Była jego muzą i miłością, a jednak nie potrafili ze sobą żyć. Schulz był człowiekiem bardzo specyficznym, skrajnie introwertycznym, z silnym fetyszem masochistycznym (lubił być poniżany), ona nie potrafiła sprostać jego wymaganiom. Chciała światowego życia, obracania się w literackim, eleganckim towarzystwie, a on nie potrafił uciec od rodzinnego niewielkiego Drohobycza (obecnie Ukraina). Tuszyńska ze zlepków, wspominek, nielicznych listów Szelińskiej utkała opowieść, w której prawda w niewidoczny sposób splata się z fikcją. To ciekawa książka, jednak kilkanaście ostatnich stron było dla mnie męczących. Mimo wszystko warto przeczytać, by dowiedzieć się czegoś więcej o Schulzu i o Szelińskiej.
  • „Amundsen. Ostatni wiking” (7/10): Biografia słynnego podróżnika i zdobywcy regionów polarnych, którą czyta się jak najlepszą powieść. Już za życia stał się legendą. Jego osiągnięciom nie sposób zaprzeczyć. Jego załoga była pierwsza na biegunie południowym, przepłynęli także Przejście Południowo-Zachodnie i Przejście Południowo-Wschodnie. Sam Amundsen miał opinię trudnego w obejściu: dążył do celu, ale nie po trupach. Pociągała go przygoda, jednak nie rzucał się w nią na hurra, tylko skrupulatnie się do niej przygotowywał. Był niezwykle ciekawy świata, nie mógł usiedzieć na miejscu. Mimo że miał kilka romansów, nigdy nie założył rodziny i nie osiadł nigdy na stałe. Więcej podróżował, niż gdzieś mieszkał. Ja, po przeczytaniu tej książki, niesamowicie go podziwiam. I wiecie co? Polubiłam Roalda Amundsena, tego ostatniego wikinga. Świetna książka, polecam ją Waszej uwadze.

teraz czytam

  • „Poste restante” W. Brydak (156/320 stron),
  • „Miejsce egzekucji” V. McDermid (291/582 strony),
  • „Legenda o samobójstwie” D. Vann (50/256 stron).

Czytaj dalej