Podsumowanie września

Cześć. Dziś ostatni dzień września. Nie ma co ukrywać, nie ma co zaprzeczać: jesień nadeszła! Dziś przywitała mnie ulewą i wichurą, jednak chwilę później wynagrodziła to słońcem i tęczą ❤ Coraz dłuższe wieczory i coraz niższe temperatury skłaniają do czytania, wróciłam więc do mojego stałego tempa. Gorzej szło mi recenzowanie… We wrześniu napisałam jedynie trzy teksty. Może październik będzie bardziej pracowity? Jednak póki co wracam jeszcze myślami do zeszłego miesiąca. Zapraszam Was serdecznie na wpis, w którym znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

przeczytane

  • „Budząc lwy” A. Gundar-Goshen (7/10),
  • „Światła wojny” M. Ondaatje (7/10),
  • „Łaskun” K. Puzyńska (7/10): W Lipowie robi się coraz mroczniej, a ja przyjęłam to z radością. Widać, że przy szóstym tomie Katarzyna Puzyńska złapała już wiatr w żagle i zamiast ciekawej, ale momentami trochę zbyt cukierkowej opowieści o wiejskich policjantach dała nam pełnokrwisty kryminał. Daniel przestał być taki jednowymiarowy, co też wyszło mu na dobre, przeszłość wciąż stuka do drzwi, a i przyszłość nie chce jakoś być różowa… Aż jestem ciekawa, co autorka wymyśliła dalej!
  • „Inne światy” aut. zbiorowy (6/10): To piękne wydanie zbioru opowiadań na podstawie fantastycznych (w obu znaczeniach tego słowa!) prac Jakuba Różalskiego dość długo czekało na swoją kolej, ale jaki może być lepszy czas na sięgnięcie po cegłę tekstów fantasy jeśli nie jesień? Przekrój nazwisk ciekawy, bo jest i Anna Kańtoch, i Robert J. Szmidt, ale też i autorzy, którzy obecnie porzucili nurt fantastyki lub ledwo go kiedyś liznęli, jak Jakub Małecki czy Remigiusz Mróz. Zbiór, jak to zbiory – nierówny. Najlepsze opowiadania to zdecydowanie historie Kańtoch i Małeckiego. Za to przez kobylasty tekst Jacka Dukaja po prostu, mimo najszczerszych chęci, nie przebrnęłam, w ten sposób utwierdzając się po raz kolejny w przekonaniu, że nie jest to autor dla mnie.
  • „Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Miłość” J. Gardell (7/10): Pierwszy tom znanej i polecanej gejowskiej trylogii. „Miłość” tchnie jeszcze nadzieją i pozwala czytelnikowi na lekkie pobłażanie, gdy czyta o pierwszych męskich miłościach, ale odbiorca wie to, czego nie wiedzą bohaterowie – że AIDS zaraz zbierze swe straszne żniwo. Są lata 80., ostatnie chwile beztroskiego seksu bez prezerwatyw i równocześnie pierwsze chwile walki o prawa osób LGBT. Zmiana wisi w powietrzu.
  • „Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego” Samir (7/10): Jak ocenić książkę, w której anonimowy Syryjczyk opowiada o terrorze Państwa Islamskiego w jego kraju? Trzeba być świadomym, jak trudne, prawie niemożliwe, wydawało się to, że taka książka w ogóle powstanie, że usłyszymy jego głos. Trzeba wiedzieć, że mężczyzna mógł w każdej chwili zginąć za zdradę tajemnic Daiszu. Dziennikarze w tych dniach nie mieli dostępu do miasta, a za kontakt z przedstawicielami zachodnich mediów groziło ścięcie. Mimo wszystko Samir znalazł sposób, by opowiedzieć światu, co się dzieje w Rakce. Przez SMS-y. Wstrząsająca lektura.
  • „Kobieta na schodach” B. Schlink (6/10): Wrześniowa lektura DKK. Może gdybym przeczytała ją przed rewelacyjnym „Lektorem”, to zrobiłaby na mnie lepsze wrażenie, jednak przez porównanie wypada ciut blado. To dobra historia, choć początek nuży, ale trochę za mało w niej emocji. Przez 2/3 czegoś mi brakowało, w ostatniej części uczuć było aż za dużo, przez co momentami robiło się ckliwie. Jednak mimo wszystko warto przeczytać dla końcówki i dla przemyśleń, jakie w nas ona wzbudzi. Rzecz o miłości, rzecz o chciwości, o sztuce i o śmierci. Jest tu wszystko.
  • „Gdyby ulica Beale umiała mówić” J. Baldwin (6/10): Sięgnęłam po nią z powodu niedawnego wznowienia i dość dobrej reklamy, jaką miała. Dobrze, że w taki sposób są przypominane książki sprzed lat, bowiem inaczej pewnie nigdy nie sięgnęłabym po powieść Baldwina. A temat ważny, choć mający już silną reprezentację literacką: rasizm w Ameryce. To historia młodej Tish, której narzeczonego, Fonny’ego, niesłusznie wsadzono do więzienia na podstawie oskarżenia o gwałt. I choć nie jest to najlepsza książka o rasizmie jaką czytałam, dołożyła kolejną cegiełkę, będąc następną historią, która dała mi do myślenia i uwrażliwiła mnie na problemy osób ciemnoskórych. Nie trzeba znać, ale można.
  • „Girl Power. Opowieści dla dziewczyn, które chcą zdobyć świat” C. Paul (7/10): Gdybym miała w rodzinie czy wśród znajomych bliską mi dziewczynkę w wieku 10-15 lat, to skwapliwie podsunęłabym jej tę książkę. Jestem gorącą orędowniczką wszystkich tytułów, które pokazują dziewczynkom, że mogą, jeśli tylko chcą, robić to, co chłopcy: chodzić na wyprawy do lasu, wspinać się na skałki, przepłynąć tratwą rzekę czy marzyć o podboju kosmosu. Caroline Paul pokazuje ponadto jak bezpiecznie i radośnie przeżyć różne przygody i uczy na swoim przykładzie co warto zrobić, a czego lepiej unikać. Super pouczające!
  • „Początki” C. F. Tiller (7/10),
  • „Pan Lodowego Ogrodu. T. 2” J. Grzędowicz (8/10): Skończona dziś, rzutem na taśmę. Niedawno czytałam tom pierwszy i nie chciałam dać długo czekać Vuko i reszcie ekipy. Kontynuacja jest jeszcze lepsza niż część pierwsza, i chyba nie bez przesady mogę powiedzieć, że nie czytałam tak dobrego heroic fantasy od czasu Sagi o Wiedźminie Sapkowskiego. Mam nadzieję, że kolejne książki cyklu trzymają dobry poziom.

teraz czytam

  • „Jalo” E. Khoury (80/360 stron),
  • „Macbeth” J. Nesbø (103/480 stron).

Czytaj dalej

Reklamy

Podsumowanie sierpnia

Cześć. Dziś ostatni dzień sierpnia. Czuć już powoli nadchodzącą jesień – też macie takie wrażenie? Niby jeszcze bywa upalnie, niby dni są całkiem długie, ale już nie tak długie jak w lipcu czy czerwcu, a noce przynoszą przyjemne ochłodzenie. Szkoda mi mijającego lata, ale lubię też początek jesieni: niżej świecące słońce, kasztany, wieczory spędzane pod kocem z kubkiem herbaty czy kakao w ręku… Jednak póki co wracam jeszcze myślami do sierpnia. Jaki był? Zapraszam Was serdecznie na wpis, w którym znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

W sierpniu nie byłam na żadnym spotkaniu autorskim, ale za to odwiedziłam pewne nowe miejsce związane z książkami. To Black Woolf, księgarnio-kawiarnia. Mieszcząca się w Katowicach na ul. 3 Maja 25, zapewnia coś dla duszy, i coś dla ciała. Tu napijecie się pysznej kawy i zjecie deser, a także kupicie książkę. Książki są w języku polskim i angielskim. W dodatku wnętrze jest piękne: sami zobaczcie! ❤

davsdrdavsdrsdr

Czytaj dalej

Podsumowanie lipca

 

Cześć. Dziś ostatni dzień lipca. Powoli zapominam już o swoim letnim urlopie, ale wrócę jeszcze na chwilę do tematu lipcowych lektur, których niestety wcale nie było tyle, ile optymistycznie zakładałam. Przeprowadzka zajęła mi większość wolnego czasu, ale to bynajmniej nie jest powód do smutku 🙂 Urządzanie swojego gniazdka jest bardzo przyjemne, a odkąd przewiozłam swoje biurko z komputerem i regały z książkami, to już czuję się tam jak w domu ❤ Jak zatem minął mi lipiec? Zapraszam Was serdecznie na wpis, w którym znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

Mimo tego, że przeprowadzka była dość absorbująca, udało mi się wpaść na dwa spotkania autorskie. Pierwsze z nich odbyło się w nowo otwartej księgarnio-kawiarni Dopełniacz na chorzowskim rynku – swoją drogą to urokliwe miejsce, które z pewnością nie raz jeszcze odwiedzę. Było to spotkanie z Martą Matyszczak, poświęcone jej najnowszej książce pt. „Trup w sanatorium”. Było przemiło i sympatycznie 🙂

dav

Drugie spotkanie odbyło się w MBP Katowice, a konkretnie w filii na osiedlu Tysiąclecia. Gościem biblioteki był Jacek Dehnel, który tym razem opowiedział o najnowszym tomiku swoich wierszy pt. „Serce Chopina”. Był to także asumpt do szerszej dyskusji na temat roli poezji (i literatury w ogóle) we współczesności. Jacka Dehnela mogę słuchać godzinami, więc i tym razem – mimo upału – nie miałam dość.

dig

Czytaj dalej

Podsumowanie czerwca

Cześć. To już koniec czerwca! Właśnie zaczynam swój letni urlop, czuję się więc mocno zrelaksowana i radosna 😀 Liczę na to, że wolne dni zaowocują też większą liczbą przeczytanych książek, chociaż i w czerwcu zdecydowanie nie było z tym źle! 🙂 Udało mi się również wrócić do regularnego blogowania, co mnie cieszy. Zapraszam Was serdecznie na wpis, w którym znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

Przede wszystkim w czerwcu ukazały się aż dwa tytuły, które objęłam swoim patronatem medialnym. Pierwszy z nich to „To nie przypadek” Przemysława Semczuka, o którym pisałam tak:

Gdy już przestawimy się na slow reading, możemy w pełni docenić to, jak Semczuk poprzez detale buduje szczegółowe i niezwykle realistyczne tło epoki. Stroje, jedzenie, muzyka, wygląd ulic, wystrój knajp – wszystko przenosi czytelnika wprost w lata dziewięćdziesiąte XX wieku do przygranicznego miasta, i to tak udanie, że prawie czuje się zapach rozgrzanych przez słońce ulic i kręcący w nosie kurz, który unosi się za odjeżdżającymi szybko drogimi samochodami.

Link do pełnej recenzji: [klik]

736488-352x500

Drugą książką, której miałam przyjemność patronować była najnowsza powieść Wojciecha Nerkowskiego pod tytułem „Przecięcie”. Oto wyimek z mojej opinii:

„Przecięcie” oferuje wszystko to, co w książce na lato niezbędne: dużo akcji, piękne plenery, trójkę bohaterów, między którymi iskrzy na różne sposoby, sensacyjne i niebezpieczne pościgi, współzawodnictwo godne Brada Pitta i Angeliny Jolie w filmie „Mr. & Mrs. Smith”, blichtr, pieniądze i wielki świat bogaczy oraz szczyptę gorącego romansu. A przy tym wszystkim nie jest książką banalną, i nawet, gdy operuje zgranymi chwytami, robi to z wdziękiem i jakąś niespodziewaną świeżością.

Link do pełnej recenzji: [klik]

000854VXSDG9XWSB-C122-F4

Na samiuśkim początku miesiąca, 1 czerwca, byłam na spotkaniu z Alkiem Rogozińskim. Jak zwykle mało się dowiedzieliśmy o najnowszej książce („Raz, dwa, trzy… giniesz ty!”), za to sporo o szkolnych czasach Autora. I dużo się pośmialiśmy. To chyba moje ulubione do tej pory zdjęcie ze spotkania autorskiego:

61688202_10219809831339888_6739522931237322752_n

fot. Marta Bajor

Poza tym mimo ledwo dającego się znieść upału, wybrałam się na spotkanie z Robertem Małeckim (czegóż się nie robi dla Roberta!) w katowickiej bibliotece. Dziękuję za dowóz i towarzystwo Domi czyta ❤ Spotkanie było bardzo ciekawe i sporo nowego się jeszcze dowiedziałam zarówno o Autorze (pozdrawiam wujka chrzestnego Roberta, obecnego na sali), jak i o najnowszej „Wadzie”.

sdr

Na koniec miesiąca, dość spontanicznie, pojechałam po raz pierwszy na Big Book Festival – i wróciłam oczarowana. Brakuje mi właśnie takich spotkań autorskich: pogłębionych, drążących pisarskie bebechy, mądrych i wyczerpujących. Choć uważam, że dociekania prowadzącej, która pytała Helgę Flatland czy ona również korzystała (jak jej bohaterowie) z terapii małżeńskiej, były… hmm, zbyt dogłębne i drążące 😉 Ogółem jednak wrażenia mam jak najbardziej pozytywne: to zdecydowanie inne doświadczenie niż targi książki, bardziej slow (co może nie dotyczy częstotliwości spotkań, bo w sobotę byłam praktycznie cały dzień na festiwalu i zaliczałam spotkanie za spotkaniem), ale kontaktu z pisarzem i całej otoczki. Udało mi się wysłuchać: Anne Swärd, Sarah Moss, Jacka Dehnela, Normana Daviesa i Helgi Flatland. Najbardziej zaskakujące spotkanie? To z profesorem Davisem, bonusowe, bo właściwie przeze mnie nieplanowane: nigdy bym nie pomyślała, że będę słuchać profesora, balansując tyłkiem na piłce do ćwiczeń (zabrakło krzeseł, bo tylu było chętnych!) i zaśmiewając się z kolejnych anegdot i celnych puent. Obawiam się, że teraz sobie nie odpuszczę przyszłorocznej edycji!

Czytaj dalej

Podsumowanie maja

Cześć. Przyznam szczerze, że koniec miesiąca znowu mnie zaskoczył 😀 W maju, o ile mnie pamięć nie myli, nie byłam na żadnym spotkaniu autorskim, ale za to wpadłam, jak co roku, na Warszawskie Targi Książki, gdzie dużo się działo 😀 Nie piszę już osobnych relacji z targów, ale pokażę Wam we wpisie kilka zdjęć, żebyście mogli poczuć targową atmosferę 🙂 Za to na blogu lekki zastój, za co przepraszam! Życie nie daje chwili na oddech i niestety blog na tym trochę cierpi 😦 Niemniej jednak udało mi się przeczytać w maju parę książek, więc zapraszam na wpis. Znajdziecie w nim jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

Pod koniec maja ukazała się książka, którą objęłam swoim patronatem medialnym. Mowa o „Uciekinierze” Ele Fountain. Możecie być zaskoczeni, bo to powieść… młodzieżowa. Rzadko sięgam po młodzieżówki, bo już dawno zapomniałam jak to jest być w szkole i co to za uczucie, gdy zakochujesz się na zabój nastoletnią, pierwszą miłością, ale „Uciekinier” oferuje coś więcej. Sami sprawdźcie opis… A moja opinia o książce już niebawem.

Piękna, porywająca opowieść o dorastaniu i prawdziwym człowieczeństwie.

Czternastoletni Shif to zwykły chłopak, który chodzi do szkoły, lubi matematykę i grę w szachy. Ale pewnego dnia w drzwiach jego rodzinnego domu stają uzbrojeni żołnierze. Od tego momentu nic już nie jest takie jak przedtem. Shif i jego najlepszy przyjaciel, Bini, muszą uciekać przed przymusowym wcieleniem do armii, podczas gdy cały kraj ogarnia wojna.

Złapani, trafiają do nieludzkiego więzienia na pustyni. Mordercza wędrówka, spotkanie z handlarzami ludźmi, a w końcu – walka o życie na przeładowanej łodzi, którą uciekają uchodźcy. Bo tylko ci, którzy przeżyją, ocalą pamięć o innych.

(opis z okładki)

729144-352x500

Nie wyobrażam sobie maja bez wyjazdu na Warszawskie Targi Książki. Także i w tym roku zawitałam na trzy dni do stolicy, by spotkać dawno niewidzianych znajomych, pogadać z ludźmi z branży, spotkać ulubionych autorów i zdobyć autografy w książkach. I jak na co dzień najbardziej lubię wziąć pod pachę książkę i położywszy się wygodnie na łóżku, oddać się lekturze, tak w czasie targów całkowicie zmieniam swój tryb życia. Od rana do wieczora przebywam wśród ludzi – i ciągle mi mało! Spotkania, rozmowy, kolejki na Stadionie Narodowym, bolące nogi, zmęczenie: to wszystko nie powstrzymuje mnie wcale od wyjścia wieczorem z przyjaciółmi do knajpy. Kocham ten czas! Pozdrawiam wszystkich, z którymi udało mi się wymienić choćby dwa słowa czy szybki uścisk ❤ Mam nadzieję, że z większością z Was zobaczę się jesienią w Krakowie.

View this post on Instagram

Gdyby nie Jerzy @ktoczytazyjepodwojnie, targi książki nie byłyby ani w połowie tak fajne 😌 Uwielbiam to, że mimo całej tej szalonej oprawy, która towarzyszy zbieraniu autografów, mimo biegu z miejsca na miejsce, zawsze znajdziemy dla siebie chwilę na rozmowę 😊 Dzięki, mój najlepszy targowy towarzyszu ❤️ . . . . . #warszawskietargiksiążki #wtk2019 #spotkania #blogerzy #pieknechwile #wmiłymtowarzystwie #książkowyzawrótgłowy #dużoksiążek #ktoczytażyjepodwójnie #przyjaźń #friendship #bff #brothersistertime #brotherfromanothermother #goodtime #booklover #booknerd #booksbooksbooks #booksforlife #czytambokocham #książkimojamiłość #czytaniejestsexy

A post shared by Karolina Sosnowska (@tanayah_czyta) on

przeczytane

  • „Pierwsza osoba” R. Flanagan (7/10),
  • „Umorzenie” R. Mróz (6/10),
  • „Księga zwierząt niemalże niemożliwych” C. Henderson (8/10),
  • „Dom na Wyrębach” S. Darda (6/10): Sporo osób polecało mi cykl o Wyrębach i samego Dardę, który miał udanie czerpać ze słowiańskich legend i strachów. Sięgnęłam więc po pierwszy tom serii i… dość długo nie mogłam się wciągnąć w fabułę. Dla kogoś, kto ma za sobą wiele thrillerów i horrorów „Wyręby” nie będą mocno straszne, ale muszę przyznać, że mają ciekawy klimat. Darda na tyle mnie zaintrygował, że choć do zachwytu mi daleko, dam mu w przyszłości drugą szansę.
  • „Kolor purpury” A. Walker (6/10): Dawno już nie brałam na tapet nieznanego mi do tej pory klasyka. Jeśli chodzi o „Kolor purpury” to mam wrażenie, że popularniejszy jest film z Whoopi Goldberg w głównej roli, niż książka. Ta powieść epistolarna nie jest najłatwiejsza w lekturze, a to z tego powodu, że jej narratorka, ciemnoskóra kobieta Celia, jest słabo wykształcona i popełnia w swych listach mnóstwo błędów. Historia jej życia jest poruszająca, ale mam wrażenie, że to jedna z tych opowieści, które lepiej bronią się na ekranie.
  • „Inna dusza” Ł. Orbitowski (7/10): Po trudnym przeżyciu, jakim była dla mnie lektura „Exodusu”, długo dochodziłam do siebie. Nie żartuję: Orbitowski, który dotąd zawsze zapewniał mi bardzo satysfakcjonującą lekturę, „Exodusem” mnie negatywnie zaskoczył. Zewsząd jednak słyszałam, że „Inna dusza” to jego najlepsza, najdojrzalsza książka. Muszę się z tym zgodzić. Co prawda nie została moją ulubioną (to miejsce chyba ciągle zajmuje „Szczęśliwa ziemia”), ale niewątpliwie autor pokazał tu na co go stać. Książka najlepiej sprawdza się w spokojnym czytaniu, ponieważ nie jest tu ważna akcja (która toczy się dość wolno), a niezwykły klimat szarego miasta i jego zwykłych-niezwykłych mieszkańców.
  • „Szepty dzieci mgły i inne opowiadania” T. Canavan (7/10): Canavan czytam, gdy mam ochotę odpocząć przy dobrej fantastyce. Jej lekkość pióra w połączeniu z ciekawymi postaciami sprawiają, że kolejne tytuły połykam z wielką przyjemnością. Nie inaczej było w omawianym zbiorku opowiadań: i jedynym minusem, jaki znalazłam jest to, że książka skończyła się zbyt szybko.
  • „Dziewczyna z konbini” S. Murata (7/10),
  • „Żniwa zła” R. Galbraith (7/10): Nie wiem co takiego jest w pisarstwie J.K. Rowling, że jej powieści wciągają mnie bez reszty. Chyba to przede wszystkim kwestia wyrazistych bohaterów, do których pała się sympatią i którym się kibicuje, będąc ciekawym ich dalszych losów. Detektywa Cormorana Strike’a i jego asystentkę Robin polubiłam dosłownie od początkowej sceny, gdy ten pierwszy prawie zrzucił tę drugą ze schodów – i te ciepłe uczucia żywię do nich do dziś. Książkowe śledztwo nie jest może tak dopracowane jak u „wytrawnych” pisarzy kryminałów, ale całość i tak czyta się z ogromnym zadowoleniem z lektury. Chcę więcej!
  • „Pieśń o Warszawie” D. Tarczoń (6/10),
  • „Gretel i ciemność” E. Granville (6/10): Majowa lektura DKK, którą tym razem skończyłam rzutem na taśmę. Wiedeń u schyłku XIX wieku i nazistowskie Niemcy. Krysta i Lilie, Daniel i Benjamin. Ludzie-zwierzęta, baśnie, kobieta, która twierdzi, że jest robotem i pojawiła się na Ziemi, by zniszczyć potwora o imieniu Adi oraz złe wiedźmy… „Gretel i ciemność” to historia interesująca, z dużym potencjałem, ale ostatecznie zbyt chaotyczna, przez co trudna w lekturze. Na koniec miałam co prawda to satysfakcjonujące „a-ha!”, gdy wszystkie elementy układanki wskoczyły wreszcie na swoje miejsce, ale trzeba się wykazać niezwykłą determinacją, by do tego końca dotrzeć. Szkoda.

teraz czytam

  • „To nie przypadek” P. Semczuk (300/352 strony),
  • „Rozterki śmierci” J. Saramago (134/272 strony),
  • „Malarka gwiazd” A. Noguera (87/464 strony),
  • „Londyn. Miasto queer” P. Ackroyd (56/326 stron).

Czytaj dalej

Podsumowanie kwietnia

Cześć. Nawet nie wiem, kiedy minął kolejny miesiąc! Naprawdę jutro już maj? Maj, mój ulubiony miesiąc, gdy wszystko kwitnie, zaczyna się robić ciepło, a w sklepach pojawiają się świeże warzywa i owoce? Czas leci jak szalony, więc pora porozmawiać trochę o tym, co działo się u mnie i na blogu w kwietniu 🙂  Ile historii udało mi się poznać, ile książek przygarnąć? Zapraszam na wpis! Znajdziecie w nim jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

To był szalony miesiąc, trochę zakręcony, dość zajęty, kiedy nie miałam zbyt wiele czasu (lub sił) na czytanie. Udało mi się jednak być na dwóch spotkaniach autorskich. Najpierw z ciekawością wysłuchałam, co na temat swojej nowej książki „Pianie kogutów, płacz psów” miał do powiedzenia Wojciech Tochman. Spotkanie odbyło się w filii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach:

sdr

Drugim i niezwykle ciekawym spotkaniem było to z Robertem Rientem prowadzone przez dr hab. Annę Gomółę. W kameralnym, może dziesięcioosobowym gronie, miałam okazję wysłuchać rozmowy z autorem, a na koniec porozmawiać z nim jeszcze tête-à-tête. Brakuje mi na co dzień takich spotkań, gdzie pytania są zdecydowanie bardziej pogłębione i oryginalniejsze niż „Proszę opowiedzieć o swojej ostatniej książce”. Inna sprawa jest taka, że Rient ma wiele ciekawego do powiedzenia, tym bardziej cieszy zaangażowanie prowadzącej. Spotkanie odbyło się w MDK-u w Chorzowie:

dav

Z nieksiążkowych, ale wciąż kulturalnych spraw: byłam na koncercie Pawła Izdebskiego (niektórzy mogą go kojarzyć ze Studia Accantus, jednak tym razem przyjechał do Katowic ze swoim solowym materiałem), a także obejrzałam na platformie Netflix kolejny sezon RuPaul’s Drag Race (obecnie jestem w trakcie sezonu 3), udało mi się też zobaczyć 1 sezon Sex education oraz 1 sezon Special. Jeśli chodzi o filmy, na Netflixie obejrzałam Burleskę, a w kinie Vox lux. Jak zaraz się przekonacie, zmęczenie spowodowało, że więcej obejrzałam niż przeczytałam 😉

przeczytane

  • „Gambit” M. Siembieda (8/10),
  • „Arystokratka i fala przestępstw na zamku Kostka” E. Boček (7/10),
  • „Egzekutor” Ch. Carter (8/10): Drugi tom przygód policyjnego śledczego Roberta Huntera trzyma poziom pierwszego. Ponownie otrzymujemy wyrafinowaną grę sadystycznego przestępcy i gliniarza, wartką akcję, brutalne sceny i zaskakujące zakończenie. Carter szturmem wdarł się na moją osobistą listę ulubionych pisarzy kryminałów. Cieszę się, że tyle tomów jeszcze przede mną.
  • „Punkt widzenia” M. Rogala (7/10),
  • „Syrena i pani Hancock” I. H. Gowar (7/10),
  • „Zaginione Miasto Boga Małp” D. Preston (7/10): Kwietniowa lektura DKK. Niezwykle ciekawe dzieje prawdziwej wyprawy wprost do honduraskiej dżungli w celu zbadania na poły mitycznego Białego Miasta zwanego też Miastem Boga Małp. Na archeologów i ich ekipę czyhało wiele niebezpieczeństw, np. niezwykle jadowite węże, paskudne pająki, przenoszące okropne choroby muchówki i zdradliwe bagna. Jakby tego było mało, te tereny to szlaki przerzutowe karteli narkotykowych. A jednak znaleźli się szaleńcy, którzy weszli odważnie w dżunglę i odkryli pozostałości tajemniczego miasta. Wciągająca lektura.

teraz czytam

  • „Pierwsza osoba” R. Flanagan (77/450 stron),
  • „Dom na Wyrębach” S. Darda (112/288 stron),
  • „Księga zwierząt niemalże niemożliwych” C. Henderson (273/430 stron),
  • „Inna dusza” Ł. Orbitowski (154/432 strony).

Czytaj dalej

Podsumowanie marca

Cześć. Minął kolejny miesiąc, więc pora porozmawiać trochę o tym, co działo się u mnie i na blogu w marcu 🙂  Ile historii udało mi się poznać, ile książek przygarnąć? Zapraszam na wpis! Znajdziecie w nim jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

Miałam szansę znaleźć się w materiałach promocyjnych wydawnictwa Świat Książki dotyczących tytułu Przemysława Semczuka „M jak morderca. Karol Kot – wampir z Krakowa”. Czy z niej skorzystałam? Oczywiście! A książka (i postać Kota) mrozi krew w żyłach.

IMG_20190331_125204_894

W marcu byłam również na trzech spotkaniach autorskich. Na samym początku marca w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Katowicach odbyło się spotkanie z Katarzyną Puzyńską. Nie wiedziałam, że Kasia to taka gaduła! 😀 Było bardzo sympatycznie i ciekawie.

received_400848960672127 (1)

fot. Marta Bajor

Potem katowicki Empik odwiedził Książę Komedii Kryminalnej, czyli Alek Rogoziński. Oczywiście śmiechu było tyle, że brzuch bolał, a tusz spływał z rzęs 😀 Dziękuję za miłe popołudnie, Alku!

IMG_20190331_125233_131

Na koniec marca przyjechał na Górny Śląsk Przemysław Semczuk. Chociaż książka, której spotkanie dotyczyło, powoduje ciarki na plecach, prowadzący i autor zdołali trochę rozluźnić atmosferę.

IMG_20190331_125210_631

A na kwiecień zapowiada się jeszcze więcej wyjść 🙂 Ale będzie kulturalnie!

przeczytane

  • „Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” J. Ward (8/10),
  • „M jak morderca. Karol Kot – wampir z Krakowa” P. Semczuk (7/10),
  • „Wszystkie dzieci Louisa” K. Bałuk (7/10): Wstrząsający reportaż o dzieciach z probówki. I nie, mojego szoku nie wywołała metoda ich poczęcia, ale to, że w opisywanej klinice doktora Karwata dochodziło do szeregu nieprawidłowości. Nasienie dawców było źle opisane, mieszane, przyszłe matki były oszukiwane, wiele rzeczy działo się bez ich wiedzy i zgody… A Louis? To samotny mężczyzna ze spektrum autyzmu, który wymarzył sobie, że będzie miał najwięcej dzieci ze wszystkich Holendrów. Udało mu się. Jednak co mają czuć ci ludzie, którzy stali się ofiarą eksperymentu? Warto przeczytać.
  • „Podróż «Bazyliszka»” M. Brennan (7/10),
  • „Śmierć w blasku fleszy” A. Rogoziński (7/10),
  • „Biegacz” B. Grubich (6/10),
  • „Profesor Stoner” J. Williams (8/10): Marcowa lektura DKK „Trzynastka”. Z opisu na okładce kompletnie niepozorna, ale jakaż tu się kryje treść! Ile emocji, znaczeń, zmagań chłodnego rozumu z gorącym uczuciem, miłości do literatury z ogólną bezsilnością! To mocno poruszająca, napisana pięknym językiem powieść, którą naprawdę warto przeczytać. Już wiem, że głosy zachwytu nie były przesadzone.
  • „Dziwne losy Jane Eyre” Ch. Brontë (6/10): Obiecałam sobie, że w 2019 będę czytać więcej klasyków, i oto jest pierwszy z nich. Kanoniczny, wiktoriański romans, Jane Eyre i pan Rochester. Muszę przyznać, że choć początkowo byłam bardzo zadowolona z lektury, to gdzieś tak ostatnie 150 stron mnie wymęczyło, co wpłynęło na końcową ocenę. Lubię od czasu do czasu przeczytać coś z klasyki romansu, ale bywa, że poziom ckliwości jest dla mnie zbyt duży: i to właśnie stało się moim udziałem na ostatnich stronach powieści. Mimo wszystko cieszę się, że sięgnęłam w końcu po „Dziwne losy Jane Eyre”.
  • „451° Fahrenheita” R. Bradbury (7/10): A oto i klasyk numer 2. Tym razem spod znaku science-fiction/dystopii. Tu znów było na odwrót: początek mnie nieco męczył, środek i zakończenie wciągnęły. To krótka książeczka, która ma około 150 stron, a jednak mówi tyle bólu, strasznym świecie bez literatury, walce o zmianę rzeczywistości, że nie da się zostać obojętnym po jej przeczytaniu. Zwłaszcza, że można odnieść wrażenie, że wizja Bradbury’ego jest niepokojąco prawdziwa…
  • „Żona podróżnika w czasie” A. Niffengger (7/10): O tej książce słyszałam dużo dobrego, a jej tytuł nie raz przewijał się tu i ówdzie, wzbudzając moje zainteresowanie. W końcu sięgnęłam po książkę, która okazała się być godziwą literaturą rozrywkową na dobrym poziomie. Henry jest bibliotekarzem, który cierpi na pewną przypadłość: w sposób niekontrolowany podróżuje w czasie. Jak żyć z takim „chronologicznym zaburzeniem”? Jak się zakochać, założyć rodzinę? Czy ryzykować posiadanie dziecka? Książka Niffengger plusuje ciekawym konceptem i wartką akcją. Czyta się szybko i nie da się o tej książce zapomnieć!

teraz czytam

  • „Księga zwierząt niemalże niemożliwych” C. Henderson (153/430 stron),
  • „Gambit” M. Siembieda (123/416 stron),
  • „Egzekutor” Ch. Carter (26/416 stron).

Czytaj dalej