Podsumowanie marca

Cześć! Kto by przypuszczał jeszcze miesiąc temu jak to wszystko się potoczy… Nie muszę mówić, że to trudny czas dla Polski i Polaków. Nie chcę za dużo pisać na temat koronawirusa, bo i tak informacje atakują nas zewsząd w mediach, mam tylko nadzieję, że macie możliwość siedzieć bezpiecznie w domu, a ci, którzy muszą chodzić do pracy, zachowują się w sposób odpowiedzialny. Życzę Wam wszystkim dużo zdrowia! ❤ Książki mogą być teraz dla nas, książkoholików, ratunkiem. Oderwijmy się więc na chwilę od rzeczywistości, a ja opowiem Wam, co przeczytałam i obejrzałam w marcu, a także jakie książki do mnie przybyły. Na końcu jak zwykle garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

Zanim jeszcze ze względów bezpieczeństwa zakazano wychodzenia bez potrzeby z domu, odwiedziłam wystawę Proste gesty w BWA w Katowicach. „Wystawa jest próbą odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób kompetencje artystów mogą wpływać na budowanie dobra wspólnego”. Prace były bardzo różnorodne, a poniżej niektóre z nich.

IMG_20200307_143720-01

IMG_20200307_142757-01

IMG_20200307_142932-01

Potem pozostało już tylko zwiedzanie on-line… Zresztą wiele muzeów, teatrów i innych instytucji przeniosło kulturę do sieci, co dało nam możliwość zajrzeć w miejsca, w które z różnych względów trudno nam osobiście dotrzeć 🙂 Ja wybrałam się na zwiedzanie wystawy II wojna światowa – dramat, symbol, trauma w MOCAKu (Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie).

IMG_20200331_130621_931

Czytaj dalej

Podsumowanie lutego

Cześć! Najkrótszy miesiąc roku już za nami: i jak na krótki miesiąc przystało, nie wiem kompletnie, kiedy on minął 😉 Duży wpływ ma na pewno na to praca, w której dużo się dzieje. Na szczęście udało mi się co nieco przeczytać i obejrzeć, choć nie ma tego tyle, co w styczniu. Gotowi na podsumowanie miesiąca? We wpisie znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

W lutym, korzystając z tego, że wpadłam na 3 dni do Poznania, odwiedziłam wystawę Daniela Lismore „Jestem dziełem sztuki”. Piękne, przebogate, wręcz kojarzące się z dragiem stroje udrapowane na mocno wymalowanych manekinach robiły niesamowite wrażenie.

dav

Wybrałam się także na spotkanie z Martą Matyszczak z okazji premiery kolejnego tomu jej Kryminałów pod psem, któremu patronuje stowarzyszenie Śląscy Blogerzy Książkowi. Chorzowski Dopełniacz pękał w szwach!

dig

Czytaj dalej

Podsumowanie stycznia

Cześć! Witam się z Wami w pierwszym miesięcznym podsumowaniu tego roku 🙂 Nowy rok… nowa ja? Niekoniecznie 😉 Wciąż dużo czytam, choć nowością jest obecność audiobooków – z powodu dość długich dojazdów do pracy zdecydowałam się dać książce mówionej szansę. Z jakim efektem? Wciąż numerem jeden jest książka papierowa, a numerem dwa e-book, jednak przekonałam się, że gdy nie mam innego wyjścia, audiobook też daje radę 😛

Postanowiłam też ująć w podsumowaniu miesiąca co oglądałam i czego słuchałam w danym miesiącu: w końcu nie samą książką człowiek żyje, prawda? Na koniec krótko wspomnę jakie książki przeczytałam w ramach kilku wyzwań książkowych (do mojego wyzwania Ciąg dalszy nastąpi zapraszam cały rok). To co, gotowi na poczytanie wpisu, w którym znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe? 🙂

podsumowaniemiesic485ca

W styczniu działo się kulturalnie, chociaż nie stricte książkowo 😉 Byłam w Muzeum Śląskim na wystawie czasowej, instalacji Chiharu Shiota Counting memories oraz w BWA (Galeria Sztuki Współczesnej) na wystawie Biennale Plakatu Polskiego Katowice 2019, a na koniec miesiąca udało mi się jeszcze wpaść po pracy na wernisaż prac Mateusza Ledwiga, znanego lepiej jako Roobens/Rubens był z Bytomia. Jego dzieła wiszą w foyer Teatru Śląskiego w Katowicach do końca lutego.

received_470325910282518

fot. Najkon @najkon

davsdr

 

Czytaj dalej

Podsumowanie grudnia

Cześć. Dziś ostatni dzień grudnia, a więc zapraszam na podsumowanie miesiąca 🙂 Na przełomie listopada i grudnia dużo się u mnie działo: zmieniłam pracę, a że zmiany zawsze mnie trochę stresują, odbiło się to również na blogu, gdzie zagościły w tym miesiącu tylko 3 recenzje. Za to dzięki dojazdom do pracy, mogę poczytać w komunikacji miejskiej, więc… Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! 😉 A zatem: jaki dokładnie był ten grudzień? Zapraszam Was serdecznie na wpis, w którym znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

przeczytane

  • „Rana” W. Chmielarz (7/10): Fanką twórczości Chmielarza stałam się właściwie już po przeczytaniu jego pierwszej książki z cyklu z komisarzem Mortką, „Podpalacza”, było więc więcej niż pewne, że i po napisaną poza cyklem „Ranę” sięgnę. Ta historia jest zdecydowanie mniej kryminalna, mimo że trup pada, jednak akcenty są w tym przypadku inaczej rozłożone. Obserwujemy więc pewną kobietę po przejściach, która po latach wraca do pracy w szkole, a także – dzięki niej – środowisko uczniowsko-nauczycielskie. Chmielarz prywatnie jest mężem nauczycielki, ze zgrozą więc przyjmuję, że „Rana” jest w pewnej warstwie bliska prawdziwemu życiu. Książka, jak zwykle u tego autora, bardzo dobra.
  • „Horyzont” J. Małecki (8/10),
  • „Kilka dni z życia Alice” L. Moriarty (7/10): Lekko napisana powieść obyczajowa o niebagatelnym problemie – urazowej utracie pamięci. Alice, kobieta około 40, uderza się w głowę podczas ćwiczeń na siłowni, a gdy się budzi, nie pamięta ostatnich 10 lat życia. To oznacza, że nie poznaje swoich dzieci, współpracowników, przyjaciół ani… kochanka. Jak to się stało, że ma kochanka i co poszło nie tak w jej, zdawałoby się, idealnym małżeństwie? Dobra lektura typu czytadło, wzbogacona wartościowym, choć niezbyt odkrywczym przesłaniem.
  • „Narzeczona z getta” S. Waszut (7/10),
  • „Sprężyna” M. Musierowicz (6/10): Z uporem godnym lepszej sprawy Musierowicz wciąż wydaje kolejne tomy cyklu o rodzinie Borejków, a ja je czytam. Jest ogólnie wiadomym, że gdzieś tak od 10 tomu nie jest to już stara, dobra Jeżycjada, a popłuczyny po tejże, ale urok Poznania wciąż na mnie działa. „Sprężyna” opowiada historię małej Łusi Pałys, a pośrednio także Laury zwanej Tygrysem. Lubię dowiadywać się, co tam nowego u Gaby, Natalii czy Ignacego Borejko, zacnej głowy rodziny, ale losy kolejnych dziatek tychże bywają lekko nużące, a i rażące sztucznością. A jednak jest w tej serii coś takiego, co sprawia, że wiem, że sięgnę również po kolejne tomy.
  • „Immortaliści” Ch. Benjamin (7/10): „A Ty? Jak przeżyłbyś swoje życie, gdybyś wiedział, kiedy umrzesz?” – to pytanie determinuje losy czwórki rodzeństwa, które pewnego dnia, będąc dziećmi, z ciekawości wybrało się do wróżki, która każdemu indywidualnie zdradziła daty ich śmierci. Dzieci różnie przyjmują tę wiadomość: jedne w nią nie wierzą, inne nie mogą przestać myśleć o tym, co wywróżyła im tajemnicza kobieta. Gdy umiera pierwsza osoba z czwórki rodzeństwa, dokładnie wtedy, gdy miało to nastąpić, na pozostałą trójkę pada blady strach. Ciekawa, nietuzinkowa historia, niestety dość nierówna. Każde z rodzeństwa dostało swoją część książki, i każda kolejna podobała mi się trochę mniej. Mimo wszystko powieść warta uwagi.
  • „Diaboliada” M. Bułhakow (5/10): Zastanawiałam się, czy umieszczać ten tytuł w zestawieniu, bo to krótka nowelka, jednakże z tego, co wiem, została kiedyś wydana w formie pojedynczej książki, więc niechaj tak będzie. Może tego o mnie nie wiecie, ale jestem ogromną fanką „Mistrza i Małgorzaty”, który to tytuł długo był moim ulubionym. „Mistrza i Małgorzatę” poznałam w liceum, nie sięgnęłam jednak później po żaden inny utwór Bułhakowa, bojąc się, że mu w moich oczach nie dorówna. Tak stało się niestety z „Diaboliadą”, na której kartach autor rozprawił się z niesamowitym, chociaż realnym przecież światem sowieckiej biurokracji. Poziom absurdu wzrastał ze strony na stronę, a ja w pewnym momencie przestałam nadążać na kolejnymi dziwnymi wydarzeniami.
  • „Gołębiarki” A. Hoffman (8/10): Są plusy dojazdów do pracy pociągami. Otóż odkurzyłam swój czytnik! A na nim są takie książki, jak na przykład „Gołębiarki”: wspaniała, historyczna powieść o sile kobiet. Myślę, że w tym przypadku najlepiej rzecz oddaje opis z okładki: „Za kanwę powieści posłużyły wydarzenia, które miały miejsce w roku 70 n.e., gdy 900 Żydów zamkniętych w górskiej twierdzy Masada odpierało miesiącami ataki Rzymian. Ostatecznie ocalały jedynie dwie kobiety i pięcioro dzieci. Autorka opisuje losy czterech różnych bohaterek, z których każda ma dramatyczną historię i własne sekrety – teraz ich losy przecinają się w tych rozpaczliwych dniach zagłady. Tym, co je łączy jest walka o przetrwanie, a także opieka nad gołębiami pocztowymi, które stanowią jedyny łącznik oblężonej twierdzy ze światem zewnętrznym”. Niesamowita, pasjonująca historia, od której trudno mi się było oderwać!
  • „Gwiazdkozaur” T. Fletcher (7/10): Rzadko sięgam po literaturę dziecięcą, chyba również rzadko, jak po tę stricte świąteczną. A w tym roku 2 w 1! Na szczęście „Gwiazdkozaur” to mądra, ciepła powieść z przesłaniem. Oto pewien chłopiec o imieniu William (cechy charakterystyczne: kompletna szajba na punkcie dinozaurów oraz wózek inwalidzki) pisze, jak co roku, list do Świętego Mikołaja. Tym razem jego życzenie sprawi Mikołajowi nie lada kłopot! Chłopak chce bowiem dinozaura. Ale jaki to ma być dinozaur? „Czy to kolejna historia o prezentach, reniferach i Świętym Mikołaju? Nic z tych rzeczy! Oczywiście są prezenty, renifery i Święty Mikołaj… ale jest też coś znacznie więcej”. Historia o przyjaźni, magii, rodzicielskiej miłości i o tym, jak ważne jest wyciągnięcie ręki do drugiej osoby (nawet, jeśli wydaje się ona najwredniejszą dziewczyną w szkole!).
  • „Macocha” P. Hůlová (8/10): Monolog, pijacki bełkot, haluny, wspominki i wrzaski – to otrzymujemy po otwarciu książki Hůlovej, a jednak zauroczeni przewracamy stronę za stroną. Oto alkoholiczka, pisarka romansów i wyjątkowo kiepska matka prowadzi swoją tyradę z balkonu. Nikt nie chce jej słuchać, ale każdy musi, chcąc nie chcąc, posłuchać i choć zerknąć na zapijaczoną kobietę w brudnym szlafroku i z flaszką w ręce. Udany powrót do literatury czeskiej, której czytam zdecydowanie zbyt mało. A może postanowienie noworoczne, że w 2020 będę jej czytać więcej?
  • „Boskie przyrodzenie. Historia penisa” T. Hickman (6/10): Hmm… Ostatnia książka, jaką przeczytałam w tym roku, w całości poświęcona jest penisowi. Niechaj i tak będzie! Autor raczy czytelnika mnóstwem faktów, ciekawostek, statystyk i cytatów z literatury na temat męskiego przyrodzenia, czasem bawiąc, innym razem każąc z niedowierzaniem otworzyć oczy (dziwne techniki mające wspomóc wzwód czy pomysły w jaki sposób można powiększyć swojego członka), ale bywa, że i nużąc, przywołując zbyt wiele liczb. Fragment o średniej długości penisa przedstawicieli różnych ras może tak mocno fascynować chyba tylko mężczyzn… 😉 Jednak lektura była interesująca i nie żałuję, że właśnie z nią spędziłam ostatnie dni 2019 roku.

teraz czytam

  • „Korekty” J. Franzen (46/586 stron),
  • „Zimowla” D. Słowik (477/624 strony).

Czytaj dalej

Podsumowanie listopada

Cześć. Dziś ostatni dzień listopada, a więc…  Ups! Pierwszy raz przegapiłam ostatni dzień miesiąca i nie napisałam na czas podsumowania! Na swoje usprawiedliwienie mam to, że naprawdę dużo się u mnie działo w ostatnich dniach. Mamy już grudzień, ale chcę odnotować, co się działo w listopadzie i jakie książki przeczytałam, więc cofniemy się jeszcze na moment do zeszłego miesiąca 🙂 Zapraszam Was serdecznie na wpis, w którym znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

W listopadzie byłam tylko na jednym spotkaniu autorskim, ale za to… Sama je prowadziłam! Tak, tak, pierwszy raz w życiu miałam okazję prowadzić spotkanie, a choć był to dla mnie spory stres, to na szczęście wypadłam dobrze, a rozmowa była bardzo udana 😀 Na pewno spora w tym zasługa mojej interlokutorki, czyli Marty Matyszczak. Marto, z tego miejsca jeszcze raz Ci dziękuję! No i oczywiście Gackowi, który, no cóż… skradł całe show 😉

przeczytane

  • „Pierwsze słowo” M. Kisiel (6/10): Książka z gatunku tych, co do których zdziwiona jestem, że tak długo przeleżały w mojej biblioteczce nieczytane. I oto nadejszła wiekopomna chwila! Kiśl twierdzi, że nie umie w opowiadania, i ja rzeczywiście wolę ją w wersji dłuższej, powieściowej, ale jest tu kilka naprawdę świetnych tekstów, na przykład zabawna „Rozmowa dyskwalifikacyjna”, surrealistyczne „Przeżycie Stanisława Kozika” czy rozdzierające „Miasto motyli i mgły”. No i jest też „Dożywocie”, czyli gratka dla osób, które w kiślowersum weszły, gdy „Dożywocie” było już pełnoprawną powieścią, a teraz mogą zobaczyć jak to się zaczęło. Jednak i ten zbiór opowiadań nie ustrzegł się słabszych tekstów, które szybko wylatują z pamięci.
  • „Iwan Konwicki, z domu Iwaszkiewicz. Biografia” T. Konwicki, D. Konwicka (8/10): Przezabawna biografia kocura Iwana, który mieszkał z Konwickimi. To bardziej rzecz dla fanów pisarza i/lub kotów, bowiem nie są to teksty nowe, a jedynie wyjęte z wcześniejszych tekstów autora. Ja poznałam twórczość Konwickiego bliżej na studiach polonistycznych i wtedy też Iwan zdobył moje serce. Urocze, prześmieszne teksty wzbogacone rysunkami Danuty Konwickiej, żony Tadeusza, mają jedną główną wadę: to się za szybko czyta!
  • „Białystok. Biała siła, czarna pamięć” M. Kącki (8/10): Książka bolesna, ale też jakże ważna i warta przeczytania, szczególnie po wydarzeniach na tegorocznym Marszu Równości w Białymstoku. Kącki podszedł do tematu Białegostoku całościowo, możemy więc poczytać o wymazanej i zapomnianej historii miasta (ludność żydowska), o twórcy języka esperanto,  Ludwiku Zamenhofie, o problemie miasta z neofaszystowskimi bojówkami czy o krwawiącej hostii z Sokółki. Wyłania się z tego połączenia obraz Polski, który mnie boli i gniecie. Mocna książka.
  • „Wyrok” R. Mróz (7/10),
  • „Człowiek z wyspy Lewis” P. May (7/10): Drugi tom trylogii o wyspie Lewis trzyma równie dobry poziom co pierwszy. Nie od dziś wiadomo, że małe wysepki to idealne miejsca, by osadzić na nich fabułę krwistego kryminału, a jeśli jeszcze to ponura Skandynawia (konkretnie Szwecja), to mamy strzał w dziesiątkę! Otrzymujemy więc powieść, w której gęsto od tajemnic, a choć akcja, co znamienne dla Maya, nie toczy się lawinowo, od czytania nie sposób się oderwać.
  • „Krąg” D. Eggers (6/10): Niepokojąca powieść o tym, jakie niebezpieczeństwo może kryć się w social mediach… Facebooka czy Instagrama używają miliony ludzi na całym świecie. Niektórzy są raczej powściągliwi we wrzucanych treściach, inni pokazują nieomal wszystko. Obecnie mamy gwiazdy Internetu, które wybiły się tylko (lub głównie) dzięki temu jednemu medium. Do czego może prowadzić zupełna transparentność w sieci? O tym właśnie opowiada ta książka. Od połowy mocna, w pierwszej połowie ma tendencję do dłużyzn.
  • „Sekret O’Brienów” L. Genova (7/10),
  • „Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata” T. Michniewicz (7/10): Listopadowa lektura DKK „Trzynastka” i równocześnie moje pożegnanie z klubem. Cieszę się, że zakończyłam przygodę z Dyskusyjnym Klubem Książki właśnie tym tytułem, bo to bardzo dobra i mocna pozycja. Siedem osób, siedem różnych krajów i siedem zupełnie różnych żyć… Jak mogłoby wyglądać życie osoby zbliżonej do Ciebie wiekiem, ale żyjącej w Japonii, w Indiach czy w Ugandzie? „Chrobot” dobitnie ukazuje jak nierówne mamy szanse na start i pozwala inaczej spojrzeć na swoje życie. Uczy pokory.
  • „Cicha noc” M. Rogala (7/10),
  • „Jak przestałem kochać design” M. Wicha (8/10): Listopad pod względem książkowym był wyjątkowo udany! Już teraz wiem, że niektóre tytuły z pewnością dostaną się do topki podsumowania roku. Tak też pewnie będzie z felietonami Wichy. Zachwycił mnie swego czasu „Rzeczami, których nie wyrzuciłem” i ponownie jestem pod wrażeniem po przeczytaniu „Jak przestałem…”. Te krótkie, zabawne teksty czyta się piorunem –  łączą je poczucie humoru, erudycja i literacki talent autora. Lubię słuchać (czytać) mądrych ludzi, którzy są dobrzy w dziedzinie mało mi znanej (tu: design), więc lektura Wichy była dla mnie czystą przyjemnością.
  • „Budda z przedmieścia” H. Kureishi (8/10): A to kolejna książka, którą odkurzyłam i zdjęłam z półki w momencie zwątpienia pod tytułem „ja przecież nie mam co czytać!” 😉 I to był strzał w dziesiątkę! Barwna, zabawna, skandalizująca powieść o Londynie lat 70., o codzienności pewnego młodego chłopaka, Brytyjczyka pakistańskiego pochodzenia, zachwyciła mnie. Jest tu miejsce na sztukę, rewolucję, punk rocka i tytułowy buddyzm, ale także na miłość, zdradę, przyjaźń i złamane serca. Chyba nie umiem oddać jak bardzo podobała mi się ta książka, więc powiem jedno: czytajcie, bo warto!

teraz czytam

  • „Korekty” J. Franzen (46/586 stron),
  • „Kilka dni z życia Alice” L. Moriarty (61/416 stron).

Czytaj dalej

Podsumowanie października

Cześć. No i nadszedł ostatni dzień października. Wieczory są już długie i chłodne, skłaniające do czytania pod kocem, z kubkiem herbaty lub grzanego wina obok. Ta pora roku skłania mnie też do częstszego sięgania z jednej strony po historie mroczne, a więc po horrory czy kryminały, a z drugiej po trudną literaturę piękną czy reportaże. A co Wy lubicie czytać jesienią? Zapraszam Was serdecznie na wpis, w którym znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

Październik to dla mnie oczywiście przede wszystkim miesiąc Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie, których i w tym roku sobie nie odpuściłam. To zawsze dla mnie czas, gdy mogę chwilę porozmawiać z ulubionymi autorami i zdobyć od nich autograf, ale też moment na spotkanie zarówno ze znajomymi z branży wydawniczo-blogerskiej, jak i z przyjaciółmi. W tym roku program targów był dla mnie troszkę mniej atrakcyjny, niemniej bardzo ucieszyła mnie możliwość zdobycia podpisu od tegorocznego laureata Nagrody Nike, Mariusza Szczygła. Odwiedziłam także m.in. Szczepana Twardocha, Sabinę Waszut czy Magdę Knedler.

received_542239133009215received_2539345986298423

Zaś na sam koniec miesiąca, tj. 29 października, wybrałam się na spotkanie w moim miejscu pracy, czyli w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Bytomiu. Gościliśmy Olgę Rudnicką, autorkę komedii kryminalnych. Pisarka okazała się bardzo sympatyczna i ciekawie i wyczerpująco odpowiadała na wszystkie pytania 🙂

davdav

Czytaj dalej

Podsumowanie września

Cześć. Dziś ostatni dzień września. Nie ma co ukrywać, nie ma co zaprzeczać: jesień nadeszła! Dziś przywitała mnie ulewą i wichurą, jednak chwilę później wynagrodziła to słońcem i tęczą ❤ Coraz dłuższe wieczory i coraz niższe temperatury skłaniają do czytania, wróciłam więc do mojego stałego tempa. Gorzej szło mi recenzowanie… We wrześniu napisałam jedynie trzy teksty. Może październik będzie bardziej pracowity? Jednak póki co wracam jeszcze myślami do zeszłego miesiąca. Zapraszam Was serdecznie na wpis, w którym znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

przeczytane

  • „Budząc lwy” A. Gundar-Goshen (7/10),
  • „Światła wojny” M. Ondaatje (7/10),
  • „Łaskun” K. Puzyńska (7/10): W Lipowie robi się coraz mroczniej, a ja przyjęłam to z radością. Widać, że przy szóstym tomie Katarzyna Puzyńska złapała już wiatr w żagle i zamiast ciekawej, ale momentami trochę zbyt cukierkowej opowieści o wiejskich policjantach dała nam pełnokrwisty kryminał. Daniel przestał być taki jednowymiarowy, co też wyszło mu na dobre, przeszłość wciąż stuka do drzwi, a i przyszłość nie chce jakoś być różowa… Aż jestem ciekawa, co autorka wymyśliła dalej!
  • „Inne światy” aut. zbiorowy (6/10): To piękne wydanie zbioru opowiadań na podstawie fantastycznych (w obu znaczeniach tego słowa!) prac Jakuba Różalskiego dość długo czekało na swoją kolej, ale jaki może być lepszy czas na sięgnięcie po cegłę tekstów fantasy jeśli nie jesień? Przekrój nazwisk ciekawy, bo jest i Anna Kańtoch, i Robert J. Szmidt, ale też i autorzy, którzy obecnie porzucili nurt fantastyki lub ledwo go kiedyś liznęli, jak Jakub Małecki czy Remigiusz Mróz. Zbiór, jak to zbiory – nierówny. Najlepsze opowiadania to zdecydowanie historie Kańtoch i Małeckiego. Za to przez kobylasty tekst Jacka Dukaja po prostu, mimo najszczerszych chęci, nie przebrnęłam, w ten sposób utwierdzając się po raz kolejny w przekonaniu, że nie jest to autor dla mnie.
  • „Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Miłość” J. Gardell (7/10): Pierwszy tom znanej i polecanej gejowskiej trylogii. „Miłość” tchnie jeszcze nadzieją i pozwala czytelnikowi na lekkie pobłażanie, gdy czyta o pierwszych męskich miłościach, ale odbiorca wie to, czego nie wiedzą bohaterowie – że AIDS zaraz zbierze swe straszne żniwo. Są lata 80., ostatnie chwile beztroskiego seksu bez prezerwatyw i równocześnie pierwsze chwile walki o prawa osób LGBT. Zmiana wisi w powietrzu.
  • „Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego” Samir (7/10): Jak ocenić książkę, w której anonimowy Syryjczyk opowiada o terrorze Państwa Islamskiego w jego kraju? Trzeba być świadomym, jak trudne, prawie niemożliwe, wydawało się to, że taka książka w ogóle powstanie, że usłyszymy jego głos. Trzeba wiedzieć, że mężczyzna mógł w każdej chwili zginąć za zdradę tajemnic Daiszu. Dziennikarze w tych dniach nie mieli dostępu do miasta, a za kontakt z przedstawicielami zachodnich mediów groziło ścięcie. Mimo wszystko Samir znalazł sposób, by opowiedzieć światu, co się dzieje w Rakce. Przez SMS-y. Wstrząsająca lektura.
  • „Kobieta na schodach” B. Schlink (6/10): Wrześniowa lektura DKK. Może gdybym przeczytała ją przed rewelacyjnym „Lektorem”, to zrobiłaby na mnie lepsze wrażenie, jednak przez porównanie wypada ciut blado. To dobra historia, choć początek nuży, ale trochę za mało w niej emocji. Przez 2/3 czegoś mi brakowało, w ostatniej części uczuć było aż za dużo, przez co momentami robiło się ckliwie. Jednak mimo wszystko warto przeczytać dla końcówki i dla przemyśleń, jakie w nas ona wzbudzi. Rzecz o miłości, rzecz o chciwości, o sztuce i o śmierci. Jest tu wszystko.
  • „Gdyby ulica Beale umiała mówić” J. Baldwin (6/10): Sięgnęłam po nią z powodu niedawnego wznowienia i dość dobrej reklamy, jaką miała. Dobrze, że w taki sposób są przypominane książki sprzed lat, bowiem inaczej pewnie nigdy nie sięgnęłabym po powieść Baldwina. A temat ważny, choć mający już silną reprezentację literacką: rasizm w Ameryce. To historia młodej Tish, której narzeczonego, Fonny’ego, niesłusznie wsadzono do więzienia na podstawie oskarżenia o gwałt. I choć nie jest to najlepsza książka o rasizmie jaką czytałam, dołożyła kolejną cegiełkę, będąc następną historią, która dała mi do myślenia i uwrażliwiła mnie na problemy osób ciemnoskórych. Nie trzeba znać, ale można.
  • „Girl Power. Opowieści dla dziewczyn, które chcą zdobyć świat” C. Paul (7/10): Gdybym miała w rodzinie czy wśród znajomych bliską mi dziewczynkę w wieku 10-15 lat, to skwapliwie podsunęłabym jej tę książkę. Jestem gorącą orędowniczką wszystkich tytułów, które pokazują dziewczynkom, że mogą, jeśli tylko chcą, robić to, co chłopcy: chodzić na wyprawy do lasu, wspinać się na skałki, przepłynąć tratwą rzekę czy marzyć o podboju kosmosu. Caroline Paul pokazuje ponadto jak bezpiecznie i radośnie przeżyć różne przygody i uczy na swoim przykładzie co warto zrobić, a czego lepiej unikać. Super pouczające!
  • „Początki” C. F. Tiller (7/10),
  • „Pan Lodowego Ogrodu. T. 2” J. Grzędowicz (8/10): Skończona dziś, rzutem na taśmę. Niedawno czytałam tom pierwszy i nie chciałam dać długo czekać Vuko i reszcie ekipy. Kontynuacja jest jeszcze lepsza niż część pierwsza, i chyba nie bez przesady mogę powiedzieć, że nie czytałam tak dobrego heroic fantasy od czasu Sagi o Wiedźminie Sapkowskiego. Mam nadzieję, że kolejne książki cyklu trzymają dobry poziom.

teraz czytam

  • „Jalo” E. Khoury (80/360 stron),
  • „Macbeth” J. Nesbø (103/480 stron).

Czytaj dalej