Podsumowanie grudnia

Cześć! Ostatni dzień miesiąca, a więc przyszła już pora na podsumowanie grudnia 🙂 W porównaniu z listopadem grudzień był dość spokojny. Nie odbywały się żadne ciekawe spotkania autorskie w mojej okolicy, a wszelkie znaczniejsze wydarzenia kulturalne będą chyba miały miejsce już w nowym, 2018 roku 😉 W związku z tym zagrzebałam się pod kocykiem ze stosem dobrych książek obok, a co z tego wynikło, tego dowiecie się w dalszej części wpisu. Zapraszam więc do lektury notki, a w niej jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂 A już jutro wielkie czytelnicze podsumowanie 2017 roku 😀

Podsumowanie miesiąca

Przeczytane lektury:

  • „Drwale” A. Proulx (7/10),
  • „Efekty uboczne” M. Palmer (6/10),
  • „Warkocz” L. Colombani (6/10),
  • „Wszelki wypadek” J. Chmielewska (6/10): Ostatnia książka z kryminalnej serii dla dzieci, której bohaterami są Janeczka, Pawełek i ich niezwykle mądry pies Chaber. Muszę z żalem przyznać, że jest to część najsłabsza i tym razem nie śmiałam się w głos, tak jak to było przy „Nawiedzonym domu” czy „Skarbach”, z których to teksty są ze mną do dziś (typu: Nie jeść, nie pić, nie oddychać…). Jednakże jest to wciąż lekka, zabawna książka, z którą można miło spędzić czas. Tajemnicza samochodowa szajka? To coś dla Janeczki, Pawełka i Chabra!
  • „Pudełko z guzikami Gwendy” S. King, R. Chizmar (7/10),
  • „Nie mamy pojęcia. Przewodnik po nieznanym wszechświecie” J. Cham, D. Whiteson (7/10),
  • „Frida Kahlo prywatnie” S. Barbezat (8/10),
  • „Jak się nie zakochać?” N. Majewska-Brown (7/10): Po ciut dla mnie słabszej części drugiej, czyli „Zwyczajnym dniu”, autorka znowu wraca do formy i raczy nas po trosze zabawnymi, a po trosze gorzkimi losami Niny. Gdyby nie filmiki Jerzego (1 i 2) to pewnie bym po nie nie sięgnęła, bo słodkie, cukierkowe okładki sugerują, że to nie lektura w moim stylu, a tu proszę 😉 Napisane lekkim stylem, do połknięcia w jeden dzień, nie są jednak infantylne ani głupie. Przede mną ostatnia część, „Nina”, która już czeka na stosiku.
  • „Duchy wiatru” M. Kallentoft – pod linkiem ogólna notka o całości cyklu (7/10),
  • „Artemis” A. Weir (5/10),
  • „Duchy Jeremiego” R. Rient (8/10): Absolutnie wspaniała, wzruszająca i smutna opowieść – a jeśli dodam, że o rzeczach najważniejszych to może to zabrzmieć trywialnie, ale o tym właśnie jest. Nastoletni narrator i jego bunt i niezgoda na przemijanie, na ból, strach i chorobę. Autor mistrzowsko wczuł się w emocje dziecka. Jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku.
  • „O kotach” Ch. Bukowski (6/10),
  • „Pudełko z marzeniami” M. Witkiewicz, A. Rogoziński (6/10): Nie czytałam jeszcze żadnej książki Magdy Witkiewicz, a że boję się, że przy całej sympatii dla autorki mogłyby mi się nie spodobać (patrz punkt: Nina Majewska-Brown; może i tu warto się przełamać?) to postawiłam na delikatny wieczorek zapoznawczy w duecie ze znanym mi już i lubianym Alkiem Rogozińskim. Było miło i zabawnie, czyli jak zawsze, gdy spotka się ta para przyjaciół 🙂 To przyjemna, nieprzesłodzona książka, którą wchłonęłam na poprawienie humoru przed świętami. Zadziałało!
  • „Kryptonim <<Frankenstein>>” P. Semczuk (7/10): A tu dla odmiany całkiem nieświąteczna i niezbyt komfortowa lektura… Ale moi Drodzy, jakie to było dobre! Fabularyzowana historia Joachima Knychały, wampira z Bytomia, interesowała mnie z dwóch przyczyn: po pierwsze i ja nie jestem wolna od dziwnej fascynacji (przemieszanej z obrzydzeniem i lękiem) seryjnymi mordercami, a po drugie Knychała działał w moich rodzinnych stronach! Urodzony w Bytomiu, mordował kobiety w moim mieście, a także w Piekarach Śląskich, Siemianowicach Śląskich i Chorzowie. Ciarki chodzą po plecach… Przemek Semczuk odwalił kawał dobrej roboty przy tej książce!
  • „Długa Ziemia” T. Pratchett, S. Baxter (7/10): Fajne, ciekawie przemyślane (choć nie odkrywcze) sci-fi. Każdy, kto zna Terry’ego Pratchetta jako autora serii Świat Dysku może się zdziwić, że tak mało tu humoru, ale przypuszczam, że to miała być właśnie odskocznia i „poważniejszy” cykl sir Terry’ego. Jak wyszło? Naprawdę dobrze! Okej, były czasem dłużyzny, ale przymykam na to oko, bo tak często bywa w pierwszych tomach serii, gdy autor stara się wprowadzić czytelnika w nowy świat. A co dopiero w wiele światów na wielu różnych Ziemiach?
  • „Exodus” Ł. Orbitowski (5/10),
  • „Miłość” I. Karpowicz (7/10): Dziwna książka, piękna książka, niejednorodna książka. „Miłość” jest mocno nierówna: część pierwsza, opowiadająca o Annie i Jarosławie Iwaszkiewiczach, jest w moim odczuciu najgorsza. Silnie stylizowana, zmanierowana, razi sztucznym językiem. Część druga, opowiadająca o przyszłości (która wydaje się złowieszczo prawdopodobna) jest naprawdę dobra. A część trzecia, swoista baśń, jest ciekawa i wzruszająca. Jednak najbardziej na mnie zadziałały te momenty, w których narrator opowiadał własną historię dochodzenia do prawdy o sobie samym i stopniowego znajdowania odwagi, by żyć w zgodzie ze swoim sercem. Można chyba nazwać go (narratora) porte-parole samego Karpowicza, któremu gratuluję i z daleka, z sympatią mu kibicuję 🙂
  • „Bielszy odcień śmierci” B. Minier (8/10): Recenzja po przeczytaniu całości cyklu.
  • „Etykieta japońska” B. L. de Mente, G. Botting (6/10),
  • „Pax” S. Pennypacker, J. Klassen (7/10): Mądra książka dla młodszej młodzieży. O przyjaźni, o stracie, o wojnie i o tym, że czasem trzeba pozwolić odejść tym, których kochamy. Do tego jest tu pewien lisek i pewien chłopiec, przez co skojarzenia szybują od razu do „Małego Księcia”. To inna książka, ale równie piękna 🙂
  • „Zastrzyk śmierci” M. Rogala (7/10): Recenzja niebawem!

Jak widać znów się nie wyrobiłam z recenzjami na czas, więc aż 7 książek czeka jeszcze na notkę. Postaram się to wszystko ogarnąć w styczniu 🙂

Teraz czytam:

  • „Jak zawsze” Z. Miłoszewski (210/480 stron),
  • „Na południe od Brazos” L. McMurtry (154/840 strony),
  • „Czarne” A. Kańtoch (124/272 strony).

Czytaj dalej

Reklamy

Podsumowanie listopada

Cześć! Ostatni dzień miesiąca, a więc przyszła już pora na podsumowanie listopada 🙂 W listopadzie na Górnym Śląsku się działo! Po pierwsze w dniach 10-12.11 odbywały się w Katowicach Śląskie Targi Książki – mniejsze niż te warszawskie czy krakowskie, ale również oferujące wiele atrakcji. Sama miałam okazję być na paru spotkaniach i zdobyć autografy na książkach od takich osób jak: Michał Rusinek, prof. Ryszard Koziołek, prof. Jerzy Bralczyk, Zygmunt Miłoszewski, Katarzyna Bonda, Witold Vargas (rysownik), Jakub Małecki i Bernadeta Prandzioch. Ponadto pod koniec miesiąca katowickie Empiki rozpieściły nas dwoma spotkaniami: najpierw z Dmitrym Glukhovskym, który promował swoją nową książkę „Tekst”, a potem z Łukaszem Orbitowskim, reklamującym najnowszą powieść „Exodus”. Byłam także w Poznaniu na wystawie prac Fridy Kahlo i Diega Rivery! W tym wszystkim znalazłam jeszcze trochę czasu na czytanie 🙂 Opowiem Wam więc o przeczytanych książkach, nowych zdobyczach na półkach, podzielę się garścią statystyk i polecajkami blogowo-vlogowymi 🙂

Podsumowanie miesiąca

Przeczytane lektury:

  • „Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie” L. Thomsen Brits (5/10): Bardzo poniewczasie postanowiłam sprawdzić, o co chodzi w tym całym hygge i czy warto robić wokół tego tyle hałasu. Otóż moim zdaniem: niespecjalnie. Introwertycy i książkoholicy praktykują to chyba nieświadomie na co dzień, a w każdym razie ja od dawna lubuję się w spokojnych wieczorach pod kocem, z książką i zapaloną świecą. W moim odczuciu w „Księdze hygge” (która powinna raczej się nazywać „książeczką hygge”, nie dość bowiem, że ma niecałe 200 stron, to jeszcze zapisanych dość rozstrzelonym fontem, a tekst przeplatany jest wieloma zdjęciami na całą stronę) mało było odkrywczych idei, a dużo lania wody. Nie polecam.
  • „Dziewczyna, która kochała Toma Gordona” S. King (6/10): Na Halloween postanowiłam sięgnąć po coś strasznego, i padło na thriller Króla. Historia dziesięcioletniej dziewczynki, która gubi się w lesie może nie zmroziła mi krwi w żyłach, ale zapewniła całkiem przyzwoitą lekturę z dreszczykiem. Jeśli chodzi o Kinga to raczej średnia półka – można przeczytać, ale nie trzeba.
  • „Nocny stalker” R. Bryndza (7/10): Drugi tom przygód policjantki Eriki Foster. Wyszczekana policjantka ma tym razem za zadanie schwytać seryjnego mordercę, który poluje na samotnych mężczyzn. Dobry kryminał, lepszy niż poprzednia część, czyli „Dziewczyna w lodzie”. Czekam na to, co jeszcze nam szykuje Robert Bryndza.
  • „Pachinko” M. Jin Lee (8/10),
  • „Gra o wszystko” J. Opiat-Bojarska (7/10),
  • „Sekretne życie drzew” P. Wohlleben (7/10): Najpierw czytałam „Duchowe życie zwierząt” i tamta książka zaciekawiła mnie bardziej niż ta. Nie znaczy to, że historie o drzewach są nudne! Przeciwnie, każdego, kto interesuje się przyrodą, zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł: gwarantuję, że od tej pory inaczej będziecie patrzeć na drzewa. Uczy szacunku do natury.
  • „Ciemna strona” T. Fisher (7/10),
  • „Jak kominiarzy śmierć w proch zmieni” A. Bradley (6/10),
  • „Większość bezwzględna” R. Mróz (6/10),
  • „Całe życie” R. Seethaler (7/10): Malutka książeczka, a tak pełna emocji. Jak głosi tytuł, powieść ta opowiada o całym życiu Andreasa Eggera, prostego człowieka mieszkającego w austriackich Alpach. Ja czytałam ją z olbrzymią ciekawością, ale wiem, że nie każdemu przypadnie do gustu. Jeśli lubicie kameralne historie to „Całe życie” jest dla Was.
  • „Winladia” G. Mackay Brown (6/10),
  • „Tekst” D. Glukhovsky (6/10): Tę książkę zaczęłam czytać będąc na spotkaniu autorskim z Dmitrym i stojąc w długaśnej kolejce po podpis. Udało mi się na stojąco poznać około 60 stron, resztę doczytałam w domu. Pierwsza powieść realistyczna autora opowiada o tym, co może się stać, gdy nasz smartfon (w którym mamy obecnie wszystko, jak mówi sam Glukhovsky – naszą duszę) wpadnie w niepowołane ręce. Trochę jest w tym również (naprawdę!) ze „Zbrodni i kary” Dostojewskiego. Czytałam zarzut, że w tej książce mało się dzieje. To prawda, tylko że to nie jest książka do „dziania”. To jest książka o mocowaniu się z własnym jestestwem. Ładnie pisze o tym Diana z bloga Bardziej lubię książki niż ludzi.

+

  • „Szaławiła” M. Kisiel (7/10): Opowiadanie, więc nie liczę go razem z resztą książek. Tom 2.5 cyklu Dożywocie, który rozbudza tylko apetyt na więcej. Pisz, Ałtorko, pisz!

A poza tym na tanayah czyta…

Moi Drodzy, zagapienie kompletne! 11 listopada blogowi stuknęły 4 lata! Tak, tak, cztery lata pisania o książkach, a tu ani notki, ani wzmianki, nic! Byłam wtedy na Śląskich Targach Książki i tak jakoś mi to umknęło… Postanowiłam jednak przynajmniej poratować moje gapiostwo zmianą banerka na blogu (dziękuję Oldze z Wielkiego Buka! <3) 😉 Od teraz chwalę się troszkę, że piszę o książkach od 2011 roku. To co, spóźnione Sto lat? 😉

Teraz czytam:

  • „Drwale” A. Proulx (596/898 stron),
  • „Nie mamy pojęcia. Przewodnik po nieznanym wszechświecie” J. Cham, D. Whiteson (210/384 strony),
  • „Efekty uboczne” M. Palmer (131/384 strony),
  • „Wszelki wypadek” J. Chmielewska (148/297).

Czytaj dalej

Podsumowanie października + mini relacja z Międzynarodowych Krakowskich Targów Książki 2017

Cześć! Ostatni dzień miesiąca, a więc przyszła już pora na podsumowanie października🙂 Październik zaskoczył nas najpierw orkanem Grzegorzem i zimnym, tnącym deszczem, a potem deszczem ze śniegiem. Niefajnie, ale my się nie poddajemy! Zaopatrzeni w książkę lub dwie (ewentualnie siedem) zakopujemy się pod kocem i oddajemy jesiennej lekturze. Październik to oczywiście Krakowskie Targi Książki, o których także opowiem w tej notce. A poza tym jak zwykle zapraszam do zapoznania się z przeczytanymi książkami, nowymi zdobyczami na półkach, garścią statystyk i polecajkami blogowo-vlogowymi 🙂

Podsumowanie miesiąca

Przeczytane lektury:

  • „Gra Anioła” C. Ruiz Zafón (7/10),
  • „Niepełnia” A. Kańtoch (8/10),
  • „Więzień nieba” C. Ruiz Zafón (7/10),
  • „Kocia książka” J. Iwaszkiewicz (7/10): Spore zaskoczenie i jedyna książka tego autora kierowana do dzieci. Napisana dla jego własnych pociech, inspirowana ich rezolutną kotką, absolutnie unikatowa, zabawna, pięknie wydana i wzbogacona rysunkami książka o życiu z kotem. Jako że czytałam egzemplarz z biblioteki: muszę ją mieć na swojej półce! 🙂
  • „Księga nocnych kobiet” M. James (7/10),
  • „Moja kochana, dumna prowincja” K. Filipowicz (7/10),
  • „Labirynt duchów” C. Ruiz Zafón (7/10) – recenzja zbiorcza całego cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek,
  • „Lustereczko, powiedz przecie” A. Rogoziński (7/10): Moje drugie, i jeszcze bardziej udane niż pierwsze, spotkanie z twórczością autora. Po spotkaniu autorskim w Katowicach po prostu przepadłam! Musiałam przeczytać tę książkę od razu. Dawno się tyle nie uśmiałam, tak podczas spotkania, jak i lektury. Z tego wszystkiego przed Targami Książki w Krakowie kupiłam również tom pierwszy przygód Róży Krull…
  • „Siostrzyczki” M. Palmer (6/10),
  • „Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin” J. Chang (7/10),
  • „Lolek” A. Wajrak (7/10): Absolutnie wajrakowata, czyli napisana z miłością i zrozumieniem książka o pewnym psie, który po okrutnym początku życia poznał Swoich Ludzi Na Zawsze. Ciepła, mądra i wzruszająca książeczka dla dzieci.
  • „Rdza” J. Małecki (7/10),
  • „Tysiąc drzewek pomarańczowych” K. Harrison (6/10): Och, w pewnym sensie to najgorszy typ książki! Momentami mnie nużyła, jednak nie na tyle, żeby ją odłożyć, brnęłam więc przez nią dość powoli. I zachwyciła, i znudziła. Sięgnęłam z polecenia Mality i mimo obiekcji – dziękuję!
  • „444” M. Siembieda (7/10): Przyjemna książka w klimacie sensacyjnym. Jan Matejko, zaginiony obraz i przepowiednia sprzed wielu lat – to przepis na udaną lekturę! To taka powieść, w której kartki przewracają się same, a my doświadczamy tego najprostszego, ale jakże miłego stanu permanentnego zaczytania. Polecam!
  • „Dziewczyny” E. Cline (6/10): Nasza październikowa lektura DKK. Z jednej strony hipnotyzująca i przerażająca, z drugiej czasami mnie nużyła i odrzucała. Sama nie byłam do końca pewna, co o niej myśleć, ale był to świetny tytuł, wprost stworzony na spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki! Dyskusja była gorąca, a odczucia na temat prozy Cline zróżnicowane. Nie zostałam wielką fanką „Dziewczyn”, ale dostrzegam jej plusy (i minusy też).
  • „Do trzech razy śmierć” A. Rogoziński (7/10): No i siłą rozpędu i nowej fascynacji przeczytałam szybko również pierwszy tom przygód Róży Krull. Równie zabawny, przyjemny, a do tego uwzględniający i czyniący bohaterkami (drugoplanowymi, ale zawsze) blogerki książkowe! Zdaje się, że książki Alka to gwarancja dobrej zabawy 🙂
  • „Uczniowie Cobaina” M. Pech (6/10),
  • „Malarz świata ułudy” K. Ishiguro (7/10): Książka tegorocznego Noblisty w dziedzinie literatury – musiałam to sprawdzić! To powieść, dla której krzywdzące byłyby skrótowe omówienia. Kontemplacyjna, niespieszna, intrygująca… Polecam sięgnięcie po nią samemu i przekonanie się, jak Wam się spodoba.
  • „Zombie” W. Chmielarz (7/10): Kontynuacja dziejącego się w Gliwicach „Wampira”, moim zdaniem o wiele lepsza od poprzedniczki. Gęsta, mroczna, krwista, a do tego napisana tak, że po prostu nie można się od niej oderwać. Czekam na więcej!
  • „Opowieści makabryczne” S. King (7/10).

A poza tym na tanayah czyta…

Teraz czytam:

  • „Ballada o pewnej panience” Sz. Twardoch (278/320 stron),
  • „Drwale” A. Proulx (226/858 stron),
  • „Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie” L. Thomsen Brits (143/193 strony).

Czytaj dalej

Podsumowanie września

Cześć! Ostatni dzień miesiąca, a więc przyszła już pora na podsumowanie września 🙂Zdecydowanie nadeszła już jesień. Na siebie wkładam grube swetry, a do czytania powoli szykuję obszerne lektury na długie wieczory. We wrześniu udało mi się zaliczyć jedno spotkanie autorskie – z Anną Kańtoch. Przeczytałam także trochę interesujących książek. Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

Podsumowanie miesiąca

Przeczytane lektury:

  • „Wodne anioły” M. Kallentoft (7/10): Recenzja po przeczytaniu całości cyklu.
  • „Dzikie królestwo” G. Phillips (6/10),
  • „Zbrodnia nad urwiskiem” M. Matyszczak (6/10),
  • „Królowa zdrajców” T. Canavan (7/10): Canavan nadal w formie. Zamknięcie Trylogii Zdrajcy było równie dobre, co dwa pierwsze tomy. Ponownie zachwyciłam się mnogością postaci, różnorodnością ludów i wielowątkową akcją. To tylko kwestia czasu, gdy sięgnę po kolejne książki autorki.
  • „Śmierć przewodnika rzecznego” R. Flanagan (6/10),
  • „Mężczyźni z różowym trójkątem” J. Kohout, H. Heger (8/10): Zdecydowanie najważniejsza i najboleśniejsza lektura tego miesiąca. Świadectwo homoseksualnego więźnia nazistowskiego obozu. Czy wiedzieliście, że homoseksualiści byli prześladowani i więżeni na mocy Paragrafu 175 za orientację homoseksualną? Przerażająca, ale potrzebna książka.
  • „Spisek scenarzystów” W. Nerkowski (7/10),
  • „Historia zaginionej dziewczynki” E. Ferrante (7/10): „O nie, to już ostatnia część!” – krzyknęłam z żalem, zamykając książkę. I niech to będzie najlepsza rekomendacja prozy Ferrante. Gorąco polecam!
  • „Oskarżenie” R. Mróz (8/10),
  • „Zakazane wrota” T. Terzani (7/10): Wrześniowa lektura DKK. Reportaże włoskiego dziennikarza, który w latach ’80 mieszkał w Chinach. Terzani usiłował zajrzeć tam, gdzie cudzoziemca nie wpuszczali i poznać prawdziwego ducha Chin. Teksty, opisujące ogrom zniszczeń tak w budynkach, jak i w ludziach, są porażające. I choć niektóre kwestie, zwłaszcza polityczne, się zdezaktualizowały, to wciąż warto sięgnąć po ten tytuł.
  • „Lata powyżej zera” A. Cieplak (6/10),
  • „To” S. King (8/10),
  • „Cień wiatru” C. Ruiz Zafón (7/10),
  • „Stancje” W. Grzegorzewska (6/10).

Teraz czytam:

  • „Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin” J. Chang (388/640 stron),
  • „Tysiąc drzewek pomarańczowych” K. Harrison (121/396 stron),
  • „Gra anioła” C. Ruiz Zafón (210/608 stron).

Czytaj dalej

Podsumowanie sierpnia

Cześć! Ostatni dzień miesiąca, a więc przyszła już pora na podsumowanie sierpnia 🙂Wakacje minęły nie wiem kiedy, a choć zdarzają się jeszcze gorące dni, wieczory i poranki są już lekko jesienne. Dość powiedzieć, że wyjęłam grubszy koc i pijam herbaty z miodem! Nieźle się też zakopałam w łóżku z książkami, przez co (a także przez urlop letni) udało mi się przeczytać mnóstwo książek! Sami zobaczcie 😉 Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

Podsumowanie miesiąca

Przeczytane lektury:

  • „Aorta” B. Szczygielski (6/10): Obiecałam sobie i autorowi, że przeczytam tę książkę w trakcie urlopu. Byłam nawet pewna, że mam ją na czytniku… A tu psikus, to była „Istota zła”! Na swoje usprawiedliwienie mam to, że okładki są bardzo podobne ([klik] i [klik] na dowód). No ale cóż, zakupiłam ebooka i wzięłam się do lektury. To dobry kryminał o prószkowskiej mafii, ale troszkę mu jeszcze brakuje do bycia świetnym. Będę śledzić Szczygielskiego i na pewno sięgnę po drugi tom, żeby sprawdzić, jakie postępy zrobił pisarz.
  • „Agonia dźwięków” J. Cabré (7/10),
  • „Jak facet z facetem” P. Pilarski, A. Gryżewski (7/10): Gej pyta, seksuolog i terapeuta odpowiada. To bardzo ciekawa publikacja dla każdego zainteresowanego dobrym, trwałym związkiem (nie tylko homo!). Przeczytałam książkę z ciekawości, by lepiej zrozumieć gejów, a odnalazłam tam również zachowania i przekonania, które sama podzielam i błędy, które popełniam! Książka jest napisana lekkim stylem, ale niesie za sobą spory ładunek wiedzy i skłania do przemyśleń.
  • „Wilcza godzina” A. Tapinus (7/10),
  • „Kolacja dla wrony” J. Carroll (6/10),
  • „Wołanie kukułki” R. Galbraith (7/10): Postanowiłam wreszcie przekonać się, jak wypada kryminalne oblicze J. K. Rowling – okazuje się, że wypada bardzo dobrze! Rowling-Galbraith świetnie kreuje swoich bohaterów (od razu „widziałam” w głowie Robin i Cormorana!) i może nie powala szalonym tempem, ale nadrabia obyczajową otoczką. Mnie kupiła i już wiem, że sięgnę po kolejne tomy.
  • „Nocny film” M. Pessl (7/10),
  • „Przeczucie” T. Honda (6/10),
  • „Ciemne siły” J. Piekiełko (5/10),
  • „Wycie w ciemności. Wilki i wilkołaki Europy” B. G. Sala (5/10),
  • „Prowadź swój pług przez kości umarłych” O. Tokarczuk (7/10): Chciałam przeczytać książkę nim obejrzę film. W rezultacie z książką zapoznałam się dopiero teraz, a filmu dalej nie widziałam. Cóż. To oczywiście nie jest kryminał, mimo wyraźnego kryminalnego wątku, to historia bardzo w duchu eko. Przerysowana, ale myślę, że takie było jej założenie. Ciekawy eksperyment literacki.
  • „Wakacje” N. Majewska-Brown (7/10): Historie obyczajowe to coś, czego właściwie nie czytam. Nie dla mnie pitu-pitu o miłości, domkach na wsi i zaczynaniu życia od nowa. Jednak gdy książkę poleca Jerzy z Kto czyta, żyje podwójnie to znaczy, że coś jest na rzeczy. Okazało się, że „Wakacje” to słodko-gorzka powieść, którą połyka się w jeden wieczór. Nie zemdliło mnie od słodkości, zdrowo się uśmiałam, a potem zasmuciłam, bo i smutku tutaj nie brakuje. Całkiem jak w życiu. To chyba największe czytelnicze zaskoczenie tego miesiąca.
  • „Mleko i miód” R. Kaur (6/10): Poezja. Śmiem twierdzić, że to najczęściej fotografowany i pokazywany na Instagramie tomik ostatnich lat. Wydany rzeczywiście ładnie, w czerni i bieli, z rysunkami autorki. A jak z treścią? To wiersze głęboko kobiece. Jedne uderzają mocno i zapadają w myśli, inne są dość banalne. Zbiór jest nierówny, ale wśród wierszy Kaur znalazłam coś dla siebie.
  • „Gra w kości” E. Cherezińska (6/10): Pierwsza powieść historyczna tej autorki. Widać tu jeszcze lekkie niedociągnięcia, które w kolejnych jej dziełach zostały usunięte. To historia Bolesława Chrobrego i Ottona III – i jak zwykle u Cherezińskiej, postaci historyczne są jak żywe. Gdybym miała możliwość czytać twórczość autorki za czasów szkół, pewnie lepiej rozumiałabym naszą historię, a tak pozostaje mi w dorosłych latach zapełniać luki.
  • „Zwyczajny dzień” N. Majewska-Brown (6/10): Kontynuacja losów Niny z „Wakacji”. Ciut mniej udana niż część pierwsza, a może to tylko moje wrażenie… Dużo tu tematyki mamusiowo-dziecięcej, która nieszczególnie mnie interesuje. Jednak autorka wciąż ma lekkie pióro i masę pomysłów, które nie pozwolą jej bohaterce szybko zaznać spokoju.
  • „Furia” M. Larek (6/10),
  • „Porzuć swój strach” R. Małecki (8/10),
  • „Powtórka” M. Woźniak (6/10): Po przeczytaniu książki Małeckiego zapragnęłam pozostać jeszcze na moment w Toruniu – i sięgnęłam po tę książkę. To dobry kryminał, który położyła redakcja i korekta. Dawno nie czytałam tak niechlujnie wydanej książki. Naprawdę szkoda! Czekam na dalsze losy Leona Brodzkiego, toruńskiego policjanta, i mam nadzieję, że tym razem wydawca bardziej się przyłoży do pracy.
  • „Raki pustelniki” A. B. Radge (7/10): Drugi tom sagi rodziny Neshov. Po świetnej jedynce od razu miałam ochotę sięgnąć po kontynuację, jednak to musiało chwilę zaczekać (ach, te kolejki recenzenckie!). Za to jak już siadłam to bardzo szybko i z przyjemnością pochłonęłam książkę. To naprawdę dobra proza obyczajowa, która daje do myślenia. Najbardziej interesują mnie wątki Torunn i Erlenda, ale i reszta nie odbiega od nich jakościowo. Dobrze, że tom trzeci jest już na mojej półce!
  • „Demelza” W. Graham (7/10): Osiemnastowieczna Kornwalia? Pysznie! To kolejna w tym miesiącu powieść obyczajowa, i kolejna udana. Kontynuacja losów rodziny Poldarków, zamożnych właścicieli ziemskich. Namiętności, śluby, pogrzeby, choroby, ciężka praca, nieporozumienia, przyjęcia i ryzykowne inwestycje, a wszystko to opisane przystępnym językiem, dzięki któremu książkę tak dobrze się czyta.

Teraz czytam:

  • „Wodne anioły” M. Kallentoft (75/432 strony),
  • „Królowa zdrajców” T. Canavan (54/580 stron).

A poza tym na blogu:

Czytaj dalej

Podsumowanie lipca

Cześć! Ostatni dzień miesiąca, a więc przyszła już pora na podsumowanie lipca 🙂 Lipiec nie obfitował niestety w wydarzenia literackie: wszak są wakacje, więc jedyne, co ewentualnie proponują księgarnie czy biblioteki to spotkania dla dzieci 😉 Odwiedziłam za to Poznań, gdzie spędziłam kilka dni w przemiłym towarzystwie Jerzego, a poza tym… No cóż, jeszcze więcej czytałam, bo w tym miesiącu zaczęłam swój urlop letni 😀  Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

Podsumowanie miesiąca

Przeczytane lektury:

  • „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki” C. Whitehead (7/10),
  • „Buntowniczka z pustyni” A. Hamilton (7/10): Bardzo pozytywne zaskoczenie dla takiego próchna jak ja, które niby dawno już wyrosło z młodzieżówek, a szczególnie wzdraga się na określenia young czy new adult, spodziewając się schematycznej fabuły, płaskich bohaterów i wszechobecnych trójkątów miłosnych. A tu proszę: fajna, charakterna główna bohaterka (nie żadna dziewica w opałach), trochę magii (ale raczej dżiny, a nie błyszczące w słońcu wampiry), ciut atmosfery baśni i szczypta westernu. I nie ma żadnego trójkąta, a zwyczajny wątek miłosny typu 1+1 nie jest przesłodzony, nie dominuje też nad całością.
  • „Księga dżungli” R. Kipling (7/10): Kto zna tę historię jedynie z bajki Disneya, może się zdziwić. Mowgli, owszem, występuje w większości opowiadań w zbiorze, acz są takie, które nic z dżunglą i małym dzikusem nie mają wspólnego!, w dodatku chłopiec jest wychowywany nie przez małpy, a przez wilki. Ciekawe historie o przyrodzie oraz piękne rysunki Józefa Wilkonia to dwa największe atuty tego wydania „Księgi dżungli”. Warto przeczytać nawet, gdy już dawno nie jest się dzieckiem.
  • „Czarna Madonna” R. Mróz (6/10),
  • „Smak strachu” S. Hilary (7/10),
  • „Łotr” T. Canavan (7/10): To, że tak długo zwlekałam z powrotem do magicznego świata Trudi Canavan można chyba tłumaczyć tylko tym, że mam tak wiele książek do przeczytania. Jednak moje własne założenie o kończeniu rozpoczętych, ciekawych serii się sprawdza, to właśnie zmotywowało mnie do sięgnięcia po „Łotra”. Od razu sobie przypomniałam, za co lubię powieści Canavan: za ciekawe światy, zróżnicowane ludy, które je zamieszkują, bogactwo szczegółów, ugruntowanie wydarzeń z książkowej teraźniejszości w historii i za magię, rzecz jasna!
  • „Historia ucieczki” E. Ferrante (7/10): Powoli zmierzam ku końcowi tetralogii włoskiej tajemniczej pisarki. Za każdym razem na nowo zaskakuje mnie, jak ta niby zwykła historia kilku włoskich rodzin mnie wciąga. Zaletą jest tu świetny, lecz przystępny język i nienachalnie podane, a jednak ważne tło historyczne. Ferrante świetnie ukazuje przemiany, które miały miejsce w latach 60. i 70. we Włoszech.
  • „Nie mów nikomu” H. Coben (5/10): A to książkowy zawód miesiąca. Słyszałam wiele dobrego o Cobenie – że jego książki są zaskakujące, trzymają w napięciu, nie dają się odłożyć… Cóż, początkowo historia Davida mnie wciągnęła, jednak potem coś nie zagrało: nie kupuję tych zwykłych facetów, którzy nagle, na potrzeby akcji książki, stają się brawurowymi bohaterami. Nie przepadam też za thrillerami z agentami specjalnymi, a że opis z tyłu okładki nijak ich nie sugerował, wtopiłam w akcję, która nie do końca mi odpowiadała. I jeszcze ten język, jakiś koślawy… Czy to wina autora czy tłumaczenia? A może polecacie inne tytuły autora? Mam dać mu jeszcze jedną szansę?
  • „Królowie Dary” K. Liu (7/10): Dość długo czytałam tę książkę – raz, że jest mocno rozbudowana (wiele światów, wiele religii, wiele bóstw, wiele wojen), dwa, że na tyle dobrze napisana, że nie chciałam jej za szybko skończyć. Miałam oczywiście bohaterów, którym kibicowałam, miałam takich, którym życzyłam śmierci, wciągnęła mnie historia, choć… w środku miałam lekki kryzys. Pogubiłam się w tym, o co komu chodzi i do czego dąży, nieco znużyły opisy bitew. A potem znowu się wciągnęłam i ostatnie 200 stron przeczytałam w dwa dni!
  • „Demon” Ł. Henel (6/10),
  • „Niewidzialna korona” E. Cherezińska (7/10): Postanowiłam wrócić do cyklu Odrodzone królestwo, szczególnie, że wielkimi krokami zbliżała się premiera „Władka”, czyli monumentalnej, ponad tysiąc stronicowej „Płomiennej korony”! Tom drugi podobał mi się bardziej niż pierwszy: znałam już lepiej postaci (nowych jest mało, ale pojawia się na przykład świetnie napisana księżniczka Rikissa!), wątki mi się nie mieszały, a zwierzęta herbowe schodzące z tarcz przestały irytować. Gdzieś po drodze (szczególnie w cyklu Harda) bardzo się z Cherezińską polubiłam. I choć wciąż wolę historię Świętosławy od tego, co autorka proponuje w Odrodzonym królestwie, bawiłam się wyśmienicie, i cieszę się, że tom trzeci czeka już na moim czytniku.
  • „Śmierć w Breslau” M. Krajewski (6/10): Nadrabiania zaległych cykli część dalsza. Początek serii z Eberhardem Mockiem już zapowiadał intrygującego bohatera i punktował świetnym obrazem dawnego Wrocławia. Ten tom nie zawsze utrzymywał moją uwagę, ale że to kryminał krótki, jak na dzisiejsze czasy wręcz kompaktowy (212 stron w moim wydaniu) to przeczytałam go szybko i bez zbędnego przeciągania.
  • „Buntownicza młodość” C.D. Payne (6/10),
  • „Nakarmić kamień” B. Nowicka (8/10): Już gdy Jerzy podrzucał mi fragmenty jej prozy poetyckiej, czułam, że to moja wrażliwość i że się z autorką bardzo polubimy. Nie myliłam się: jako że dostałam swój własny tomik (i to z autografem!) w prezencie, nic już nie powstrzymywało mnie w zanurzenie się w metafory Nowickiej. Bardzo „moje” jest to jej postrzeganie świata, bardzo bliskie. Niezwykle intymne sceny z życia pewnej dziewczynki. Melancholijne i smakowite. Odkrycie miesiąca.
  • „Obelisk kładzie się cieniem” A. Bradley (7/10),
  • „Busola” M. Énard (7/10),
  • „Ekspedycja. Historia mojej miłości” B. Uusma (9/10): Ta historia mnie wzywała odkąd o niej usłyszałam, a gdy jeszcze zobaczyłam piękne wydanie, przepadłam. Ten ni to reportaż, ni to opowieść o pewnej obsesji porwał mnie bez reszty. To taka książka, którą pochłania się w kilka godzin, bo po prostu nie można się powstrzymać, a potem się żałuje, że to już koniec. Uusma stara się wyjaśnić, co się stało z dziewiętnastowieczną wyprawą trzech mężczyzn – Salomona Augusta Andrée, Knuta Frænkela i Nilsa Strindberga – lecących balonem w stronę bieguna północnego. Przejmująca i piękna historia: jak to zwykle historie o miłości.
  • „Zabawa w Boga” aut. zbiorowy (5/10),
  • „Piąta pora roku” M. Kallentoft (7/10): Recenzja po przeczytaniu całości cyklu.

Teraz czytam:

  • „Agonia dźwięków” J. Cabré (72/336 stron).

Czytaj dalej

Podsumowanie czerwca

Cześć! Ostatni dzień miesiąca, a więc przyszła już pora na podsumowanie czerwca 🙂 Po szalonym maju, w którym najważniejszym wydarzeniem były Warszawskie Targi Książki, w czerwcu trochę zwolniłam. Nie dałam rady wpaść na Big Book Festival (ale miałam tam swojego wysłannika :D), za to odwiedziłam Opole podczas drugiej edycji Festiwalu Książki. Spotkałam tam Remigiusza Mroza i Wojciecha Jagielskiego 😀 A poza tym oczywiście… czytałam 😉  Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

Podsumowanie miesiąca

Przeczytane lektury:

  • „Bazar złych snów” S. King (6/10): Jasne, to już nie jest ten King, którego kojarzymy. Sporo tu tekstów o przemijaniu i śmierci, to bardziej refleksyjna strona Króla Grozy. Jednak są tu i strachy (tylko może trochę inaczej zostały rozłożone akcenty), no i jest sporo naprawdę dobrych tekstów. Fani Kinga tak czy inaczej powinni po ten zbiór opowiadań sięgnąć 🙂
  • „Dziennik Bridget Jones. Dziecko” H. Fielding (6/10): Po dość żenującym tomie trzecim, czwarta część przygód roztrzepanej Bridget wraca do poprzedniego poziomu. Nie, żeby to był poziom wysoki, to wciąż lektura na odprężenie, taka moja guilty pleasure, ale muszę przyznać, że połknęłam tę książkę w kilka godzin, wyśmienicie się przy tym bawiąc.
  • „Tajemnicza śmierć Marianny Biel” M. Matyszczak (6/10),
  • „Połów” O. Løgmansbø (recenzja całości cyklu) (7/10),
  • „Ziemia kłamstw” A.B. Radge (7/10): Pierwsza część czterotomowej sagi rodziny Neshov. Gdy zachoruje matka, ustalony przed laty porządek w rodzinie runie. Wnikliwa, bolesna opowieść o trzech braciach, którzy są sobie zupełnie obcy. Na półce czeka już na mnie tom drugi.
  • „Prom” O. Løgmansbø (6/10): Zakończenie cyklu z Vestmanny. Recenzja całości cyklu podlinkowana powyżej.
  • „Ginekolodzy” J. Thorwald (7/10): Świetnie napisana, przejmująca książka ukazująca rozwój ginekologii. Przeszkody, jakie musieli pokonać lekarze (kiedyś nie mogli oni patrzeć na nagą kobietę, więc badali ją pod sukniami i nakryciami, posługując się samym zmysłem dotyku) i cierpienia, jakich musiały doświadczyć kobiety poruszają, a ich postawy i determinacja zasługują na szacunek. To moje pierwsze (i na pewno nie ostatnie!) spotkanie z Thorwaldem.
  • „Utracony dar słonej krwi” A. MacLeod (7/10),
  • „Opowieść podręcznej” M. Atwood (7/10),
  • „Inwazja” W. Miłoszewski (6/10),
  • „Dziewczyna z sąsiedztwa” J. Ketchum (7/10): Stała na mojej półce dwa lata. Bałam się po nią sięgnąć. Nie wiedziałam, czy wytrzymam takie stężenie krwi i cierpienia, w końcu Ketchum to mistrz gore. Jednak w końcu się odważyłam i przekonałam, że to świetna książka, której czytanie boli. A najgorsze jest w niej to, że została zainspirowana prawdziwymi zdarzeniami. Bo „piekło to inni”.
  • „Z otchłani” K. Zajas (7/10): Ostatnio modne są… czwarte części trylogii 😉 Ta jeszcze jest trzecia i miała być zamknięciem serii o komisarzu Krzyckim, jednak autor na prośbę fanów właśnie pisze kolejny tom. A jak było w tym? To kolejna świetna odsłona przygód duetu Krzycki i Bałyś. Odpowiednio wyważone okrucieństwo zbrodni i humor doprawione osobistymi perypetiami krakowskich policjantów dają naprawdę znakomitą kryminalną serię. Gorąco polecam!
  • „Tatuaż z tryzubem” Z. Szczerek (7/10): Szczerek o pomajdanowskiej Ukrainie. Mam taką teorię, że styl Szczerka się lubi bądź się go nie znosi – ja zaliczam się do tej pierwszej grupy, jednak jestem w stanie zrozumieć, że wielu osobom nie będzie odpowiadał prosty, potoczny styl okraszony mnóstwem grubych przekleństw. To jednak cały Szczerek, a o postsowietach pisze doprawdy wyśmienicie.
  • „Bod mommy. Zła mama” T. Fisher (7/10),
  • „Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie” A. Król (7/10): Czerwcowa lektura DKK. Nie od razu umiałam się w tę książkę wgryźć, bowiem Anna Król prowadzi niespieszną historię o rzeczach, a przez nie – o człowieku, do którego należały. To jeden z tych tytułów, które najlepiej powoli dawkować i wyobrażać sobie Jarosława na Stawiskach, w Paryżu z delegacją polityków, w Tworkach z chorą żoną, w Sandomierzu, ukochanym mieście, czy w Zakopanem, gdy tworzył, patrząc na Tatry. Ujęła mnie ta „wyobrażona biografia” pisarza i teraz mam ochotę sięgnąć po któreś z jego dzieł. Co polecacie?

Teraz czytam:

  • „Kolej podziemna” C. Whitehead (306/384 strony),
  • „Niewidzialna korona” E. Cherezińska (35%),
  • „Łotr” T. Canavan (96/580 stron),
  • „Królowie Dary” K. Liu (330/592 strony).

Czytaj dalej