„Morfina” Sz. Twardoch

Autor: Szczepan Twardoch

Tytuł: Morfina

Wydawnictwo: Literackie

Liczba stron: 584

Rok pierwszego wydania: 2012

Źródło: Prezent

Wyzwanie: Czytam opasłe tomiska (584 strony)


Odkąd odkryłam, mając naście lat, że na świecie jest tyle interesujących książek, których jeszcze nie czytałam, rzadko wracam do znanych już lektur, nawet ukochanych. Jednak nadchodzi taki moment, gdy kac książkowy gryzie i rwie, nic nie zachwyca, nic nie jest takie jak trzeba, porzucam książki po stu stronach, nie mogąc się wciągnąć, złorzeczę, na czym świat stoi i wtedy… Wtedy ratunkiem jest coś, co kiedyś zachwyciło. Ratunkiem jest „Morfina” Szczepana Twardocha.

352x500 (19)Jest 1939 rok, zaczyna się wojna, która później zostanie nazwana drugą wojną światową – lecz na razie po prostu zaczęły się bitwy. Są pierwsze dni okupacji niemieckiej, zło się dopiero rozwija. Konstanty Willemann, syn niemieckiego arystokraty i śląskiej (spolszczonej) mieszczki chce robić to, co dotąd – wygodnie żyć, chodzić na dziwki, siedzieć w knajpach z artystami, upijać się, zażywać morfinę, jeździć autem kupionym za pieniądze matki. Jednak upomina się o niego historia. Należy opowiedzieć się po czyjejś stronie. A Willemann (jakże prześmiewcze jest to nazwisko! Znaczy to człowiek woli, a mało jest tak bezwolnych ludzi jak Kostek) najbardziej lubi iść z prądem rozkazów, nie musieć podejmować samodzielnie decyzji, scalać się z jakąś ideą, tak jak wcześniej, gdy walczył:

Widziałem wtedy siebie nie jako oficera, patriotę, gotowego położyć głowę za ojczyznę, lecz postrzegałem siebie, jakbym patrzył na liść niesiony prądem rzeki. Było to rozkosznym: nie myśleć za siebie i rzecz nie w tym, że podlegałem rozkazowi. Rzecz w tym raczej, że niosła mnie historia, byłem jej cząstką, molekułą wody w strumieniu, który nagle przewalił się przez skalny próg i zwala się w dół.

Kostek Willemann nie podejmuje decyzji, nie postanawia, jemu po prostu dzieją się rzeczy, coś się wydarza, ktoś go spotyka i mówi mu, co ma robić. Przez długie lata jest to matka, którą postrzega jako groźną, wszystko o nim wiedzącą, rozciągającą nad nim opiekuńcze skrzydła orlicę, tę, która daje mu pieniądze, tę, która go ukształtowała, ponieważ Willemann szybko stracił ojca. Ojciec Baldur, wróciwszy z wojny okaleczonym, z blizną zamiast twarzy i z dziurą zamiast przyrodzenia, zniknął z ich życia, gdy Konstanty był małym chłopcem.

(…) rzecz toczy się sama, jak wszystko w twoim życiu, pchane nie twoją wolą, tylko wewnętrzną grawitacją każdej społecznej sytuacji, w jakiej się znajdziesz, a której przeciwstawić się nie umiesz, bo musiałbyś być mężczyzną, a kim jesteś, mierzwo ludzka?

A więc matka. A więc żona Hela, po części, jego piękna, higieniczna żona, a więc Salome, jego piękna, rozwiązła dziwka. A potem pojawia się Stefan Witkowski i wciąga Willemanna do tajnej organizacji i każe mu udawać Niemca, by w przebraniu, pod fałszywą tożsamością, przemieszczał się po kraju i za granicą oraz przewoził tajne i ważne informacje. A Kostek nie chce, bo co go obchodzi Polska, co go obchodzą Niemcy i walki, i spory, jego obchodzi tylko buteleczka z płynnym szczęściem, jego przynosząca ulgę morfina, obchodzą go białe uda dziwki Salome i kochana Hela w domu Wedla, w domu z czekolady, i syn Jureczek, to śmieszne, małe stworzonko, które Konstanty tak niewiele rozumie.

Kim jest Konstanty Willemann? Stara się nie zapomnieć, że jest Polakiem w przebraniu, „nie zapomnieć, nie zapomnieć, kim naprawdę jestem, na Boga, przecież Niemca udaję od kilkunastu godzin, a już boję się, że zapomnę, kim jestem (…)”. Konstanty Willemann jest nikim, jest pustym ciałem, na które można nakładać kolejne mundury, tożsamości, idee, narodowości, „jest na wpół człowiekiem, a na wpół pustką, a kiedy patrzy się na niego, to bardziej go nie ma, niż jest”. Choć sam mówi o sobie tak:

Kim jestem? Chciałem powiedzieć: jestem Kostek WIllemann, dżentelmen, utracjusz, dziwkarz i narkoman. Nigdy nie brakowało mi pieniędzy. Lubię zadawać się z artystami i pisarzami. Lubiłem. Lubię kobiety. Studiowałem trochę polonistykę, żeby zapomnieć, że z krwi jestem Niemcem, ale mnie polonistyka nie obchodziła, studiów nie ukończyłem, trochę rysuję, uczyłem się zaocznie u najlepszych profesorów ASP, matka płaciła, ale to też mnie niezbyt obchodzi, tak naprawdę. Chciałem zająć się fotografią, fotografować nagie kurwy w wyuzdanych pozach, ale wojna przyszła, zanim kupiłem sobie aparat. (…) Lubię morfinę, zmrożoną wódkę i szampana, kokainą nie pogardzę, lubię wykwintne jedzenie, lubię tańczyć w Adrii albo Paradisie z kobietami, które poznaję wieczorem i żegnam rano. Lubiłem. Lubię pójść z nimi do łóżka, ale najbardziej lubię to, że mi ulegają, bardziej zależy mi na tym, aby mię uwielbiały, niż na samym ich ciele.

Bo Konstanty potrzebuje kobiet, by potwierdziły, że jest. Jest mężczyzną, coś znaczy – on się określa poprzez kobiety. A na końcu poznaje bardzo ważną, zupełnie odmienną kobietę – Dzidzię Rochacewicz. Dzidzię, której nie rozumie, Dzidzię, której nie potrafi uwieść, Dzidzię, która robi z nim coś, robi z niego wolnego człowieka, mężczyznę, który musi i chce sam decydować o sobie. Dzidzia daje mu siłę. Uwalnia go spod władzy szarej przyjaciółki, która idzie za Willemannem prawie całe jego życie, karmi się jego bezwolą i bezradnością, kieruje jego życiem. Czym jest? Losem, śmiercią, wiecznym duchem, diabłem stróżem, morfiną? Jest tą, której obecność się wyczuwa za plecami, mimo tego, że gdy się człowiek obróci, nikogo tam nie ma.

„Morfina” Szczepana Twardocha to rzecz o człowieku uwikłanym w historię. Życie głównego bohatera przypomina to z greckiej tragedii: nie ma on wpływu na to, co się stanie, poddaje się bezwolnie nurtowi życia i czegokolwiek by nie przedsięwziął, jego los jest już przypieczętowany i zmierza do nieuchronnego końca. Nie mogę powiedzieć, bym lubiła Kostka, ale jest mi go tak bardzo żal. Żal tego życia, które zmiażdżyły wojenne tryby, nawet tego nie zauważając. Sama nie wiem, jak zakończyć ten tekst i czy udało mi się oddać w nim to, że „Morfina” to wielka powieść, więc na koniec to podkreślę: jest wielka.

6/6

Reklamy

35 thoughts on “„Morfina” Sz. Twardoch

  1. O ludziska! 6/6 Trzeba zapisać to w kalendarzu, bo jeszcze nie spotkałam takiej noty u Tanayah 😀 Może gdybym pogrzebała w przeszłości, ale liczy się to co jest obecnie 😉
    Ja zabieram się do Morfiny i zabieram, ale jakoś ciągle wyskakuje mi coś innego. Trzeba to nadrobić 🙂

    • To jedna z moich ukochanych książek, więc nie mogło być inaczej 🙂 A szóstkę dostało póki co 7 książek (licząc z „Morfiną”) 😀

      Ciekawa jestem, czy ta książka przypadłaby Ci do gustu 🙂

  2. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  3. Zastanawiałam się, co możesz jeszcze mi powiedzieć o „Morfinie”, czego wcześniej nie powiedziałaś 😀 Ale recenzja świetna, aż sama mam ochotę drugi raz przeczytać ❤

  4. Nie znam „Morfiny”, ale czytałam „Dracha” i zbieram się by coś o nim napisać, bo o recenzję bym się nie pokusiła. „Drach” jest nominowany do Nike, ale mi akurat to zupełnie obojętne czy książki otrzymują nagrody czy też nie, ważne by się je dało czytać.
    Twardoch to dobrze zapowiadający się pisarz i muszę przyznać, że i „Drach” to z talentem napisana i interesująca książka, ale mam mu za złe te nieszczęsną swego czasu wypowiedź o Polsce, bo przecież sam jest Polakiem.

    A o „Morfinie” pomyślę….

    • Ja mu nie mam za złe, bo wiem, w jakim kontekście i dlaczego zostało to powiedziane 😉 Ale czasem warto też oddzielić pisarza od dzieła i się nie uprzedzać – fakt, że i „Drach”, i „Morfina” to świetne książki. I życzę Twardochowi tej Nike, ale jak będzie, to się okaże, bo ma godnych przeciwników.

      • Ta wypowiedź świadczyła o impulsywności i szybkim wypowiadaniem słów, tak bez namysłu, mam taką nadzieję…dlatego nie odrzucam jego twórczości…. A „Drach” moim skromnym zdaniem nagrody jest chyba wart……..nie znam tych innych pisarzy…..

  5. Twardocha mam w planach już od dłuższego czasu, ale jakoś okazji od zapoznania się z jego twórczością nie było. Teraz już wiem, że muszę nadrobić zaległości. Tylko od czego zacząć? „Dracha” czy „Morfiny”?

    • Ja bym polecała zacząć od „Morfiny”, jest łatwiejsza do czytania, bo w „Drachu” nie są tłumaczone partie w obcych językach (niemiecki, śląski, wasserpolski) i można się zniechęcić (choć niesłusznie), a w „Morfinie” teksty po niemiecku są wytłumaczone w przypisach 🙂 Niemniej, obie książki są świetne.

  6. Pingback: Tydzień Blogowy #18 | Wielki Buk

  7. Myślałem nad tym, czy aby czasem nie chwycić za „Morfinę”, chociaż nie jest to do końca lubiany przeze mnie typ literatury. Aczkolwiek spróbuję, do odważnych świat należy szczególnie, że jej recenzje tak jak i Twoja są bardzo pozytywne 😀

    • Świetne podejście – spróbować zawsze warto, przekonasz się o co tyle szumu i czy Cię to kręci 🙂 Jak nie, to przecież też nic się nie stanie. Ja Cię za to nie pogryzę 😀

  8. Czytałam, że Twardocha albo się polubi, albo znienawidzi. Mam tę książkę u siebie na półce, pożyczyłam od koleżanki, która nie nie mogła przebrnąć przez tę powieść.

    • Pozdrawiam również! 😀 Ja też czekam z niecierpliwością na „Wieloryby i ćmy”, jednak trochę się boję, czy to nie będzie za bardzo pretensjonalne… Jednak z pewnością to sprawdzę 🙂

      • Też jestem oddaną fanką Szczepana, ale na wieść o dziennikach z jednej strony się ucieszyłam, a z drugiej podzielam Twoje obawy (swego czasu w sieci był dostępny blog pisarza i…. liczę, ze jednak czas płynie, pisarze dojrzewają. 😉 Na marginesie, Jacek Dehnel na listopad zapowiada „Dziennik roku chrystusowego”, więc czekam jak wypadną obie książki i czy to właśnie nadciąga „nowy trend” wydawniczy. Tak czy inaczej przeczytam wszystko co napisali 🙂

        • A więc rozumiesz dokładnie moje obawy 🙂 Ja się na te dzienniki online Szczepana nie natknęłam, ale chyba sobie mniej więcej wyobrażam jak to mogło wyglądać, więc – i chciałabym, i boję się.
          Ale dzienniki Dehnela mi jakoś umknęły, a to może być wyśmienita rzecz!

  9. Pingback: Druga rocznica bloga | Książkowe światy - moje recenzje książek

  10. Pingback: Liebster Blog Award… x 3! | Książkowe światy - moje recenzje książek

  11. Pingback: ŚBK: autorzy, którzy poruszają nasze dusze | Książkowe światy - moje recenzje książek

  12. Pingback: „Król” Sz. Twardoch | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s