„Forrest Gump” W. Groom

Autor: Winston Groom

Tytuł: Forrest Gump

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 280

Rok pierwszego wydania: 1986

Źródło: Egzemplarz recenzencki

Wyzwanie: Wielkobukowe wyzwanie (Książka, której znasz ekranizację)


Są takie książki, których, choćbym nie wiem jak się przed tym broniła, nie daję rady przeczytać zanim nie obejrzę filmu. Czasem, gdy oglądam ekranizację, dopiero po dłuższym czasie orientuję się, że pierwowzorem była powieść. Ma to swoje minusy, bowiem gdy czytam taką historię, od razu mam „przylepione” konkretne twarze do odpowiednich postaci. Stąd też Forrest Gump już zawsze będzie miał dla mnie wygląd Toma Hanksa. Jednak tym razem nie rozpaczam mocno, bowiem Hanks był świetny w filmie (reżyserowanym przez Roberta Zemeckisa) o tym samym tytule, co jego literacki pierwowzór. A że w dodatku film pamiętałam raczej słabo, kojarząc jedynie pojedyncze epizody, tym chętniej sięgnęłam więc po książkę „Forrest Gump” Winstona Grooma.

439657-352x500Tytułowy Forrest jest, cóż, lekko niepełnosprawny umysłowo – choć uwierzcie mi, że w czasach, w których toczy się akcja powieści, nazywano sprawy wprost: mówiono więc, że jest idiotą.

Powiem wam jedno: bycie idiotem to nie pudełko czekoladek. Ludzie śmieją się, nerwują, poszturchują. Teraz gadają, że trzeba być miłym dla zapóźnionych, ale powiem wam tyle – nie zawsze jest tak. W każdym razie ja się nie skarżę, bo jak to się mówi, mam kawał ciekawego życia.

(…) Może i blisko mi do debila, czy nawet imbecyla, ale po cichu nazywam siebie półgłówkiem, ale nie idiotem, bo jak ludzie mówią o idiocie, zaraz myślą o tych mongolskich idiotach, co to oczy mają tak blisko, że wyglądają jak Chińczyki, ciągle się ślinią i bawią sami ze sobą.

Forrest może nie zawsze wie, jak się zachować, czasem jest zbyt bezpośredni (np. zapytany podczas uroczystości, czy chce coś powiedzieć do mikrofonu, odpowie jak gdyby nigdy nic: „Chce mi się siku”), innym razem ma problem, by się wysłowić, nie bryluje więc na lekcjach angielskiego, ale… Całkiem nieźle radzi sobie z matematyką, szybko łapie zasady gry w szachy oraz z racji swojej postury okazuje się świetnym graczem w futbol amerykański, a z powodu zwinności – bryluje jako pingpongista i zapaśnik. O, z pewnością nie można powiedzieć, że ma nudne życie.

− Uczony idiot – powiedział głośno i wszyscy zaczęli patrzeć na mnie. – Osoba, która nie potrafi zawiązać krawata, z trudem sznuruje buty, ma poziom umysłowy sześcio-, najwyżej dziesięciolatka, ale ciało, by tak to ująć, Adonisa. (…) Ale w umyśle uczonego idiota – mówi dalej – są skrytki rzadkiego bogactwa, więc Forrest bez trudu rozwiązuje równania matematyczne, do których nie wiedzielibyście, jak się zabrać, a skomplikowane tematy muzyczne podejmuje z łatwością jakiegoś Liszta czy Beethovena.

Poczciwina daje się nieść losowi i próbuje po prostu utrzymać się na powierzchni. O dziwo, zostaje gwiazdą drużyny futbolu, potem bohaterem wojennym (Gump walczy w Wietnamie – i chyba prawdą jest to, że odwaga cechuje głupców, lecz w tym wypadku należy to poczytać jako komplement), gwiazdą muzyki, bowiem świetnie gra na fujarce, wygrywa mnóstwo forsy jako zapaśnik o ksywie Pajac i… Co ja wam będę mówić, przygód jest tyle, że można by nimi obdzielić co najmniej trzy przeciętne osoby!

A wszystko to poznajemy ustami samego Forresta, który pod koniec życia zasiada i opowiada nam całą historię. Trzeba się nastawić na dziwny język, bowiem autor zastosował narracją pierwszoosobową, a Gump wypowiada się w specyficzny sposób. Jednak gwarantuję, że nie raz się uśmiejecie, ale też nie raz wzruszycie, bowiem życie Gumpa obfituje w wiele smutnych momentów, z którymi „idiot” radzi sobie na swój prostolinijny, szczery sposób. Nie da się nie podziwiać jego siły i determinacji w dążeniu do celu. Jest to bohater, którego nie sposób nie polubić – nagle orientujemy się, że kibicujemy Forrestowi Gumpowi, a nasze oczy są dziwnie wilgotne, gdy docieramy do końca tej historii. A na koniec jest taki:

Ale powiem wam tyle: jak czasem w nocy leżę tak sobie i patrzę w gwiazdy, i całe niebo tak wisi, pamiętam to wszystko. Jak każdy marzę sobie różnie i ciągle myślę, jakby też to mogło być inaczej. A potem, wiecie, nagle mam czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt lat.

No i co? Mogę być idiotem, ale przecież przez cały czas chciałem dobrze, a marzenia to marzenia, nie? Co tam jeszcze będzie, to zawsze mogę popatrzeć w tył i powiedzieć: przynajmniej nie było nudno.

I czyż to nie są bardzo mądre słowa?

Z pewnością „Forrest Gump” ma już zapewnione miejsce w popkulturze, bo niemal każdy kojarzy film. Warto jednak również pochylić się nad książką, bowiem spędzicie z nią kilka miłych, ale też pouczających godzin. Zdziwicie się, jak wiele można się nauczyć od idioty.

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka:

zysk-i-ska-wydawnictwo-logo

Reklamy

15 thoughts on “„Forrest Gump” W. Groom

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. O włos spóźniłem się i bym kupiłem na jednej z grup starsze wydanie Forresta i jego kontynuacji 😛 A bardzo chciałbym poznać pierwowzór książkowy – film bardzo mi się podobał 😀

    • O? Nie pamiętam tak dokładnie filmu, ale zdaje się, że dość wiernie odwzorowywał książkę, więc może też Cię drażnić. Chyba że drażniła Cię wyłącznie kreacja Hanksa 😉

  3. Pingback: Podsumowanie stycznia | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s