„Poradnik pozytywnego myślenia” M. Quick

Autor: Matthew Quick

Tytuł: Poradnik pozytywnego myślenia

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 380

Rok pierwszego wydania: 2008

Źródło: Wypożyczona z biblioteki


Jeśli wszyscy coś chwalą, podchodzę do tego bardzo sceptycznie, bo nie ufam gustom ogółu. Zwykle omijam bestsellerowe książki i filmy, ale czasem zdarza się tak, że gdzieś tam w mojej głowie dźwięczy „muszę sprawdzić o czym wszyscy gadają!”. I wtedy, na przykład, zaczynam czytać powieść, po którą bez tej otoczki zapewne bym nie sięgnęła. Ale cóż. Mam urlop, odpoczywam i póki co jedynym poważniejszym wyborem jest: czytać książkę czy oglądać „Grę o tron”? 😉 Sięgnęłam więc po urlopowe czytadło – „Poradnik pozytywnego myślenia”.

352x500 (5)

Borze (to od boru), jaka to jest amerykańska książka! Już sam tytuł brzmi bardzo „amerykańsko”, a musicie wiedzieć, że nie jest mi bliska dewiza Amerykanów „Uśmiechaj się mimo wszystko i jakoś się to ułoży”. No cóż, uff, musiałam przynajmniej spróbować rozgryźć fenomen książki Quicka, którą wiele osób chwaliło i na podstawie której powstał kasowy film.

Pat Peoples ma trzydzieści parę lat i w momencie, kiedy go poznajemy, jest w „niedobrym miejscu” (co za określenie!), czyli w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ zrobił „złą rzecz”, którą wyparł z pamięci. Jednak Pat wierzy, że gdy będzie myślał pozytywnie, film, jakim jest jego życie zakończy się happy endem, czyli powrotem do niego jego żony Nikki. Kojarzy mgliście, że nie był dobrym mężem i dopiero, gdy stracił swą ukochaną, pojmuje ile dla niego znaczyła.

Matka Pata zabiera go do domu, gdzie ciągle chucha na niego i dmucha, by syn wrócił do równowagi psychicznej. A on jest pewien, że jeśli tylko wyrzeźbi sylwetkę, przeczyta kilka książek, które ceniła Nikki i nauczy się hamować swój gniew, film o jego życiu zakończy się szczęśliwie. Próbuje więc z całych sił stać się lepszym człowiekiem, w czym wspiera go szpaler odpychających postaci: nadopiekuńcza matka, gburowaty ojciec, którego humor zależny jest od wyniku meczu footballowego, braciszek, typowy Amerykanin z żonką u boku, mdły psychoterapeuta, stary kumpel Ronnie… i może tylko Tiffany jako tako rokuje, bo była to chyba jedyna postać w książce, która nie wzbudzała mojej irytacji.

Tiffany też ma problem i jest pokręcona, tak samo jak Pat. Między tym dwojgiem tworzy się dziwna zażyłość (nie wiem czy można mówić o przyjaźni między postaciami, które prawie się do siebie nie odzywają) i nadchodzi moment, gdy dziewczyna jest dla Pata ostoją, kimś stojącym zawsze u jego boku. I choć początkowo wkurza go, że matka czy Cliff (psychoterapeuta) sugerują mu, by związał się z Tiffany (przecież jest żonaty z Nikki!), koniec końców okazuje się, że bohaterka wiele dla niego znaczy.

Ale wiecie co mnie wkurzało? Ta powieść jest taka naiwna! A do największego szału doprowadzał mnie Pat Peoples. Dobra, po pierwsze: rozumiem co to jest depresja i wypieranie pewnych rzeczy z pamięci, więc nie dziwi mnie to, że facet nie pamięta kilku najgorszych lat ze swojego życia. Nie, to jest ok. Ale czy naprawdę przy okazji Pat musiał skretynieć i cofnąć się do wieku psychicznego oscylującego pomiędzy 10 a 15 rokiem życia?! Peoples, który myśli, że jego życie będzie wyglądało jak w filmach o Rockym Balboa, który nie daje sobie wytłumaczyć, że pewne sprawy są już definitywnie zamknięte, wkurzał mnie niezmiernie. Opisy tego jak godzinami ćwiczył na domowej siłowni, a potem biegał z milczącą Tiff u boku nużyły mnie. A już totalnie mnie wynudziły strony z opisami meczów footballowych i zastanawiałam się, ile jeszcze razy autor uzna za stosowne napisać jak to Pat „wyrzuca w górę ramiona i robi: Aaa!”, a wtedy jego ojciec/psychoterapeuta/kumpel też podniesie ręce i „krzyknie: Aaa! O-R-Ł-Y! Orły!”. Bo wszyscy są fanami footballowego zespołu Orłów i ich dyskusje na temat zawodników, rzutów i technik stanowią całkiem sporą część tej książki.

Akcja wlokła się do przodu, a ja już tylko czekałam aż coś się wyjaśni. Co to za „zła rzecz”? Co czai się w przeszłości Pata? Och, doprawdy nic tak strasznego jak czytelnik się spodziewa. Quick nadął balon tajemnicy do niemożliwości, a potem, gdy chciał go przekłuć, okazało się, że balon miał gdzieś malutką dziurkę i całe powietrze powoluśku z niego uszło. Bez żadnego „BUM!”.

Sceny, w których Tiffany walczy o Pata, są literalnie jak z amerykańskiego filmu, gdzie, jak tylko poznajemy dwójkę bohaterów przeciwnej płci, wiemy jak to się skończy. Przewidywalność to obok infantylnego przesłania największa wada „Poradnika pozytywnego myślenia”. No i ten Pat. Miałam ochotę powiedzieć: rusz dupę i zmierz się z rzeczywistością, zamiast wmawiać sobie usilnie, że prawdziwe są twoje iluzje! Uch. Na bestsellerach można się tak sparzyć. Uważajcie.

3-/6

Advertisements

21 thoughts on “„Poradnik pozytywnego myślenia” M. Quick

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania

  2. Hahaha 😀 Wiesz co, ale film też taki był 🙂 Naiwny i uroczy – bez głębi i większych emocji. Teraz sama jestem ciekawa „Poradnika…”, a że stoi na półce to chyba nadrobię we wrześniu 😀

    • 😀 Nadrabiaj, bo jestem ciekawa Twojej opinii. Po recenzji „Niezbędnika obserwatorów gwiazd” na Twoim blogu myślę, że to o wiele lepsza książka Quicka 🙂 Jak ją dorwę to dam mu jeszcze jedną szansę.
      A filmu nie mam zamiaru oglądać, drugi raz nie zniosę tego: „Aaa! O-R-Ł-Y! Orły!!!” 😛

  3. Może nie to, ze „Poradnik” mnie znudził, tak jak ciebie, ale zdecydowanie jest przereklamowany. Taka sobie zwykła lekka książka, nie ma się czym podniecać. Przyjemność z czytania owszem, była, ale nie nazwałabym tego książką roku, ani nawet filmem roku.

    • No, te wszystkie tytuły i nagrody były chyba trochę na wyrost. Nie oglądałam filmu, może rzeczywiście był świetnie nakręcony, ale historia jest jak wiele hollywoodzkich opowieści, totalnie nic świeżego.

        • Po przeczytaniu książki już się raczej nie spodziewam nie wiadomo czego 😉 I, tak jak napisałam Bomboletcie, raczej go nie będę oglądać, bo nie zniosę słuchania 50 razy „Aaa! O-R-Ł-Y! Orły!” 😉

  4. A ja Ci podrzucę linka do mnie, bo nie wiem, czy kiedyś czytałaś czy nie: http://skrzatowisko.blogspot.com/2014/02/poradnik-pozytywnego-myslenia-quicka.html Stężenie naiwności w tej książce jest okropne 🙂 Pat jest tak cholernie naiwny, ze nie mogłam tego znieść…Ja oczekiwałam czegoś w stylu walki z trudną rzeczywistością, a nie biernej postawy – on tylko odrzucał od siebie prawdę i żył w jak cholernie naiwnym, prostym filmie. Jeszcze football…never ending story. Nie rozumiem w ogóle tych zachwytów nad tą książką na LC. No ale niektórym wystarczy tylko to, że jest emocjonalna – i już 10/10. 🙂 Aha, jeszcze „świetnym” pomysłem były spojlery innych książek. No geniusz z autora.

    • Czytałam dziś Twoją opinię na lubimy czytać 🙂 Zgadzam się z Tobą, co chyba widać i w mojej recenzji, mają dość podobny wydźwięk. Też oczekiwałam jakiegoś głębszego rozpracowania emocji głównego bohatera, bo gdyby Quick to zrobił, to byłaby niezła (wciąż lekka, ale niezła) powieść psychologiczna. Choć muszę przyznać, że śmieszyły mnie fragmenty z Kennym G. (bo też go nie znoszę) 😀
      PS. Aaa! O-R-Ł-Y! Orły! 😛

  5. Pingback: Podsumowanie sierpnia | Kultura czytania

  6. Pingback: #Pogaduchy u Aguchy TAG | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s