„Jim Morrison w intymnych wspomnieniach” J. Huddleston

Autor: Judy Huddleston

Tytuł: Jim Morrison w intymnych wspomnieniach

Wydawnictwo: Dolnośląskie

Liczba stron: 232

Rok pierwszego wydania: 2013

Źródło: Kupiona


Tak, posiadanie idola zobowiązuje. Odkąd usłyszałam, mając 13 czy 14 lat, muzykę The Doors, wpadłam po uszy. I choć słuchałam później wielu zespołów rockowych, ten jeden pozostanie dla mnie zawsze wyjątkowy i ulubiony. Mroczny, głęboki głos Jima, elektryzujące klawisze Raya, „ślizgające się” dźwięki gitary Robby’iego oraz mocna, rytmiczna perkusja Johna to było coś, co tworzyło niesamowity klimat muzyki granej przez tę czwórkę chłopaków z Ameryki. Bez żadnego z nich The Doors nie byłoby tym samym.

Słuchałam muzyki zespołu i czytałam każdą książkę na ich temat, jaka wpadła mi w ręce. Wspomnienia klawiszowca? Wspomnienia perkusisty? Wspomnienia nagłośnieniowca i wieloletniego przyjaciela? Tak, tak, trzy razy tak! Te książki były różne, opowiadały te same zdarzenia, ale z odmiennej perspektywy – jednak pewnie było jedno: raczej nie chcielibyście mieć takiego kumpla jak Jim. Dobra, był inspirujący, zgoda, miał w sobie tę zniewalającą, mroczną energię, ale to nie był chłopak, którego chciałabyś przedstawić swojej mamie. Ale kochał Pamelę Curson, swoją dziewczynę. Prawda?

If they say I never loved you, you know, they are a liar!

Czy na pewno? Jeśli tak, ich miłość była bardzo toksyczna.

281700-352x500

„Jim Morrison w intymnych wspomnieniach” Huddleston to smutne świadectwo jednej z wielu dziewczyn, z którymi okazjonalnie spotykał się Jim, a z których każda chciała być jedyną.

Try now, we can only lose and our love become a funeral pyre!

Od razu na wstępie powiem, że mam pewien problem z tą książką, mianowicie – kto może potwierdzić, że nie są to tylko wymysły? Jim nie żyje, nie żyje też Pamela i wielu ludzi z otoczenia The Doors. Nie wykluczam, że Judy spotykała się z Morrisonem, ale kto może potwierdzić, że ich relacja wyglądała tak, jak kobieta opisała to w książce, skoro w większości sytuacji byli sami?

Huddleston opowiada o 4. latach ze swojego życia, podczas których oddała się destrukcyjnemu urokowi Morrisona. Poznała go za kulisami po koncercie, gdy miała 19 lat i była młodą, wrażliwą dziewczyną, jedną z wielu, które nabrały się na jego wielkie, smutne oczy, jedną z tysięcy, które marzyły o tym, by dotknąć tego gładkiego, zgrabnego ciała.

Hello, I love you, want you tell me your name? Hello, I love you, let me jump in your game!

I udało jej się, ale intymne wspomnienia, jakimi się z nami dzieli, pokazują jak wysoką cenę musiała za to zapłacić. Ich związek, który Jim, w przeciwieństwie do Judy, traktował chyba lekko, był właściwie, jeśli jej wierzyć, chorą relacją, za pomocą której Morrison próbował poukładać różne własne lęki i zwyczajnie wykorzystywał dziewczynę, która raz miała być dla niego matką, a raz płomienną kochanką. Opisy seksu, w trakcie którego Jim każe dziewczynie nazywać się jego suką lub bez przekonania bije ją paskiem po pupie, ponieważ jest zbyt zaćpany, by cokolwiek pobudziło go do stosunku, są równocześnie paskudne i smutne. Nie wiem kogo w tej opowieści bardziej mi żal, bo mimo wszystko żal mi obydwojga, choć też obydwoje mnie wkurzali.

Love me two time, I’m goin’ away!

Przez cztery lata Huddleston na przemian stroniła od Jima i za nim biegała, nie mogąc się od niego uwolnić. Kochała go i nienawidziła. Był w jej myślach, w jej głowie i w sercu, choć doprawdy zrobił bardzo niewiele, by na to zasłużyć. Oprócz opisu dawnych dni, autorka serwuje nam też fragmenty rozmów ze swoim psychologiem, któremu opowiadała całą tę historię, próbując wyplątać się wreszcie z niszczącej zależności, choć, z tego co się zorientowałam, spotkania z lekarzem odbywały się już po jakimś czasie od śmierci Morrisona (nie znalazłam w tekście żadnej wskazówki co do daty spotkań). Jest w tej książce pewien chaos, ale może takie właśnie były relacje Judy z Jimem – chaotyczne. Dziewczyna wydawała mi się nieraz bardzo irytującą i niepozbieraną osóbką, typową kobietą, która swą młodość przeżywała na przełomie lat 60. i 70., z całym tego bagażem, czyli narkotykami i alkoholem, lękami, dziwnymi tripami i „wolną miłością”, jednak najwyraźniej nie pasowała ona do tego schematu i drogo zapłaciła za swoją słabość do Jima Morrisona…

Mam ambiwalentny stosunek do tej książki i długo wahałam się między 4 a 3, ale ostatecznie…

3+/6

 

Reklamy

32 thoughts on “„Jim Morrison w intymnych wspomnieniach” J. Huddleston

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Kultura czytania

  2. Ale byśmy razem były mroczne w gimnazjum – ja też zasłuchiwałam się w Jimie, a miłość do Doorsów została na zawsze – ile razu marzyłam o Jimie (całowałam plakaty – wstyd taki! :D) A co tam – żadne wstyd 😀
    Powiem Ci, że ta laska mnie nie przekonuje – wspomnienia groupie po latach nie zniszczą obrazu Jima 😉

  3. Muzyka The Doors niestety jest mi słabo znana, tak samo jak i postać Jima Morrisona. Nie mam nic przeciwko czytaniu biografii, chętnie bym sięgnęła po jakąś dobrą pozycję, żeby przyjrzeć się bliżej artyście, ale… czy zaczynać od tej akurat książki??? Mam co do tego poważne wątpliwości…

    • Nie, zdecydowanie od czegoś innego 🙂 Polecam Ci „Nikt nie wyjdzie stąd żywy” Sugermana lub „Jim Morrison: życie, śmierć, legenda” Davisa (może nawet bardziej tę drugą) 🙂

    • Ja zaczęłam od tej książki 😀 I przyznam, że zaintrygowała mnie tylko, aby sięgnąć po kolejne. Według tego co pisze Huddleston Jim był nieźle szurnięty, w zasadzie wszystkie jego zachowania były jakieś oderwane od rzeczywistości. Pojawial się i znikal z jej zycia robiąc kupę dziwnych rzeczy, bez nakierowania nawet na przyczyny, które nim kierowały. Smutne i żałosne, że sypiała z nim regularnie i nie była nawet w stanie umotywować jego zachowań, poznać go chociaż trochę. Dlatego przeczytałam „Nikt nie wyjdzie stąd żywy” i prawdę mówiąc – chciałabym poznać Morrisona. Uważam że był fascynujący, destrukcyjny ale też bardzo dużo można by się od niego nauczyć. Zadziwiał mnie w tym swoim dionizyjskim porywie. Może to jakaś mroczna strona mojej psychiki, ale trochę się z nim pod pewnymi względami utożsamiam. I W KOŃCU rozumiem dlaczego był taki a nie inny – a przynajmniej mam pole do tego aby się nad tym zastanawiać i snuć przypuszczenia. Huddleston nie poznała go wcale. I uważam że była strasznie nieporadną dziewczynką, z rozdmuchanym ego i przesadzonym wyobrażeniem o swojej powierzchowności i inteligencji.

      • Cześć Alice, dziękuję za długi wnikliwy komentarz 🙂

        Jim fascynował mnie, odkąd poznałam muzykę The Doors niecałe 15 lat temu. Miał w sobie jakiś mrok i tajemnicę. Na kanwie tej fascynacji nim i muzyką zespołu zaczęłam czytać wszystkie książki na ten temat. Jedna moja strona podziwia Morrisona. Druga uważa, że lepiej byłoby go nigdy nie poznać. Myślę, że to był destrukcyjny człowiek i lepiej „znać” go z daleka.

        Też myślę, że Huddleston go nie poznała, on się jej nie dał poznać, bo była jedną z wielu jego kochanek – i tyle. Zdaje się, że Jim kochał tylko Pam (to znaczy na swój pokręcony sposób). Najgorsze jest to, że nie ma jak sprawdzić czy to, co pisze Huddleston w ogóle się wydarzyło i czy ona tego nie zmyśliła. Kto wie… Tak czy inaczej, ja nadal będę czytać wszystkie książki o The Doors i Jimie Morrisonie.

        • Tak, to prawda, że trudno ocenić czy Judy nie wymyśliła tego wszystkiego. Też uważam, że Jim kochał tylko Pam, może dlatego że ona nie pozostawała dłużna temu, co on wyprawiał i sama zachowywała się podobnie. Poza tym była jednak cierpliwa, lojalna i czymś go bardzo do siebie musiała przyciągała. Ich relacja była tak dziwna, że aż fascynująca 😀 Regularne, jawne zdrady, pijaństwo i narkotykowe jazdy Pam i Jima, a z drugiej strony duże przywiązanie do siebie to dość dziwna kombinacja.

          Ale wracając do ksiązki – zakładając że Judy mówi prawdę, to jej relacja z Jimem była pojechana na maksa. Ta książka w ogóle była dla mnie dość dziwna i irytująca czasami. O dziwo Jim mnie nie irytuje, raczej spędzam sporo czasu próbując go zrozumieć i kojarząc fakty, które powodują że zachowuje się tak, a nie inaczej. Uważam ( a to dość śmiałe będzie stwierdzenie), że każdy geniusz ma pewne zaburzenia związane z funkcjonowaniem w społeczeństwie. Stąd pewnie jego „odpały”. Wiem, nie jest to usprawiedliwienie, ale no ok… no dobra, może go trochę usprawiedliwam :D. Natomiast panienka Huddleston mnie odrzucała tym, że pozwalala się tak traktować, bała się o cokolwiek spytać, zaprzeczyć czy nie zgodzić się na coś co chciał Jim. Nie wiem jak mogła w ogóle myśleć, że będzie ją traktował jako poważną partnerkę, jeśli ona była na każde jego zawołanie i sama się postawiła w roli dziewczyny do … no wiadomo czego. A jeśli się go tak strasznie bała, to po co się z nim zadawała? Odpowiedzią jest pewnie „bo go kochała”. No ale ja nie należę do romantycznych osób i niestety nie kupuję tej odpowiedzi 😉
          Jakie książki oprócz tych dwóch byś poleciła Tanayah?

  4. Uwielbiam muzykę The Doors, ale powiem szczerze, ze do samego Jima straciłam trochę sentyment po lekturze „Nikt nie wyjdzie stad żywy” http://lolantaczyta.wordpress.com/2014/03/07/nikt-nie-wyjdzie-stad-zywy-historia-jima-morrisona-jerry-hopkins-danny-sugerman/
    Tak jak mówisz: nie chciałabym mieć go za kumpla. Nawet za cenę inspiracji, czy ciekawych rozmów.
    Wspomnienia zawsze są w pewien sposób subiektywne, bo każdy z nas odbiera otoczenie w trochę inny sposób. I w sumie nic w tym złego. Pewne rzeczy można podkolorować, ale nie zawsze wyjdzie z tego mały skandal, który zapewni rozgłos i kasę. Za to intymne szczegóły zawsze maja „wzięcie” i już po tytule można poznać, ze to książka raczej pod publikę, dla pieniędzy. Jest coś niesmacznego w ogłaszaniu całemu światu szczegółów własnych doświadczeń łóżkowych.

    • Oczywiście masz rację. Też nie rozumiem po pierwsze po co ta książka została napisana. I pierwsze co przychodzi na myśl to, rzecz jasna: dla kasy.
      A Jim, niestety, był jaki był, naczytałam się już o nim dość, by móc chyba wysnuć jakiś obiektywny w miarę obraz, zbierając wszystko to co powiedzieli o nim bliscy. Dlatego właśnie obecnie cenię go wyłącznie jako artystę. Był strasznie rozpuszczonym dzieciakiem i szkoda mi go, ale też nieraz mnie irytował swoim zachowaniem.

  5. Pingback: Podsumowanie sierpnia | Kultura czytania

  6. Jim to rasowy strzelec raczej nie grozny kobiety lecialy na jego kase bo umial i mogl dawac w zwiazkach sie nie sprawdzal bo kochal wolnosc.Wiadomo kto po jego smierci zajal sie jego kartami i kasa. Pamela sie go trzymala bo miala na dragi i jej rodzinka Tez korzystala nie chcial sie z nia ozenic to podlozyla mu swinie i dealer go zalatwil.Muzyka Doors jest czesciowo polska Ray Manczarek to Polakow Wszystkiego Najlepszego Jim dzisiaj 72 urodziny!!!! Pani Strzelec

  7. Jakoś późno trafiłam na informację o tej książce, a co dopiero do Twojego wpisu..
    W Doorsach swojego czasu byłam mocno zakochana, teraz uczucie to jest stabilne i ma się dobrze 😉 Zastanawiam się nad przeczytaniem tych wspomnień, chciałabym poznać Jima też „w roli kochanka”.. Cóż, jestem pewna, że stabilne uczucie nie zaburzy mi wizerunku Morissona, ale nie wiem, czy chcę czytać wspomnienia groupie, które – jak napisałaś, nie mogą zostać potwierdzone.

    • Jeśli nie jesteś mocno przywiązana do jednego wizerunku Morrisona to myślę, że możesz sięgnąć tak jak ja, kierowana ciekawością 😉 Ja to przeczytałam z takim właśnie zastrzeżeniem, że to wcale nie musi być stuprocentowa prawda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s