Podsumowanie listopada

Nadszedł ten najmniej przeze mnie lubiany czas w roku: jest zimno, ponuro i deszczowo. Bardzo szybko tracę energię, gdy za oknem brakuje słońca, ale staram się jednak nie poddawać chandrze i uciekać przed krótkimi, ciemnymi dniami w ciekawe książki i seriale. No to jak mi minął listopad? W notce znajdziecie przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

Na początku miesiąca byłam na spotkaniu autorskim z Bartoszem Szczygielskim organizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Katowicach. Świetnie było się w końcu poznać na żywo! Za mną bowiem już pięć książek autora, a okazji do spotkania do tej pory nie było 😉

Listopad to dla mnie jednak przede wszystkim Śląskie Targi Książki. Wiadomo, że w tym roku żadne targi książki nie są takie jak przed pandemią, ale cieszę się, że te w Katowicach jednak się odbyły. Było o wiele mniej autorów i atrakcji, ale nie zabrakło stoiska stowarzyszenia Śląscy Blogerzy Książkowi 🙂 Udało mi się zdobyć autograf Joanny Bator.

Udało mi się też dwa razy być w kinie: na jakich filmach, opiszę w dziale „obejrzane”, ale bardzo się cieszę z tych wyjść.

Czytaj dalej

Podsumowanie listopada

Cześć, witam w podsumowaniu miesiąca 🙂 Listopad również nie był zbyt łaskawy: ponownie przyplątało się choróbsko, różnie bywało z humorem, częściowy lockdown dawał mi się trochę we znaki. No, sami wiecie, znacie ten polski klimat 😉 Mam wrażenie, że w minionym miesiącu skupiłam się głównie na serialach, ale czy rzeczywiście? Zaraz Wam wszystko opowiem. Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

  • „Muzeum luster” L. Montero Maglano (7/10),
  • „O piciu” Ch. Bukowski (6/10),
  • „Ten, w którym są wszystkie przepisy. Książka kucharska dla miłośników serialu PRZYJACIELE” T. Finney (8/10),
  • „Zbrodnie roślin. Chwast, który zabił matkę Abrahama Lincolna i inne botaniczne okropieństwa” A. Steward (7/10): Lubię takie nietypowe książki popularnonaukowe. „Zbrodnie roślin” to leksykon niebezpiecznych okazów flory: tych mniej szkodliwych i dobrze znanych (typu pokrzyw) i tych naprawdę dziwnych i niebezpiecznych (choćby oleander). Jednak Amy Steward opowiada nie tylko o roślinach egzotycznych czy takich, które już dawno zapracowały na swoje złe imię. Pojawiają się tu również okazy znane z naszych łąk, bukietów czy… talerzy. Wydawca ostrzega: Ta książka skończy wasze beztroskie życie. Będziecie podejrzliwie patrzeć nawet na zwykłą sałatę. I jest to prawda!
  • „Saturnin” J. Małecki (8/10): To 100% Małeckiego w Małeckim, co może być zarówno plusem, jak i minusem. Początkowo byłam trochę zmęczona tym, że pisarz idzie utartą ścieżką i niczym mnie nie zaskakuje, a potem… Potem wciągnęłam się w opowiadaną historię i wszystko poza moimi wrażeniami i emocjami przestało być ważne. Wspaniale odczytany aż przez czterech lektorów (Macieja Stuhra, Martę Markowicz, Piotra Grabowskiego, Martę Wągrocką) „Saturnin” to historia bolesna, wojenna, opowieść o miłości, strachu, walce, umieraniu i powrotach. Niby nic nowego pod słońcem, ale wierzcie mi – Jakub Małecki potrafi nawet tak ograne motywy zmienić w prawdziwy literacki diament.
  • „Taśmy rodzinne” M. Marcisz (7/10): Niewątpliwie miałam w tym miesiącu szczęście do bardzo ciekawych książek, a to kolejny taki tytuł. Marcin Małys ma 30 lat, 63 tysiące złotych długu i mętną wizję własnej przyszłości. Kiedy ojciec decyduje się go wydziedziczyć i przekazać wielomilionowy majątek na cele dobroczynne, Marcin postanawia odzyskać należne mu dziedzictwo. „Taśmy rodzinne” są o nieradzeniu sobie z dorosłością: dużo tu pieniądza, który ponoć nie śmierdzi, a tak wiele zmienia, sporo pretensji i niewyjaśnionych spraw. Bolesna, otwierająca oczy proza.
  • „Wybór Zofii” W. Styron (7/10),
  • „Rok 1984. Powieść graficzna” G. Orwell, F. Nesti (8/10),
  • „Niemiecki bękart” C. Läckberg (7/10): Gdy chcę poczytać coś dla „przewietrzenia głowy” i oderwania się od trudniejszych lektur, sięgam po kryminały z elementami obyczajowymi. Działają bezbłędnie. Piąty tom sagi o Fjällbace świetnie się sprawdził, a książkę połknęłam dosłownie w dwa dni. Tym razem sięgamy w przeszłość matki Eriki Falck… Dlaczego trzymała ona stary nazistowski medal? Przede mną jeszcze pięć części cyklu i możliwe, że kiedyś te książki mi się znudzą, ale na razie czytam je z niesłabnącym zainteresowaniem.
  • „Mała” E. Carey (7/10): Ta powieść biograficzna o Madame Tussaud (tak, tej od muzeum figur woskowych!) miała wielki potencjał i zaczęła się naprawdę fascynująco, ale gdzieś po drodze straciła rozpęd. Mimo tego nie żałuję, że po nią sięgnęłam, bo „Mała” miała fascynujące życie. Prosta dziewczynka, sierota, która właściwie przez przypadek losu znalazła się pewnego dnia w pałacu na Wersalu, wśród koronowanych głów. Jaką cenę musiała za to zapłacić? Tego dowiecie się z książki Careya.
  • „Przyjaciele. Ten o najlepszym serialu na świecie” K. Miller (7/10): Serial „Przyjaciele” skończyłam oglądać w czerwcu, i od tego czasu brakuje mi przygód Rossa, Moniki, Rachel, Chandlera, Phoebe i Joeya. Naturalną koleją rzeczy, jako książkoholik, sięgnęłam po dostępne książki. Ta konkretnie była dość krytykowana za poświęcenie zbyt małej ilości miejsca aktorom i ciekawostkom z planu: czytelnicy pisali, że mnóstwo w niej dłużyzn i że jest nudna. Szczerze… Albo jestem takim fanem Friendsów, że łyknę wszystko, albo byli to ludzie, którzy na co dzień nie czytają, ja bowiem nic takiego nie zauważyłam 😉 No, może początkowe rozdziały o początkach scenarzystów, Marty Kauffman i Davida Crane’a, nie były aż tak fascynujące, jednak rozumiem sensowność opowiedzenia tej historii od początku, a tak właśnie w ich przypadku wyglądały. Jestem świeżą fanką i nie poznałam jeszcze wielu faktów o „Przyjaciołach”, więc książka Miller obfitowała dla mnie w nowe informacje, co spowodowało, że świetnie spędziłam z nią czas.
  • „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” E. Eddo-Lodge (132/288 strony),
  • „Narodziny gniewu” J. Jax (pozostało 14 godzin i 39 minut),
  • „Kieszonkowiec” F. Nakamura (64/226 stron),
  • „Książka o śmieciach” S. Łubieński (38/288 stron).
Czytaj dalej

Podsumowanie listopada

Cześć. Dziś ostatni dzień listopada, a więc…  Ups! Pierwszy raz przegapiłam ostatni dzień miesiąca i nie napisałam na czas podsumowania! Na swoje usprawiedliwienie mam to, że naprawdę dużo się u mnie działo w ostatnich dniach. Mamy już grudzień, ale chcę odnotować, co się działo w listopadzie i jakie książki przeczytałam, więc cofniemy się jeszcze na moment do zeszłego miesiąca 🙂 Zapraszam Was serdecznie na wpis, w którym znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

W listopadzie byłam tylko na jednym spotkaniu autorskim, ale za to… Sama je prowadziłam! Tak, tak, pierwszy raz w życiu miałam okazję prowadzić spotkanie, a choć był to dla mnie spory stres, to na szczęście wypadłam dobrze, a rozmowa była bardzo udana 😀 Na pewno spora w tym zasługa mojej interlokutorki, czyli Marty Matyszczak. Marto, z tego miejsca jeszcze raz Ci dziękuję! No i oczywiście Gackowi, który, no cóż… skradł całe show 😉

przeczytane

  • „Pierwsze słowo” M. Kisiel (6/10): Książka z gatunku tych, co do których zdziwiona jestem, że tak długo przeleżały w mojej biblioteczce nieczytane. I oto nadejszła wiekopomna chwila! Kiśl twierdzi, że nie umie w opowiadania, i ja rzeczywiście wolę ją w wersji dłuższej, powieściowej, ale jest tu kilka naprawdę świetnych tekstów, na przykład zabawna „Rozmowa dyskwalifikacyjna”, surrealistyczne „Przeżycie Stanisława Kozika” czy rozdzierające „Miasto motyli i mgły”. No i jest też „Dożywocie”, czyli gratka dla osób, które w kiślowersum weszły, gdy „Dożywocie” było już pełnoprawną powieścią, a teraz mogą zobaczyć jak to się zaczęło. Jednak i ten zbiór opowiadań nie ustrzegł się słabszych tekstów, które szybko wylatują z pamięci.
  • „Iwan Konwicki, z domu Iwaszkiewicz. Biografia” T. Konwicki, D. Konwicka (8/10): Przezabawna biografia kocura Iwana, który mieszkał z Konwickimi. To bardziej rzecz dla fanów pisarza i/lub kotów, bowiem nie są to teksty nowe, a jedynie wyjęte z wcześniejszych tekstów autora. Ja poznałam twórczość Konwickiego bliżej na studiach polonistycznych i wtedy też Iwan zdobył moje serce. Urocze, prześmieszne teksty wzbogacone rysunkami Danuty Konwickiej, żony Tadeusza, mają jedną główną wadę: to się za szybko czyta!
  • „Białystok. Biała siła, czarna pamięć” M. Kącki (8/10): Książka bolesna, ale też jakże ważna i warta przeczytania, szczególnie po wydarzeniach na tegorocznym Marszu Równości w Białymstoku. Kącki podszedł do tematu Białegostoku całościowo, możemy więc poczytać o wymazanej i zapomnianej historii miasta (ludność żydowska), o twórcy języka esperanto,  Ludwiku Zamenhofie, o problemie miasta z neofaszystowskimi bojówkami czy o krwawiącej hostii z Sokółki. Wyłania się z tego połączenia obraz Polski, który mnie boli i gniecie. Mocna książka.
  • „Wyrok” R. Mróz (7/10),
  • „Człowiek z wyspy Lewis” P. May (7/10): Drugi tom trylogii o wyspie Lewis trzyma równie dobry poziom co pierwszy. Nie od dziś wiadomo, że małe wysepki to idealne miejsca, by osadzić na nich fabułę krwistego kryminału, a jeśli jeszcze to ponura Skandynawia (konkretnie Szwecja), to mamy strzał w dziesiątkę! Otrzymujemy więc powieść, w której gęsto od tajemnic, a choć akcja, co znamienne dla Maya, nie toczy się lawinowo, od czytania nie sposób się oderwać.
  • „Krąg” D. Eggers (6/10): Niepokojąca powieść o tym, jakie niebezpieczeństwo może kryć się w social mediach… Facebooka czy Instagrama używają miliony ludzi na całym świecie. Niektórzy są raczej powściągliwi we wrzucanych treściach, inni pokazują nieomal wszystko. Obecnie mamy gwiazdy Internetu, które wybiły się tylko (lub głównie) dzięki temu jednemu medium. Do czego może prowadzić zupełna transparentność w sieci? O tym właśnie opowiada ta książka. Od połowy mocna, w pierwszej połowie ma tendencję do dłużyzn.
  • „Sekret O’Brienów” L. Genova (7/10),
  • „Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata” T. Michniewicz (7/10): Listopadowa lektura DKK „Trzynastka” i równocześnie moje pożegnanie z klubem. Cieszę się, że zakończyłam przygodę z Dyskusyjnym Klubem Książki właśnie tym tytułem, bo to bardzo dobra i mocna pozycja. Siedem osób, siedem różnych krajów i siedem zupełnie różnych żyć… Jak mogłoby wyglądać życie osoby zbliżonej do Ciebie wiekiem, ale żyjącej w Japonii, w Indiach czy w Ugandzie? „Chrobot” dobitnie ukazuje jak nierówne mamy szanse na start i pozwala inaczej spojrzeć na swoje życie. Uczy pokory.
  • „Cicha noc” M. Rogala (7/10),
  • „Jak przestałem kochać design” M. Wicha (8/10): Listopad pod względem książkowym był wyjątkowo udany! Już teraz wiem, że niektóre tytuły z pewnością dostaną się do topki podsumowania roku. Tak też pewnie będzie z felietonami Wichy. Zachwycił mnie swego czasu „Rzeczami, których nie wyrzuciłem” i ponownie jestem pod wrażeniem po przeczytaniu „Jak przestałem…”. Te krótkie, zabawne teksty czyta się piorunem –  łączą je poczucie humoru, erudycja i literacki talent autora. Lubię słuchać (czytać) mądrych ludzi, którzy są dobrzy w dziedzinie mało mi znanej (tu: design), więc lektura Wichy była dla mnie czystą przyjemnością.
  • „Budda z przedmieścia” H. Kureishi (8/10): A to kolejna książka, którą odkurzyłam i zdjęłam z półki w momencie zwątpienia pod tytułem „ja przecież nie mam co czytać!” 😉 I to był strzał w dziesiątkę! Barwna, zabawna, skandalizująca powieść o Londynie lat 70., o codzienności pewnego młodego chłopaka, Brytyjczyka pakistańskiego pochodzenia, zachwyciła mnie. Jest tu miejsce na sztukę, rewolucję, punk rocka i tytułowy buddyzm, ale także na miłość, zdradę, przyjaźń i złamane serca. Chyba nie umiem oddać jak bardzo podobała mi się ta książka, więc powiem jedno: czytajcie, bo warto!

teraz czytam

  • „Korekty” J. Franzen (46/586 stron),
  • „Kilka dni z życia Alice” L. Moriarty (61/416 stron).

Czytaj dalej