Podsumowanie listopada

Cześć. Dziś ostatni dzień listopada, a więc…  Ups! Pierwszy raz przegapiłam ostatni dzień miesiąca i nie napisałam na czas podsumowania! Na swoje usprawiedliwienie mam to, że naprawdę dużo się u mnie działo w ostatnich dniach. Mamy już grudzień, ale chcę odnotować, co się działo w listopadzie i jakie książki przeczytałam, więc cofniemy się jeszcze na moment do zeszłego miesiąca 🙂 Zapraszam Was serdecznie na wpis, w którym znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

W listopadzie byłam tylko na jednym spotkaniu autorskim, ale za to… Sama je prowadziłam! Tak, tak, pierwszy raz w życiu miałam okazję prowadzić spotkanie, a choć był to dla mnie spory stres, to na szczęście wypadłam dobrze, a rozmowa była bardzo udana 😀 Na pewno spora w tym zasługa mojej interlokutorki, czyli Marty Matyszczak. Marto, z tego miejsca jeszcze raz Ci dziękuję! No i oczywiście Gackowi, który, no cóż… skradł całe show 😉

przeczytane

  • „Pierwsze słowo” M. Kisiel (6/10): Książka z gatunku tych, co do których zdziwiona jestem, że tak długo przeleżały w mojej biblioteczce nieczytane. I oto nadejszła wiekopomna chwila! Kiśl twierdzi, że nie umie w opowiadania, i ja rzeczywiście wolę ją w wersji dłuższej, powieściowej, ale jest tu kilka naprawdę świetnych tekstów, na przykład zabawna „Rozmowa dyskwalifikacyjna”, surrealistyczne „Przeżycie Stanisława Kozika” czy rozdzierające „Miasto motyli i mgły”. No i jest też „Dożywocie”, czyli gratka dla osób, które w kiślowersum weszły, gdy „Dożywocie” było już pełnoprawną powieścią, a teraz mogą zobaczyć jak to się zaczęło. Jednak i ten zbiór opowiadań nie ustrzegł się słabszych tekstów, które szybko wylatują z pamięci.
  • „Iwan Konwicki, z domu Iwaszkiewicz. Biografia” T. Konwicki, D. Konwicka (8/10): Przezabawna biografia kocura Iwana, który mieszkał z Konwickimi. To bardziej rzecz dla fanów pisarza i/lub kotów, bowiem nie są to teksty nowe, a jedynie wyjęte z wcześniejszych tekstów autora. Ja poznałam twórczość Konwickiego bliżej na studiach polonistycznych i wtedy też Iwan zdobył moje serce. Urocze, prześmieszne teksty wzbogacone rysunkami Danuty Konwickiej, żony Tadeusza, mają jedną główną wadę: to się za szybko czyta!
  • „Białystok. Biała siła, czarna pamięć” M. Kącki (8/10): Książka bolesna, ale też jakże ważna i warta przeczytania, szczególnie po wydarzeniach na tegorocznym Marszu Równości w Białymstoku. Kącki podszedł do tematu Białegostoku całościowo, możemy więc poczytać o wymazanej i zapomnianej historii miasta (ludność żydowska), o twórcy języka esperanto,  Ludwiku Zamenhofie, o problemie miasta z neofaszystowskimi bojówkami czy o krwawiącej hostii z Sokółki. Wyłania się z tego połączenia obraz Polski, który mnie boli i gniecie. Mocna książka.
  • „Wyrok” R. Mróz (7/10),
  • „Człowiek z wyspy Lewis” P. May (7/10): Drugi tom trylogii o wyspie Lewis trzyma równie dobry poziom co pierwszy. Nie od dziś wiadomo, że małe wysepki to idealne miejsca, by osadzić na nich fabułę krwistego kryminału, a jeśli jeszcze to ponura Skandynawia (konkretnie Szwecja), to mamy strzał w dziesiątkę! Otrzymujemy więc powieść, w której gęsto od tajemnic, a choć akcja, co znamienne dla Maya, nie toczy się lawinowo, od czytania nie sposób się oderwać.
  • „Krąg” D. Eggers (6/10): Niepokojąca powieść o tym, jakie niebezpieczeństwo może kryć się w social mediach… Facebooka czy Instagrama używają miliony ludzi na całym świecie. Niektórzy są raczej powściągliwi we wrzucanych treściach, inni pokazują nieomal wszystko. Obecnie mamy gwiazdy Internetu, które wybiły się tylko (lub głównie) dzięki temu jednemu medium. Do czego może prowadzić zupełna transparentność w sieci? O tym właśnie opowiada ta książka. Od połowy mocna, w pierwszej połowie ma tendencję do dłużyzn.
  • „Sekret O’Brienów” L. Genova (7/10),
  • „Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata” T. Michniewicz (7/10): Listopadowa lektura DKK „Trzynastka” i równocześnie moje pożegnanie z klubem. Cieszę się, że zakończyłam przygodę z Dyskusyjnym Klubem Książki właśnie tym tytułem, bo to bardzo dobra i mocna pozycja. Siedem osób, siedem różnych krajów i siedem zupełnie różnych żyć… Jak mogłoby wyglądać życie osoby zbliżonej do Ciebie wiekiem, ale żyjącej w Japonii, w Indiach czy w Ugandzie? „Chrobot” dobitnie ukazuje jak nierówne mamy szanse na start i pozwala inaczej spojrzeć na swoje życie. Uczy pokory.
  • „Cicha noc” M. Rogala (7/10),
  • „Jak przestałem kochać design” M. Wicha (8/10): Listopad pod względem książkowym był wyjątkowo udany! Już teraz wiem, że niektóre tytuły z pewnością dostaną się do topki podsumowania roku. Tak też pewnie będzie z felietonami Wichy. Zachwycił mnie swego czasu „Rzeczami, których nie wyrzuciłem” i ponownie jestem pod wrażeniem po przeczytaniu „Jak przestałem…”. Te krótkie, zabawne teksty czyta się piorunem –  łączą je poczucie humoru, erudycja i literacki talent autora. Lubię słuchać (czytać) mądrych ludzi, którzy są dobrzy w dziedzinie mało mi znanej (tu: design), więc lektura Wichy była dla mnie czystą przyjemnością.
  • „Budda z przedmieścia” H. Kureishi (8/10): A to kolejna książka, którą odkurzyłam i zdjęłam z półki w momencie zwątpienia pod tytułem „ja przecież nie mam co czytać!” 😉 I to był strzał w dziesiątkę! Barwna, zabawna, skandalizująca powieść o Londynie lat 70., o codzienności pewnego młodego chłopaka, Brytyjczyka pakistańskiego pochodzenia, zachwyciła mnie. Jest tu miejsce na sztukę, rewolucję, punk rocka i tytułowy buddyzm, ale także na miłość, zdradę, przyjaźń i złamane serca. Chyba nie umiem oddać jak bardzo podobała mi się ta książka, więc powiem jedno: czytajcie, bo warto!

teraz czytam

  • „Korekty” J. Franzen (46/586 stron),
  • „Kilka dni z życia Alice” L. Moriarty (61/416 stron).

Czytaj dalej

Podsumowanie listopada

Cześć. Ostatni dzień miesiąca, a więc przyszła już pora na podsumowanie listopada 🙂 Czujecie, że przed nami już ostatni miesiąc tego roku? Jeszcze 31 dni, a później witamy nowy rok. A to oznacza symboliczne zamknięcie starego i różne podsumowania – zarówno książkowe, jak też takie ogólne, życiowe. Tymczasem jednak zerknijmy razem na książkowe wydarzenia listopada. Zapraszam na wpis! Znajdziecie w nim jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

przeczytane

  • „Królowie przeklęci I” M. Druon (7/10): Właściwie nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z lekturą tej powieści, bo przecież takie połączenie „Gry o tron” Martina, „Trzech muszkieterów” Dumasa i książek Cherezińskiej to coś bardzo w moim guście. No i rzeczywiście, gdy już się zabrałam do lektury, opowieść Druona o francuskich władcach niesamowicie mnie wciągnęła. Intrygi i walka o władzę, pełnokrwiste postaci, a przy okazji przyswojenie sobie (bądź odświeżenie) wiedzy z historii Francji z okresu panowania Filipa Pięknego, a później Ludwika Kłótliwego – czegóż chcieć więcej? Jeśli jeszcze nie znacie, czytajcie.
  • „Żaba” M. Musierowicz (7/10): Kto czyta Jeżycjadę od lat, tak jak ja, ten wie, że w haśle „nowa Jeżycjada to już nie ta sama Jeżycjada” nie ma wiele przesady, jest to niestety smutna prawda. Szczęśliwie jednak tom 16 opowiadający o Żabie Schoppe był całkiem przyjemny. Problem z ostatnimi tomami tej serii jest taki, że sympatyczne, ciepłe postaci zamieniły się nie wiedzieć kiedy w irytujące i rozwydrzone, a tyczy się to zarówno „starych”, jak i nowych bohaterów. W „Żabie” tego nie ma, co stwierdziłam z ulgą. Oczywiście nic nie jest tak dobre jak choćby „Kwiat kalafiora” czy „Brulion Bebe B.”, ale „Żabę” da się czytać bez zgrzytania zębami.
  • „Przebłysk” R. Rient (8/10): Książka-zaskoczenie. Myślałam, że nie jest dla mnie, że ta tematyka mnie nie poruszy. A jednak. Okazuje się, że wyjątkowa wrażliwość Roberta Rienta to coś, co silnie przemawia do moich emocji, przez co czy sięgam po powieść, czy też po non fiction tego autora, nigdy nie kończę lektury zawiedziona. W tej po trosze książce podróżniczej, po trosze kontemplacji nad światem, które mają razem prowadzić do zrozumienia siebie i znalezienia wewnętrznego spokoju, odnalazłam zadziwiająco wiele dobrze znanych mi myśli.
  • „Kroniki kota podróżnika” H. Arikawa (8/10): Japonia. Kot. Czy ja muszę dodawać coś więcej? Japoński minimalizm mnie pociąga. Stonowane emocje, środki wyrazu, elementy wystroju, wiersze (haiku). Japończycy wiedzą, jak przekazać więcej, mówiąc/robiąc mniej. I taka jest też ta książka. Niby prosta, bo o dziko żyjącym kocie, który pewnego dnia ulega niebezpiecznemu wypadkowi, wpadając pod auto. Zwierzaka przygarnia Satoru, który już wcześniej go dokarmiał. To, co miało być tylko tymczasową sytuacją, przemieniło się w długą przyjaźń: a jak kot może przyjaźnić się z człowiekiem (i vice versa) wiedzą na pewno wszyscy kociarze. Z tej niby prostej historii wiele się dowiadujemy, i to nie tylko o Nanie (tak mężczyzna nazwał kota), ale i (a może przede wszystkim) o Satoru. Piękna, wzruszająca, mądra książka.
  • „Policjanci. Ulica” K. Puzyńska (6/10),
  • „Pokochawszy. O miłości w języku” J. Bralczyk, L. Kirwil, K. Oponowicz (7/10): Któż lepiej opowie o miłości w języku niż językoznawca prof. Jerzy Bralczyk i psycholog, dr Lucyna Kirwil? Prywatnie: małżeństwo. Karolina Oponowicz przepytuje ich na temat różnych odcieni tego uczucia, przywołuje określenia czułe, wulgarne, zabawne, mówi o seksie, kłótniach w związku i oczywiście o wyznaniach miłości. To rewelacyjna, ciekawa, mądra książka, która nie tylko zapewni Wam doskonałą rozrywkę, ale z której także wiele się dowiecie. Polecam.
  • „Tylko oddech” M. Knedler (6/10),
  • „Letnia noc” D. Simmons (6/10),
  • „Zaniemówienie” J. Wydra (6/10),
  • „Jak zerwać z plastikiem” W. McCallum (7/10),
  • „Denar dla szczurołapa” A. Michalak (7/10),
  • „Ślepnąc od świateł” J. Żulczyk (5/10): Z tą książką było tak, że namówiła mnie do niej Blanka. A właściwie Blanka, która do końca roku postanowiła zapoznać się z trzema cenionymi polskimi pisarzami, tj. Kubą Małeckim, Szczepanem Twardochem i Kubą Żulczykiem właśnie, na mój komentarz, że twórczość tego ostatniego to i ja muszę lepiej poznać, zaproponowała, bym zrobiła to właśnie w tym miesiącu. Wybrałam „Ślepnąc od świateł”, które od dawna leży na czytniku, a w dodatku tytuł jest właśnie po raz drugi na fali, tym razem za sprawą serialu. Przeczytałam i… zachwytu nie ma. Okej, warsztat Żulczyka jest dobry, ale sama powieść, jej przesłanie, jej fabuła, mnie znużyły i trochę… oburzyły, zasmuciły? Nie wiem, jak to określić, ale nie kupuję świata, który wykreował tu Żulczyk: świata interesowności, świata bez przyjaźni i cieplejszych uczuć, świata brudnego i smutnego. Bardzo przykra to książka. I nie zrozumcie mnie źle: lubię ciężkie, smutne powieści, jeśli coś z nich wynika, jeśli zmuszą mnie do myślenia, do współodczuwania z bohaterami itd. Tu tak nie było. Galeria antypatycznych postaci, których nie tylko nie chciałoby się znać, ale nawet mijać na ulicy, zaludnia „Ślepnąc od świateł”. Nie wiem teraz, czy dać w przyszłości autorowi jeszcze jedną szansę, czy też pogodzić się z tym, że się z Żulczykiem nie polubimy.
  • „Krucyfiks” Ch. Carter (8/10): Po Cartera sięgnęłam zaś z polecenia Pauli, która mega mocno chwaliła jego książki. Strzał w dziesiątkę! Mogę powiedzieć, że w tym roku odkryłam dwóch twórców kryminałów, których powieści bez reszty mnie wciągnęły: to Wojciech Chmielarz i właśnie Chris Carter. Ten drugi kreuje mroczny, brutalny świat, i już od pierwszego tomu nie daje nam odetchnąć, nie pozwala też powoli poznawać policjanta Roberta Huntera, lecz od razu rzuca nas i jego w wir okrutnych zbrodni spod znaku zwyrodnialca zwanego Krucyfiksem, od znaku podwójnego krzyża, który wycina na ciałach swych ofiar. Intryga kryminalna jest prima sort, a do tego Hunter to świetnie (i do tego oryginalnie!) wykreowana postać. Już cieszę się na lekturę kolejnych tomów. Czuję, że będzie się działo!
  • „Narzeczona Schulza” A. Tuszyńska (7/10): Listopadowa lektura DKK. Fabularyzowana biografia Józefiny Szelińskiej (Juny), jedynej narzeczonej Brunona Schulza, polskiego pisarza żydowskiego pochodzenia. Kobiet miał wiele, ale tylko z nią chciał brać ślub. Że do tego nie doszło, to całkiem inna historia. Była jego muzą i miłością, a jednak nie potrafili ze sobą żyć. Schulz był człowiekiem bardzo specyficznym, skrajnie introwertycznym, z silnym fetyszem masochistycznym (lubił być poniżany), ona nie potrafiła sprostać jego wymaganiom. Chciała światowego życia, obracania się w literackim, eleganckim towarzystwie, a on nie potrafił uciec od rodzinnego niewielkiego Drohobycza (obecnie Ukraina). Tuszyńska ze zlepków, wspominek, nielicznych listów Szelińskiej utkała opowieść, w której prawda w niewidoczny sposób splata się z fikcją. To ciekawa książka, jednak kilkanaście ostatnich stron było dla mnie męczących. Mimo wszystko warto przeczytać, by dowiedzieć się czegoś więcej o Schulzu i o Szelińskiej.
  • „Amundsen. Ostatni wiking” (7/10): Biografia słynnego podróżnika i zdobywcy regionów polarnych, którą czyta się jak najlepszą powieść. Już za życia stał się legendą. Jego osiągnięciom nie sposób zaprzeczyć. Jego załoga była pierwsza na biegunie południowym, przepłynęli także Przejście Południowo-Zachodnie i Przejście Południowo-Wschodnie. Sam Amundsen miał opinię trudnego w obejściu: dążył do celu, ale nie po trupach. Pociągała go przygoda, jednak nie rzucał się w nią na hurra, tylko skrupulatnie się do niej przygotowywał. Był niezwykle ciekawy świata, nie mógł usiedzieć na miejscu. Mimo że miał kilka romansów, nigdy nie założył rodziny i nie osiadł nigdy na stałe. Więcej podróżował, niż gdzieś mieszkał. Ja, po przeczytaniu tej książki, niesamowicie go podziwiam. I wiecie co? Polubiłam Roalda Amundsena, tego ostatniego wikinga. Świetna książka, polecam ją Waszej uwadze.

teraz czytam

  • „Poste restante” W. Brydak (156/320 stron),
  • „Miejsce egzekucji” V. McDermid (291/582 strony),
  • „Legenda o samobójstwie” D. Vann (50/256 stron).

Czytaj dalej

Podsumowanie listopada

Cześć! Ostatni dzień miesiąca, a więc przyszła już pora na podsumowanie listopada 🙂 W listopadzie na Górnym Śląsku się działo! Po pierwsze w dniach 10-12.11 odbywały się w Katowicach Śląskie Targi Książki – mniejsze niż te warszawskie czy krakowskie, ale również oferujące wiele atrakcji. Sama miałam okazję być na paru spotkaniach i zdobyć autografy na książkach od takich osób jak: Michał Rusinek, prof. Ryszard Koziołek, prof. Jerzy Bralczyk, Zygmunt Miłoszewski, Katarzyna Bonda, Witold Vargas (rysownik), Jakub Małecki i Bernadeta Prandzioch. Ponadto pod koniec miesiąca katowickie Empiki rozpieściły nas dwoma spotkaniami: najpierw z Dmitrym Glukhovskym, który promował swoją nową książkę „Tekst”, a potem z Łukaszem Orbitowskim, reklamującym najnowszą powieść „Exodus”. Byłam także w Poznaniu na wystawie prac Fridy Kahlo i Diega Rivery! W tym wszystkim znalazłam jeszcze trochę czasu na czytanie 🙂 Opowiem Wam więc o przeczytanych książkach, nowych zdobyczach na półkach, podzielę się garścią statystyk i polecajkami blogowo-vlogowymi 🙂

Podsumowanie miesiąca

Przeczytane lektury:

  • „Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie” L. Thomsen Brits (5/10): Bardzo poniewczasie postanowiłam sprawdzić, o co chodzi w tym całym hygge i czy warto robić wokół tego tyle hałasu. Otóż moim zdaniem: niespecjalnie. Introwertycy i książkoholicy praktykują to chyba nieświadomie na co dzień, a w każdym razie ja od dawna lubuję się w spokojnych wieczorach pod kocem, z książką i zapaloną świecą. W moim odczuciu w „Księdze hygge” (która powinna raczej się nazywać „książeczką hygge”, nie dość bowiem, że ma niecałe 200 stron, to jeszcze zapisanych dość rozstrzelonym fontem, a tekst przeplatany jest wieloma zdjęciami na całą stronę) mało było odkrywczych idei, a dużo lania wody. Nie polecam.
  • „Dziewczyna, która kochała Toma Gordona” S. King (6/10): Na Halloween postanowiłam sięgnąć po coś strasznego, i padło na thriller Króla. Historia dziesięcioletniej dziewczynki, która gubi się w lesie może nie zmroziła mi krwi w żyłach, ale zapewniła całkiem przyzwoitą lekturę z dreszczykiem. Jeśli chodzi o Kinga to raczej średnia półka – można przeczytać, ale nie trzeba.
  • „Nocny stalker” R. Bryndza (7/10): Drugi tom przygód policjantki Eriki Foster. Wyszczekana policjantka ma tym razem za zadanie schwytać seryjnego mordercę, który poluje na samotnych mężczyzn. Dobry kryminał, lepszy niż poprzednia część, czyli „Dziewczyna w lodzie”. Czekam na to, co jeszcze nam szykuje Robert Bryndza.
  • „Pachinko” M. Jin Lee (8/10),
  • „Gra o wszystko” J. Opiat-Bojarska (7/10),
  • „Sekretne życie drzew” P. Wohlleben (7/10): Najpierw czytałam „Duchowe życie zwierząt” i tamta książka zaciekawiła mnie bardziej niż ta. Nie znaczy to, że historie o drzewach są nudne! Przeciwnie, każdego, kto interesuje się przyrodą, zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł: gwarantuję, że od tej pory inaczej będziecie patrzeć na drzewa. Uczy szacunku do natury.
  • „Ciemna strona” T. Fisher (7/10),
  • „Jak kominiarzy śmierć w proch zmieni” A. Bradley (6/10),
  • „Większość bezwzględna” R. Mróz (6/10),
  • „Całe życie” R. Seethaler (7/10): Malutka książeczka, a tak pełna emocji. Jak głosi tytuł, powieść ta opowiada o całym życiu Andreasa Eggera, prostego człowieka mieszkającego w austriackich Alpach. Ja czytałam ją z olbrzymią ciekawością, ale wiem, że nie każdemu przypadnie do gustu. Jeśli lubicie kameralne historie to „Całe życie” jest dla Was.
  • „Winladia” G. Mackay Brown (6/10),
  • „Tekst” D. Glukhovsky (6/10): Tę książkę zaczęłam czytać będąc na spotkaniu autorskim z Dmitrym i stojąc w długaśnej kolejce po podpis. Udało mi się na stojąco poznać około 60 stron, resztę doczytałam w domu. Pierwsza powieść realistyczna autora opowiada o tym, co może się stać, gdy nasz smartfon (w którym mamy obecnie wszystko, jak mówi sam Glukhovsky – naszą duszę) wpadnie w niepowołane ręce. Trochę jest w tym również (naprawdę!) ze „Zbrodni i kary” Dostojewskiego. Czytałam zarzut, że w tej książce mało się dzieje. To prawda, tylko że to nie jest książka do „dziania”. To jest książka o mocowaniu się z własnym jestestwem. Ładnie pisze o tym Diana z bloga Bardziej lubię książki niż ludzi.

+

  • „Szaławiła” M. Kisiel (7/10): Opowiadanie, więc nie liczę go razem z resztą książek. Tom 2.5 cyklu Dożywocie, który rozbudza tylko apetyt na więcej. Pisz, Ałtorko, pisz!

A poza tym na tanayah czyta…

Moi Drodzy, zagapienie kompletne! 11 listopada blogowi stuknęły 4 lata! Tak, tak, cztery lata pisania o książkach, a tu ani notki, ani wzmianki, nic! Byłam wtedy na Śląskich Targach Książki i tak jakoś mi to umknęło… Postanowiłam jednak przynajmniej poratować moje gapiostwo zmianą banerka na blogu (dziękuję Oldze z Wielkiego Buka! <3) 😉 Od teraz chwalę się troszkę, że piszę o książkach od 2011 roku. To co, spóźnione Sto lat? 😉

Teraz czytam:

  • „Drwale” A. Proulx (596/898 stron),
  • „Nie mamy pojęcia. Przewodnik po nieznanym wszechświecie” J. Cham, D. Whiteson (210/384 strony),
  • „Efekty uboczne” M. Palmer (131/384 strony),
  • „Wszelki wypadek” J. Chmielewska (148/297).

Czytaj dalej

Podsumowanie listopada

Cześć! Ostatni dzień miesiąca, a więc przyszła pora na podsumowanie listopada 🙂 Ten miesiąc nie był tak obfity w atrakcje jak poprzedni (za to był bardziej obfity w lektury!), ale wydarzeniem listopada były dla mnie niewątpliwie trzecie urodziny bloga ❤ A co poza tym? Zapraszam do lektury notki, a w niej: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

Podsumowanie miesiąca

Przeczytane lektury:

  • „Nic oprócz milczenia” M. Knedler (8/10),
  • „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak” A. Kamińska (8/10): Moja lektura na DKK, tym razem bardzo udana. Postacią Simony zainteresowałam się przy okazji wydania książki „Saga Puszczy Białowieskiej”, tym chętniej więc dopełniłam poprzez kolejną lekturę obraz, jaki wyłaniał się z tamtej publikacji. Kamińska wykonała kawał dobrej roboty, a biografia jej pióra jest barwna, wyważona i po prostu niezwykle ciekawa.
  • „Behawiorysta” R. Mróz (8/10),
  • „Love, style, life” G. Doré (6/10): Pięknie wydana książka z cudownymi zdjęciami i grafikami, którą jednakże czyta się jak dział poradniczo-modowy w Elle czy innym tego typu magazynie 😉 Dobra jako przerywnik między cięższymi książkami, pozwala nacieszyć oczy i zapoznać się z filozofią życiową blogerki Garrance Doré.
  • „Humans of New York. Ludzie Nowego Jorku” B. Stanton (7/10): Album z ilustracjami popularnego fotografa, który skupił się na uwiecznianiu na zdjęciach ludzi, którzy przykuli jego uwagę, gdy przechadzał się z aparatem ulicami NYC. Postaci, które uchwycił są tak różne jak zróżnicowana jest Ameryka. Przy fotkach jest zwykle kilka słów, które Stanton zamienił z fotografowanymi osobami. Album jest pięknie wydany i z pewnością będzie ozdobą domowej biblioteczki.
  • „Królowa” E. Cherezińska (8/10): Druga i – niestety – ostatnia część dylogii o Świętosławie, córce Mieszka I i siostrze Bolesława Chrobrego. „Hardą” czytałam w lipcu, a że bardzo mi się podobała, nie dałam tym razem książce długo leżeć. Zaraz po targach książki, gdzie udało mi się zamienić kilka słów z autorką, zabrałam się do lektury. I jestem chyba jeszcze bardziej zachwycona niż częścią pierwszą 🙂 Nawet zakończenie, na temat którego opinie są podzielone, przypadło mi do gustu.
  • „Nocna zmiana” S. King (7/10): Stary, świetny horrorowy Król w doskonałym tomie opowiadań. Praktycznie nie uświadczy tu się rzeczy słabszych, a absurdalne nieraz wątki w prozie Kinga pasują jak ulał i naprawdę mocno straszą. Wielki ślimak? Puste ciężarówki, które napadają na ludzi? Upiór z szafy? A jakże! I mimo tego jak śmiesznie mogą brzmieć fabuły niektórych opowiadań, King opisuje to wszystko tak, że włos jeży się na głowie…
  • „Dla duszy – gram” A. Poniedzielski (7/10): Miły prezent przywieziony z targów książki 🙂 Podczytywałam sobie wiersze Poniedzielskiego po kawałeczku, a że poeta nazywany bywa „logiem listopada” to chyba się zgodzicie, że miniony miesiąc był najlepszym momentem na zapoznanie się z jego twórczością?
  • „Siła niższa” M. Kisiel (7/10): O, jak ja czekałam na drugi tom „Dożywocia”! No i w końcu oczekiwanie dobiegło kresu. Dalsze przygody Konrada Romańczuka i jego wesołej kompanii, która przytulny domek musiała zamienić na mieszkanie w mieście. Absurdalny humor Ałtorki w połączeniu z ciepluchną atmosferą co i rusz przerywaną wrzaskami, kłótniami oraz atakami kichania pewnego małego anioła stróża… Apsik! To coś, czego było mi trzeba. Ciut mniej wczułam się w fabułę niż przy tomie pierwszym, a to za sprawą wątku rodzicielstwa, ale… Kisiel krzepi i ja Kiśla w każdej ilości chętnie przyjmę (Ałtorko, to wcale nie jest groźba i aluzja w stylu „piszpiszpisz”).
  • „Gambare! Warsztaty umierania” K. Boni (8/10): Po porcji śmiechu i dobrej rozrywki przyszła pora na przejmującą lekturę. Reportaż Katarzyny Boni o życiu w Japonii po katastrofie w elektrowni jądrowej Fukushima, trzęsieniu ziemi i tsunami z 2011 roku. Wstrząsające historie ludzi, którzy stracili swoich bliskich i opowieść o tym, jak Japończycy godzą się ze stratą. Cienka książeczka spęczniała od emocji.
  • „Krall” W. Tochman, M. Szczygieł (6/10): Książka dzieli się na dwie części. Pierwsza to portret największej polskiej reporterki. Tochman wraz z Krall wędrował po miejscach istotnych w jej życiu, po czym zapisał to, co kobieta mu opowiedziała. W części drugiej światło dzienne ujrzała część notatek, która reporterka ma w szufladzie. Trochę to może chaotycznie poskładane, ale dla fanów pióra Hanny Krall to z pewnością wartościowa lektura.
  • „Król” Sz. Twardoch (7/10),
  • „Red Lipstick Monster. Tajniki makijażu” E. Grzelakowska-Kostoglu (6/10): Pożyczyłam tę książkę z biblioteki z ciekawości, licząc, że dowiem się czegoś nowego o codziennym makijażu. Nie obserwuję RLM na youtube’ie, bo kilkunastominutowe filmiki makijażowe wydają mi się po prostu… nudne 😉 Ale chętnie poczytałam rady zawarte w książce i kilka z nich nawet wprowadziłam w życie, na przykład to, by zamiast podkładu na cienką skórę pod oczami nakładać korektor. Mam też zamiar odświeżyć mój zestaw pędzli. Kolejna w tym miesiącu pięknie wydana książka, po którą miałam okazję sięgnąć. Jeśli wolicie o technikach makijażu czytać, a nie je oglądać i/lub lubicie Red Lipstick Monster – polecam. Przystępnie napisany poradnik dla średnio-zaawansowanych w technikach makijażowych kobiet.
  • „Odpływ” L. S. Christensen (8/10): Kolejna lektura na DKK i kolejny świetny wybór. Jako że jestem beznadziejnym przypadkiem melancholika, bardzo szybko porwał mnie klimat tej powieści. Historia wycofanego Fundera, którego obserwujemy jako młodzieńca w wyjątkowe lato 1969 roku, roku, po którym wiele spraw nie będzie już takich samych… Powieść dzieli się na trzy części: dwie pierwsze opowiadają osobne historie, trzecia łączy obie narracje. „Odpływ” zachęcił mnie do tego, by sięgnąć po kolejne książki Christensena.
  • „Listy niezapomniane” S. Usher (7/10): Bardzo ciekawy zbiór korespondencji osób z całego świata. Listy autorstwa osób znanych i tych mniej znanych, ale nie mniej ciekawych: przez koronowane głowy i prezydentów państw, pisarzy czy twórców filmowych do zabójcy Lennona czy japońskiego kamikadze. Aż chce się chwycić pióro w dłoń i napisać do kogoś list 🙂
  • „Pionek” M. Fugiel-Kuźmińska, M. Kuźmiński (7/10): Kryminał, którego akcja dzieje się na Górnym Śląsku. Słyszałam już co nieco o Kuźmińskich, a że były to raczej pochwały, postanowiłam sięgnąć po książkę luźno inspirowaną postacią „Wampira z Szombierek”. Muszę przyznać, że historia dość wolno się rozkręcała, ale jak już się rozkręciła… 😉 Wszystkie wątki ładnie się zazębiły i drugą połowę książki przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Teraz poluję na poprzedni kryminał tej pary, toczącą się w Zakopanem „Ślebodę”.
  • „Zakonnice odchodzą po cichu” M. Abramowicz (7/10): Wychodzi na to, że miałam dość reportażowy miesiąc i że uzupełniłam w ten sposób swoje braki w tym gatunku z całego roku 😛 Tekst Abramowicz porusza problem, który jest tabu, mianowicie opisuje powody, dla których siostry zakonne opuszczają zgromadzenia i wracają do świeckiego życia. A powody te są bardzo różne… Kilka byłych zakonnic, które po wielu namowach zgodziło się podzielić (anonimowo) historiami swojego życia odkrywa mroczne strony niektórych zgromadzeń żeńskich. Dobrze, że zaczyna się o tym mówić.
  • „Mnich” M. G. Lewis (7/10),
  • „Tajemnica domu Helclów” M. Szymiczkowa (7/10): Bardzo dobry retro kryminał autorstwa Jacka Dehnela i jego partnera Piotra Tarczyńskiego. Intryga kryminalna jest tu okraszona potężną dawką społeczno-obyczajową, a Kraków z wszystkimi jego rautami, wyprawami do teatru, uroczystościami i zawiłościami towarzyskimi jest równie intrygujący co śledztwo w domu Helclów. Wyborne!

Czytaj dalej

Podsumowanie listopada

Hej ho! Przybywam do Was dzisiaj z podsumowaniem miesiąca. Trwa BookAThon, mierzę się z pierwszym zadaniem, ale to jeszcze nie powód, by nie przypomnieć sobie, co przeczytałam w listopadzie i jakie książki do mnie zawitały. Choć staram się ciągle kupować mniej, Śląskie Targi Książki nie ułatwiły mi zadania. Rosną również stosiki recenzenckie. Dobrze, że planuję kupić po Nowym Roku drugi regał 😀

Podsumowanie miesiąca

Przeczytane lektury:

Czytaj dalej

Podsumowanie listopada

No i stało się… Nadeszła ONA – zima. Mroźna, ponura, powodująca lodowacenie dłoni i stóp, przyprawiająca o gęsią skórkę, sypiąca w oczy lodowymi odłamkami Królowej Śniegu, ukrywająca w zadymce Bukę, która nigdy nie zaznała miłości… JAK JA NIE CIERPIĘ ZIMY! *tu włączcie sobie głos Gargamela*
Ubolewam co roku, że w okresie od listopada do marca nie można zagrzebać się pod kołdrą i tylko czytać… Mimo tego zapoznałam się z kilkunastoma książkowymi opowieściami 😀

Podsumowanie miesiąca

Przeczytane lektury:

Czytaj dalej