Podsumowanie kwietnia

Hej, witajcie w podsumowaniu miesiąca 🙂 Kwiecień rozpoczyna moją ukochaną porę roku, wiosnę. Kocham co roku obserwować, jak przyroda budzi się do życia ❤ To także więcej słońca i lepsza pogoda, ale w tym roku nie było jeszcze na tyle ciepło, by ucierpiało na tym moje czytanie 😉 Przypuszczam, że więcej wycieczek i spacerów uda mi się zorganizować w maju, a tymczasem… Co przeczytałam i obejrzałam w kwietniu? Zapraszam do podsumowania miesiąca, a w notce jak zawsze znajdziecie przeczytane książki, obejrzane filmy i seriale, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

Kulturalnie działo się co nieco. Byłam w kinie na „Fantastycznych zwierzętach: tajemnicach Dumbledore’a”, spotkałam się z kilkoma osobami ze Śląskich Blogerów Książkowych oraz, co było dla mnie wydarzeniem miesiąca, byłam w NOSPRze na koncercie Krzysztofa Zalewskiego ❤ Koncert był wyśmienity!

Czytaj dalej

Podsumowanie marca

I kolejny miesiąc minął nie wiadomo kiedy… Witam Was w podsumowaniu marca 🙂 Miesiąca, w którym doświadczyłam zarówno miłych chwil, jak i takich trochę słabszych. Z kim się widziałam? Co przeczytałam i obejrzałam? Zapraszam do podsumowania miesiąca, a w notce jak zawsze znajdziecie przeczytane książki, obejrzane filmy i seriale, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

Kulturalnie całkiem sporo się działo: pojechałam do Poznania, gdzie spotkałam się z Jerzym z kanału Kto czyta, żyje podwójnie oraz z Łukaszem, którego możecie znać jako talkincloud (a także jako pracownika wydawnictwa We need YA). Przy pysznym jedzeniu i butelce wina pogadaliśmy o czytanych książkach, pracy z książką i sposobach na relaks. Czego chcieć więcej? 😀 Pozdrowienia, chłopaki ❤

Również w Poznaniu wybrałam się (we wspaniałym towarzystwie Jerzego i Maćka) na światowej klasy drag show z moją ulubioną drag queen Sashą Velour (możecie ją kojarzyć z RuPaul’s Drag Race). Nawet nie potrafię opisać jak wielkie wrażenie wywarł na mnie jej występ. Historia Sashy, jej charyzma, inteligencja i talent są niesamowite. Nadal mam ciarki, gdy o tym myślę.

W Katowicach natomiast wybrałam się na występ Dawida Kwiatkowskiego. Muszę przyznać, że słucham go od niedawna, bo dotąd kojarzyłam go głównie z piosenkami dla nastolatek, ale… Dawid dorósł i dojrzał, a dowodem na to jego ostatnia płyta.

Czytaj dalej

Podsumowanie lutego

Hej, hej, luty minął w mgnieniu oka ‒ w końcu to najkrótszy miesiąc! Nie będę tym razem specjalnie się rozpisywała we wstępie, bo chyba nikt obecnie nie ma do tego głowy: każdy patrzy w stronę Ukrainy i Rosji… Niemniej po pierwszym szoku postanowiłam, że życie musi trwać dalej. Nie znaczy to, że nie śledzę najnowszych doniesień z wojny, nie zaciskam zębów i pięści z bezsilności, nie pomagam Ukraińcom jak mogę, a każdego ranka, gdy otwieram oczy, nie sprawdzam, czy Kijów dalej jest niezdobyty, a prezydent Zełenski żywy. Jednak… gdy w głowie już tylko smutek, zamęt i strach, otwieram książkę i uciekam w inne światy… W tej notce znajdziecie więc niezmiennie przeczytane książki, obejrzane filmy i seriale, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

  • „Rok Zaćmienia” M. Knopik (7/10): Drugi tom o Czarnym Mieście, tajemniczym miejscu, gdzie w gruzach po górniczych zwałach i tąpnięciach mieszkają ludzie. Tym razem do tego na poły legendarnego miejsca przybywa obcy: to John Fox, przedstawiciel kancelarii prawniczej z Chicago. Jedzie aż tutaj, na Górny Śląsk, w poszukiwaniu spadkobiercy niezłej fortuny. John zostaje wciągnięty w labirynt korytarzy, gmatwaninę snów, wizji i wspomnień, które mieszają się z rzeczywistością, a czas traci swą ciągłość. Podróż do Czarnego Miasta okazuje się podróżą w głąb siebie. Dokąd zaprowadzi bohatera? Moim zdaniem druga książka Knopik jest równie fascynująca co pierwsza. Ma w sobie elementy realizmu magicznego, który tak lubię.
  • „Wojownicy. Nowa przepowiednia #1: Północ” E. Hunter (7/10): Po dłuuugiej przerwie wróciłam do kocich klanów i ich zmagań w leśnym zakątku, który uznały za swój dom. Nadchodzi nowa przepowiednia i nieznane wcześniej zagrożenie. Młody wojownik, Jeżynowy Pazur, nieoczekiwanie dla siebie, zostaje wskazany jako ten, od którego zależy los wszystkich klanów. To bardzo przyjemne fantasy, które z pewnością ukontentuje każdego kociarza. Mamy tu wszystko, co liczy się w tego typu opowieściach: przyjaźń, miłość, wierność klanowi, walkę, nieufność i zdrady. Można podsunąć już młodszym nastolatkom!
  • „Wachmistrz” K. Bochus (6/10): Początek kariery zawodowej Christiana Abella i jego pierwsze śledztwo z wachmistrzem Kukulką. Grudzień 1929, czas Wielkiego Kryzysu. W Wolnym Mieście Gdańsku bez śladu znikają młode, atrakcyjne kobiety. Wszystkie są biedne i pochodzą z nizin społecznych. Gdzie szukać klucza do rozwiązania zagadki? Członkowie tajnej sekty, oszalali naukowcy eksperymentujący z ludzkim ciałem, zakonnice, które minęły się z powołaniem, szmuglerzy trzęsący gdańskim portem… Kto skrywa prawdę? Kryminał retro w naprawdę dobrym wydaniu.
  • „Nazwałem go Krawat” M. Michiko Flašar (7/10),
  • „Lewa strona życia” L. Genova (7/10): Lubię książki Genovej, choć równocześnie zawsze podczas ich czytania mam ciarki na plecach. Ta pisarka i neurobiolożka snuje zmyślone opowieści o zmyślonych ludziach chorujących na prawdziwe (choć rzadkie) choroby. Tym razem wzięła na tapet zespół pomijania stronnego: jej bohaterka w wyniku wypadku samochodowego i urazu mózgu przestaje widzieć to, co znajduje się po jej lewej stronie. Niegdyś rzutka bizneswoman musi teraz zwolnić i… zdać się na innych. Pora, by odkryć nowe, czekające na nią przeznaczenie i przekonać się, że istnieją rzeczy większe i ważniejsze niż to, co do tej pory uważała za szczyt marzeń.
  • „Billy Summers” S. King (7/10): To ma być ostatnie zlecenie strzelca wyborowego przed spokojną emeryturą. Billy Summers czuje jednak, że coś tu śmierdzi… Czy może zaufać swojemu dotychczasowemu zleceniodawcy? Jest jak to zwykle u Kinga: przez pierwsze 100 stron niewiele się dzieje, bo zawiązuje się akcja. Potem całość rusza z kopyta i w połowie… mamy decydującą scenę? Nie, bo z chwilą zastrzelenia „celu” historia się nie kończy, a nowy rozdział otwiera się przed mordercą na zlecenie i przed nami. Tym razem bardzo mi również zagrało zakończenie, a z tym, jak wiadomo, u Kinga bywa różnie. Polecam.
  • „Małe życie” H. Yanagihara (10/10): O. MÓJ. BORZE. Nie jestem pewna, czy potrafię opisać jak wspaniała jest ta książka. Bo gdy powiem, że jest o życiu czwórki przyjaciół, to przecież nic wam nie powiem. Są tam emocje i więzi tak silne, że aż boli, a są takie, które zrywają się, by po latach znów się spleść. Jest miłość ‒ bezgraniczna ‒ i taki sam ból i strach. Coś we mnie umarło podczas lektury i coś się narodziło. Chciałam zaznaczać ołówkiem całe strony, tak silnie rezonowały we mnie pewne słowa. Chciałam dopaść autorkę i zrobić jej coś za to, jak traktowała swoich bohaterów. Chciałam płakać i pozwalałam sobie na płacz. Coś niesamowitego. Bardzo możliwe, że to będzie moja książka roku.
  • „Na zawsze w lodzie. Śladami tragicznej wyprawy Johna Franklina” J. Geiger, O. Beattie (7/10),
  • „Stracony list” J. Cantor (6/10): Przyjemna powieść historyczno-obyczajowa. Katie przechodzi trudny okres. Musiała umieścić swojego ojca w domu opieki i jest w trakcie rozwodu. W czasie porządków odkrywa kolekcję znaczków ojca, którą oddaje do wyceny, a filatelista Benjamin znajduje wśród nich niespotykany austriacki znaczek z czasów drugiej wojny światowej, naklejony na kopertę, zawierającą prawdopodobnie list miłosny. Katie i Benjamin wspólnie rozpoczynają poszukiwania, które odkryją przed nimi tragiczną historię miłości. Dwa plany czasowe: Austria, 1938 i Los Angeles, 1989. Niezobowiązująca, ale wciągająca lektura.
  • „Od ucha do ucha. Homo sapiens się śmieje” Ł. Jach (6/10): Pierwsza poznana przeze mnie książka z serii Zrozum Wydawnictwa Poznańskiego traktuje o humorze. Nie jest to jednak księga dowcipów, a dość wnikliwa analiza tego, co i dlaczego nas śmieszy. Łukasz Jach przez pryzmat psychologii, antropologii i kognitywistyki pokazuje nam, jakie istnieją style humoru oraz na jakiej podstawie się wykształciły. Przechodząc od koncepcji najsłynniejszych greckich filozofów, przez wyniki najnowszych badań, aż do rozpracowywania dowcipów dowiecie się, dlaczego w ogóle coś was bawi.
  • „Chąśba” K. Puzyńska (6/10): Znana z serii kryminałów o Lipowie Katarzyna Puzyńska postanowiła sprawdzić się w słowiańskim fantasy… No to i ja musiałam powiedzieć: sprawdzam! To całkiem przyzwoita historia, aczkolwiek opiera się na znanych schematach. Ze świątyni w grodzisku wykradziona zostaje tarcza powierzona mieszkańcom przez Jarowita, znanego ze sporego (i dość krwawego) temperamentu boga wojny i wiosny. A zbliża się wiosenna równonoc, zostało więc dosłownie kilka dni na odzyskanie zguby i zażegnanie niebezpieczeństwa. Jakby tego było mało, odnalezione zostaje ciało kobiety. Najwyraźniej została zamordowana. Zamir, Strzebor i Mora muszą zjednoczyć siły we wspólnej sprawie, choć tak naprawdę nie znają nawet celu swojej wędrówki, a za wskazówkę mają jedynie niezbyt zrozumiałą przepowiednię wołchwa.
  • „Projekt Riese” R. Mróz (6/10): Ta książka przypadkiem wpadła mi w rękę akurat w chwili, gdy miałam ochotę na trochę literackiego rollercoastera. Idealnie! Podczas eksploracji tuneli kompleksu Riese dochodzi do trzęsienia, a stropy ulegają zawaleniu, odcinając turystów od świata i pozbawiając ich szans na ratunek. Robią wszystko, by przeżyć, powoli uświadamiając sobie, że na powierzchni wydarzyło się coś, co sprawiło, że znany im świat przestał istnieć… I że to oni mogą być jedynymi, którzy przetrwali kataklizm. Spodziewałam się thrillera, dostałam… science-fiction. I niech to wam starczy za opinię, bo zdanie więcej może oznaczać spoiler. Czyta się zasadniczo dobrze i z zainteresowaniem, choć bywa, że człowiek złapie się czasem za głowę. Mrozowa średnia.
  • „Szczerze o życiu bez dzieci” E. Broda (96/304 strony),
  • „Wrony” P. Dvořáková (pozostała 1 godz. i 17 minut),
  • „Wilcza rzeka” W. Grzegorzewska (169/400 stron).
Czytaj dalej