Podsumowanie września

Cześć! Końcówka września rozpieściła nas słońcem i liczę na to, że i w październiku takich słonecznych dni będzie jak najwięcej 🙂 Dla mnie to ostatnie chwile, żeby wyskoczyć tu i tam na wycieczkę i pospacerować, bo chłodne i krótkie dni już za rogiem, a wtedy będę wychodziła spod koca tylko wtedy, gdy będę musiała. Tymczasem jednak zapraszam do lektury notki, a w niej jak zwykle znajdziecie przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

W końcu mogę powiedzieć, że naprawdę się działo! 😀 Na początku miesiąca brałam udział w pierwszej dla mnie po długiej przerwie wymianie książek Śląskich Blogerów Książkowych. Odwiedziliśmy Siemianowice Śląskie i jak zwykle świetnie się bawiliśmy i daliśmy drugie życie wielu książkom.

Natomiast na koniec miesiąca byłam na pierwszym od ponad roku spotkaniu autorskim. Co to była za radość! Wypadło bardzo miło: na Roberta Małeckiego, który jest już dla mnie autorem niemal zaprzyjaźnionym 🙂 Patronowałam jednej z jego książek (zerknijcie w dział Patronaty medialne), a każda kolejna utwierdza mnie w przekonaniu, że Robert rozwija warsztat i jest coraz lepszy. Spotkanie prowadzone przez Monikę z bloga Prowincjonalna Nauczycielka było pełne pozytywnej energii, śmiechu i swobodnej rozmowy na linii autor-czytelnicy. Naprawdę bawiłam się rewelacyjnie i czuję, że tego mi było trzeba po tej wymuszonej przerwie.

Czytaj dalej

Podsumowanie sierpnia

Witajcie we wrześniu! Krótsze dni i chłodniejsze noce zapowiadają już zmianę pory roku, a choć ja cieszę się na ciepłe herbatki z miodem i kocyk, to jednak łapię jeszcze ostatnie promienie słońca, i mam nadzieję, że wrzesień będzie ciepły. Tymczasem wróćmy na chwilę myślami do sierpnia, bo trochę się działo. Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zwykle znajdziecie przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

  • „Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?” J. Bąk (6/10): Janina to już w tym momencie ktoś znacznie więcej niż „pani od statystyki”. To pewna marka o świetnej renomie, osoba, która angażuje się w ważne i ciekawe inicjatywy. Jest głosem wykluczonych, a równocześnie przyznaje, że nadal bywa pangą biznesu i kocią myjnią. Polecam jej profil na IG, bo mało (za mało!) jest tak pluszowych miejsc w polskim Internecie. W książce jednak skupiamy się na tym strasznym słowie na „S”… Statystyce. Janina w jasny i klarowny sposób tłumaczy jej zasady i przywołuje najważniejsze zagadnienia, próbując nauczyć nas tego, co na co dzień może nam się przydać: czytania wykresów czy analizy treści badań, które często przedstawiają nam masowe media. Dużo w tym typowego dla autorki humoru, który, wiadomo, jednych przekona, a innych nie. Ja go lubię, choć przyznam, że w książce tych humorystycznych wtrętów było ciut za dużo.
  • „Projekt Rośliny” W. Muszkieta, O. Sieńko (6/10),
  • „Położna z Auschwitz” M. Knedler (6/10): Zbeletryzowana historia Stanisławy Leszczyńskiej, położnej, więźniarki obozu KL Auschwitz. Leszczyńska ocaliła ocaliła tysiące dzieci i wiele ciężarnych więźniarek. Wielokrotnie ryzykowała życie, przeciwstawiając się rozkazom bezwzględnego Josepha Mengele. Robiła wszystko, by chronić dzieci przed okrutnymi eksperymentami. Wspierała młode matki, którym siłą odebrano niemowlęta i wysłano je do Rzeszy. Albo na śmierć… Aż trudno uwierzyć, że to wszystko działo się naprawdę, ale działo się. Warto czytać, warto wiedzieć, warto pamiętać.
  • „Szepty spoza nicości” R. Mróz (7/10): Trzeci tom przygód Seweryna Zaorskiego i Kai Burzyńskiej. Seweryn po raz ostatni wraca do Żeromic, by sprzedać dom i na dobre zostawić za sobą tragiczną przeszłość. Formalności trwają dłużej, niż powinny – i wszystko wskazuje na to, że ktoś z premedytacją chce zatrzymać go w okolicy. Sprawy się komplikują, i jak to bywa u Mroza: dzieje się dużo, szybko, pokrętnie i wiele naraz 😉 Muszę jednak przyznać, że choć z autorem ostatnio nie zawsze mi po drodze, „Szepty spoza nicości” czytało mi się naprawdę dobrze.
  • „Prezent dla dwojga” J. Koza, M. Łoziński (6/10): Specyficzne rysunki Janka Kozy mogą trafiać w czyjś gust lub nie. Są dziwaczne, można powiedzieć, że brzydkie, ale z pewnością oryginalne. Koza ma swój styl. „Prezent dla dwojga” to artystyczna książeczka o doświadczeniu macierzyństwa i tacierzyństwa. Przewrotna, czasem absurdalna, ale pełna niepewnej jeszcze i ostrożnej miłości. Zapoznawania się małych ludzi z dużymi. Nauki.
  • „Małe Licho i anioł z kamienia” M. Kisiel (8/10): Świąteczna książka w sierpniu? Czemu nie? Jeśli chodzi o powieści Marty Kisiel, ta magia działa cały rok. W wyniku nieprzewidzianych okoliczności Bożek wraz z Tsadkielem i Guciem muszą spędzić ferie u ciotki w samym sercu przedziwnego lasu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie towarzystwo marudnego Tsadkiela… Czy Bożkowi uda się odmienić na lepsze kamienne serce anioła? Ciepła, wspaniała historia do czytania przy kubku gorącego kakałka i w towarzystwie paczki chusteczek (tak na wypadek pocących się oczu).
  • „Jak nakarmić dyktatora” W. Szabłowski (8/10): Jak wygląda życie dyktatorów… od kuchni (i to dosłownie)? Co jadali Saddam Hussein czy Fidel Castro? Czy mieli wielki apetyt, czy też przez zło, które wyrządzili, nie mogli jeść? Przyznacie, że to bardzo ciekawe! Witold Szabłowski kilka lat podróżował po świecie, by znaleźć kucharzy współczesnych dyktatorów. Zwiedził Ugandę, Irak, Albanię, Kubę i Kambodżę, przebijał się często przez jawną niechęć lub strach. A jednak mu się udało, a zapis tego doświadczenia dostajemy w książce. Niecodzienne spojrzenie na dyktaturę.
  • „Kochankowie” A. B. Ragde (7/10): Piąty tom wspaniałej norweskiej sagi rodzinnej. Tormod Neshov nie jest w stanie bronić się przed wspomnieniami, które wracają do niego nocą, Torunn zdążyła już niemal doprowadzić podupadające gospodarstwo do porządku, angażując się jednocześnie coraz bardziej w pracę w biurze pogrzebowym Margida, a Erlend bierze bezpłatny urlop, by doglądać remontu willi w Klampenborg i życie byłoby cudowne, gdyby nie drakońska dieta, którą narzucił sobie Krumme. Kolejny świetny tom pełen emocji.
  • „Biblioteka o północy” M. Haig (7/10),
  • „Psie sucharki. Wszystko, co powiedziałby twój pies, gdyby umiał mówić” M. Apoleika (6/10): Psie Sucharki zna pewnie każdy, kto kocha pieski i korzysta z Facebooka. Czarno-białe komiksy, które w zabawny, ale też często pouczający sposób pokazują życie z psem, zawojowały social media. Książka to niejako uzupełnienie treści z Facebooka, ale niestety sporo informacji i obrazków się powtarza. I to jest mój główny zarzut, bo poza tym książka jest urocza i puchata.
  • „Nora” K. Puzyńska (7/10): Niektórzy mówią, że Saga o Lipowie w pewnym momencie zaliczyła spadek jakości, ale ja czytam dziewiąty tom i ciągle mi się podoba. W tej części policjanci szukają zaginionej nastolatki, ale szybko okazuje się, że również pewne zatargi z przeszłości wywołują wśród mieszkańców wciąż żywy żal i gniew. Do tego śledzimy starania Daniela Podgórskiego, który próbuje wyjść na prostą i ułożyć sobie życie. Wszystko to dało fascynującą historię, którą przeczytałam z przyjemnością.
  • „Niepokój przychodzi o zmierzchu” M. L. Rijneveld (8/10),
  • „Małe Licho i lato z diabłem” M. Kisiel (8/10): W sierpniu sięgnęłam też od razu po tom trzeci Małego Licha. W tym akcja toczy się w wakacje: Licho i Bożek, świeżo upieczony absolwent klasy trzeciej, wyruszają z namiotem na znajomą polanę pośrodku lasu, w którym czają się tajemnice, zarówno bardzo stare, jak i te zupełnie nowe… Znów będzie dużo nienachalnej mądrości, puchatości, no i Bazyla i jego zębów. Czego chcieć więcej?
  • „Dewocje” A. Ciarkowska (6/10): Jej „Pestki” mnie zachwyciły, ale „Dewocje” nie powaliły na kolana. To obraz Polski katolickiej, rozmodlonej, na pokaz zapatrzonej w święte obrazy, a po mszy: hulaj dusza, piekła nie ma! Można bić żonę, sąsiadkę obmawiać i zdradzać męża. Ta powieść to spowiedź z jednego życia, ale na mocy cudu także z żyć innych, z grzechów niespowiadalnych, które zalegają na samym dnie duszy, z wyrzutów sumienia, z win, żalu i lęku.
  • „W Sanktuarium Skrzydeł” M. Brennan (7/10).
  • „Czarny lampart, czerwony smok” M. James (471/752 strony),
  • „Japonia, Chiny i Korea. O ludziach skłóconych na śmierć i życie” M. Booth (98/432 strony),
  • „Mężczyźni objaśniają mi świat” R. Solnit (54%),
  • „Czarne słońce” J. Żulczyk (pozostały 4 godziny i 56 minut).
Czytaj dalej

Podsumowanie lipca

Cześć! 🙂 Choć wciąż jestem jeszcze w trybie endless summer, to nie da się ukryć, że połowa wakacji już za nami. Mój urlop minął w mgnieniu oka, i choć wypoczęłam, szybko znów wpadłam w wir pracy. Niemniej lipiec był przyjemny: dość leniwy, relaksujący, w trybie slow… No i zaczytany rzecz jasna 😀 Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zwykle znajdziecie przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

  • „Wnuczka do orzechów” M. Musierowicz (6/10): Można by napisać cały elaborat na temat tego, jak Małgorzata Musierowicz konstytuuje dziewczęce losy w swoich powieściach, ale… Mówiąc szczerze, przymykam na to oko w trakcie lektury. To znaczy, owszem, czasem się zirytuję, że kolejna wyrazista postać z własnym zdaniem zostaje sprowadzona do roli żony i matki, ale czytam kolejne tomy cyklu z innego powodu: gdy jest mi źle, prosty, ciepły świat Borejków jest jak plasterek na serce. Po prostu lubię wracać do tej rzeczywistości, nawet, gdy się zżymam, że nastolatek na wakacjach czyta „Dzieje sześciu pojęć” Tatarkiewicza.
  • „Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę” O. Vuong (7/10),
  • „Kryptonim Romeo” W. Nerkowski (7/10),
  • „Życie jest sztuką. O korzyściach płynących z porażek i o sile wyobraźni” JK Rowling (6/10): Niezbyt odkrywcza, ale przyjemna w odbiorze mowa, którą Rowling wygłosiła dla absolwentów Uniwersytetu Harvarda. Poza tym takie niby oczywiste prawdy jak to, że nie zawsze porażka musi przekreślić nasze szanse na dobre życie i że nawet osoby sukcesu po drodze zwykle parę razy upadły, zwykle nie pojawiają się w naszej głowie, gdy sami przeżywamy życiowy kryzys. Dla fanów JK Rowling pewnie pozycja obowiązkowa, dla reszty ciekawostka.
  • „Chłopiec, kret, lis i koń” Ch. Mackesy (7/10): Piękna opowieść dla dzieci i dla dorosłych. W prostych, trafiających do serca słowach opowiada o tym, co w życiu najważniejsze. Uczy, że czasem przyznanie się do strachu to największa odwaga i że dla kogoś możemy być całym światem. Ciepła, mądra i okraszona cudownymi rysunkami. Idealny prezent dla kogoś bliskiego.
  • „Księgarz z Kabulu” Å. Seierstad (7/10): Po upadku reżimu talibów do Afganistanu docierają setki dziennikarzy, wśród nich trzydziestoletnia Norweżka Åsne Seierstad. W zrujnowanym Kabulu poznaje nobliwego właściciela księgarni – afgańskiego patriotę, doskonale wykształconego erudytę, a przy tym fascynującego mężczyznę. Reporterka spędza za jego zgodą dłuższy czas w jego domu. Jest zdumiona, że ten wykształcony mężczyzna w domu jest bezwzględnym panem i władcą. Bezcenne spojrzenie na mało nam znaną kulturę.
  • „Cisza białego miasta” E. García Sáenz de Urturi (7/10): Pierwszy tom kryminalnej trylogii dziejącej się w hiszpańskiej Vitorii. Mieszkańcami miasteczka wstrząsa wiadomość o podwójnym morderstwie, łudząco podobnym do brutalnych seryjnych zbrodni sprzed dwudziestu lat. W tym samym czasie na swoją pierwszą przepustkę z więzienia ma wyjść skazany za tamte zabójstwa Tasio Ortiz de Zárate. Wracają stare obawy i strach, ludzi zaczyna ogarniać przerażenie. Bardzo dobrze napisany wciągający kryminał.
  • „Mur duchów” S. Moss (8/10): Niepokojąca, trzymająca w napięciu opowieść. Ojciec Silvie jest kierowcą autobusu, ale jego prawdziwa pasja to historia Wielkiej Brytanii. W trakcie letniego urlopu zabiera żonę i nastoletnią Silvie na obóz antropologiczny, którego uczestnicy odtwarzają życie w epoce żelaza wraz ze wszystkimi niedogodnościami. Obóz ma charakter naukowy, jednak zaciętość i bezkompromisowy charakter ojca Silvie sprawiają, że przeradza się on w spektakl dominacji mężczyzny nad rodziną. Jedna z lepszych książek, które czytałam w tym roku. I już wiem, że muszę sięgnąć po inne książki Moss.
  • „Mamy morderstwo w Mikołajkach” M. Matyszczak (6/10),
  • „Nieboszczyk sam w domu” A. Rogoziński (7/10): Czasem czytanie o mroźnym grudniu jest zbawienne w letnie upały: i tak też było tym razem. Choć zastanawiałam się, czy to dobra pora na powieść dziejącą się w trakcie świąt Bożego Narodzenia, nie żałowałam lektury. Mieszkańcy kamienicy w małym miasteczku Morderczo przygotowują się do świąt Bożego Narodzenia. Mają nadzieję, że spędzą je w spokojnej i miłej atmosferze. Kiedy jednak młode małżeństwo zamiast prezentów, znajdzie pod choinką nieżywego świętego Mikołaja, inny z lokatorów odkryje, że skradziono mu bezcenną rodzinną pamiątkę, a swoje „śledztwo” zacznie prowadzić dwójka dziesięciolatków, sielankowa rzeczywistość zamieni się w… prawdziwą komedię omyłek! Muszę przyznać, że to jedna z najfajniejszych książek Alka: niewymuszony humor, barwne postaci, no i… krwawa zbrodnia. Działo się!
  • „Niespokojna krew” R. Galbraith (8/10): Ależ tęskniłam za parą detektywów, Robin i Cormoranem! Tym razem sprawa dotyczy nierozwiązanej sprawy sprzed lat. Gdy Strike odwiedza w Kornwalii ciężko chorą ciotkę, kontaktuje się z nim kobieta, której matka w 1974 roku zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Strike jest zaintrygowany – nigdy nie pracował nad sprawą sprzed kilkudziesięciu lat. Mimo nikłych szans na powodzenie dopisuje zlecenie do długiej listy dochodzeń, które prowadzi ze swoją wspólniczką Robin Ellacott. Tymczasem Robin boryka się z trudnościami w życiu prywatnym. Na dodatek zarówno ona, jak i Strike zmagają się z uczuciami, których doświadczają w łączącej ich relacji. Nie umiałam się oderwać od tej historii. Kojarzycie to uczucie, gdy czytacie tak intrygującą książkę, że cały dzień o niej myślicie i czekacie na moment, gdy będziecie mogli do niej wrócić? To właśnie ten przypadek. Teraz pozostaje mi tylko czekać na kolejny tom.
  • „Kwestia winy” M. Rogala (7/10),
  • „Historia przemocy” E. Louis (8/10): Mocna, powodująca ucisk w piersi, opowiadająca o traumie książka Louisa porusza i zasmuca. Młody paryżanin wraca do domu w wigilijną noc po udanej kolacji z przyjaciółmi. Jest czwarta nad ranem i ulice są puste. Nieopodal domu zaczepia go nieznajomy. Decyzja o tym, czy zaprosi go do domu, czy nie, na zawsze zmieni życie głównego bohatera. Świetne, sugestywne przedstawienie tego, jakie piętno odciska na nas przemoc, a także opowieść o tym, jak nasze doświadczenia są zawłaszczane przez innych.
  • „Czarny Lampart, Czerwony Wilk” M. James (229/752 strony),
  • „Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?” J. Bąk (150/320 stron),
  • „Czarne słońce” J. Żulczyk (pozostało 9 godzin i 19 minut).
Czytaj dalej