Podsumowanie kwietnia

Hej, hej, witam się z Wami w podsumowaniu miesiąca! No i gdzie ta wiosna? Miesiąc temu wydawało się, że jest tuż-tuż, a teraz czuję się, jakby świat cofnął się do początku marca… Deszcze, wichry, mało słońca… Ale mamy już maj, mój ukochany miesiąc, więc mocno liczę, że wkrótce świat zazieleni się na śmierć 😉 A póki co spójrzmy jeszcze ostatni raz na kwietniowe aktywności. Jak mi minął kulturalnie ten miesiąc? Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zwykle znajdziecie przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

Wyraźnie mam już przesyt spotkań autorskich online, ale tego jednego nie mogłam przegapić. Jacek Dehnel rozmawiał z Agą Zano o przekładzie książki Bernardine Evaristo „Dziewczyna, kobieta, inna”. Arcyciekawa rozmowa dwojga inteligentnych ludzi, której z przyjemnością wysłuchałam w drodze z pracy. Książka jest na mojej liście do przeczytania.

Czytaj dalej

Podsumowanie marca

Wiosna, wiosna nadchodzi! Czuję już jej zapach, jest lekko roślinny, ziemisty, pełen słońca. To moja ulubiona pora roku 🙂 Tymczasem w minionym miesiącu mogliśmy poczuć jeszcze ostatnie uderzenia zimy. Wieczory były długie i ciemne, więc sprzyjały czytaniu i oglądaniu seriali. Jak mi zatem minął kulturalnie ten miesiąc? Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zwykle znajdziecie przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

W pierwszej połowie marca byłam na Festiwalu Roślin w Katowicach. Pewnie tego o mnie nie wiecie, ale w trakcie lockdownu stałam się „rośliniarą” 😀 Kiedy nie można ruszyć się z domu, a każde wyjście na spacer wiąże się z rozmyślaniem, czy to na pewno bezpieczne oraz noszeniem maseczki na twarzy, domowa dżungla cieszy oko i koi duszę ❤ Nie ukrywam, że i nad tym wyjściem się mocno zastanawiałam, ale miałam już tak ogromną potrzebę opuszczenia domu, że postanowiłam sprawdzić, jak to będzie wyglądać. Impreza odbywała się w Spodku, ludzie na szczęście grzecznie przestrzegali odległości, mieli maseczki i nie tłoczyli się zbytnio. Udało mi się zmieścić w wyznaczonym sobie limicie pieniężnym i kupiłam dwie rośliny (zroślichę oraz begonię).

W ostatni dzień przed zamknięciem muzeów (które są, jak wiadomo, największym źródłem emisji wirusa ;P) popędziłam do Muzeum Historii Katowic na wystawę prac Edwarda Dwurnika. Uwielbiam zwłaszcza jego serię z miastami oraz tę tulipanową 🙂

Czytaj dalej

Podsumowanie lutego

Cześć! Witam serdecznie w podsumowaniu lutego. Najkrótszy miesiąc w roku już za nami. Czy podsumowanie również będzie tak krótkie? Przekonajmy się 😉 Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zwykle znajdziecie przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

  • „Prosta sprawa” W. Chmielarz (7/10): Jeszcze nigdy się nie zawiodłam na książkach Chmielarza. Od przeczytanego 3 lata temu „Podpalacza” zaiskrzyło literacko, i ta miłość trwa nadal. „Prosta sprawa” to powieść, która powstawała… w odcinkach na Facebooku. Pisarz, podobnie jak wszyscy Polacy, zamknięty w zeszłym roku z powodu pandemii w domu, zaczął tworzyć, a historia tak wciągnęła czytelników, że przerodziła się w pełnowymiarową powieść, która doczekała się w końcu wydania książkowego. To trzymająca w napięciu historia poszukiwań Prostego, który pewnego dnia znika bez śladu. Audiobook czytany przez Przemysława Bluszcza bardzo przyjemnie wchodzi w ucho. Coraz bardziej oswajam się z tą formą obcowania z książką, a dobry lektor to podstawa!
  • „Ucho igielne” W. Myśliwski (7/10): Z przeczytaniem tej powieści specjalnie zwlekałam 3 lata. Uwielbiam prozę Myśliwskiego, przeczytałam wszystkie jego książki i żal mi było czytać tę ostatnią, wiedząc, że kolejnych już raczej nie będzie. Tak zapowiedział sam autor, a też biorąc pod uwagę jego słuszny wiek oraz fakt, że długo pisze on swoje powieści, również nie spodziewam się kolejnych jego dzieł. W końcu jednak nadeszła ta chwila i… nie poczułam takiej magii jak chociażby przy „Traktacie o łuskaniu fasoli” czy „Ostatnim rozdaniu”. Czy to jednak zła książka? Absolutnie nie! Mistrz Myśliwski nawet, gdy ma słabszy moment, to wciąż jest mistrzem pióra. W „Uchu igielnym” spotyka się młodość i starość, pamięć i historia, a także splątane ludzkie losy. Książka do wolnego podczytywania i podkreślania ołówkiem kolejnych pięknych zdań.
  • „Dolina” B. Minier (7/10),
  • „Ostatnia »więźniarka« Auschwitz” N. Majewska-Brown (7/10): Absolutnie niezwykła historia kobiety, która przeżyła kilka obozów koncentracyjnych, by po zakończeniu wojny… zamieszkać na terenie obozu Auschwitz. Mirosława zwana przez wszystkich Mimi zaczęła bowiem pracę w świeżo wtedy powstałym muzeum obozowym Auschwitz-Birkenau… Razem z nią pracował tam jej mąż, który również był wyzwoleńcem z obozu. Ich losy opowiedziała autorce Anna Odi, ich córka, nazywana przez Majewską-Brown ostatnią „więźniarką”, ponieważ zawodowo poszła w ślady swej matki (i również mieszka na terenie byłego obozu), by, jak sama mówi, dawać świadectwo. W zalewie tak zwanego „holo-polo” książki Niny Majewskiej-Brown wyróżniają się na plus: tu dostajemy tylko fakty, a choć są zbeletryzowane, stronią od ckliwych historyjek.
  • „Inkszy welt” aut. zbiorowy (6/10),
  • „Zgiń, kochanie” A. Harwicz (6/10): Książka dziwna, nietypowa i nie dla każdego. Ciekawa, intrygująca, choć bywa męcząca, jak męcząca jest sama bohaterka. Cierpiąca na depresję poporodową kobieta opowiada o swoich przeżyciach i trudnym doświadczeniu bycia matką. Podczas bezsennych nocy zastanawia się, czy rodząc dziecko, utraciła samą siebie? Czy uda jej się kiedykolwiek odzyskać dawną tożsamość i swobodę? To ważny głos w świecie, w którym wciąż rzadko się mówi o tym, że powitanie dziecka na świecie nie zawsze jest (od razu bądź wcale) dla kobiety radosnym i wspaniałym doświadczeniem.
  • „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” R. Eddo-Lodge (7/10): Ten tytuł czytałam bardzo długo, chciałam bowiem zachować uważność, a w obliczu wielu faktów i przemyśleń autorki dawkowałam sobie lekturę. Mam poczucie, że jako osoba białoskóra nie mam żadnego prawa wypowiadać się w kwestii osób z ciemnym kolorem skóry. W swoich esejach autorka naświetliła ogrom prześladowań i dyskryminacji takich osób w Wielkiej Brytanii – która generalnie z tym zjawiskiem się nie kojarzy. Strach pomyśleć, jakie doświadczenia Eddo-Lodge miałaby, mieszkając w Ameryce. Dająca do myślenia i niełatwa lektura.
  • „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli” R. Rak (9/10): Nie umiem chyba oddać słowami, jak rewelacyjna jest to opowieść. Magiczna, wielowątkowa, cudownie się splatająca, pełna gadających węży, mądrych bab, złych panów i biednych chamów, płynie, skrzy się, mieni słowami. To też powieść napisana pięknym językiem, wciągająca bez reszty, oczarowująca czytelnika, pełna cudów i dziwów. To historia życia Kóby Szeli, jego miłości, strat, szans, a w tle buzuje i wrze chłopska krew, która zostanie przelana podczas rabacji 1846 roku. Absolutnie zasłużona Nagroda Nike i z pewnością jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku.
  • „Worek kości” S. King (6/10): Oj, dawno już nie czytałam żadnej książki Króla Grozy, a lubię do niego wracać. „Worek kości” to King ze średniej półki: dobry, intrygujący, ale też grzeszący dłużyznami (akcja zaczyna się gdzieś koło 150 strony, a początkowo historia nie jest zbyt zajmująca; raz nawet byłam bliska odłożenia książki). To historia Michaela Noonana, popularnego pisarza, który przeżywa ekstremalnie trudny czas. Nagle zmarła jego ukochana żona, dręczą go koszmary i nie potrafi pisać. Po czterech latach mężczyzna postanawia stawić czoła demonom. W tym celu jedzie do swojego domku letniego, bo to tam zdają się mieć początek straszne sny.
  • „Awers” aut. zbiorowy (7/10).
  • „Blame It on: The Expert on Nothing with an Opinion on Everything” B. del Rio (76/268 stron),
  • „Rahim. Ludzie z tylnego siedzenia” P. Corso, S. Salbert (pozostała 1 godzina i 28 minut).
Czytaj dalej