„Miejsce i imię” M. Siembieda

Autor: Maciej Siembieda

Tytuł: Miejsce i imię (Jakub Kania #2)

Wydawnictwo: Wielka Litera

Liczba stron: 488

Rok pierwszego wydania: 2018

Źródło: Egzemplarz recenzencki


O Macieju Siembiedzie usłyszałam, gdy na rynku pojawiła się jego poprzednia książka, „444”. Mieszanka historii, sztuki i przygody sprawdziła się znakomicie, jak miałam okazję przekonać się na własnej skórze. Tajemnicze dzieje obrazu Jana Matejki „Chrzest Warneńczyka” posłużyły za kanwę powieści, której nie sposób było odłożyć. Z radością przyjęłam więc fakt, że autor wydaje kolejny tytuł, luźno powiązany z „444”, mianowicie „Miejsce i imię”. Jakub Kania, wcześniej prokurator IPN-u, obecnie pracujący w Instytucie Pamięci Jad Waszem, ponownie musi rozwiązać zagadkę z przeszłości. A tym razem jest to tajemnica skrywana w miejscu, w którym za czasów II Wojny Światowej mieścił się obóz koncentracyjny. Mowa o Annabergu, czyli Górze św. Anny.

Czytaj dalej

„Opowieść podręcznej” M. Atwood

Autor: Margaret Atwood

Tytuł: Opowieść podręcznej

Wydawnictwo: Wielka Litera

Liczba stron: 368

Rok pierwszego wydania: 1985

Tłumaczenie: Zofia Uhrynowska-Hanasz

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Antyutopie są tym bardziej przerażające, im bardziej czujemy, że wizja snuta przez autora może się spełnić. Gatunek ten to przeciwieństwo utopii (czyli, mówiąc skrótowo: wizji idealnego świata), jego mroczny rewers. Pisarze ku przestrodze opisują zniewolone społeczeństwo przyszłości całkowicie podporządkowane władzy: ludzie są jak bezwolne trybiki pracujące w wielkiej maszynie. Nikt nie może o sobie decydować, nikt nie może mieć własnego zdania. Taką straszną wizję przyszłości, tym straszniejszą, że wciąż aktualną (a pierwotnie opisaną w 1985 roku) snuje przed czytelnikami Margaret Atwood w powieści „Opowieść podręcznej”.

Czytaj dalej

„Dziennik” J. Pilch

Autor: Jerzy Pilch

Tytuł: Dziennik

Wydawnictwo: Wielka Litera

Liczba stron: 464

Rok pierwszego wydania: 2012

Źródło: Wypożyczona z biblioteki

Wyzwanie: Czytam opasłe tomiska (464 strony), Klucznik (Coś białego)


Nie pamiętam kiedy po raz pierwszy usłyszałam o Pilchu i gdzie to było, w każdym razie to dość dawne dzieje sięgające moich lat licealnych. Gdzieś wyłuskałam, że warto, że dobre, a ja mocno wspieram rodzimą literaturę. Poczytałam „Bezpowrotnie utraconą leworęczność”, „Spis cudzołożnic”, a także niedawno głośną za sprawą filmu książkę „Pod Mocnym Aniołem” (tytuły to mocna strona autora, zdecydowanie) i… nie porwało. To nie chodzi o to, że mam dość prozy o chlaniu, o kacach, o zarywaniu panienek, bo na przykład Bukowski jest w tym świetny (ok, czytałam tylko „Szmirę”, ale bardzo chcę więcej!). Jednak jest w pilchowej frazie coś, co mnie męczy. „Dziennik” ściągnęłam z bibliotecznej półki w momencie, gdy dowiedziałam się, że jego druga część jest nominowana do Nagrody Nike. Ho ho, coś jest na rzeczy, pomyślałam. Jak widzicie, książka trochę przeleżała mi w stosiku na parapecie, ale oto jest, przeczytałam! Czy Pilch w dzienniku podoba mi się bardziej niż Pilch-powieściopisarz? Czytaj dalej