Wielki konkurs z okazji 1000 polubień strony tanayah czyta!

Cześć kochani! Dziś mam niemałą okazję do świętowania, bowiem… na moim fanpage’u jest Was już ponad 1000! ❤

1016

A dokładnie 1016! Wcale się nie kryguję, mówiąc, że ta liczba jest dla mnie zaskakująca. Gdy w listopadzie 2013 roku zakładałam blog, nie śmiałam wierzyć, że będzie Was ze mną aż tylu. Myślałam głównie o tym, że chcę się podzielić moją miłością do książek, moimi przemyśleniami na temat przeczytanych tytułów, a jak ktoś od czasu do czasu się odezwie i jeśli kilkanaście osób przeczyta moje notki, to już będę szczęśliwa 😀 I byłam, od początku blogowanie sprawiało mi mnóstwo frajdy, a Wy, czytelnicy, jesteście tego ogromną częścią ❤ TYSIĘCZNE DZIĘKI ZA TYSIĄC LAJKÓW! ❤ ❤ ❤

12991046_494293130762302_4646563110816049770_n

Czytaj dalej

Reklamy

„Zaufaj mi, jestem dr Ozzy. Porady rockmana, który przetrwał” O. Osbourne

Autor: Ozzy Osbourne

Tytuł: Zaufaj mi, jestem dr Ozzy. Porady rockmana, który przetrwał

Wydawnictwo: In Rock

Liczba stron: 316

Rok pierwszego wydania: 2011

Tłumaczenie: Dariusz Kopociński

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Czy naprawdę muszę Wam przedstawiać Ozzy’ego Osbourne’a, frontmana zespołu Black Sabbath, od lat ’80 nagrywającego także solo? Mam wrażenie, że staruszka Ozzy’ego zna każdy, kto choć pobieżnie interesuje się rockiem i metalem. Jak to zwykle z rockmanami bywa, Ozzy nie był wzorem cnót, a lista tego, co pił, wciągał, wstrzykiwał, połykał i palił wzbudza słuszne przerażenie. Aż dziw, że wokalista cieszy się wciąż całkiem niezłym zdrowiem. Może dlatego, że w pewnym momencie zatrzymał się i zastanowił nad swoim trybem życia. Z pewnością wielkie zasługi ma tu Sharon, jego żona. No i jest nadal z nami: jedyny w swoim rodzaju, bezpruderyjny, szalony Ozzy! Tym razem w roli doktora medycyny. Tak, nie przywidziało Wam się! Ozzy wydał poradnik-nieporadnik, coś, co z poradników się wyśmiewa, coś z jajem. I mówi: „Zaufaj mi, jestem dr Ozzy”!

437002-352x500Wszystko zaczęło się od, wydawałoby się, absurdalnego pomysłu pracowników czasopisma Sunday Times, a zaraz za nimi pomysł podchwycił magazyn muzyczny Rolling Stone.

Najśmieszniejsze, że po dłuższym zastanowieniu zobaczyłem w tym sens, trochę zwariowany, ale jednak sens. Bo wszystko wskazuje na to, że jestem, wiecie, medycznym fenomenem. Przecież nie mam za sobą kilkudniowych libacji, tylko jedną wielką czterdziestoletnią balangę! Był czas, gdy obalałem dziennie cztery flachy koniaku. Rwał mi się film, potem otwierałem oczy i znowu ochlajstwo. Kiedy kręcili Rodzinę Osbourne’ów, dzień w dzień pakowałem w siebie czterdzieści dwa różne lekarstwa na receptę. (…) Paliłem zioło w swoim „schronie” poza zasięgiem kamer, walczyłem ze skrzynkami piwa i podkręcałem się speedem przed codzienną przebieżką wokół Beverly Hills. Ćmiłem cygara jak zwykłe fajki. Nawet w łóżku kopciłem.

Czytaj dalej