ŚBK: autorzy, którzy poruszają nasze dusze

Są książki, które czyta się bez większych emocji – dobre, ale nie wstrząsające, ciekawe, ale pozwalające się odłożyć i o sobie zapomnieć, sprawnie napisane, ale bez tej iskry sprawiającej, że trafiają w nasze serca. Są też autorzy, po których książki sięga się raz za razem, tacy, dla których przeczesuje się z nadzieją księgarniane i biblioteczne półki, tacy, których kocha się i nienawidzi równocześnie. I o tym jest ten wpis. Wiem, że dobrze wiecie, kto znajdzie się na miejscu pierwszym, więc nie musicie nerwowo scrollować w dół strony: tak, będzie tam ta osoba, którą obstawiacie. Nawet się z Wami nie zakładam. Ale po drodze, mam nadzieję, trochę Was zaskoczę. Gotowi, by sprawdzić, którzy autorzy poruszają moją czytelniczą duszę? Czytaj dalej

I. Śląskie Targi Książki – no takie targi to ja rozumiem! (7-8.11.2015)

Jak było poprzednio na Targach Książki w Katowicach, to śląscy blogerzy i szerzej – czytający mieszkańcy Górnego Śląska – wiedzą. Mam wrażenie, że zła fama poszła w Polskę, bo gdy Łukasz Orbitowski zapraszał na targi w Krakowie to mówił, że w Krakowie nart sprzedawać nie będą (a to właśnie miało miejsce rok temu w Spodku). W tym roku zapowiadało się inaczej. Nowy organizator, ten sam, który mierzy się z targami książki w Warszawie – to już brzmiało dobrze. Nowa lokalizacja (świeżo wybudowane Międzynarodowe Centrum Kongresowe) też zdawała się trafionym pomysłem, bo te kilkadziesiąt stoisk rozłożonych ma wielgachnej płycie Spodka, chcąc nie chcąc, wyglądało smutno. Do tego darmowy wstęp, więc i ludzie dopisali. Wiadomo, że to nie ta skala co Warszawa czy Kraków, ale wiecie co? Było naprawdę dobrze! Czytaj dalej

„Wieloryby i ćmy. Dzienniki” Sz. Twardoch + KONKURS

Autor: Szczepan Twardoch

Tytuł: Wieloryby i ćmy. Dzienniki

Wydawnictwo: Literackie

Liczba stron: 279

Rok pierwszego wydania: 2015

Źródło: Egzemplarz recenzencki

Wyzwanie: Okładkowe love


Obracam w dłoniach okładkę i gładzę wypukłe litery układające się w imię i nazwisko autora oraz tytuł. Jestem zamyślona, refleksje i wrażenia pęcznieją we mnie, otulają mnie jak owoc otula się dookoła pestki. Obawiałam się, że lektura „Wielorybów i ciem” mnie zawiedzie, że odnajdę tu jakąś nachalną pozę, że zapiski będą patetyczne; z jednej strony czekałam na okruchy z życia Szczepana Twardocha, z drugiej, gdyby było ich zbyt wiele i jawiłyby mi się jako zanadto osobiste, pewnie czułabym się zażenowana. Okazuje się, że obawy były niepotrzebne – choć dzienniki pilchowickiego pisarza są intymne, skupione na nim samym, na sprawach dla niego ważnych, widać tu równocześnie samokontrolę w najlepszym tego słowa znaczeniu. Mam wrażenie, że Twardoch postawił w głowie mocną granicę pomiędzy tym, co prywatne, a tym, co publiczne, pomiędzy tym, o czym można mówić, a o czym wypadałoby milczeć. Czytaj dalej