Podsumowanie sierpnia

Witajcie we wrześniu! Krótsze dni i chłodniejsze noce zapowiadają już zmianę pory roku, a choć ja cieszę się na ciepłe herbatki z miodem i kocyk, to jednak łapię jeszcze ostatnie promienie słońca, i mam nadzieję, że wrzesień będzie ciepły. Tymczasem wróćmy na chwilę myślami do sierpnia, bo trochę się działo. Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zwykle znajdziecie przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

  • „Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?” J. Bąk (6/10): Janina to już w tym momencie ktoś znacznie więcej niż „pani od statystyki”. To pewna marka o świetnej renomie, osoba, która angażuje się w ważne i ciekawe inicjatywy. Jest głosem wykluczonych, a równocześnie przyznaje, że nadal bywa pangą biznesu i kocią myjnią. Polecam jej profil na IG, bo mało (za mało!) jest tak pluszowych miejsc w polskim Internecie. W książce jednak skupiamy się na tym strasznym słowie na „S”… Statystyce. Janina w jasny i klarowny sposób tłumaczy jej zasady i przywołuje najważniejsze zagadnienia, próbując nauczyć nas tego, co na co dzień może nam się przydać: czytania wykresów czy analizy treści badań, które często przedstawiają nam masowe media. Dużo w tym typowego dla autorki humoru, który, wiadomo, jednych przekona, a innych nie. Ja go lubię, choć przyznam, że w książce tych humorystycznych wtrętów było ciut za dużo.
  • „Projekt Rośliny” W. Muszkieta, O. Sieńko (6/10),
  • „Położna z Auschwitz” M. Knedler (6/10): Zbeletryzowana historia Stanisławy Leszczyńskiej, położnej, więźniarki obozu KL Auschwitz. Leszczyńska ocaliła ocaliła tysiące dzieci i wiele ciężarnych więźniarek. Wielokrotnie ryzykowała życie, przeciwstawiając się rozkazom bezwzględnego Josepha Mengele. Robiła wszystko, by chronić dzieci przed okrutnymi eksperymentami. Wspierała młode matki, którym siłą odebrano niemowlęta i wysłano je do Rzeszy. Albo na śmierć… Aż trudno uwierzyć, że to wszystko działo się naprawdę, ale działo się. Warto czytać, warto wiedzieć, warto pamiętać.
  • „Szepty spoza nicości” R. Mróz (7/10): Trzeci tom przygód Seweryna Zaorskiego i Kai Burzyńskiej. Seweryn po raz ostatni wraca do Żeromic, by sprzedać dom i na dobre zostawić za sobą tragiczną przeszłość. Formalności trwają dłużej, niż powinny – i wszystko wskazuje na to, że ktoś z premedytacją chce zatrzymać go w okolicy. Sprawy się komplikują, i jak to bywa u Mroza: dzieje się dużo, szybko, pokrętnie i wiele naraz 😉 Muszę jednak przyznać, że choć z autorem ostatnio nie zawsze mi po drodze, „Szepty spoza nicości” czytało mi się naprawdę dobrze.
  • „Prezent dla dwojga” J. Koza, M. Łoziński (6/10): Specyficzne rysunki Janka Kozy mogą trafiać w czyjś gust lub nie. Są dziwaczne, można powiedzieć, że brzydkie, ale z pewnością oryginalne. Koza ma swój styl. „Prezent dla dwojga” to artystyczna książeczka o doświadczeniu macierzyństwa i tacierzyństwa. Przewrotna, czasem absurdalna, ale pełna niepewnej jeszcze i ostrożnej miłości. Zapoznawania się małych ludzi z dużymi. Nauki.
  • „Małe Licho i anioł z kamienia” M. Kisiel (8/10): Świąteczna książka w sierpniu? Czemu nie? Jeśli chodzi o powieści Marty Kisiel, ta magia działa cały rok. W wyniku nieprzewidzianych okoliczności Bożek wraz z Tsadkielem i Guciem muszą spędzić ferie u ciotki w samym sercu przedziwnego lasu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie towarzystwo marudnego Tsadkiela… Czy Bożkowi uda się odmienić na lepsze kamienne serce anioła? Ciepła, wspaniała historia do czytania przy kubku gorącego kakałka i w towarzystwie paczki chusteczek (tak na wypadek pocących się oczu).
  • „Jak nakarmić dyktatora” W. Szabłowski (8/10): Jak wygląda życie dyktatorów… od kuchni (i to dosłownie)? Co jadali Saddam Hussein czy Fidel Castro? Czy mieli wielki apetyt, czy też przez zło, które wyrządzili, nie mogli jeść? Przyznacie, że to bardzo ciekawe! Witold Szabłowski kilka lat podróżował po świecie, by znaleźć kucharzy współczesnych dyktatorów. Zwiedził Ugandę, Irak, Albanię, Kubę i Kambodżę, przebijał się często przez jawną niechęć lub strach. A jednak mu się udało, a zapis tego doświadczenia dostajemy w książce. Niecodzienne spojrzenie na dyktaturę.
  • „Kochankowie” A. B. Ragde (7/10): Piąty tom wspaniałej norweskiej sagi rodzinnej. Tormod Neshov nie jest w stanie bronić się przed wspomnieniami, które wracają do niego nocą, Torunn zdążyła już niemal doprowadzić podupadające gospodarstwo do porządku, angażując się jednocześnie coraz bardziej w pracę w biurze pogrzebowym Margida, a Erlend bierze bezpłatny urlop, by doglądać remontu willi w Klampenborg i życie byłoby cudowne, gdyby nie drakońska dieta, którą narzucił sobie Krumme. Kolejny świetny tom pełen emocji.
  • „Biblioteka o północy” M. Haig (7/10),
  • „Psie sucharki. Wszystko, co powiedziałby twój pies, gdyby umiał mówić” M. Apoleika (6/10): Psie Sucharki zna pewnie każdy, kto kocha pieski i korzysta z Facebooka. Czarno-białe komiksy, które w zabawny, ale też często pouczający sposób pokazują życie z psem, zawojowały social media. Książka to niejako uzupełnienie treści z Facebooka, ale niestety sporo informacji i obrazków się powtarza. I to jest mój główny zarzut, bo poza tym książka jest urocza i puchata.
  • „Nora” K. Puzyńska (7/10): Niektórzy mówią, że Saga o Lipowie w pewnym momencie zaliczyła spadek jakości, ale ja czytam dziewiąty tom i ciągle mi się podoba. W tej części policjanci szukają zaginionej nastolatki, ale szybko okazuje się, że również pewne zatargi z przeszłości wywołują wśród mieszkańców wciąż żywy żal i gniew. Do tego śledzimy starania Daniela Podgórskiego, który próbuje wyjść na prostą i ułożyć sobie życie. Wszystko to dało fascynującą historię, którą przeczytałam z przyjemnością.
  • „Niepokój przychodzi o zmierzchu” M. L. Rijneveld (8/10),
  • „Małe Licho i lato z diabłem” M. Kisiel (8/10): W sierpniu sięgnęłam też od razu po tom trzeci Małego Licha. W tym akcja toczy się w wakacje: Licho i Bożek, świeżo upieczony absolwent klasy trzeciej, wyruszają z namiotem na znajomą polanę pośrodku lasu, w którym czają się tajemnice, zarówno bardzo stare, jak i te zupełnie nowe… Znów będzie dużo nienachalnej mądrości, puchatości, no i Bazyla i jego zębów. Czego chcieć więcej?
  • „Dewocje” A. Ciarkowska (6/10): Jej „Pestki” mnie zachwyciły, ale „Dewocje” nie powaliły na kolana. To obraz Polski katolickiej, rozmodlonej, na pokaz zapatrzonej w święte obrazy, a po mszy: hulaj dusza, piekła nie ma! Można bić żonę, sąsiadkę obmawiać i zdradzać męża. Ta powieść to spowiedź z jednego życia, ale na mocy cudu także z żyć innych, z grzechów niespowiadalnych, które zalegają na samym dnie duszy, z wyrzutów sumienia, z win, żalu i lęku.
  • „W Sanktuarium Skrzydeł” M. Brennan (7/10).
  • „Czarny lampart, czerwony smok” M. James (471/752 strony),
  • „Japonia, Chiny i Korea. O ludziach skłóconych na śmierć i życie” M. Booth (98/432 strony),
  • „Mężczyźni objaśniają mi świat” R. Solnit (54%),
  • „Czarne słońce” J. Żulczyk (pozostały 4 godziny i 56 minut).
Czytaj dalej

Podsumowanie sierpnia

Aura za oknem dobitnie daje znać, że lato ma się już ku końcowi. Z jednej strony zawsze ze smutkiem żegnam tę porę roku, a z drugiej deszczowa pogoda jest idealna, by wejść pod koc i oddać się lekturze 😀 Nie ma więc tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zanim jednak na dobre rozgościmy się we wrześniu, wrócę jeszcze myślami do sierpnia. Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

  • „Las i ciemność” M. Matyszczak (7/10),
  • „Jak nie zostałem poetą” Sz. Twardoch (6/10): Ten tytuł to zbiór felietonów, opublikowanych najpierw w miesięczniku „Pani” (z wyjątkiem tytułowego, umieszczonego w „Nowych Peryferiach”), i jak to z takimi zbiorami bywa, są one zróżnicowane tematycznie podług zasady „od Sasa do lasa” oraz na różnym poziomie. Niektóre czyta się z zaangażowaniem (np. „Podróż w przeszłość” czy „Miłość zwyczajna”), inne raczej z obojętnością lub znużeniem: przy czym z przykrością stwierdzam, że tych drugich jest więcej. Lektura obowiązkowa jedynie dla żelaznych fanów śląskiego pisarza.
  • „Chata wuja Toma” H. B. Stowe (4/10): Co jakiś czas staram się sięgać po klasykę literatury, zawsze wyrzucając sobie, że robię to za rzadko. W tym miesiącu udało mi się odsłuchać audiobooka klasycznej powieści dla młodzieży, „Chaty wuja Toma”. Temat niewolnictwa czarnoskórych Amerykanów jest dla mnie zdecydowanie wart uwagi, spodziewałam się więc intrygującej lektury, tymczasem zakończyłam słuchanie mocno zawiedziona. Książka niestety widocznie się zestarzała – obecnie jej nachalny dydaktyzm i papierowe, czarno-białe postacie są nie do zniesienia, przez co całość, mimo obiecującego początku i ciekawej historii, była ciężkostrawna.
  • „Powietrze, którym oddychasz” F. de Pontes Peebles (7/10),
  • „Wiatraki” K. Zajas (7/10),
  • „Młyny boże. Zapiski o Kościele i Zagładzie” J. Leociak (7/10): Wiedziałam, że to będzie bolesna i emocjonująca lektura, i tak też było. Leociak opisuje niechlubne przypadki, gdy Kościół w czasie II wojny światowej, zamiast chronić ludzi, wydawał Żydów hitlerowcom oraz przymykał oczy na działania Hitlera i jego popleczników. Jak sam mówi, zdaje sobie sprawę, że Polacy ratowali Żydów w czasie Zagłady. Robiły to także siostry zakonne oraz księża diecezjalni (dawniej mówiło się świeccy) i zakonnicy. On chciał pokazać tę mniej chlubną stronę medalu. Poza grozą wynikającą z opisów nieludzko traktowanych Żydów, uderza dzisiaj fakt, że całe passusy oszczerstw na temat tej grupy można by przyłożyć do współczesnych czasów, podmieniając jedynie nazwę „wroga”. Niczego się niestety nie nauczyliśmy. Warto przeczytać – ku rozwadze i przestrodze.
  • „Testamenty” M. Atwood (8/10): Napisana po latach kontynuacja „Opowieści Podręcznej” to powieść zdecydowanie warta uwagi. Atwood przestrzega nas przed pewnym scenariuszem, który niestety nie brzmi tak nierealnie, jak bym chciała. Akcja książki toczy się 15 lat po wydarzeniach opisanych w „Opowieści Podręcznej”, i pokazuje życie poza Gileadem, jak i w jego środku. Trzy wątki przeplatają się, by w pewnym momencie połączyć się w jedną całość. Od „Testamentów” naprawdę trudno się oderwać.
  • „Zwierzyniec” J. Bralczyk (7/10): Sympatyczny audiobook czytany przez samego autora. To swoisty leksykon zwierząt, w którym profesor językoznawstwa opowiada ze swadą o tym, skąd pochodzą nazwy danych stworzeń. Wiele tu ciekawostek i sympatycznych wtrętów, a i pośmiać się można: kto miał okazję choć przez kwadrans posłuchać profesora Bralczyka mówiącego na dowolny temat, ten z pewnością wie, co mam na myśli.
  • „Współlokatorzy” B. O’Leary (7/10): Od wielkiego dzwona najdzie mnie ochota na lekką lekturę obyczajową. Gdybym zawsze trafiała wtedy na tak świetne książki jak „Współlokatorzy”! Przyjemna, ale nie głupia, zabawna, ale nie w złym guście, wzruszająca, ale bez tanich chwytów – powieść O’Leary jest idealnym wyborem, gdy chcecie odpocząć przy dobrej lekturze. Uwaga! Wciąga.
  • „Marny” A. S. Greer (7/10),
  • „Bez winy” M. Crummey (8/10),
  • „Tańczę boso” P. Smith (6/10): Tomik poetycki Patti Smith wpadł mi w ręce w sumie przypadkiem. Wiedziałam oczywiście, że Smith jest punkówą, feministką i znaną twórczynią tekstów, na tym jednak moja wiedza się kończyła. „Tańczę boso” to kilkanaście wierszy wzbogaconych pięknymi portretami autorki. Teksty Patti Smith nie staną się moimi ulubionymi, jednak kilka z nich mnie zaintrygowało i cieszę się, że miałam okazję je poznać.
  • „Siedmiu mężów Evelyn Hugo” T. J. Reid (8/10): Kolejna w tym miesiącu dość nietypowa dla mnie książka, po którą bym pewnie nie sięgnęła, gdyby nie liczne polecenia. „Siedmiu mężów…” zaklasyfikowano jako obyczajówkę/romans, a że nie przepadam za tymi gatunkami, normalnie omijałabym ją z daleka. A szkoda by było, bo to świetna historia! Mięsista, z wyrazistą główną bohaterką, pełna emocji i zdarzeń tak realnych, że na koniec dziwiłam się, że Evelyn Hugo to tylko wytwór wyobraźni pisarki. Polecam bardzo!
  • „Folwark zwierzęcy. Powieść graficzna” G. Orwell, Odyr (7/10).
Czytaj dalej

Podsumowanie sierpnia

Cześć. Dziś ostatni dzień sierpnia. Czuć już powoli nadchodzącą jesień – też macie takie wrażenie? Niby jeszcze bywa upalnie, niby dni są całkiem długie, ale już nie tak długie jak w lipcu czy czerwcu, a noce przynoszą przyjemne ochłodzenie. Szkoda mi mijającego lata, ale lubię też początek jesieni: niżej świecące słońce, kasztany, wieczory spędzane pod kocem z kubkiem herbaty czy kakao w ręku… Jednak póki co wracam jeszcze myślami do sierpnia. Jaki był? Zapraszam Was serdecznie na wpis, w którym znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

W sierpniu nie byłam na żadnym spotkaniu autorskim, ale za to odwiedziłam pewne nowe miejsce związane z książkami. To Black Woolf, księgarnio-kawiarnia. Mieszcząca się w Katowicach na ul. 3 Maja 25, zapewnia coś dla duszy, i coś dla ciała. Tu napijecie się pysznej kawy i zjecie deser, a także kupicie książkę. Książki są w języku polskim i angielskim. W dodatku wnętrze jest piękne: sami zobaczcie! ❤

davsdrdavsdrsdr

Czytaj dalej