„Jak zerwać z plastikiem” W. McCallum

Autor: Will McCallum

Tytuł: Jak zerwać z plastikiem. Zmień świat na lepsze, rezygnując z plastiku krok po kroku

Wydawnictwo: Insignis

Liczba stron: 258

Rok pierwszego wydania: 2018

Tłumaczenie: Katarzyna Dudzik

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Od jakiegoś czasu staram się podejmować bardziej świadome wybory dotyczące mojego stylu życia. Chcę działać tak, by w miarę możliwości mniej szkodzić naturze i Ziemi. Chętniej odwiedzam knajpy, które nie używają jednorazowych plastikowych sztućców i opakowań (stosują zamiast tego odpowiednio: drewniane i kartonowe), chodzę do piekarni, gdzie od roku pieczywo pakują w papierowe torby zamiast foliowych jednorazówek, noszę zawsze przy sobie pęk płóciennych toreb i odmawiam jednorazowej słomki do napojów. Wszystko to w trosce o nasz dom, Ziemię. Ziemię, którą z dnia na dzień zalewa coraz więcej plastikowych odpadków. „Jak zerwać z plastikiem” to pytanie bardzo uzasadnione, bowiem nasze z nim życie zaczyna przypominać toksyczny związek: wiemy, że nam szkodzi, ale nie potrafimy z niego zrezygnować. Czytaj dalej

Reklamy

„Mówiąc inaczej” P. Mikuła

Autor: Paulina Mikuła

Tytuł: Mówiąc inaczej

Wydawnictwo: Flow Books (Znak)

Liczba stron: 286

Rok pierwszego wydania: 2016

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Nawet trudno mi powiedzieć od kiedy kocham język polski, bo mam wrażenie, choć tego nie pamiętam, że to po prostu była miłość od pierwszego usłyszenia. Najpierw w ogóle jej sobie nie uświadamiałam, bo przecież dziecko nie ma od razu wykształconej świadomości językowej, ba! Nie ma też wykształconych odpowiednich umiejętności, które nabywa dopiero z czasem. Ponoć pierwszym słowem, jakie wypowiedziałam, było baba (babcia), a potem… potem to już poszło. Mówić nauczyłam się bardzo szybko (podobno najpierw zaczęłam gadać, a dopiero potem umiałam samodzielnie, bez podparcia, siedzieć!) i w lot podchwytywałam powiedzonka i słowa wypowiadane przez dorosłych. W rodzinie do dziś żywa jest anegdota, jak to mając około trzy latka i spacerując z rodzicami po mieście, na pytanie zadane przez mamę: „To ty już jesteś bardzo duża, Karolinko?” odpowiedziałam z dumą: „Niewątpliwie!”. Przechodząca obok kobieta, która to usłyszała, ponoć aż obejrzała się, zdziwiona, skąd dobiega ten dumny głosik. Wiecie, jak to mówią: nie widać, a słychać!

A potem przyszła szkoła, lekcje języka polskiego i… jeśli myślicie, że moja miłość zmalała, to odpowiadam wam: nic bardziej mylnego! Miłość kwitła, zaowocowała wybraniem humanistycznej klasy w liceum, następnie studiów na filologii polskiej (specjalizacja: literaturoznawstwo, bo jednak bardziej ciągnęło mnie w stronę literatury, a nie języka), a na koniec: pracy w bibliotece. Pracuję wśród książek, na co dzień obcuję z literaturą – tak prywatnie, jak i w pracy – i jestem szczęśliwa. Czytaj dalej

„Zaufaj mi, jestem dr Ozzy. Porady rockmana, który przetrwał” O. Osbourne

Autor: Ozzy Osbourne

Tytuł: Zaufaj mi, jestem dr Ozzy. Porady rockmana, który przetrwał

Wydawnictwo: In Rock

Liczba stron: 316

Rok pierwszego wydania: 2011

Tłumaczenie: Dariusz Kopociński

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Czy naprawdę muszę Wam przedstawiać Ozzy’ego Osbourne’a, frontmana zespołu Black Sabbath, od lat ’80 nagrywającego także solo? Mam wrażenie, że staruszka Ozzy’ego zna każdy, kto choć pobieżnie interesuje się rockiem i metalem. Jak to zwykle z rockmanami bywa, Ozzy nie był wzorem cnót, a lista tego, co pił, wciągał, wstrzykiwał, połykał i palił wzbudza słuszne przerażenie. Aż dziw, że wokalista cieszy się wciąż całkiem niezłym zdrowiem. Może dlatego, że w pewnym momencie zatrzymał się i zastanowił nad swoim trybem życia. Z pewnością wielkie zasługi ma tu Sharon, jego żona. No i jest nadal z nami: jedyny w swoim rodzaju, bezpruderyjny, szalony Ozzy! Tym razem w roli doktora medycyny. Tak, nie przywidziało Wam się! Ozzy wydał poradnik-nieporadnik, coś, co z poradników się wyśmiewa, coś z jajem. I mówi: „Zaufaj mi, jestem dr Ozzy”!

437002-352x500Wszystko zaczęło się od, wydawałoby się, absurdalnego pomysłu pracowników czasopisma Sunday Times, a zaraz za nimi pomysł podchwycił magazyn muzyczny Rolling Stone.

Najśmieszniejsze, że po dłuższym zastanowieniu zobaczyłem w tym sens, trochę zwariowany, ale jednak sens. Bo wszystko wskazuje na to, że jestem, wiecie, medycznym fenomenem. Przecież nie mam za sobą kilkudniowych libacji, tylko jedną wielką czterdziestoletnią balangę! Był czas, gdy obalałem dziennie cztery flachy koniaku. Rwał mi się film, potem otwierałem oczy i znowu ochlajstwo. Kiedy kręcili Rodzinę Osbourne’ów, dzień w dzień pakowałem w siebie czterdzieści dwa różne lekarstwa na receptę. (…) Paliłem zioło w swoim „schronie” poza zasięgiem kamer, walczyłem ze skrzynkami piwa i podkręcałem się speedem przed codzienną przebieżką wokół Beverly Hills. Ćmiłem cygara jak zwykłe fajki. Nawet w łóżku kopciłem.

Czytaj dalej