Podsumowanie lutego

Hej, hej, luty minął w mgnieniu oka ‒ w końcu to najkrótszy miesiąc! Nie będę tym razem specjalnie się rozpisywała we wstępie, bo chyba nikt obecnie nie ma do tego głowy: każdy patrzy w stronę Ukrainy i Rosji… Niemniej po pierwszym szoku postanowiłam, że życie musi trwać dalej. Nie znaczy to, że nie śledzę najnowszych doniesień z wojny, nie zaciskam zębów i pięści z bezsilności, nie pomagam Ukraińcom jak mogę, a każdego ranka, gdy otwieram oczy, nie sprawdzam, czy Kijów dalej jest niezdobyty, a prezydent Zełenski żywy. Jednak… gdy w głowie już tylko smutek, zamęt i strach, otwieram książkę i uciekam w inne światy… W tej notce znajdziecie więc niezmiennie przeczytane książki, obejrzane filmy i seriale, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

  • „Rok Zaćmienia” M. Knopik (7/10): Drugi tom o Czarnym Mieście, tajemniczym miejscu, gdzie w gruzach po górniczych zwałach i tąpnięciach mieszkają ludzie. Tym razem do tego na poły legendarnego miejsca przybywa obcy: to John Fox, przedstawiciel kancelarii prawniczej z Chicago. Jedzie aż tutaj, na Górny Śląsk, w poszukiwaniu spadkobiercy niezłej fortuny. John zostaje wciągnięty w labirynt korytarzy, gmatwaninę snów, wizji i wspomnień, które mieszają się z rzeczywistością, a czas traci swą ciągłość. Podróż do Czarnego Miasta okazuje się podróżą w głąb siebie. Dokąd zaprowadzi bohatera? Moim zdaniem druga książka Knopik jest równie fascynująca co pierwsza. Ma w sobie elementy realizmu magicznego, który tak lubię.
  • „Wojownicy. Nowa przepowiednia #1: Północ” E. Hunter (7/10): Po dłuuugiej przerwie wróciłam do kocich klanów i ich zmagań w leśnym zakątku, który uznały za swój dom. Nadchodzi nowa przepowiednia i nieznane wcześniej zagrożenie. Młody wojownik, Jeżynowy Pazur, nieoczekiwanie dla siebie, zostaje wskazany jako ten, od którego zależy los wszystkich klanów. To bardzo przyjemne fantasy, które z pewnością ukontentuje każdego kociarza. Mamy tu wszystko, co liczy się w tego typu opowieściach: przyjaźń, miłość, wierność klanowi, walkę, nieufność i zdrady. Można podsunąć już młodszym nastolatkom!
  • „Wachmistrz” K. Bochus (6/10): Początek kariery zawodowej Christiana Abella i jego pierwsze śledztwo z wachmistrzem Kukulką. Grudzień 1929, czas Wielkiego Kryzysu. W Wolnym Mieście Gdańsku bez śladu znikają młode, atrakcyjne kobiety. Wszystkie są biedne i pochodzą z nizin społecznych. Gdzie szukać klucza do rozwiązania zagadki? Członkowie tajnej sekty, oszalali naukowcy eksperymentujący z ludzkim ciałem, zakonnice, które minęły się z powołaniem, szmuglerzy trzęsący gdańskim portem… Kto skrywa prawdę? Kryminał retro w naprawdę dobrym wydaniu.
  • „Nazwałem go Krawat” M. Michiko Flašar (7/10),
  • „Lewa strona życia” L. Genova (7/10): Lubię książki Genovej, choć równocześnie zawsze podczas ich czytania mam ciarki na plecach. Ta pisarka i neurobiolożka snuje zmyślone opowieści o zmyślonych ludziach chorujących na prawdziwe (choć rzadkie) choroby. Tym razem wzięła na tapet zespół pomijania stronnego: jej bohaterka w wyniku wypadku samochodowego i urazu mózgu przestaje widzieć to, co znajduje się po jej lewej stronie. Niegdyś rzutka bizneswoman musi teraz zwolnić i… zdać się na innych. Pora, by odkryć nowe, czekające na nią przeznaczenie i przekonać się, że istnieją rzeczy większe i ważniejsze niż to, co do tej pory uważała za szczyt marzeń.
  • „Billy Summers” S. King (7/10): To ma być ostatnie zlecenie strzelca wyborowego przed spokojną emeryturą. Billy Summers czuje jednak, że coś tu śmierdzi… Czy może zaufać swojemu dotychczasowemu zleceniodawcy? Jest jak to zwykle u Kinga: przez pierwsze 100 stron niewiele się dzieje, bo zawiązuje się akcja. Potem całość rusza z kopyta i w połowie… mamy decydującą scenę? Nie, bo z chwilą zastrzelenia „celu” historia się nie kończy, a nowy rozdział otwiera się przed mordercą na zlecenie i przed nami. Tym razem bardzo mi również zagrało zakończenie, a z tym, jak wiadomo, u Kinga bywa różnie. Polecam.
  • „Małe życie” H. Yanagihara (10/10): O. MÓJ. BORZE. Nie jestem pewna, czy potrafię opisać jak wspaniała jest ta książka. Bo gdy powiem, że jest o życiu czwórki przyjaciół, to przecież nic wam nie powiem. Są tam emocje i więzi tak silne, że aż boli, a są takie, które zrywają się, by po latach znów się spleść. Jest miłość ‒ bezgraniczna ‒ i taki sam ból i strach. Coś we mnie umarło podczas lektury i coś się narodziło. Chciałam zaznaczać ołówkiem całe strony, tak silnie rezonowały we mnie pewne słowa. Chciałam dopaść autorkę i zrobić jej coś za to, jak traktowała swoich bohaterów. Chciałam płakać i pozwalałam sobie na płacz. Coś niesamowitego. Bardzo możliwe, że to będzie moja książka roku.
  • „Na zawsze w lodzie. Śladami tragicznej wyprawy Johna Franklina” J. Geiger, O. Beattie (7/10),
  • „Stracony list” J. Cantor (6/10): Przyjemna powieść historyczno-obyczajowa. Katie przechodzi trudny okres. Musiała umieścić swojego ojca w domu opieki i jest w trakcie rozwodu. W czasie porządków odkrywa kolekcję znaczków ojca, którą oddaje do wyceny, a filatelista Benjamin znajduje wśród nich niespotykany austriacki znaczek z czasów drugiej wojny światowej, naklejony na kopertę, zawierającą prawdopodobnie list miłosny. Katie i Benjamin wspólnie rozpoczynają poszukiwania, które odkryją przed nimi tragiczną historię miłości. Dwa plany czasowe: Austria, 1938 i Los Angeles, 1989. Niezobowiązująca, ale wciągająca lektura.
  • „Od ucha do ucha. Homo sapiens się śmieje” Ł. Jach (6/10): Pierwsza poznana przeze mnie książka z serii Zrozum Wydawnictwa Poznańskiego traktuje o humorze. Nie jest to jednak księga dowcipów, a dość wnikliwa analiza tego, co i dlaczego nas śmieszy. Łukasz Jach przez pryzmat psychologii, antropologii i kognitywistyki pokazuje nam, jakie istnieją style humoru oraz na jakiej podstawie się wykształciły. Przechodząc od koncepcji najsłynniejszych greckich filozofów, przez wyniki najnowszych badań, aż do rozpracowywania dowcipów dowiecie się, dlaczego w ogóle coś was bawi.
  • „Chąśba” K. Puzyńska (6/10): Znana z serii kryminałów o Lipowie Katarzyna Puzyńska postanowiła sprawdzić się w słowiańskim fantasy… No to i ja musiałam powiedzieć: sprawdzam! To całkiem przyzwoita historia, aczkolwiek opiera się na znanych schematach. Ze świątyni w grodzisku wykradziona zostaje tarcza powierzona mieszkańcom przez Jarowita, znanego ze sporego (i dość krwawego) temperamentu boga wojny i wiosny. A zbliża się wiosenna równonoc, zostało więc dosłownie kilka dni na odzyskanie zguby i zażegnanie niebezpieczeństwa. Jakby tego było mało, odnalezione zostaje ciało kobiety. Najwyraźniej została zamordowana. Zamir, Strzebor i Mora muszą zjednoczyć siły we wspólnej sprawie, choć tak naprawdę nie znają nawet celu swojej wędrówki, a za wskazówkę mają jedynie niezbyt zrozumiałą przepowiednię wołchwa.
  • „Projekt Riese” R. Mróz (6/10): Ta książka przypadkiem wpadła mi w rękę akurat w chwili, gdy miałam ochotę na trochę literackiego rollercoastera. Idealnie! Podczas eksploracji tuneli kompleksu Riese dochodzi do trzęsienia, a stropy ulegają zawaleniu, odcinając turystów od świata i pozbawiając ich szans na ratunek. Robią wszystko, by przeżyć, powoli uświadamiając sobie, że na powierzchni wydarzyło się coś, co sprawiło, że znany im świat przestał istnieć… I że to oni mogą być jedynymi, którzy przetrwali kataklizm. Spodziewałam się thrillera, dostałam… science-fiction. I niech to wam starczy za opinię, bo zdanie więcej może oznaczać spoiler. Czyta się zasadniczo dobrze i z zainteresowaniem, choć bywa, że człowiek złapie się czasem za głowę. Mrozowa średnia.
  • „Szczerze o życiu bez dzieci” E. Broda (96/304 strony),
  • „Wrony” P. Dvořáková (pozostała 1 godz. i 17 minut),
  • „Wilcza rzeka” W. Grzegorzewska (169/400 stron).
Czytaj dalej

Podsumowanie lutego

Cześć! Witam serdecznie w podsumowaniu lutego. Najkrótszy miesiąc w roku już za nami. Czy podsumowanie również będzie tak krótkie? Przekonajmy się 😉 Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zwykle znajdziecie przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

  • „Prosta sprawa” W. Chmielarz (7/10): Jeszcze nigdy się nie zawiodłam na książkach Chmielarza. Od przeczytanego 3 lata temu „Podpalacza” zaiskrzyło literacko, i ta miłość trwa nadal. „Prosta sprawa” to powieść, która powstawała… w odcinkach na Facebooku. Pisarz, podobnie jak wszyscy Polacy, zamknięty w zeszłym roku z powodu pandemii w domu, zaczął tworzyć, a historia tak wciągnęła czytelników, że przerodziła się w pełnowymiarową powieść, która doczekała się w końcu wydania książkowego. To trzymająca w napięciu historia poszukiwań Prostego, który pewnego dnia znika bez śladu. Audiobook czytany przez Przemysława Bluszcza bardzo przyjemnie wchodzi w ucho. Coraz bardziej oswajam się z tą formą obcowania z książką, a dobry lektor to podstawa!
  • „Ucho igielne” W. Myśliwski (7/10): Z przeczytaniem tej powieści specjalnie zwlekałam 3 lata. Uwielbiam prozę Myśliwskiego, przeczytałam wszystkie jego książki i żal mi było czytać tę ostatnią, wiedząc, że kolejnych już raczej nie będzie. Tak zapowiedział sam autor, a też biorąc pod uwagę jego słuszny wiek oraz fakt, że długo pisze on swoje powieści, również nie spodziewam się kolejnych jego dzieł. W końcu jednak nadeszła ta chwila i… nie poczułam takiej magii jak chociażby przy „Traktacie o łuskaniu fasoli” czy „Ostatnim rozdaniu”. Czy to jednak zła książka? Absolutnie nie! Mistrz Myśliwski nawet, gdy ma słabszy moment, to wciąż jest mistrzem pióra. W „Uchu igielnym” spotyka się młodość i starość, pamięć i historia, a także splątane ludzkie losy. Książka do wolnego podczytywania i podkreślania ołówkiem kolejnych pięknych zdań.
  • „Dolina” B. Minier (7/10),
  • „Ostatnia »więźniarka« Auschwitz” N. Majewska-Brown (7/10): Absolutnie niezwykła historia kobiety, która przeżyła kilka obozów koncentracyjnych, by po zakończeniu wojny… zamieszkać na terenie obozu Auschwitz. Mirosława zwana przez wszystkich Mimi zaczęła bowiem pracę w świeżo wtedy powstałym muzeum obozowym Auschwitz-Birkenau… Razem z nią pracował tam jej mąż, który również był wyzwoleńcem z obozu. Ich losy opowiedziała autorce Anna Odi, ich córka, nazywana przez Majewską-Brown ostatnią „więźniarką”, ponieważ zawodowo poszła w ślady swej matki (i również mieszka na terenie byłego obozu), by, jak sama mówi, dawać świadectwo. W zalewie tak zwanego „holo-polo” książki Niny Majewskiej-Brown wyróżniają się na plus: tu dostajemy tylko fakty, a choć są zbeletryzowane, stronią od ckliwych historyjek.
  • „Inkszy welt” aut. zbiorowy (6/10),
  • „Zgiń, kochanie” A. Harwicz (6/10): Książka dziwna, nietypowa i nie dla każdego. Ciekawa, intrygująca, choć bywa męcząca, jak męcząca jest sama bohaterka. Cierpiąca na depresję poporodową kobieta opowiada o swoich przeżyciach i trudnym doświadczeniu bycia matką. Podczas bezsennych nocy zastanawia się, czy rodząc dziecko, utraciła samą siebie? Czy uda jej się kiedykolwiek odzyskać dawną tożsamość i swobodę? To ważny głos w świecie, w którym wciąż rzadko się mówi o tym, że powitanie dziecka na świecie nie zawsze jest (od razu bądź wcale) dla kobiety radosnym i wspaniałym doświadczeniem.
  • „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” R. Eddo-Lodge (7/10): Ten tytuł czytałam bardzo długo, chciałam bowiem zachować uważność, a w obliczu wielu faktów i przemyśleń autorki dawkowałam sobie lekturę. Mam poczucie, że jako osoba białoskóra nie mam żadnego prawa wypowiadać się w kwestii osób z ciemnym kolorem skóry. W swoich esejach autorka naświetliła ogrom prześladowań i dyskryminacji takich osób w Wielkiej Brytanii – która generalnie z tym zjawiskiem się nie kojarzy. Strach pomyśleć, jakie doświadczenia Eddo-Lodge miałaby, mieszkając w Ameryce. Dająca do myślenia i niełatwa lektura.
  • „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli” R. Rak (9/10): Nie umiem chyba oddać słowami, jak rewelacyjna jest to opowieść. Magiczna, wielowątkowa, cudownie się splatająca, pełna gadających węży, mądrych bab, złych panów i biednych chamów, płynie, skrzy się, mieni słowami. To też powieść napisana pięknym językiem, wciągająca bez reszty, oczarowująca czytelnika, pełna cudów i dziwów. To historia życia Kóby Szeli, jego miłości, strat, szans, a w tle buzuje i wrze chłopska krew, która zostanie przelana podczas rabacji 1846 roku. Absolutnie zasłużona Nagroda Nike i z pewnością jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku.
  • „Worek kości” S. King (6/10): Oj, dawno już nie czytałam żadnej książki Króla Grozy, a lubię do niego wracać. „Worek kości” to King ze średniej półki: dobry, intrygujący, ale też grzeszący dłużyznami (akcja zaczyna się gdzieś koło 150 strony, a początkowo historia nie jest zbyt zajmująca; raz nawet byłam bliska odłożenia książki). To historia Michaela Noonana, popularnego pisarza, który przeżywa ekstremalnie trudny czas. Nagle zmarła jego ukochana żona, dręczą go koszmary i nie potrafi pisać. Po czterech latach mężczyzna postanawia stawić czoła demonom. W tym celu jedzie do swojego domku letniego, bo to tam zdają się mieć początek straszne sny.
  • „Awers” aut. zbiorowy (7/10).
  • „Blame It on: The Expert on Nothing with an Opinion on Everything” B. del Rio (76/268 stron),
  • „Rahim. Ludzie z tylnego siedzenia” P. Corso, S. Salbert (pozostała 1 godzina i 28 minut).
Czytaj dalej

Podsumowanie lutego

Cześć! Najkrótszy miesiąc roku już za nami: i jak na krótki miesiąc przystało, nie wiem kompletnie, kiedy on minął 😉 Duży wpływ ma na pewno na to praca, w której dużo się dzieje. Na szczęście udało mi się co nieco przeczytać i obejrzeć, choć nie ma tego tyle, co w styczniu. Gotowi na podsumowanie miesiąca? We wpisie znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

W lutym, korzystając z tego, że wpadłam na 3 dni do Poznania, odwiedziłam wystawę Daniela Lismore „Jestem dziełem sztuki”. Piękne, przebogate, wręcz kojarzące się z dragiem stroje udrapowane na mocno wymalowanych manekinach robiły niesamowite wrażenie.

dav

Wybrałam się także na spotkanie z Martą Matyszczak z okazji premiery kolejnego tomu jej Kryminałów pod psem, któremu patronuje stowarzyszenie Śląscy Blogerzy Książkowi. Chorzowski Dopełniacz pękał w szwach!

dig

Czytaj dalej