„Sundial” C. Ward

Autor: Catriona Ward

Tytuł: Sundial

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Liczba stron: 400

Rok pierwszego wydania: 2022

Tłumaczenie: Martyna Tomczak

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Jak zostałam zachęcona do sięgnięcia po tę książkę, to zostanie pomiędzy mną a Łukaszem Chmarą, redaktorem prowadzącym i szefem marki We need YA, ale nie żałuję, że dałam się namówić. Czegoś takiego jeszcze nie czytałam, a przy masie thrillerów, które mam już za sobą, to się właściwie nie zdarza. Jednak Catriona Ward jest tak odrębna i ma tak pokręconą wyobraźnię, że trochę się jej boję, a trochę ją podziwiam. „Sundial” daje Wam możliwość wejść w jej mroczny, wypełniony szalonymi historiami umysł. Tylko żeby nie było, że nie ostrzegałam: to jest jazda bez trzymanki.

Czasem po prostu nie masz szans na normalne życie, bo w twoich żyłach płynie zepsuta krew. Rob jednak się nie poddaje, uważając, że zło da się wykorzenić za pomocą silnej woli. Wydaje się nawet, że ma rację: kobieta ma męża, dwoje dzieci i ładny dom na przedmieściach: bardziej typowo i normalnie być nie może. To jednak tylko powierzchnia, a pod nią… Ooo, pod nią jest głęboki, głęboki dół pełen dziwactw. Pierwsza rysa na tym idealnym obrazku pojawia się, gdy Rob odkrywa, że jej córka Callie zachowuje się dość ekscentrycznie: jest skryta, wciąż szepcze coś po kątach do swoich wyimaginowanych przyjaciół, a do tego ma w pokoju niepokojący zbiór drobnych kości. Czy znajduje je przy drodze, pobiera z padłych zwierząt czy też poluje na te biedne istoty i pozbawia je życia? Tak czy inaczej, Rob jest zaniepokojona mrokiem, który dostrzega w dziewczynce, postanawia więc zabrać starszą córkę do domu swojego dzieciństwa, miejsca zwanego Sundial, położonego głęboko na pustyni Mojave. To tam się wszystko zaczęło i tylko tam może się skończyć ‒ tak czy inaczej, dobrze bądź źle, bowiem Rob przyjmuje do wiadomości obie wersje. Kobieta chce za wszelką cenę chronić swoją zwyczajną, szczęśliwą rodzinę. Tylko czy rzeczywiście Cussenowie tworzą takie zgodne i radosne stadko, jak usiłuje sobie wmówić Rob? Czyż nie jest tak, że z mężem Irvingiem wciąż się kłócą, a pomiędzy siostrami jest dziwne napięcie? Co naprawdę kryje się za zdrową fasadą normalności?

Widzisz? Nie masz twarzy. Pokazujesz ludziom tylko to, co chcą zobaczyć.

Kiedy Rob i Callie udają się do Sundial, powracają zakopane głęboko wspomnienia z dzieciństwa. Wypływają na powierzchnię jak wzdęte trupy, narastają i zmuszają do zmierzenia się z przeszłością. Im bardziej zanurzamy się w psychikę Rob, tym jest zdziwniej i zdziwniej ‒ z każdą chwilą narasta w nas przeświadczenie, że ta historia nie może się dobrze skończyć. Jednak uwierzcie mi, tych twistów będzie kilka, a to, co myślicie o całej tej sytuacji, Catriona Ward parę razy wywróci do góry nogami. Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio mi się zdarzyło, że podczas czytania książki parę razy krzyczałam na głos „COOO?!”, bo po prostu nie byłam przygotowana ‒ choć pewnie powinnam ‒ na kolejną nadpsutą warstwę. Naprawdę, gdy już byłam przerażona tym, ile brudu, toksyczności i kolejnych mrocznych tajemnic ma w szafie ta rodzina, odkrywałam więcej.

Zobacz także:

Mimo tego (a może właśnie dlatego), że książka jest absolutnie popaprana, czyta się ją wspaniale. Nikogo tu nie polubimy, możemy momentami czuć, że kogoś nam żal, ale im głębiej zanurzymy się w historię Cussenów i domostwa Sundial, tym dobitniej zdamy sobie sprawę, że jednak nie da się naprawić zepsutej krwi i oszukać genów. Wychowanie nie przeważy w tym przypadku nad tym, kim jesteśmy w głębi duszy. Są takie zwierzęta w stadzie, które odstają od grupy przez swą złość, agresję i niewłaściwe zachowanie: grupa takie osobniki odrzuca, przegania lub zabija. Co jednak, gdy takich złych, zranionych zwierząt zbierze się kilka? Co, gdy stworzą własne stado? Gdy zaczną warczeć na wszystkich dookoła, którzy są dla nich (prawdziwym lub wyimaginowanym) zagrożeniem, ale nie dlatego, by się zawsze nawzajem chronić, lecz dlatego, że uważają, że krzywdzić siebie nawzajem mogą tylko oni sami?

Tego, co pogrzebane, jest tu więcej. To miejsce to jeden wielki cmentarz. Nocami wyobrażam je sobie jako tort przekładaniec albo średniowieczny obraz piekła. Wszystko, co ukryte, pogrzebane życia ściśnięte w piętrowych warstwach, utwardzone ciężarem czasu i zahartowane płomieniem winy. W ziemi Sundial spoczywają nienaruszalne tajemnice.

Narracja prowadzona jest z perspektywy Rob i Callie. Jest jeszcze „Tamta Rob”, Rob przed poznaniem Irvinga, dziecko, a potem młoda dziewczyna mieszkająca w Sundial w otoczeniu psów. Ona również dostaje przestrzeń, by opowiedzieć swoją historię. To właśnie tam, w przeszłości, w początkach jej życia, tkwi drzazga, wada, błąd systemu, z którymi kobieta na próżno próbuje walczyć. Co gorsza, ta, można by rzec, wada genetyczna, przenosi się na jej dzieci. Razem z Callie, której matka opowiada swoje losy, wchodzimy w głąb ciemnej jamy, przeczuwając, że już z niej nie wyjdziemy ‒ zbyt mocno i nie do pomylenia z niczym innym śmierdzi tam strachem, bezradnością i śmiercią. A jednak Catriona Ward nawet na tym etapie nie raz Was jeszcze zaskoczy. Nie waham się powiedzieć, że to jeden z najlepszych i najbardziej zaskakujących thrillerów, jakie czytałam.

‒ Nasza przeszłość zawsze trzyma nas w szachu, prawda?
‒ Nie wiem ‒ odpowiadam szeptem, bo mam dwanaście lat, nie mam jeszcze przeszłości.

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona:

Reklama

2 myśli w temacie “„Sundial” C. Ward

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Podsumowanie października | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s