„Stany ostre. Jak psychiatrzy leczą nasze dzieci” M. Szarejko

Autor: Marta Szarejko

Tytuł: Stany ostre. Jak psychiatrzy leczą nasze dzieci

Wydawnictwo: Słowne

Liczba stron: 312

Rok pierwszego wydania: 2021

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Problemy psychiczne dzieci to temat bardzo poważny, a równocześnie, mam wrażenie, chętnie zamiatany pod dywan. Ścierają się obecnie dwie frakcje: świadomych rodziców, którzy obserwują dziecko i w razie potrzeby wysyłają je do specjalisty „od głowy” oraz ludzi, którzy wciąż uważają zaburzenia psychiczne za tabu i powód do wstydu, a gorsze samopoczucie dziecka kwitują słowami: A co ty tam wiesz? Mały jesteś, to jakie możesz mieć problemy? Idź się pobawić. Tymczasem to realny problem: dzieci również chorują chociażby na depresję czy autyzm, okaleczają się, popełniają samobójstwa. A polska psychiatria dziecięca? Jest niewydolna. Czemu tak się dzieje, próbuje zrozumieć Marta Szarejko, która przepytuje licznych lekarzy psychiatrów oraz psychologów pracujących z dziećmi w swojej publikacji „Stany ostre. Jak psychiatrzy leczą nasze dzieci”.

Młoda reportażystka nie chciała początkowo mierzyć się z tym tematem, nie czując się dostatecznie w nim obeznaną. Nie znała żadnego psychiatry dziecięcego, sama nigdy nie była u psychiatry i nie ma dzieci, nie czuła się więc gotowa, by napisać o tym książkę. Po czasie okazało się jednak, że spojrzenie z zewnątrz i brak prywatnych doświadczeń stały się najlepszą strategią przetrwania: dzięki temu Szarejko wytrzymała wizyty na oddziałach i w szpitalach. Na starcie wiedziała tyle, co nic: że jest zapaść, katastrofa, brak miejsc w szpitalach psychiatrycznych. Potem zaczęła czytać statystyki: ile lat miało najmłodsze dziecko, które popełniło samobójstwo, jak dużo dzieci cierpi na depresję itd. Obraz, który się wyłaniał z tych pierwszych nieśmiałych badań był dojmująco zły. Dlaczego? I czy nic nie da się z tym zrobić?

„Stany ostre” to piętnaście rozmów ze specjalistami. To oni starają się pomóc polskim dzieciom, to oni stoją na pierwszej linii frontu, dwoją się i troją, pracują ponad siły i dają z siebie wszystko. To oni, a właściwie one: bo w polskiej psychiatrii dziecięcej pracują głównie kobiety. Wielu rzeczy można się dzięki tym rozmowom dowiedzieć i zrozumieć. Na przykład, że terapia dziecka to zawsze terapia rodziny, bo dziecko, jeszcze bardziej niż dorosły, nie żyje w oderwaniu od innych; jest niesamodzielne. To rodzic musi zwykle zauważyć niepokojące objawy i przyjść z dzieckiem do specjalisty. Bywa trudno, szczególnie, gdy to on jest źródłem problemów dziecka. Rodzina zresztą przeszła wielką przemianę w ciągu kilku ostatnich dekad, co oczywiście nie jest bez wpływu na zdrowie psychiczne potomstwa. Rodziny, które pięknie funkcjonują z zewnątrz: mama i tata pracują, dzieci pięknie ubrane, niczego im nie brakuje, mogą być nosicielami ukrytych form przemocy (przemoc psychiczna, a jeśli fizyczna, to realizowana tak, żeby na pierwszy rzut oka nic nie było widać), co jest szczególnie trudne do wykrycia, a w konsekwencji do wyleczenia. Mówiąc szczerze, nigdy nie pomyślałabym, że wsparcia psychiatrycznego potrzebują już niemowlaki! Na przykład te, których matki cierpią na depresję poporodową. Jest tu cała masa problemów i wiedzy, nie będę ich jednak dalej streszczać, tylko odeślę was do książki Marty Szarejko.

Zobacz także:

Jeśli obawiacie się, że niewiele zrozumiecie, bo nie jesteście zorientowani w psychiatrii dziecięcej, uspokajam: książka jest napisana zrozumiałym językiem bez trudnych pojęć. Marta Szarejko sama zaczęła dopiero zgłębiać ten temat, więc rozmowy, które przeprowadziła, są jasne i klarowne. Co nie znaczy, że mniej bolesne: momentami naprawdę ogarnia człowieka taka tępa bezsilność, że niewiele może tu zdziałać i nie bardzo pomóc. Co można, a nawet należy zrobić, to uważnie obserwować swoje i/lub bliskich dzieciaki i wyłapywać niepokojące sygnały zamiast je lekceważyć. Warto również pamiętać i głosić, że wizyty u psychiatry czy psychologa to żaden wstyd. Czy gdy idziemy do neurologa, kardiologa czy dermatologa ktoś się z nas śmieje? Czy ktoś zaleca, by „nie wymyślać i więcej ćwiczyć”, gdy mamy kłopoty z sercem? Czy znajomi poklepują nas po plecach i każą wziąć się w garść i chodzić normalnie, gdy skręcimy kostkę? No właśnie.

Rodzice czasem nie rozumieją, że jeśli powiedzą dziecku: „Jesteś leniwe”, to ono, w okresie poszukiwania swojej tożsamości będzie w to bardzo wierzyć. Dzieci nie wiedzą, jakie są, szukają różnych dowodów na to, jakie mają cechy. I kiedy coś takiego usłyszą, możliwe, że będą latami o tym pamiętać, nosić jak brzemię.

Marta Szarejko porusza ze swymi rozmówcami szereg ważnych tematów: Jakie powinny być obowiązki każdego rodzica? Jaką wartość ma obecnie rodzina, podstawowa komórka społeczna? Czy winą za zaistniałą sytuację możemy obarczyć jedynie szpitale psychiatryczne? A co z placówkami wychowawczymi, poradniami psychologicznymi, szkołami czy lekarzami pierwszego kontaktu? Dlaczego dzieci nie szukają pomocy u dorosłych? Problem jest wielowymiarowy i głęboki, jednak by zacząć go rozwiązywać, musimy go zrozumieć. „Stany ostre” będą nam pomocą.

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję portalowi dużeKa:


Tytuł w formie e-booka możesz kupić w serwisie LitRes:

2 myśli w temacie “„Stany ostre. Jak psychiatrzy leczą nasze dzieci” M. Szarejko

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Podsumowanie stycznia | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s