„Samosiejki” D. Słowik

Autor: Dominika Słowik

Tytuł: Samosiejki

Wydawnictwo: Literackie

Liczba stron: 280

Rok pierwszego wydania: 2021

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Już po lekturze debiutu Dominiki Słowik, czyli „Atlasu: Doppelganger” wieszczyłam, że oto „na naszych oczach rodzi się nowy talent polskiej literatury”. Nie myliłam się, co pokazała wydana cztery lata później „Zimowla”, nagrodzona Paszportem Polityki za wciągającą, wielopoziomową i pełną zagadek opowieść o rodzinie, historii najnowszej i o Polsce – „kraju, w którym przeszłość to najlepszy kapitał na przyszłość”. Kiedy więc otrzymałam od wydawnictwa „Samosiejki” byłam gotowa na kolejną literacką ucztę. Czy teksty zawarte w tym zbiorze opowiadań rozsiewały się samoistnie po mojej głowie? Czy zapuściły tam korzenie?

Czy to nieodległa przyszłość, czy też wydarzenia opisane w „Samosiejkach” dzieją się tu i teraz? Jak wiele dzieli nas od rzeczywistości, w której już nigdy nie spadnie śnieg, morza na zawsze pokryje szlam z sinic, a ziemia zakwitnie dzikim chwastem, by w końcu wyjałowieć? Apokalipsa zapowiadana przez Dominikę Słowik w kolejnych opowiadaniach jest tuż-tuż, a koniec pewnej epoki dokona się prawdopodobnie na oczach naszych lub naszych dzieci. I można tylko mamrotać pod nosem za Miłoszem: Innego końca świata nie będzie. Sami doprowadzimy do katastrofy. „Samosiejki” przypominają, pokazują i przestrzegają. Trzynaście opowiadań krąży wokół tematyki eko, katastrofy klimatycznej oraz sił natury.

Kiedy przejeżdżałem obok domów, pomyślałem, że jest bardzo pusto. Jednak tutaj na ogół było pusto, zwłaszcza w środku dnia. Przed jednym z budynków starsze małżeństwo pakowało do samochodu walizki. Nazywali się chyba Kosteccy. Chodziłem z ich synem do szkoły. Skrzywiłem się na jej wspomnienie. Wyglądało, że wybierali się na długie wakacje, mieli sporo bagażu.

Uderzyło mnie, że wszystkie te domy są w jakimś sensie zaniedbane. To musiało dziać się od dawna. Nie zwróciłem na to wcześniej uwagi. Tak bywa z miejscami, które oglądamy od tylu lat, że już ich nie widzimy. Obejścia zarośnięte wysoką trawą. Rowy zarośnięte krzewami…

Wśród tych kilkunastu tekstów każdy opowiada o walce człowieka z przyrodą. Nie tylko my jesteśmy agresorami ‒ rośliny także potrafią się bronić. Jak wtedy, gdy nieznane napastliwe chwasty przejmują osiedle („Samosiejki”), gdy rośliny doniczkowe zabierają powoli miejsce do życia właścicielce mieszkania („Wegetacja”) czy gdy natura dosłownie pasożytuje na człowieku, w którego dziurce od nosa kiełkuje fasola („Pnącze”). Czasem jednak jest już za późno i czeka nas nieodwracalne ocieplenie klimatu („Ostatnia zima”, „Śnieżyca”) czy wyjałowienie planety („Morze Martwe”). Nasze mieszkania nie są już bezpiecznym miejscem: gdy nie patrzymy, zmieniają ułożenie mebli i przesuwają ściany, grzechoczą nie wiadomo czym, zarastają zielenią, wybuchają wilgocią. Nasze miasta toczą walkę betonozy z perzem, rzeczywistość ściera się z tą wirtualną ‒ i już nie wiadomo, gdzie przebiega granica między jedną a drugą. Choroby toczą i rośliny, i ludzi: nagle boleśnie sobie uświadamiamy, że jesteśmy od siebie zależni, że powinniśmy koegzystować, żyć w zgodzie.

Zobacz także:

„Samosiejki” to lektura bardzo tu i teraz, pokazująca nasze aktualne bolączki i lęki. Dominika Słowik oddała nam książkę, w której rzeczywistością rządzi wyobraźnia, nie ma zastanych reguł, natomiast granica między światem ludzi a przyrodą ulega coraz większemu zatarciu. Ta proza uwiera, gniecie i prowokuje do myślenia. Może to koniec epoki antropocenu? Może powinniśmy znów zwrócić się ku naturze? W końcu ekolodzy biją na alarm od lat, a my udajemy, że nie słyszymy ich głosów.

Opowiadania to niewdzięczna forma. W zbiorach zwykle część tekstów wyróżnia się na plus, innym czegoś brakuje, tematyka się nie spina i rozłazi się w szwach. Tu tego nie było. „Samosiejki” to zbiór bardzo spójny i na równym ‒ wysokim ‒ poziomie. Zdecydowanie Dominika Słowik zasiała w mojej głowie ziarenko myśli: czuję, że wykiełkuje niebawem mimo niskiej temperatury za oknem.

Chociaż w ciągu ostatniej dekady doktor już wiele razy widział podobną scenę, na początku sezonu zawsze wywołuje w nim to podobne uczucie rozczarowania ‒ przez ułamek sekundy ma wrażenie, że woda zamarzła, a oni chodzą nie po tafli jeziora, tylko po skorupie lodu. Pamięta dobrze taki widok z młodości, kiedy mieszkał na północy Europy. Ludzie suną po jasnym polu, wycinając horyzont z tła. Cóż, wie, że także to jest tutaj niemożliwe.

5+/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:


Tytuł w formie e-booka możesz kupić w serwisie LitRes:

3 myśli w temacie “„Samosiejki” D. Słowik

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Podsumowanie listopada | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  3. Pingback: Czytelnicze podsumowanie roku 2021 | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s