„Święto ognia” J. Małecki

Autor: Jakub Małecki

Tytuł: Święto ognia

Wydawnictwo: SQN

Liczba stron: 256

Rok pierwszego wydania: 2021

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Dopiero gdy się głębiej zastanowiłam, uświadomiłam sobie, że tak jak „Dygot”, „Ślady” i „Rdza” układały się w nieformalny tryptyk o dorastaniu i niewystarczalności tego, co jest, tak „Święto ognia” jest trzecią książką Jakuba Małeckiego o chorobach i cierpieniu. No bo patrzcie: w „Nikt nie idzie” był Klemens, mężczyzna-chłopiec z balonami zamknięty we własnym świecie, w „Horyzoncie” doświadczający PTSD Maniek, a w najnowszej książce Małeckiego ‒ cierpiąca na „poroże mózgowe” (porażenie mózgowe) Nastka. I podobnie jak w poprzednim przypadku, trzecia z kolei książka nie robi na mnie już takiego wrażenia jak jej poprzedniczki. Ale od początku.

Każdy tu znosi śmierć jak może. Tata, który stracił żonę, stara się żyć dzień za dniem i zajmować się dwiema córkami najlepiej jak potrafi. Czasem tylko, gdy zapada noc, a dziewczyny śpią, wykrada się z domu, by odwiedzić miejsce, gdzie czas dla niego stanął i oddać się całemu wspomnieniom. Tańczy do muzyki w swej głowie, obejmuje nieistniejące już ramiona i przez chwilę potrafi sobie wmówić, że wciąż ma szczęśliwe życie. Łucja, starsza z sióstr, wierzy, że uratuje ją balet. Kontrola nad ciałem, jego wagą, wyglądem, równowagą, giętkością. Tylko to trzyma ją w ryzach, więc ćwiczy kolejne figury jeszcze częściej niż jej koleżanki ze szkoły. Musi być najlepsza, nie może nikogo zawieść. Nastka, jej siostra chorująca na porażenie mózgowe, ma w sumie najtrudniej, ale nie narzeka. Codziennie siedzi na swoim wózku przy oknie i obserwuje ruch na podwórku. Czy sąsiadka jak zwykle będzie palić w oknie? Czy listonosz nadejdzie punktualnie? Czy uda się jej wypatrzyć Mateusza? Dziewczyna obserwuje świat przez okno z taką uwagą, że zdarza jej się przenosić w innych ludzi.

(…) Bardzo potrafię patrzeć, a patrzenie nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać, ale to wiedzą tylko ci, co patrzą bardzo długo i bardzo uważnie, a na to trzeba mieć czas (…).

Mała niekompletna rodzina wspiera się, jak może, ale takiej luki, jaką zostawia śmierć żony i matki, nie da się załatać. A próbują, dzień za dniem, z każdym krokiem taty z i do domu, z każdym fouetté, entrechat czy pas assemblé Łucji, z każdą sesją rehabilitacyjną Nastki, z każdą jej próbą wypowiedzenia słów na tyle wyraźnie, by rozumiał je ktoś poza siostrą. Małe zwycięstwa dają małe satysfakcje: i tak toczy się dzień za dniem. Tata już się nie boi, jak bał się odkąd dowiedział się o pierwszej ciąży żony, no bo to straszne już się stało. „Poroże mózgowe”, jak nazywają je w rodzinie, jest jak wyrok, choć przy Nastce w życiu by tego nie powiedzieli i nie dali do zrozumienia, że jest dla nich ciężarem. Może dlatego też dziewczyna nie narzeka i cieszy się z drobnostek.

(…) Myślę sobie, że on kiedyś się zmieni, że zacznie słyszeć to, co mówię, a nie to, co wydaje mu się, że mówię, no ale trochę już na tym świecie żyję i trochę wiem, dlatego obawiam się, że mężczyźni są generalnie chyba raczej uparci.

„Święto ognia” to bardzo dobra, poruszająca powieść, a jednak mam z nią jakiś problem. Podobnie jak kiedyś w przypadku „Rdzy”, mam już jakiś przesyt tematu chorób i cierpienia. Mam też wrażenie, że Jakub Małecki nie do końca poradził sobie z wejściem w głowę osoby z porażeniem mózgowym, choć ten wniosek powinnam zostawić ludziom, którzy na nie chorują, bo może nie mam racji? Może to jest właśnie tak? W każdym razie historia jest przejmująca, napisana pięknym językiem, z wrażliwością i czułością właściwą autorowi. Może, gdyby ciężar powieści został przeniesiony na Łucję, byłoby lepiej? Pamiętam z wczesnych rozmów z autorem, że „Święto ognia” miało być historią o baletnicy, jednak wiotka tancerka musi ustąpić porażonej dziewczynie na wózku ‒ ta druga niezamierzenie przyciąga więcej uwagi.

Zobacz także:

Jakub Małecki to mistrz magii codzienności: w prostych drobnych detalach dostrzega coś niesamowitego i ważnego, na czym warto zawiesić wzrok. Podziwiam wyczucie, z jakim żongluje emocjami, delikatność jego frazy i piękny styl. Jego odbiór świata i wrażliwość są wyjątkowe. Mam nadzieję, że po „Święcie ognia” pisarz znajdzie nowy problem, dookoła którego będzie snuł kolejne historie. Czekam na to z niecierpliwością, w końcu tyle jest jeszcze spraw, o których trzeba napisać.

4+/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu SQN:


Tytuł w formie e-booka możesz kupić w serwisie LitRes:

2 myśli w temacie “„Święto ognia” J. Małecki

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Podsumowanie listopada | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s