Podsumowanie października

Jakże się cieszę, że żyję na świecie, w którym istnieje październik! Jakież to byłoby okropne, gdyby natychmiast po wrześniu następował listopad! Te słowa Ani Shirley z cyklu powieści „Ania z Zielonego Wzgórza” brzmią mi teraz w głowie 🙂 Październik był w tym roku wyjątkowo piękny i cieszę się, że mieliśmy okazję nacieszyć się słońcem i ciepłem przed niewątpliwie chłodniejszym i bardziej deszczowym listopadem. Z jednej strony nie cierpię tego miesiąca, a z drugiej tak miło czyta się wtedy książkę pod kocem… Tymczasem jednak opowiem Wam co nieco o tym, jak mi minął październik: w notce znajdziecie przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

Targi Książki w Krakowie! Choć z powodu pandemii były bardzo okrojone z atrakcji, to jednak wybrałam się na nie na jeden dzień, w sobotę, wraz z Zuzą z Książek Sardegny i Agą z Dowolnika 🙂 Z targów wychodziłam zawsze z górą autografów, więc dziwnie było oglądać bardzo krótką listę gości. Udało mi się jednak zdobyć autograf Marty Frej. Nie zawiódł czynnik ludzki, najważniejszy na targach: wspaniale było spotkać bliższych i dalszych znajomych.

  • „Hyperion” D. Simmons (8/10): Co pewien czas sięgam po jeszcze mi nieznane klasyki. Tym razem padło na klasykę sci-fi, czyli „Hyperiona”. W obliczu zbliżającej się nieuchronnie międzygalaktycznej wojny na planetę Hyperion przybywa siedmioro pielgrzymów: Kapłan, Żołnierz, Uczony, Poeta, Kapitan, Detektyw i Konsul. Mają za zadanie dotrzeć do mitycznych grobowców, by znaleźć w nich budzącą grozę istotę. Czas w podróży skracają sobie opowiadaniem swoich historii… To część pierwsza cyklu i właściwie niewiele się w niej wyjaśnia co do clue wydarzeń, ale historie podróżników są na tyle przejmujące i ciekawe, że momentami łapałam się na tym, że zapominam, w jakiej misji biorą udział. Każda jedna opowieść przyciągała moją uwagę całkowicie i nie pozwalała oderwać się od lektury.
  • „Japonia, Chiny i Korea. O ludziach skłóconych na śmierć i życie” M. Booth (7/10),
  • „Rytuały wody” E. García Sáenz de Urturi (7/10): Druga i niemniej wciągająca od pierwszej część Trylogii Cisza Białego Miasta. Tym razem mamy seryjnego mordercę, który najprawdopodobniej ma na celowniku przyszłych rodziców, a jego ofiarą może stać się także sam Kraken… W dodatku ma to coś wspólnego z przeszłością policjanta i pewnym obozem letnim, w którym brał udział z kumplami jako nastolatek. Autorka trzyma poziom.
  • „Czerwono mi” A. Rogoziński (7/10),
  • „Winda” M. Knedler (6/10): Jedna z najwcześniejszych powieści autorki, po którą teraz dopiero sięgnęłam. To historia kilkorga sąsiadów z jednego budynku. Każdy z nich podróżuje tytułową windą, a ten krótki czas zawieszenia skłania ich do przemyśleń na temat swojego życia. Gospodyni domowa i facet z korporacji, dżentelmen ze Lwowa i dwoje wieśniaków mówiących gwarą, doktorantka i makijażystka, Żyd i Japonka z przeszłością gejszy, zakompleksiona psycholożka, niedoszła zakonnica i ginekolog z prywatną praktyką. Historie nawet ciekawe i zgrabnie napisane, ale brakuje mi jakiejś puenty.
  • „Wilkołak” W. Chmielarz (7/10): Trzeci i ostatni tom przygód detektywa Dawida Wolskiego. Wolski, choć irytujący, to jednak wzbudził moje współczucie, gdy szukał mordercy kobiety swojego życia. Teraz ma wrażenie, że widział ją żywą… Jednak postać była widoczna z daleka i tylko on ją wypatrzył. Od chwili jej śmierci Wolski wie, że coś jest nie tak i teraz ma pretekst, żeby to sprawdzić. Jak zwykle nie będzie się przy tym przejmował, co wolno, czego nie wolno, a co nie wypada. Chmielarz jak zawsze w świetnej formie.
  • „Między światem a mną” T-N. Coates (7/10): Recenzja niebawem!
  • „Dziewczyna, kobieta, inna” B. Evaristo (9/10): Wiedziałam, czułam, że to będzie moja książka miesiąca (a może nawet kwartału) i tak też się stało. To oszałamiająca, pulsująca życiem powieść o kobietach. O ich sile, słabościach, bolączkach, powodach do szczęścia, pragnieniach i miłości. Opowiada o artystkach, bankierkach, nauczycielkach, sprzątaczkach, gospodyniach domowych – w różnym wieku i na różnych etapach życia. Te dwanaście różnych herstorii poruszyło mnie, dało do myślenia i pozwoliło współodczuwać pewne emocje w wielkim, różnorodnym tyglu kobiecości. Takiej literatury kobiet o kobietach pragnę. No i ten język! Brawa także dla tłumaczki, Agi Zano.
  • „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” Ch. LeDuff (144/296 stron),
  • „Denat wieczorową porą” A. Jadowska (pozostała 1 godzina i 44 minuty),
  • „11 września. Dzień, w którym zatrzymał się świat” M. Zuckoff (84/720 stron),
  • „Komórka” S. King (130/427 stron).

Przeczytanych/zrecenzowanych: 8/2

Polskich/zagranicznych: 3/5

Beletrystycznych/popularnonaukowych: 6/2

Średnia ocen (na podstawie gwiazdek na serwisie Lubimy Czytać): 7,3

Najlepsza/najgorsza: „Dziewczyna, kobieta, inna”/„Winda”

To był zdecydowanie bardziej serialowy niż filmowy miesiąc. Części seriali jeszcze nie zdążyłam obejrzeć do końca, ale niektóre tak, i od nich zacznę.

Po pierwsze: „Squid game”. To chyba pierwszy raz odkąd pamiętam, bym dała się skusić na hit, o którym wszyscy mówili. 456 bardzo różnych od siebie osób otrzymuje zaproszenia do udziału w tajemniczej grze. Łączy ich jedno – wszyscy mają poważne problemy finansowe. Gra, w której stawką jest 45,6 miliarda południowokoreańskich wonów, toczy się na tajnym i zamkniętym terenie i obejmuje serię „tradycyjnych” dziecięcych zabaw, w których karą za przegraną jest śmierć. Komu uda się wygrać w tę okrutną grę i jaki, tak naprawdę, jest jej cel? Brutalny, ale ciekawy i trzymający w napięciu serial. Zaskakuje do końca. Nie jestem fanką zakończenia, ale nie skreślam tej historii, bo prawdopodobnie będzie ona miała swój ciąg dalszy (8/10).

Trzeci sezon „Ty” był chyba najbardziej pokręcony ze wszystkich, ale podobał mi się nie tylko z tego powodu. Po dość podobnych w konwencji sezonach 1 i 2, część 3 przynosi lekkie odświeżenie. Joe zyskuje w końcu godnego przeciwnika w postaci… swojej żony. Love dla miłości zrobi wszystko, podobnie jak on, dlaczego więc mężczyzna nie jest zadowolony? Serial jest momentami dość absurdalny, nie ma więc co na siłę doszukiwać się w nim logiki, a za to z niezdrową przyjemnością patrzeć, do czego nasze małżeństwo popchnie miłość i zazdrość (8/10)…

Teraz dosłownie kilka słów o dwóch serialach i jednym reality show, które wciąż oglądam. The Office (UK) to kultowa już komedia pełna brytyjskiego humoru. W serialu obserwujemy biuro firmy papierniczej DunderMifflin, którym zarządza ekscentryczny szef Michael Scott i wtórujący mu „zastępca” Dwight Schrute. Nawet banalne na pozór sprawy, dzięki ich pomocy stają się źródłem niezliczonych kłopotów.

Drugi sezon „Locke & Key” rozpoczął się niemrawo i poczułam się trochę zmęczona formatem, na szczęście około 3 odcinka akcja wraca na dobre tory i znów z niepokojem śledzę losy rodzeństwa Locke’ów, które w starym domu należącym do ich przodków odkryło magiczne klucze.

„Prince Charming Polska” to pierwszy polski reality show, w którym udział biorą geje. Każdy z chłopaków walczy o względy tytułowego Księcia z bajki. Czy „księciu” Jackowi uda się znaleźć prawdziwą miłość? Show, z początku rozkręcający się dość wolno, teraz kipi od dram, kłótni, przyjaźni, sojuszów i wrogów. Cieszę się, że taki program powstał w polskiej rzeczywistości i ciekawa jestem, kogo wybierze Jacek Jelonek.

Wciąż też oglądam „Pose”, ale na razie nie mam nic nowego do powiedzenia o tym serialu.

Udało mi się obejrzeć też cztery filmy. „Ex Machina” to obraz, który od dawna miałam na swojej liście. Po wygraniu konkursu programista jednej z największych firm internetowych zostaje zaproszony do posiadłości swojego szefa. Na miejscu dowiaduje się, że jest częścią eksperymentu. Ma testować „ludzkość” sztucznej inteligencji umieszczonej w ciele pięknej dziewczyny-robota. Ale eksperyment wymyka się spod kontroli i zamienia w mroczną grę – miłosny trójkąt, w którym trzeba wybierać między człowiekiem i maszyną. Zakończenie trochę mnie zawiodło, ale mimo wszystko uważam, że to dobry film: trzymał w napięciu i kazał sobie zadawać pytanie, co świadczy o człowieczeństwie homo sapiens (6/10).

Drugim filmem była „Frida”, historia życia malarki Fridy Kahlo. O Kahlo wiem sporo, czytałam bowiem kilka książek na jej temat, jestem też admiratorką jej prac. Byłam jednak ciekawa, jak sprawdzi się filmowy obraz i jak wypadnie w tytułowej roli Salma Hayek. Film był piękny i dość wiernie oddawał życie artystki, jedyne, co było małym minusem, to fakt, że skupiał się on na burzliwym romansie znanej malarki Fridy Kahlo z jej mentorem i mężem Diego Riverą, a nie na jej twórczości, jednak zapewne to cena, którą trzeba było zapłacić, by zainteresować tą historią Hollywood (8/10).

„Hiacynt” to film z tego roku, znalazł się już jednak na Netflixie, z czego skwapliwie skorzystałam. To bodaj pierwszy polski obraz na temat milicyjnej akcji „Hiacynt”, która miała w latach ’80. za zadanie rozpracować siatkę homoseksualną.  Robert, młody milicjant „z zasadami”, wpada na trop groźnego przestępcy. Nie słuchając rozkazów „z góry” (w tym od swego ojca ubeka), próbuje dociec prawdy. W toku śledztwa poznaje Arka i postanawia wykorzystać go jako informatora. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jak relacja z nowopoznanym mężczyzną wpłynie zarówno na jego pracę, jak i życie osobiste. Momentami może zbyt tkliwy, ale jednak bardzo dobry obraz (8/10).

Ostatnim filmem, który obejrzałam wczoraj, czyli w halloweenowy wieczór, był „Sok z żuka”. Kochające się małżeństwo, Adam i Barbara Maitlandowie, miało przed sobą świetlaną przyszłość. Niestety los sprawił, że obydwoje zginęli w wypadku samochodowym. Małżonkowie za życia uwielbiali swój piękny domek zbudowany w Nowej Anglii. Po śmierci postanowili, że go nie opuszczą. Ale w ich domu pojawili się nowi, żywi lokatorzy – niezwykle hałaśliwe małżeństwo z Nowego Jorku, Charles i Delia Deetzowie. Początkowo Adam i Barbara są do nich nastawieni pokojowo, lecz z każdym dniem coraz trudniej znoszą ich obecność… Ta absurdalna komedia Tima Burtona to już absolutny klasyk, a wspaniałe role młodej Winony Ryder oraz Aleca Baldwina i Michaela Keatona powodują, że obraz broni się do dziś (7/10).

W październiku w głośnikach lub na słuchawkach grały najczęściej:

Recenzenckie

Od wydawnictwa Znak:

Od wydawnictwa W.A.B.:

Od Domu Wydawniczego Rebis:

Od wydawnictwa Agora:

Od wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego (dzięki dużemu Ka):

Kupione/zdobyczne

We wrześniu przybyło do mnie 9 książek.

W ramach wyzwania nie przeczytałam w ubiegłym miesiącu żadnej książki.

Wielkobukowe bingo (podstawowe):

  • „Hyperion” D. Simmons ‒ opowieść o końcu świata lub dystopia.

Wielkobukowe bingo (wyzwanie okładkowe):

Trójka e-pik Sardegny:

  • „Japonia, Chiny i Korea. O ludziach skłóconych na śmierć i życie” M. Booth ‒ coś lub nic,
  • „Winda” M. Knedler ‒ paździerze,
  • E. García Sáenz de Urturi „Rytuały wody” ‒ woda.
  • u Jerzego z kanału Kto czyta, żyje podwójnie:

Zapraszam na mój IG:

I to wszystko w podsumowaniu miesiąca. Do usłyszenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s