Podsumowanie września

Cześć! Końcówka września rozpieściła nas słońcem i liczę na to, że i w październiku takich słonecznych dni będzie jak najwięcej 🙂 Dla mnie to ostatnie chwile, żeby wyskoczyć tu i tam na wycieczkę i pospacerować, bo chłodne i krótkie dni już za rogiem, a wtedy będę wychodziła spod koca tylko wtedy, gdy będę musiała. Tymczasem jednak zapraszam do lektury notki, a w niej jak zwykle znajdziecie przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

W końcu mogę powiedzieć, że naprawdę się działo! 😀 Na początku miesiąca brałam udział w pierwszej dla mnie po długiej przerwie wymianie książek Śląskich Blogerów Książkowych. Odwiedziliśmy Siemianowice Śląskie i jak zwykle świetnie się bawiliśmy i daliśmy drugie życie wielu książkom.

Natomiast na koniec miesiąca byłam na pierwszym od ponad roku spotkaniu autorskim. Co to była za radość! Wypadło bardzo miło: na Roberta Małeckiego, który jest już dla mnie autorem niemal zaprzyjaźnionym 🙂 Patronowałam jednej z jego książek (zerknijcie w dział Patronaty medialne), a każda kolejna utwierdza mnie w przekonaniu, że Robert rozwija warsztat i jest coraz lepszy. Spotkanie prowadzone przez Monikę z bloga Prowincjonalna Nauczycielka było pełne pozytywnej energii, śmiechu i swobodnej rozmowy na linii autor-czytelnicy. Naprawdę bawiłam się rewelacyjnie i czuję, że tego mi było trzeba po tej wymuszonej przerwie.

  • „Mężczyźni objaśniają mi świat” R. Solnit (7/10): Feministyczne eseje Solnit swego czasu były gorącym tematem w mediach społecznościowych. Wciągnęłam je wtedy na listę do przeczytania, ale że jest ona długa, dopiero teraz doczekały się mojej uwagi. Zaczyna się niewinnie, od czegoś, co przy pewnej dozie dobrej woli można by uznać za towarzyską niezręczność. Podczas przyjęcia pan domu nie przyjmuje do wiadomości, że rozmawia z autorką książki, którą właśnie jest jej łaskaw objaśniać. Rebecca Solnit widzi jednak w tym zdarzeniu coś więcej, coś, z czym stykają się na co dzień miliony kobiet na świecie: przejaw symbolicznej przemocy ze strony mężczyzn, emanację patriarchalnego systemu, w którym funkcjonujemy. Eseje ciekawe, ważne, żałuję jedynie, że po którymś z kolei tekście widzi się lekką powtarzalność. Drugi zarzut jest do wydawcy: można było więcej wyjaśnić w przypisach, bowiem autorka przytacza liczne przykłady z amerykańskiego społeczeństwa, niekoniecznie w Polsce znane.
  • „Czarny Lampart, Czerwony Wilk” M. James (6/10),
  • „Arystoteles i Dante odkrywają sekrety wszechświata” B. Alire Sáenz (7/10),
  • „Miasto z mgły” Carlos Ruiz Zafón (7/10): Wydany pośmiertnie zbiór opowiadań, których akcja toczy się w magicznej Barcelonie. Wielka szkoda, że nie poznamy już nowych wspaniałych historii Zafona, lecz te krótkie formy są godnym pożegnaniem. Pojawią się tu i postaci nam już znane (lub ich przodkowie), i nowe, wszystkie jednak krążą po znajomych uliczkach i cmentarzach. Znajdziemy tu typowy zafonowski klimat, ale też dużo więcej śmierci i melancholii niż w cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek. Żal, że zbiorek jest tak krótki, ale cieszy, że w ogóle został wydany.
  • „Nikt mnie nie ma” Å. Linderborg (6/10): Norweska powieść obyczajowa o dorastaniu u boku nieprzystosowanego do świata ojca. Kilkuletnia Åsa wychowuje się bez matki. Dziewczynka mieszka wraz z ojcem Leifem, który jest dla niej bohaterem i najważniejszą osobą w życiu. Jednak w miarę upływu czasu dziewczynka coraz wyraźniej widzi, że w rzeczywistości Leif to nieudacznik zagubiony w coraz szybciej rozwijającym się społeczeństwie. Powieść intrygująca, pokazująca relacje na linii rodzic-dziecko, jednak dla polskiego czytelnika męczące są bardzo liczne nawiązania do norweskiej kultury i polityki. Mnogość nazwisk i tytułów programów przytłacza, a przypisy u dołu strony wybijają z czytelniczego rytmu (może lepszym rozwiązaniem byłoby umieścić je na końcu?).
  • „Nie chcesz wiedzieć” B. Szczygielski (6/10),
  • „Błoto” H. Jordan (7/10): Rok 1946. Henry McAllen przenosi się z żoną Laurą z Memphis na farmę w delcie Missisipi. Gdy on prowadzi plantację, ona walczy z przytłaczającą codziennością wychowywania córek w domu bez prądu i wody, pod okiem kłótliwego i bezdusznego teścia, pośród wszechobecnego brudu i błota. A gdy z wojny wracają brat Henry’ego, Jamie, i czarnoskóry Ronsel, zaczynają się prawdziwe kłopoty. Świetna, duszna opowieść o złu, które odciska piętno i na krzywdzących, i na krzywdzonych, i na tych, którzy stoją z boku jako mimowolni świadkowie. Kawał świetnej prozy.
  • „Czarne słońce” J. Żulczyk (6/10): To moje trzecie podejście do prozy Żulczyka i chyba się poddaję. Nie chodzi o to, że to proza zła, jest bardzo dobra, ale to po prostu nie proza dla mnie. Brutalna, mroczna, przesycona złem do granic, niedająca nadziei. W ojczyźnie przyszłości wrogowie pozbawieni są wszelkich praw. A wrogiem jest każdy Inny, każdy Obcy. Odgrodzona od dogorywającej Europy, rządzona przez Ojca Premiera, Wielka Polska nigdy nie zostanie zalana przez hordy uchodźców, nie będą panoszyć się w niej zdrajcy i degeneraci. Za eliminację odpadów ze społeczeństwa odpowiedzialny jest Gruz, lider neonazistowskiej bojówki, chodzące wcielenie absolutnego zła, człowiek mordujący dla samej przyjemności zabijania. Audiobook w prześwietnej interpretacji Piotra Roguckiego.
  • „Cenny motyw” M. Rogala (6/10): Drugi tom przygód Celiny Stefańskiej. Aleksandra otrzymuje od swojego kochanka drogocenny pierścionek. Wkrótce zostaje zamordowana. Czy zbrodnia ma coś wspólnego z wyjątkową biżuterią? Celina Stefańska – prywatna detektyw, która przypadkowo trafia na miejsce morderstwa, postanawia wszcząć dochodzenie. Stefańska postanawia też, wobec bezsilności policji, zbadać wątek tajemniczego śmiertelnego wypadku jej rodziców. Jak zawsze w przypadku Rogali, powieść czyta się świetnie, choć muszę przyznać, że to książki z Agatą Górską i Sławkiem Tomczykiem są u mnie na pierwszym miejscu.
  • „Dyskryminacja. Powiedz: stop!” E. Strack (8/10),
  • „Najsłabsze ogniwo” R. Małecki (8/10).
  • „Japonia, Chiny i Korea. O ludziach skłóconych na śmierć i życie” M. Booth (274/432 strony),
  • „Denat wieczorową porą” A. Jadowska (pozostało 6 godzin i 45 minut),
  • „Hyperion” D. Simmons (198/624 strony),
  • „Między światem a mną” T-N. Coates (56/220 stron).

Przeczytanych/zrecenzowanych: 11/5

Polskich/zagranicznych: 4/7

Beletrystycznych/popularnonaukowych: 9/2

Średnia ocen (na podstawie gwiazdek na serwisie Lubimy Czytać): 6,7

Najlepsza/najgorsza: „Najsłabsze ogniwo”/„Nikt mnie nie ma”

Jeszcze się chyba nie zdarzyło w tym roku, żebym przez okrągły miesiąc nie obejrzała żadnego filmu. Tym razem jednak totalnie wkręciłam się w seriale i dokumenty. Finałowy sezon „Lucyfera” był czymś co równocześnie chciałam i nie chciałam oglądać. Żałowałam, że ta przygoda się już kończy. A chociaż nie wszystkie rozwiązania mi się podobały (dziwny wątek z przyszłości i średnie zakończenie, to ogółem bardzo polubiłam zawadiackiego diabła i jego szaloną rodzinkę.

Trzeci sezon „Sex education” był bogaty w emocje. Fajnie się ten serial rozwinął: z takiego lekkiego obrazu o współczesnych nastolatkach w format, w którym, owszem, humor wciąż jeszcze występuje, ale w którym też poruszana jest ogromna ilość problemów współczesnej młodzieży, także tej nieheteronormatywnej. Spłakałam się nie raz!

Drugi sezon dokumentu „Miłość w spektrum” podobał mi się nawet bardziej niż pierwszy. Młodzi ludzie w spektrum autyzmu szukają drugiej połówki, która ich zrozumie i pokocha za to, jacy są. Niektórzy bohaterowie byli mi już znani z poprzedniej odsłony (Michael, Mark), inni pojawili się po raz pierwszy (na przykład uroczy Ronan). Podnosi mnie na duchu ten dokument i jakoś tak rozczula. W świecie, gdzie liczy się głównie wygląd, oni kierują się sercem i szukają kogoś, z kim dobrze im się będzie rozmawiać i spędzać czas. Poruszające i słodkie.

Na koniec zabrałam się za drugi sezon „Pose” i już czuję, że będę potrzebować dużo chusteczek…

We wrześniu w głośnikach lub na słuchawkach grały najczęściej:

Recenzenckie

Od Wydawnictwa Literackiego:

Od wydawnictwa Lira:

Od wydawnictwa Czwarta Strona:

Od wydawnictwa SQN:

Od wydawnictwa Słownego (dzięki dużemu Ka):

Kupione/zdobyczne

We wrześniu przybyło do mnie 13 książek.

W ramach wyzwania nie przeczytałam w ubiegłym miesiącu żadnej książki.

Wielkobukowe bingo (podstawowe):

Wielkobukowe bingo (wyzwanie okładkowe):

  • „Czarne słońce” J. Żulczyk ‒ okładka ze słońcem, księżycem, gwiazdami lub planetą.

Trójka e-pik Sardegny:

  • „Arystoteles i Dante odkrywają sekrety wszechświata” B. Alire Sáenz ‒ nowa odsłona lektury szkolnej,
  • „Nie chcesz wiedzieć” B. Szczygielski ‒ ptakiem być,
  •  „Miasto z mgły” C. Ruiz Zafón ‒ powietrze.

Zapraszam na mój IG:

I to wszystko w podsumowaniu miesiąca. Do usłyszenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s