„Winni jesteśmy wszyscy” B. Szczygielski

Autor: Bartosz Szczygielski

Tytuł: Winni jesteśmy wszyscy

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Liczba stron: 391

Rok pierwszego wydania: 2021

Źródło: Egzemplarz recenzencki


To nie jest moje pierwsze spotkanie z Bartoszem Szczygielskim, wiedziałam więc już, czego się spodziewać. A choć rzeczywiście znalazłam pewne spodziewane elementy, jak dobrze skonstruowaną intrygę, brutalną zbrodnię czy wartko pędzącą akcję, dzięki której od „Winni jesteśmy wszyscy” trudno się było odkleić, zostałam też jednak zaskoczona. Warto dodać, że pozytywnie. Od czasu pierwszego tomu z Gabrielem Bysiem (czyli „Aorty”; kolejne były „Krew” i „Serce”), Szczygielski wygładził kanty i udoskonalił pisarski warsztat.

Piątkowe popołudnie w pewnej warszawskiej korporacji kończyło się zupełnie inaczej, niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać. Biuro powinno powoli pustoszeć, komputery i drukarki być po kolei wyłączane, a pracownicy myśleć o rozpoczynającym się właśnie weekendzie. Zwyczajny rytm w przeszklonym biurowcu zaburzył mężczyzna z bronią. Gdy padły strzały, Konrad Łazar próbował zrozumieć, jak doszło do tego, że była kochanka wykrwawia się na jego oczach i, co ważniejsze, dlaczego nie udało mu się tego przewidzieć. W końcu na co dzień zajmował się właśnie zbieraniem i analizowaniem informacji. Cóż, rzeczywistość okazała się bezlitosna i nieprzewidywalna. Konrad musi szybko wyrwać się ze stuporu, ponieważ od tej chwili nikt w jego otoczeniu nie będzie bezpieczny, a śmierć upomni się o bliskich. Wkrótce mężczyzna wyruszy do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, a które należałoby spalić do szczętu.

Łazar stał w sypialni od kilku godzin i spoglądał na zgromadzone do tej pory dokumenty. Wycinki z gazet, wydruki z sieci i osobiste notatki. Część z nich przyczepił do ściany, a część rzucił na podłogę, bo nie uważał ich za istotne. Sądził, że znał całe życie Arka. Od momentu narodzin aż do chwili, kiedy jego mózg ozdobił wykładziny biura. Chłopak miał kilka białych plam w życiorysie, do których nie udało się Konradowi dotrzeć. Odbił się od ściany i na trochę odpuścił. Zakładał, że policja zrobi swoje i wykorzysta własne źródła.

Bardzo się przeliczył.

Arkadiusz Ziębień. Kim był? Dlaczego wszedł do biura Safe House z odbezpieczoną bronią? Czy miał jakiś cel, czy był to desperacki krok szaleńca? Czy planował, że zacznie od pokoju Konrada? A Łazar, czy mógł zachować się inaczej? Ochronić swoją byłą, uratować którąś z koleżanek z pracy? Czy mógł być szybszy, sprytniejszy? Pytania nie dawały mu spokoju, podobnie jak wyrzuty sumienia. Agnieszka, jego dawna miłość, choć przeżyła, to jednak straciła dawne życie. Niedotlenienie mózgu, przykucie do łóżka, opieka starszej już matki. Ewelina, kobieta, z którą zaczął powoli nawiązywać cieplejsze relacje, została fizycznie poszkodowana mniej, za to psychicznie oberwała równie mocno. A sam Konrad wpadł w błędny krąg samooskarżeń i obsesyjnego poszukiwania odpowiedzi na pytanie: dlaczego? Jaki był powód? I gdy mężczyzna już myślał, że oto stanął w miejscu, nagle dostaje nowy, zaskakujący trop ‒ i to od Eweliny, która nagle zniknęła.

Łazar jeszcze raz bierze się w garść i rusza przed siebie, napędzany nienawiścią i gniewem. Tym razem musi rozwiązać wszystkie wątki, powiązać fakty, wymazać puste miejsca, a znaki zapytania zastąpić wykrzyknikami. Dowie się, o co w tym wszystkim chodzi, wykaże, kto jest winny. A co, jeśli winni jesteśmy wszyscy?… W śledztwie niespodziewanie pomaga mu policjantka, aspirant Izabela Mann.

Zobacz także:

Przeczytałam już w swoim czytelniczym życiu wiele thrillerów i kryminałów, nie tak często więc się zdarza, że jakaś powieść z tego gatunku wciągnie mnie bez reszty: a to jest właśnie przypadek „Winni jesteśmy wszyscy” Bartosza Szczygielskiego. Mimo że autor nie stworzył fabuły oryginalnej, a raczej dał nam modelowy przykład gatunku, dzięki sprawnemu pióru i intrygującemu pomysłowi na fabułę, dostaliśmy historię z rodzaju tych nieodkładalnych. Pisarz dopasował wszystkie elementy układanki w taki sposób, że czytelnik, zagłębiając się coraz dalej w treść, doznawał co jakiś czas przyjemnych kliknięć w głowie, powodowanych wskakującymi na swoje miejsce elementami. Nie na darmo mówi się, że lubimy te melodie, które już znamy ‒ „Winni jesteśmy wszyscy” brzmi nam przyjemnie znajomo, nie na tyle jednak, by odnosić wrażenie jakiejś powtarzalności. Co to, to nie: muszę też zaznaczyć, że powieść jest inna od trzech tytułów z cyklu z Gabrielem Bysiem ‒ mniej brutalna, nie aż tak mroczna i niewywołująca aż tak silnego przygnębienia. Nie zrozumcie mnie źle: oczywiście krew się poleje, a brudne tajemnice z przeszłości mogą wywołać nieprzyjemne odczucia, a jednak jest trochę lżej. I sądzę, że powieści wyszło to na dobre. Wciąż mocna, ale bardziej przystępna, ma duże szanse na topki sieci sprzedażowych oraz nagrody dla przedstawicieli jej gatunku literackiego. Jednego i drugiego Bartoszowi Szczygielskiemu z całego serca życzę.

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona:


Tytuł w formie e-booka możesz kupić w serwisie LitRes:

2 myśli w temacie “„Winni jesteśmy wszyscy” B. Szczygielski

  1. Pingback: Podsumowanie marca | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s