„Dolina” B. Minier

Autor: Bernard Minier

Tytuł: Dolina (Martin Servaz #6) / Bielszy odcień śmierci (#1) / Krąg (#2) / Nie gaś światła (#3) / Noc (#4) / Siostry (#5)

Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Liczba stron: 400

Rok pierwszego wydania: 2020

Tłumaczenie: Monika Szewc-Osiecka

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Książki Bernarda Miniera zachwyciły mnie już od pierwszego przeczytanego tytułu, „Bielszego odcienia śmierci”. Potem przeczytałam kolejne części cyklu, a także niepowiązaną z nim powieść „Na krawędzi otchłani”. I choć ta osobna historia też była dobra, nie ukrywam, że nie mogłam się doczekać powrotu policjanta Martina Servaza. I oto jest, wstępuje w „Dolinę”: jak zawsze bezkompromisowy, nastawiony na myślenie, nie automatyczną przemoc, mający swoje rany i traumy, czasem lekkomyślny, zawsze do głębi ludzki. Tym razem przeszłość oraz nowe śledztwo, ręka w rękę, zawiodą go w pobliże tajemniczego opactwa w pirenejskiej dolinie.

Przeszłość odezwie się niby zwyczajnie, przez słuchawkę telefonu, ale już rozmówca zdecydowanie kimś zwyczajnym i spodziewanym nie jest. W istocie Servaz nie słyszał jego głosu już wiele pustych lat, a mimo to zawsze, gdy on go wezwie, policjant odpowiada na to wezwanie. Martin przybywa więc do doliny w Pirenejach, gdzie prowadzi go trop. Jedzie jako osoba prywatna, bowiem jest zawieszony w czynnościach i czeka na wyrok sądu koleżeńskiego policji: od wyniku zależy jego przyszłość zawodowa… A jednak Servaz nie byłby sobą, gdyby siedział bezpiecznie w domu i po prostu czekał na zebranie się komisji – ten jeden telefon wyrwał go z jego pozornie poukładanego życia, zmusił do pozostawienia z dnia na dzień partnerki i swojego syna, którego oddał pod opiekę przyjaciół. W małym miasteczku, do którego przybył policjant, wkrótce dochodzi do serii straszliwych morderstw. Sprawą zajmuje się znana czytelnikowi z „Bielszego odcienia śmierci” Irene Ziegler, a Martin, cóż… Ma nie angażować się w śledztwo i nie przeszkadzać. W dolinie nikt jeszcze nie wie, że policjant jest zawieszony, i lepiej, żeby tak pozostało. Wkrótce miasteczko zostaje odcięte od świata, gdy w wyniku wybuchu zablokowana zostaje jedyna droga, która do niego prowadzi. Na parę gliniarzy czeka niewyobrażalne zło, gorsze niż najstraszliwszy koszmar… Kto zabija mieszkańców doliny?

Twarz opata spochmurniała.
– Zatraciliśmy wyczucie grzechu, pojęcie dobra i zła – zagrzmiał. – Nie dostrzegamy już grzechu, nie rozpoznajemy go, nie odróżniamy, co jest grzechem, a co nim nie jest. Za bardzo chcieliśmy się uwolnić od poczucia winy, od odpowiedzialności, szukając zdrowotnych czy społecznych wymówek… (…) Chcieliśmy ulżyć sumieniom i ułatwić przebaczenie, odmawiając nazywania zła złem, i w ten sposób wydaliśmy nasze dusze na jego pastwę.

Rzecz jasna Martin Servaz w tej jednej sprawie nie potrafi zachować rozsądku i zimnej krwi, włącza się więc nieoficjalnie w śledztwo, a Irene Ziegler przymyka na to oko… Przynajmniej do czasu. Zawieszony w służbie czy nie, Martin jest niezwykle dobrym śledczym, błyskotliwym i dokładnym, łączy wątki, których inni nigdy by nie powiązali, jest zdeterminowany, czujny i nigdy się nie wycofa. To po prostu nie w jego stylu. A tym bardziej, gdy jest przekonany, że ma w końcu szansę odkupić stare winy.

Zobacz także:

Mogłoby się wydawać, że Bernard Minier wycisnął z historii Martina Servaza już wszystko, ale nic bardziej mylnego. Francuski gliniarz wciąż może nam wiele pokazać: walcząc z traumami, dając się ponosić emocjom, załamując się, a potem powstając z popiołów. To wielka przyjemność, wrócić do świata Servaza, do jego głowy, spojrzeć znów na świat jego cynicznymi, ale mądrymi oczami, rozwiązać kolejną zagadkę i zakończyć śledztwo, po którym jak zwykle świat już nie będzie taki sam. Martin wciąż plącze się w labiryncie swego umysłu, nadal jest kiepskim strzelcem i bohaterem tak wielowymiarowym, że wierzyć się nie chce, że istniejącym jedynie na papierze. Rzeczywistość w książkach Miniera jest niezwykle brutalna i mroczna, a jednak przyciągają mnie one jak magnes.

W odróżnieniu od tłumów spragnionych jednoznacznych prawd, polityków sprzedających uproszczenia i przesadę oraz ideologów wierzących we własne kłamstwa, sędziowie, adwokaci i policjanci wiedzą, że każda sytuacja jest inna. I ci, którzy przeżywają te sytuacje, również o tym wiedzą.

„Dolina” to powrót Bernarda Miniera do świetnej formy: zło na kartach jego książek jest przez naprawdę wielkie „Z”, a odkryte motywacje mordercy jak zwykle przerażają i mrożą krew w żyłach, a równocześnie nie wydają się wyssane z palca, są świetnie umotywowane psychologią postaci. Wygląda na to, że Martin Servaz nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – podobnie jak Julian Hirtmann… To dobrze, bo ja zdecydowanie mam apetyt na więcej.

5-/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis:


Tytuł w formie e-booka możesz kupić w serwisie LitRes:

4 myśli w temacie “„Dolina” B. Minier

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: „Siostry” B. Minier [PATRONAT] | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  3. Pingback: Podsumowanie lutego | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s