Podsumowanie grudnia

Cześć, witam w podsumowaniu miesiąca 🙂 Nie od dziś wiadomo, że koniec roku generuje różne podsumowania, zestawienia i zamknięcia oraz że mam wtedy opóźnienia w notkach. Nie inaczej było tym razem. Na dniach podsumuję czytelniczo 2020 rok, ale zanim to nastąpi, zapraszam na podsumowanie grudnia. W notce znajdziecie jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

  • „Kieszonkowiec” F. Nakamura (7/10),
  • „McDusia” M. Musierowicz (6/10): Jak wiadomo, im dalej w Poznań Musierowicz, tym mniej smacznego gzika, ale akurat tom dziewiętnasty sagi jeżyckiej całkiem przypadł mi do gustu. Nie zostałam może wielką fanką tytułowej Magdy, ale za to mogłam bliżej przyjrzeć się Ignasiowi, a gdzieś tam w tle przemknął i Tygrys (no dobrze, nie do końca w tle, ona nie lubi tła), jedna z moich najulubieńszych postaci z cyklu. Poza tym: trochę smutków i łez, ale też jak zwykle dużo ciepła, a do tego świąteczna atmosfera, więc wyśmienicie się to czytało przed Bożym Narodzeniem.
  • „Snoopy: Była ciemna, burzliwa noc” Ch. M. Schulz (7/10): Komiksy o kultowym już psie Snoopym i jego „ludzkiej” rodzinie. Najsłynniejszy beagle świata siada na budzie przed maszyną do pisania i postanawia zostać najsłynniejszym pisarzem świata. Była ciemna, burzliwa noc… to pierwsze zdanie jego powieści. Co będzie dalej? Zabawne, krótkie historyjki, zwykle na trzy okienka, do przeczytania, pośmiania się, a czasem zamyślenia nad celnością niektórych stwierdzeń.
  • „Patria” F. Aramburu (8/10): Książka polecana niegdyś mocno przez Ann RK wpadła w końcu w moje ręce. Jeśli miałabym przyrównać ją do powieści mi już znanych, przypominała mi trochę cykl Genialna przyjaciółka Eleny Ferrante, a to z powodu mocnego osadzenia w trudnej historii kraju (u Ferrante to Włochy, u Aramburu Hiszpania oraz kraj Basków) – jednak prawda jest taka, że „Patria” broni się i bez tego. Autor od razu wrzuca nas w sam środek historii, niemal w środek monologu pewnej wdowy, a my, zagubieni, ale zafascynowani, dajemy się poprowadzić labiryntem hiszpańskich uliczek. Dwie rodziny, rozłam w państwie, wiele cierpienia, zerwane przyjaźnie… Jedna z lepszych książek minionego roku.
  • „Perfekcyjny świat Miwako Sumidy” C. Goenawan (7/10),
  • „Książka o śmieciach” S. Łubieński (7/10),
  • „Czarny manuskrypt” K. Bochus (7/10): Kawał porządnego kryminału retro. Nie jestem aż tak wielką fanką kryminałów tego typu, wolę te dziejące się współcześnie, ale cykl z Christianem Abellem był tak chwalony, że nie mogłam nie sprawdzić o co tyle szumu. Rzeczywiście główny śledczy zdaje się fascynującą postacią: tu niewiele się jeszcze o nim dowiadujemy, ale z pewnością zmieni się to w kolejnych tomach. Na wstępie dostajemy za to brutalne morderstwa księży i podnoszący łeb nazizm…
  • „Annie Leibovitz. Portrety 2005–2016” A. Leibovitz (8/10): Co tu dużo mówić… Ten album fotografii robi wrażenie. Duży, ciężki, pełen pięknych zdjęć portretowych na śliskim, fotograficznym papierze. Do nowej kolekcji Leibovitz wybrała 150 portretów ludzi, którzy kształtują nasz świat. Każda z zamieszczonych tu fotografii dokumentuje współczesną kulturę przy udziale nie tylko oka artystki, ale też jej błyskotliwej inteligencji i niesłychanej umiejętności ukazywania osób nawet najbardziej rozpoznawalnych i wybitnych takimi, jakie są naprawdę. Znajdziemy tu zarówno celebrytki, polityków, jak i pisarzy, aktorów czy sportowców.
  • „Taniec pszczół i inne opowiadania o czasach wojny” Agnieszka Janiszewska, Joanna Jax , Jolanta Maria Kaleta, Mirosława Kareta, Magdalena Knedler, Zofia Mąkosa, Agnieszka Olejnik, Maria Paszyńska, Maciej Siembieda, Magdalena Wala, Sabina Waszut (7/10): Dobry i – co zaskakujące – dość równy zbiór opowiadań. Druga wojna światowa pobrzmiewa gdzieś czy to na pierwszym planie, czy też w tle, we wspomnieniach bohaterów, zawsze jednak determinuje ich losy. Z powodu nazwisk z kręgu literatury obyczajowej dominują tu opowiadania z wątkiem miłosnym, ale doprawdy niewiele z nich jest zbyt ckliwych. Nawet autorki kojarzące mi się z dość przyjemnymi historyjkami, jak Agnieszka Olejnik czy Magdalena Wala, poradziły sobie bardzo przyzwoicie. Świetne teksty Macieja Siembiedy czy Magdy Knedler za to już kompletnie nie dziwią.
  • „Ballada ptaków i węży” S. Collins (7/10): Trylogię Igrzyska śmierci czytałam sześć lat temu. Zrobiła wtedy na mnie duże wrażenie. Kiedy więc wydawnictwo Media Rodzina zapowiedziało prequel tej historii, opowiadający o początkach przyszłego prezydenta Panem, Coriolanusa Snowa, byłam podekscytowana. Niektórzy ponoć się zawiedli na tej historii, ale nie ja. Fakt, że w „Balladzie…” nie działo się tyle, co w innych częściach cyklu, ale fascynujące było dla mnie obserwowanie jak z (prawie) niewinnego nastolatka, który przeżywa właśnie pierwszą miłość, Snow zamienia się stopniowo w znanego nam już bezwzględnego polityka z siwą brodą i białą różą w klapie marynarki. Bonus to młodość Tigris, kostiumolożki, która ma małą rolę w trylogii, oraz historia powstania pewnych pieśni (choćby słynnej „The hanging tree”). Dla fanów cyklu to z pewnością warta uwagi pozycja.
  • „Ucho igielne” W. Myśliwski (38/449 stron),
  • „Halny” R. Mróz (47/480 stron),
  • „Zemsta i przebaczenie” J. Jax (pozostało 7 godzin i 23 minuty),
  • „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” E. Eddo-Lodge (132/288 strony).

Przeczytanych/zrecenzowanych: 10/3

Polskich/zagranicznych: 4/6

Beletrystycznych/popularnonaukowych: 8/2

Średnia ocen (na podstawie gwiazdek na serwisie Lubimy Czytać): 7,1

Najlepsza/najgorsza: „Patria”/„McDusia”

Jeśli chodzi o seriale, w grudniu skończyłam po pierwsze „Chyłkę. Rewizję” – serial trzymał przyzwoity poziom, jednak dość długo się rozkręcał. Niestety to najsłabszy sezon z dotychczas nakręconych i pozostaje mieć nadzieję, że to tylko jednorazowa wpadka scenarzystów, wszak części książki do zekranizowania mamy jeszcze dużo…

Później skusiłam się na „Gambit królowej”, bardzo popularny i raczej zachwalany serial. Również należę do grupy usatysfakcjonowanych widzów. To opowieść o dojrzewaniu i o tym, jaka jest prawdziwa cena geniuszu. Młoda Beth Harmon, która pod koniec lat 50. ubiegłego wieku trafia do prowadzonego w stanie Kentucky sierocińca, odkrywa w sobie niezwykły talent do szachów, jednocześnie uzależniając się od przepisywanych dzieciom leków na uspokojenie. Dziewczyna, dręczona przez własne demony i napędzana wybuchowym koktajlem ze środków odurzających podkręconym jej własnymi obsesjami, zmienia się w wyjątkowo uzdolnioną i czarującą outsiderkę, która postanawia szturmem podbić konserwatywny i zdominowany przez mężczyzn świat zawodowych szachów. Świetna w głównej roli Anya Taylor-Joy oraz bardzo dobra drugoplanowa postać Vasilija Borgova grana przez polskiego aktora, Marcina Dorocińskiego. A do tego te stroje i klimat lat 50! Całość ogląda się z prawdziwą przyjemnością.

Ostatni serial ledwo napoczęłam, napomknę więc jedynie, że za mną dwa odcinki „Króla” na podstawie prozy Szczepana Twardocha. Jako wielka fanka pisarza musiałam oczywiście sprawdzić, jak ta historia została przeniesiona na ekran. Pierwsze wrażenia są bardzo dobre, a więcej opowiem po obejrzeniu całości.

W grudniu obejrzałam rekordową liczbę filmów, czyli 9. Zaczęłam od czterech filmów z cyklu Igrzyska śmierci, czyli: „Igrzyska śmierci”, „W pierścieniu ognia”, „Kosogłos 1”, „Kosogłos 2”. To historia oparta na trylogii Suzanne Collins. Opowiada historię Katniss, młodej mieszkanki państwa Panem, którego władze co roku organizują tak zwane Głodowe igrzyska – walkę na śmierć i życie między przedstawicielami dwunastu Dystryktów. Katniss zgłasza się na ochotnika po tym, jak do rozgrywki zostaje wylosowana jej młodsza siostra Prim. Musi opuścić nie tylko rodzinę, której jest żywicielką, ale i Gale’a, który zdaje się  kimś więcej niż przyjacielem. Aby ich jeszcze zobaczyć, musi zwyciężyć w transmitowanych przez telewizję Igrzyskach. Po wszystkim Katniss i jej partner w rozgrywkach Peeta, odwiedzają kolejne dystrykty. Dowiadują się o fali zamieszek. W tym samym czasie prezydent Snow przystępuje do organizacji jubileuszowych, 75. Igrzysk, w których dawni zwycięzcy będą musieli stanąć przeciw sobie. Te wydarzenia mogą zmienić państwo Panem na zawsze. I rzeczywiście w jakimś sensie tak się dzieje, bowiem mieszkańcy dystryktów podnoszą bunt przeciwko władzy autokratycznego Kapitolu. Katniss Everdeen niechętnie staje się jego symbolem…

Oceny poszczególnych części:

  • „Igrzyska śmierci” (8/10),
  • „W pierścieniu ognia” (8/10),
  • „Kosogłos 1” (7/10),
  • „Kosogłos 2” (7/10).

Jeśli macie ochotę na trochę kiczowaty i cukierkowy musical z dobrą obsadą, to polecam „Bal”. Cztery pechowe gwiazdy z Broadwayu (wśród ról m.in. Meryl Streep i Nicole Kidman) wstrząsają miasteczkiem w Indianie, gdy postanawiają poprzeć nastolatkę walczącą o możliwość pójścia na bal ze swoją dziewczyną. Choć początkowo miała to być wyrachowana próba wybielenia swojego wizerunku i przypomnienia się widzom, z czasem słynna czwórka naprawdę angażuje się w sprawę. Przeciwko sobie mają stowarzyszenie rodziców i nauczycieli oraz właściwie całą szkolną społeczność, za sobą dyrektora. Wiadomo, że takie filmy zawsze dobrze się kończą, i nie inaczej było w tym przypadku. Całość wypadła więc cukierkowo, ale dzięki dobrej obsadzie i wpadającym w ucho piosenkom wieczór filmowy minął mi całkiem miło (6/10).

Filmem zupełnie innego typu jest „Geniusz”, który dość długo zalegał już na mojej półce na Netflixie. Oparta na faktach historia życia Maxa Perkinsa (Colin Firth) i jego przyjaźni z Thomasem Wolfem (Jude Law). Max jest redaktorem literackim, który zajmuje się wyszukiwaniem i wspieraniem pisarzy. Znajduje młodych, niedoświadczonych artystów, by z jego pomocą stali się gwiazdami wielkiego kalibru. W ten sposób świat słyszy o Hemingwayu, Fitzgeraldzie czy Wolfie. Ten ostatni staje się nie tylko podopiecznym Maksa, ale także jego wielkim przyjacielem. To opowieść, która, wbrew pozorom, obfituje w sporo dramatycznych wydarzeń, nie ma się wszakże co spodziewać kina akcji. Film toczy się dość leniwie, jednak jeśli kogoś interesuje literacka tematyka, z pewnością się nie zawiedzie. Do tego świetne role Firtha i Lawa (7/10).

Ponownie szukając czegoś lekkiego, odpaliłam „Notting Hill”. Klasyczna komedia romantyczna z Julią Roberts i Hugh Grantem powinna mi się spodobać, a jednak nie do końca trafiła w mój gust. William Thacker mieszka w zachodnim Londynie, w dzielnicy dla indywidualistów – Notting Hill. Jest rozwiedziony, sam myśli o sobie jako o dziwnym człowieku żyjącym na „pół gwizdka”. Dzieli swoje mieszkanie z dziwacznym, nieogolonym Walijczykiem, Spikeem. Utrzymanie zapewnia mu kiepsko prosperująca księgarnia, której jest właścicielem. Pewnego dnia, przychodzi rano do swojej księgarni, wita się ze swym entuzjastycznym asystentem i gdy ten wychodzi, aby napić się cappuccino, drzwi otwierają się cicho, William podnosi wzrok i jest zdumiony widząc, że jego klientką jest Anna Scott, największa współczesna gwiazda filmowa… Sama nie wiem, co tu nie do końca zadziałało – chyba brytyjskie poczucie humoru. Film jest pełen dziwacznych scen i dialogów, a romans nie przyprawił mnie o szybsze bicie serca. Jest jednak w tym filmie jakiś trudno uchwytny urok, a dwójka aktorów grających główne role przyczynia się do ostatecznej dobrej oceny tego tytułu (6/10).

Ostatnie dwa filmy obejrzałam w sylwestrową noc. Umówiłam się z przyjacielem, że jeden film wybiorę ja, a drugi on. Ja postawiłam na tytuł „Twój Simon”, amerykański obraz o nastolatkach. Siedemnastoletni Simon Spier jest gejem, ale nie powiedział o tym jeszcze nikomu ze swego otoczenia. Nie wie także, kim jest anonimowy kolega z klasy, w którym zakochał się, poznając go w internecie. Czytałam kiedyś książkę, na podstawie której powstał film, więc historia nie była dla mnie zaskoczeniem, jednak ciekawie było obejrzeć przełożenie jej na ekran. Jestem zdania, że aktorzy zostali dobrze dobrani i oddali klimat opowieści. Przesłanie filmu, jak to często bywa z produkcjami hollywoodzkimi, jest dość słodkie, mimo kilku dramatów i trudnych chwil, które spotykają bohaterów w międzyczasie, jest to jednak przyjemny obraz w tematyce LGBTQ+ (7/10).

Wyborem przyjaciela był film… „Nigdy w życiu!”. Nie jestem fanką polskich komedii romantycznych, ale umowa to umowa, więc zasiedliśmy do seansu. To historia Judyty, która po rozwodzie zaczyna budowę domu pod Warszawą i znajduje nową miłość. Cóż mogę rzec… Powieść Grocholi, na podstawie której powstał film, to prototyp zalewających nas do teraz historii obyczajowych o kobietach w średnim wieku, którym świat się wali na głowę, a one kupują mały biały domek na wsi i zaczynają nowe życie. Widziałam ten film bodaj dwa razy w telewizji, jednak było to dość dawno, więc nie wszystko pamiętałam. Na szczęście film okazał się w miarę strawny, i choć podtrzymuję, że nie jest to mój gatunek filmowy, spodziewałam się, że będzie gorzej (6/10).

Najczęściej w grudniu słuchałam:

Recenzenckie:

Kupione/zdobyczne:

W grudniu przybyło do mnie 8 książek.

W ramach mojego wyzwania przeczytałam w ubiegłym miesiącu jedną książkę.

Wielkobukowe bingo:

Trójka e-pik Sardegny:

  • „McDusia” M. Musierowicz – z sentymentem,
  • „Perfekcyjny świat Miwako Sumidy” C. Goenawan – imię lub nazwisko w tytule.

Wyzwanie czytelnicze serwisu Lubimy czytać:

  • „Kieszonkowiec” F. Nakamura – Przeczytam książkę wydaną w 2020 roku pod patronatem Lubimyczytac.pl.

Polecam

  • u Jerzego z kanału Kto czyta, żyje podwójnie:

Zapraszam na mój IG:

I to wszystko w podsumowaniu miesiąca. Do usłyszenia już niebawem w podsumowaniu 2020 roku 🙂

4 myśli w temacie “Podsumowanie grudnia

  1. Bogaty miesiąc. Zazdroszczę smykałki do podsumowań. Mnie brakuje serca do tego. 🙂 Ciekawa jestem jak Ci się spodobają Myśliwski i Jax.

    • Myśliwski to jeden z moich ulubionych pisarzy, więc pewnie jak zwykle mnie zachwyci 🙂 Co do Jax, jestem mniej więcej w połowie i jest okej, ale bez szału 😉

  2. Ależ ja lubię te Twoje podsumowania! Kiedyś pisałem, ale jakoś nie mam do tego głowy 😉 może kiedyś wrócę, bo to fajna tradycja. Czekam, Karolino, na podsumowanie roku. Pozdrawiam!

    • Dzięki za miłe słowa 🙂 Tym bardziej doceniam, bo ostatnio praktycznie nie mam komentarzy, a jak się tak pisze w pustkę, to człowiek się zaczyna zniechęcać…
      Również zawsze lubiłam posty podsumowujące – i robić, i czytać 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s