Podsumowanie listopada

Cześć, witam w podsumowaniu miesiąca 🙂 Listopad również nie był zbyt łaskawy: ponownie przyplątało się choróbsko, różnie bywało z humorem, częściowy lockdown dawał mi się trochę we znaki. No, sami wiecie, znacie ten polski klimat 😉 Mam wrażenie, że w minionym miesiącu skupiłam się głównie na serialach, ale czy rzeczywiście? Zaraz Wam wszystko opowiem. Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

  • „Muzeum luster” L. Montero Maglano (7/10),
  • „O piciu” Ch. Bukowski (6/10),
  • „Ten, w którym są wszystkie przepisy. Książka kucharska dla miłośników serialu PRZYJACIELE” T. Finney (8/10),
  • „Zbrodnie roślin. Chwast, który zabił matkę Abrahama Lincolna i inne botaniczne okropieństwa” A. Steward (7/10): Lubię takie nietypowe książki popularnonaukowe. „Zbrodnie roślin” to leksykon niebezpiecznych okazów flory: tych mniej szkodliwych i dobrze znanych (typu pokrzyw) i tych naprawdę dziwnych i niebezpiecznych (choćby oleander). Jednak Amy Steward opowiada nie tylko o roślinach egzotycznych czy takich, które już dawno zapracowały na swoje złe imię. Pojawiają się tu również okazy znane z naszych łąk, bukietów czy… talerzy. Wydawca ostrzega: Ta książka skończy wasze beztroskie życie. Będziecie podejrzliwie patrzeć nawet na zwykłą sałatę. I jest to prawda!
  • „Saturnin” J. Małecki (8/10): To 100% Małeckiego w Małeckim, co może być zarówno plusem, jak i minusem. Początkowo byłam trochę zmęczona tym, że pisarz idzie utartą ścieżką i niczym mnie nie zaskakuje, a potem… Potem wciągnęłam się w opowiadaną historię i wszystko poza moimi wrażeniami i emocjami przestało być ważne. Wspaniale odczytany aż przez czterech lektorów (Macieja Stuhra, Martę Markowicz, Piotra Grabowskiego, Martę Wągrocką) „Saturnin” to historia bolesna, wojenna, opowieść o miłości, strachu, walce, umieraniu i powrotach. Niby nic nowego pod słońcem, ale wierzcie mi – Jakub Małecki potrafi nawet tak ograne motywy zmienić w prawdziwy literacki diament.
  • „Taśmy rodzinne” M. Marcisz (7/10): Niewątpliwie miałam w tym miesiącu szczęście do bardzo ciekawych książek, a to kolejny taki tytuł. Marcin Małys ma 30 lat, 63 tysiące złotych długu i mętną wizję własnej przyszłości. Kiedy ojciec decyduje się go wydziedziczyć i przekazać wielomilionowy majątek na cele dobroczynne, Marcin postanawia odzyskać należne mu dziedzictwo. „Taśmy rodzinne” są o nieradzeniu sobie z dorosłością: dużo tu pieniądza, który ponoć nie śmierdzi, a tak wiele zmienia, sporo pretensji i niewyjaśnionych spraw. Bolesna, otwierająca oczy proza.
  • „Wybór Zofii” W. Styron (7/10),
  • „Rok 1984. Powieść graficzna” G. Orwell, F. Nesti (8/10),
  • „Niemiecki bękart” C. Läckberg (7/10): Gdy chcę poczytać coś dla „przewietrzenia głowy” i oderwania się od trudniejszych lektur, sięgam po kryminały z elementami obyczajowymi. Działają bezbłędnie. Piąty tom sagi o Fjällbace świetnie się sprawdził, a książkę połknęłam dosłownie w dwa dni. Tym razem sięgamy w przeszłość matki Eriki Falck… Dlaczego trzymała ona stary nazistowski medal? Przede mną jeszcze pięć części cyklu i możliwe, że kiedyś te książki mi się znudzą, ale na razie czytam je z niesłabnącym zainteresowaniem.
  • „Mała” E. Carey (7/10): Ta powieść biograficzna o Madame Tussaud (tak, tej od muzeum figur woskowych!) miała wielki potencjał i zaczęła się naprawdę fascynująco, ale gdzieś po drodze straciła rozpęd. Mimo tego nie żałuję, że po nią sięgnęłam, bo „Mała” miała fascynujące życie. Prosta dziewczynka, sierota, która właściwie przez przypadek losu znalazła się pewnego dnia w pałacu na Wersalu, wśród koronowanych głów. Jaką cenę musiała za to zapłacić? Tego dowiecie się z książki Careya.
  • „Przyjaciele. Ten o najlepszym serialu na świecie” K. Miller (7/10): Serial „Przyjaciele” skończyłam oglądać w czerwcu, i od tego czasu brakuje mi przygód Rossa, Moniki, Rachel, Chandlera, Phoebe i Joeya. Naturalną koleją rzeczy, jako książkoholik, sięgnęłam po dostępne książki. Ta konkretnie była dość krytykowana za poświęcenie zbyt małej ilości miejsca aktorom i ciekawostkom z planu: czytelnicy pisali, że mnóstwo w niej dłużyzn i że jest nudna. Szczerze… Albo jestem takim fanem Friendsów, że łyknę wszystko, albo byli to ludzie, którzy na co dzień nie czytają, ja bowiem nic takiego nie zauważyłam 😉 No, może początkowe rozdziały o początkach scenarzystów, Marty Kauffman i Davida Crane’a, nie były aż tak fascynujące, jednak rozumiem sensowność opowiedzenia tej historii od początku, a tak właśnie w ich przypadku wyglądały. Jestem świeżą fanką i nie poznałam jeszcze wielu faktów o „Przyjaciołach”, więc książka Miller obfitowała dla mnie w nowe informacje, co spowodowało, że świetnie spędziłam z nią czas.
  • „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” E. Eddo-Lodge (132/288 strony),
  • „Narodziny gniewu” J. Jax (pozostało 14 godzin i 39 minut),
  • „Kieszonkowiec” F. Nakamura (64/226 stron),
  • „Książka o śmieciach” S. Łubieński (38/288 stron).

Przeczytanych/zrecenzowanych: 11/5

Polskich/zagranicznych: 2/9

Beletrystycznych/popularnonaukowych: 8/3

Średnia ocen (na podstawie gwiazdek na serwisie Lubimy Czytać): 7,2

Najlepsza/najgorsza: „Saturnin”/„O piciu”

Zacznę jak zwykle pokrótce od omówienia obejrzanych seriali. Skończyłam sezon 5a „Lucyfera” (podobno będzie zarówno sezon 5b – ten podział powstał ze względu na fakt, że koronawirus przerwał kręcenie, a ekipa chciała już dać coś widzom – jak i sezon 6, więc już zacieram ręce!), a choć miał on swoje słabsze momenty (odcinek czarno-biały z przeszłości, który choć uzasadniony ze względu na opowieść o matce Mazikeen, to jednak po prostu absurdalny i… nudny!), to wciąż oglądanie Toma Ellisa i ekipy sprawia mi niesamowitą przyjemność.

Za mną także czwarty sezon „The Crown” – śmiem twierdzić, że najlepszy. Zresztą, gdy tylko sobie uświadomiłam, że będą to czasy księżnej Diany oraz Margaret Thatcher, wiedziałam, że będzie się działo! No i oczywiście się nie pomyliłam, bowiem już sam związek księcia Karola i księżnej Diany miał olbrzymi potencjał serialowy, a gdy do tego jeszcze doszła współpraca królowej z Żelazną Damą, to iskry nie raz leciały… Również w przypadku tego serialu niecierpliwie wyczekuję kontynuacji.

Na koniec dosłownie kilka słów o serialu „Chyłka: Rewizja”, ponieważ jestem dopiero po trzech odcinkach. Mam sentyment do serii o Chyłce, i ogólnie dobrze ogląda mi się serial, ale od pierwszego sezonu nie jestem w stanie polubić się z serialowym Langerem (w tej roli Jakub Gierszał). Nie wiem, o co chodzi, ale wykreowany przez niego Langer nie jest straszny, a w dodatku wygląda, jakby był ciągle śpiący, przez co działa na mnie równie usypiająco. Miałam podobne wrażenia już po sezonie pierwszym i czekałam, kiedy Gierszał się rozkręci, bo kojarzę go jako zdolnego młodego aktora, ale zaczynam się obawiać, że ma po prostu źle napisaną rolę i się nie doczekam poprawy…

Czasem lubię obejrzeć coś z nieznanej mi filmowej klasyki. W listopadzie padło na „American psycho”. To film ukazujący mroczne oblicze świata młodych, zamożnych biznesmenów w Ameryce lat 80. Patrick Bateman (Christian Bale) robi błyskotliwą karierę w firmie ojca, finansisty z Wall Street. Z pozoru jest typowym, egocentrycznym yuppie, którego życie określa kult markowych przedmiotów. Jednak w jego głowie lęgną się chore myśli o seryjnych morderstwach. Pod ich wpływem osobowość Patricka powoli ulega destrukcji. To bardzo dziwny film, w którym nie wiadomo, co dzieje się naprawdę, a co w wyobraźni głównego bohatera. I choć nie sposób nie docenić tego pomysłu, a po obejrzeniu ma się poczucie pewnej satysfakcji, to jednak muszę przyznać, że seans jest męczący. W rezultacie cieszę się, że obejrzałam ten film z dwóch powodów: bo warto go znać i dlatego, że mam to już za sobą (6/10).

Kolejnym obejrzanym filmem było „Carte blanche”. Trochę się obawiam sięgać po polskie dzieła kinematografii, bo zwykle trafiam na nieciekawe lub tak depresyjne obrazy, że nie pozostaje nic, tylko pociąć się suchą bułką 😉 Na szczęście film z Andrzejem Chyrą w roli głównej nie zaliczał się do żadnej z tych kategorii. To oparta na prawdziwych zdarzeniach historia Kacpra, uwielbianego przez uczniów nauczyciela historii z lubelskiego liceum. Mężczyzna zaczyna stopniowo tracić wzrok. Diagnoza lekarska nie pozostawia złudzeń: z powodu wady genetycznej, grozi mu trwała ślepota. Początkowo załamany, ostatecznie postanawia ukryć przed przełożonymi problemy zdrowotne, aby zachować pracę i doprowadzić do matury swoich uczniów. Pozytywnie zaskoczył mnie Andrzej Chyra, nie zawiódł jak zwykle Arkadiusz Jakubik (7/10).

Na ten film czekałam długo. „Ostatnia arystokratka” na podstawie prozy Evžena Bočka w Polsce była dostępna dzięki festiwalowi Kino na granicy (w tym roku odbywającemu się on-line). Dzieje rodziny Kostków, którzy z Ameryki przybywają do rodowego zamku Kostka, są przezabawne. Posiadłość jest zadłużona, zaniedbana i praktycznie opuszczona, a pilnują jej: pani Cicha, która „lubi sobie golnąć ciut za dużo”, marudny i niecierpiący turystów kasztelan Józef oraz hipochondryczny ogrodnik, który jest sobowtórem Spocka ze „Star Treka”. Nie będę oszukiwać: ekranizacja nie jest tak zabawna jak książka, choć i tu się parę razy uśmiałam. Jak to z przeniesieniem książki na ekran bywa, pewne wątki się nie pojawiły lub były skrócone, mimo wszystko warto było zobaczyć film, choćby dla usłyszenia wspaniałych piosenek o schorzeniach pana Spocka (7/10).

Ostatniego dnia listopada obejrzałam film Woody’ego Allena „W deszczowy dzień w Nowym Jorku”. Nie będę ukrywać, że głównie skusił mnie obsadzony w głównej roli Timothée Chalamet. On zresztą nie zawodzi, świetny jest również, co nie zaskakuje, Jude Law, gorzej jednak z resztą. Film w dół ciągną grające dwie główne bohaterki kobiece Elle Fanning oraz Selena Gomez (ta druga nie jest osobą, którą spodziewałabym się zastać u Allena) oraz powtarzalny scenariusz. Kiedyś lubiłam oglądać filmy Allena, mam jednak wrażenie, że już dawno stracił wyczucie, a już na pewno, jeśli chodzi o problemy młodych ludzi (6/10).

Najczęściej w listopadzie słuchałam:

Recenzenckie:

Od wydawnictwa W.A.B. (dla dużego Ka):

Od wydawnictwa Lira (dla ŚBK):

Od Śląskiego Klubu Fantastyki (dla ŚBK):

Od Wydawnictwa Literackiego:

Kupione/zdobyczne:

W listopadzie przybyło do mnie 11 książek.

W ramach mojego wyzwania przeczytałam w ubiegłym miesiącu jedną książkę.

Wielkobukowe bingo:

Trójka e-pik Sardegny:

  • „Mała” E. Carey – siła jest kobietą,
  • „Saturnin” J. Małecki – małżeństwo po polsku,
  • „Taśmy rodzinne” M. Marcisz, „Przyjaciele. Ten o najlepszym serialu na świecie” K. Miller – przeterminowana nowość, czyli książka wydana w 2019 roku.

Wyzwanie czytelnicze serwisu Lubimy czytać:

  • „Muzeum luster” L. Montero Maglano – przeczytam książkę autora z kraju na zachód od Polski (Hiszpania).

Polecam

  • u Jerzego z kanału Kto czyta, żyje podwójnie:

Zapraszam na mój IG:

I to wszystko w podsumowaniu miesiąca. Do usłyszenia 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s