„Stacja Tokio Ueno” Y. Miri

Autor: Yu Miri

Tytuł: Stacja Tokio Ueno

Wydawnictwo: Uniwersytetu Jagiellońskiego

Liczba stron: 160

Rok pierwszego wydania: 2016

Tłumaczenie: Dariusz Latoś

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Z czym kojarzy nam się Japonia? Pewnie z samurajami i gejszami, może z wielkimi miastami pełnymi świateł, pysznym sushi czy ramenem? Ktoś powie, że to Kraj Kwitnących Wiśni, inny, że jest on znany z kaligrafii i origami… Można wspomnieć górę Fuji, pagody czy mangę i anime. Założę się jednak, że mało kto postawi na… bezdomnych. A bezdomnym w Japonii można stać się stosunkowo łatwo. Czy spodziewalibyście się, że bardzo wielu młodych, wykształconych Japończyków nie potrafi znaleźć wymarzonej pracy i egzystuje, chwytając się dorywczych prac? Młodsi i starsi Freeterzy nocują w McDonaldzie, kafejkach internetowych, dworcach i miejscach, z których nikt ich nie wyrzuci. Taki wycinek rzeczywistości opisuje w swojej książce „Stacja Tokio Ueno” Yu Miri.

Kazu nie żyje i jako duch nawiedza park w pobliżu stacji Tokio Ueno. To tu spędził ostatnie lata, tu również została jego dusza po śmierci. Możliwe, że Kazu nie może zaznać spokoju, bo jego ziemska wędrówka była pełna nieszczęść i bólu. Często doskwierała mu samotność, wciąż ciężko pracował i miał mało czasu dla rodziny, a mimo tego nie potrafił zapewnić żonie i potomstwu dostatniego życia. Pod jego koniec, po tragicznym tsunami w 2011 roku, zamieszkał w parku Ueno w ogromnym miasteczku bezdomnych. Tu nie nawiązuje się bliższych relacji, mając jedynie kumpli od butelki, nie da się więc raczej nikogo zranić czy zawieść. Kazu to odpowiada, choć życie w namiocie skleconym z kartonów i innych śmieci wydaje się większości osób nie do wyobrażenia. Czy Kazu zazna ukojenia, czy też już zawsze będzie włóczył się w okolicy dworca Tokio Ueno?

Kiedyś mieli rodziny. Mieli domy. Nikt nie mieszka od urodzenia w kartonie albo szałasie z wbitych w ziemię tyczek i tarpowych płacht. Nikt nie zostaje bezdomnym, bo chce. Zachodzą okoliczności, które do tego prowadzą. Są tacy, co musieli zniknąć z dnia na dzień, bo wpadli w spiralę pożyczek na wysoki procent, i tacy, co ukradli pieniądze albo coś komuś zrobili, potem trafili do więzienia, a kiedy wyszli na wolność, nie mogli już wrócić do rodziny. Niektórzy tracili posady, żony się z nimi rozwodziły, zabierały dzieci i zajmowały dom, oni z desperacji zaczynali pić albo uzależniali się od hazardu i zostawali bez jena przy duszy. Bywają bezdomni po czterdziestce albo pięćdziesiątce, ubrani w garnitury, którzy najpierw ciągle zmieniali pracę, chodzili do pośredniaka, ale nie mogli nic dla siebie znaleźć, potem się załamali i zmienili w puste skorupy.

Yu Miri przedstawia w swej książce Japonię, którą nikt się nie chwali w kolorowych, błyszczących folderach. „Stacja Tokio Ueno” jest jak kubeł zimnej wody dla zachwyconego egzotycznym krajem Europejczyka. W Polsce bezrobocie utrzymuje się na poziomie koło 5-6%, w Japonii to grubo ponad 30%! Dynamiczne, błyskotliwe, pracowite japońskie społeczeństwo i pozbawieni pracy młodzi, wykształceni ludzie? To się nie mieści w głowie, a jednak to rzeczywistość wielu mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Yu Miri wrzuca w literacki świat swą powieść, a ona gniecie nas niczym kamyk w bucie i nie pozwala się zignorować.

Temat jest więc niewątpliwie ważny, a jednak forma nie zawsze za nim nadąża. Czytelnik snuje się razem z Kazu po parku i dworcu, obserwując żyjących i podsłuchując ich rozmowy, składając z kawałków ich świat i próbując dociec, co jest dla nich ważne. Może on sam przeoczył to, co istotne, może jego życie od początku biegło złym torem? Urodzony w tym samym roku, co cesarz, nie doświadczył wiązanego z tym faktem błogosławieństwa. Gdyby tylko móc przeżyć życie na nowo… Mężczyzna robi to więc wciąż i wciąż, wspominając zdarzenia z przeszłości, opowiadając je sobie i nam. Może w ten sposób znajdzie odkupienie, może sam sobie wybaczy? Forma „Stacji Tokio Ueno” ma więc swoje uzasadnienie, ale odebrałam ją jako dość męczącą i nużącą. Ot, zagwozdka: jak ocenić książkę, której treść przejmuje, a budowa zawodzi? Doceniam tematykę, ale powieść Yu Miri nie zwaliła mnie z nóg.

4-/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego:

6 myśli w temacie “„Stacja Tokio Ueno” Y. Miri

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Faktycznie, bezdomni nie przyszliby mi do głowy jako skojarzenie z Japonią. Wielka szkoda, że forma trochę zawiodła, ale skoro treść do Ciebie trafia, to myślę, że warto przeczytać. Też mam zawsze problem z oceną książki, jeśli czuję dysonans między formą i treścią.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s