Podsumowanie września

Nie wiem, czy Wy też macie takie wrażenie, że dopiero co był marzec, a nagle, w oka mgnieniu, nastąpił październik? Dziwny ten pandemiczny rok, w którym Polska siedziała na lockdownie, pracowała w dużej mierze zdalnie i z niepokojem śledziła (i nadal śledzi) kolejne przypadki zakażeń. Wrzesień był jeszcze dość łaskawy pod względem pogody, za to początek października przyniósł deszcze, wiatr i wcześnie zapadający zmrok. Jaki był miniony miesiąc? Zapraszam do lektury notki, a w niej jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

  • „Kurczak ze śliwkami” M. Satrapi (6/10): Po komiks Satrapi sięgnęłam pamiętając, jakie wielkie wrażenie zrobiło na mnie „Persepolis” jej autorstwa. Omawiany komiks to zdecydowanie krótsza i prostsza (w znaczeniu – jednotorowa) historia. Oto sławny w całym kraju muzyk grający na klasycznym perskim instrumencie, po zniszczeniu go traci radość życia. Mężczyzna postanawia umrzeć. Przez kilka następnych dni dzięki jego wspomnieniom poznajemy barwną opowieść o codziennych kłopotach i radościach głównych bohaterów, ukazaną na tle panoramy dziejów Iranu pierwszej połowy XX wieku. Komiks dobry, i chyba szkoda, że Satrapi nie zdecydowała się rozbudować tej historii. A tak: powstała opowieść na jeden chaps.
  • „Klątwa ruin” M. Wala (6/10),
  • „27 śmierci Toby’ego Obeda” J. Gierak-Onoszko (8/10): Trudna, emocjonalna historia i trudno też coś o niej napisać w kilku zdaniach. Gierak-Onoszko odkrywa niechlubne karty z historii Kanady, o których mieszkańcy tego kraju woleliby zapomnieć. Przez ponad sto lat inuickie, indiańskie i metyskie dzieci wynaradawiano, odbierając je rodzicom, umieszczając w szkołach z internatem i ucząc, jak żyć w nowoczesnym społeczeństwie. To wiązało się z przymusowym porzuceniem tradycji przodków; w dodatku wychowankowie tych placówek padali również ofiarą wszelkiego rodzaju przemocy: psychicznej, fizycznej i seksualnej. Strumień niewyobrażalnego cierpienia płynie przez karty tej książki, nie jest to więc tytuł dla każdego. A jednak, jak zawsze powtarzam: warto wiedzieć. Należy wiedzieć. Chociaż tak, swoją uwagą, możemy jako biała rasa zadośćuczynić cierpieniom innych.
  • „Wotum” M. Siembieda (7/10): Kolejna świetna książka w dorobku tego autora już wcale mnie nie dziwi. „Wotum” to trzeci tom przygód detektywa z IPN, Jakuba Kani. Tym razem sprawa jest wyjątkowo delikatna, bowiem w grę wchodzą uczucia religijne. Dochodzi do zamachu na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Gdyby nie pancerna szyba zainstalowana tuż przed atakiem, największa świętość Polaków przestałaby istnieć. Szyba broni Czarnej Madonny, ale definitor zakonu paulinów upatruje w zamachu aktywności sekty powiązanej z tajemnicą z czasów króla Jana Kazimierza. I tu zaczyna się robota Kani… Ten jak zwykle nie zatrzymuje się w pół kroku, w związku z czym naraża się Kościołowi, skłóca z ojcem oraz naraża siebie i bliskich na niebezpieczeństwo. Tego tytułu słuchałam, a choć po interpretacji książek Przemysława Borkowskiego w wykonaniu Mariusza Bonaszewskiego nie byłam do niego przekonana, tak tu jakoś bardziej mi pasował.
  • „Atlas wysp odległych” J. Schalansky (7/10): Pięknie wydany cymesik, który warto postawić na swojej półce. To atlas, lecz mocno nietypowy: autorka opowiada o różnych niedostępnych lub słabodostępnych wyspach, które ją fascynują, choć nigdy na nich nie była ani nie będzie. Schalansky z pracowicie zebranych relacji historycznych i danych naukowych wysnuwa intrygujące literackie miniatury. Zestawiając je z subtelnymi, całostronicowymi mapami, tworzy całość o wielkiej mocy oddziaływania na wyobraźnię. Jedyną w swoim rodzaju, romantyczną książkę-marzenie, która zachwyci wszystkich miłośników wyimaginowanych podróży. Polecam!
  • „Białe łzy” H. Kunzru (7/10): Z tego, co widziałam, ta książka ma skrajne opinie. Od razu napiszę, że ja jestem zadowolona z lektury. To mroczna opowieść pełna muzyki bluesowej, wyzysku, chciwości, zazdrości i zemsty. Są tu wielkie przyjaźnie i powierzchowne znajomości, niespełnione miłości i szybki seks, narkotyki i wielkie pieniądze. Kiedy Seth przypadkiem nagrywa w parku anonimowego śpiewaka, Carter rozpowszechnia intrygujące nagranie w internecie, twierdząc, że oto odnaleźli zaginioną płytę bluesowej legendy, Charliego Shawa. Żart ma nieoczekiwane konsekwencje – dowiadują się, że postać bluesmana jest autentyczna! Zaintrygowani przyjaciele ruszają na poszukiwanie śladów tajemniczego muzyka. 
  • „One płoną jaśniej” S. Rao (5/10): To książka, która wedle wszelkiego prawdopodobieństwa powinna mi się spodobać, co więc poszło nie tak? Oddaję głos Blance Dżugaj, arabistce i indolożce, bowiem w dużej mierze się z nią zgadzam. Szkoda zmarnowanego potencjału.
  • „Babka z zakalcem” A. Rogoziński (6/10): Kolejny audiobook (w tym miesiącu było ich jak na mnie sporo!). Nigdy nie przepuszczam kolejnej premiery Alka, wiem bowiem, że autor zapewni mi sporo śmiechu i, jeśli będzie trzeba, poprawi humor. Nie inaczej było z „Babką z zakalcem”, historią, w której głównymi bohaterami byli Luiza Mirska i jej rodzina. Gdy potentatka cukiernicza planuje emeryturę, zastanawia się, komu z rodziny ma zostawić firmę. Wynajmuje więc prywatnego detektywa, by prześwietlił życiorysy potencjalnych spadkobierców, i przekonuje się, że każdy z jej bliskich ma na sumieniu jakieś przestępstwo. Gdy na rodzinnej imprezie z okazji sześćdziesiątych urodzin Luizy dochodzi do morderstwa, podejrzani stają się wszyscy. Bo też i każdy z gości miał powód i okazję, aby dodać swoje zabójcze „trzy grosze” do babeczki z lukrem… Przyznam szczerze, że nie do końca przekonała mnie ta historia, i chyba niestety winę za to ponosi lektor. Nie jestem fanką „aktorzących” lektorów, a Maciej Radel właśnie do takich się zalicza. Jeśli u Alka postać „mówi zbolałym głosem” to bądźmy pewni, że Radel to dosłownie odda (w dodatku starając się podwyższyć swój głos, jako że mowa o kobiecie), jeśli się śmieje, to wyraźnie usłyszymy, że i on rozciąga usta w szerokim uśmiechu. Jakoś mnie ta interpretacja zmęczyła i chyba wolałabym bardziej stonowane wykonanie.
  • „Uniwersytet Dziecięcy wyjaśnia tajemnice kosmosu” K. Werner, U. Janssen (7/10): Kilkukrotnie zwierzałam się już na moim blogu, że niezwykle interesuje mnie kosmos, ale niestety nie jestem geniuszem astrofizyki i z tego też powodu czytam zwykle książki dziecięco-młodzieżowe na ten temat. To kolejna z nich. Jej zaletą jest niewątpliwie przystępny język oraz wiele żartów i ciekawostek na temat naszego układu słonecznego. W tej publikacji znajdziemy m.in. odpowiedzi na pytania: Czy człowiek poleci kiedyś na Marsa? Co może nas spotkać podczas podróży kosmicznej? Skąd się biorą czarne dziury? Dlaczego gwiazdy świecą? Czy da się przekroczyć prędkość światła? …i wiele, wiele innych. Super są takie książki, które równocześnie uczą i bawią!
  • „Żałobnica” R. Małecki (6/10),
  • „Kiedy umrę, zjesz mnie, kocie? Odpowiedzi na najdziwniejsze pytania o śmierć” C. Doughty (7/10): I kolejna w tym miesiącu nietypowa książka, ale o zupełnie innej niż „Atlas wysp odległych” tematyce. To z pewnością nie jest książka dla każdego, ale dla ciekawskich, którzy zadają sobie różne pytania na temat śmierci będzie idealna. Caitlin Doughty pracuje w domu pogrzebowym, kto więc, jak nie ona, będzie najlepiej wiedział, co się dzieje z naszymi doczesnymi szczątkami po śmierci? Znajdziemy tu dziwne pytania zadane przez dzieci (to ważne, bo polski tytuł, w odróżnieniu od oryginalnego, tego nie oddaje), na przykład: Co stałoby się z ciałem astronauty, gdyby zostało wypchnięte z promu kosmicznego? Czy mogę babci wyprawić pogrzeb w stylu wikingów? Pozwolą mi trzymać czaszkę mamy na biurku? Odpowiedzi Doughty są pełne czarnego humoru – nie każdemu on podpasuje, ale ja byłam zadowolona z lektury.
  • „Z nienawiści do kobiet” J. Kopińska (7/10): Audiobook czytany przez rewelacyjną Krystynę Czubównę. To historie o najważniejszych sprawach, którymi żyła cała Polska, a które, jak sugeruje tytuł, opowiadają o kobiecej krzywdzie. Znajdziemy tu między innymi opowieść syna o Violetcie Villas, artystce, która odniosła ogromny sukces, była podziwiana przez miliony, a zmarła w samotności, szokującą historię trzynastoletniej dziewczynki podstępem wywiezionej od rodziców i gwałconej przez księdza, czy reportaż pokazujący, jak wojsko zamiata pod dywan molestowanie seksualne kobiet przez wysokiej rangi oficera. Mocne, drażniące, trudne, a równocześnie zdecydowanie warte poznania.
  • „Wielka samotność” K. Hannah (8/10): To moje pierwsze spotkanie z autorką, i to od razu tak udane! Wiem już, że niesłusznie tak długo odkładałam lekturę „Słowika”, który czeka parę lat na półce. „Wielka samotność” opowiada o pewnej rodzinie z problemami, która przeprowadza się na Alaskę. Mamy rok 1074, weterana wojny w Wietnamie z PTSD, oraz jego żonę i córkę. No i Alaskę, piękną, ale niebezpieczną… Dorastająca trzynastoletnia Leni, dziewczynka w trudnym wieku, uwikłana w burzliwy związek rodziców, ma nadzieję, że w nowej krainie czeka lepsza przyszłość dla rodziny. Jej matka, Cora, zrobi wszystko i pójdzie wszędzie dla mężczyzny, którego kocha, nawet jeśli oznacza to pójście w nieznane. Na początku Alaska wydaje się być odpowiedzią na ich modlitwy. W dzikim, odległym zakątku kraju odnajdują się wśród niezależnej społeczności silnych mężczyzn i kobiet. Ale wraz z nadejściem zimy i ciemnościami obejmującymi Alaskę, wszystko się zmienia… Dawno nie czytałam tak rewelacyjnej powieści obyczajowej, od której wręcz nie można się oderwać. Jeśli jakimś cudem nie znacie jeszcze pisarstwa Kristin Hannah, koniecznie to zmieńcie! „Wielka samotność” będzie dobra na początek.
  • „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” E. Eddo-Lodge (79/288 stron),
  • „Wybór Zofii” W. Styron (110/608 stron),
  • „Ostatni skok” M. Rogala (zostały 4 godziny i 37 minut).

Przeczytanych/zrecenzowanych: 13/2

Polskich/zagranicznych: 6/7

Beletrystycznych/popularnonaukowych: 8/5

Średnia ocen (na podstawie gwiazdek na serwisie Lubimy Czytać): 6,8

Najlepsza/najgorsza: „Wielka samotność”/„One płoną jaśniej”

We wrześniu wciągnęłam się w oglądanie „Lucyfera”, w związku z czym rubryczka z filmami prezentuje się wyjątkowo biednie. Jedynym nowopoznanym dla mnie filmem miesiąca okazał się „Król rozrywki”: to oryginalny musical, który ukazuje narodziny amerykańskiego przemysłu rozrywkowego. Inspirowany losami legendarnego P.T. Barnuma film ukazuje historię wizjonera, gotowego na wszystko, by urzeczywistnić ideę olśniewającego widowiska, który stał się sensacją na miarę światową. Trochę żałuję, że nie widziałam „Króla rozrywki” w kinie, bo wiem, że to obraz, który musi się świetnie prezentować na dużym ekranie. Z drugiej strony jednak, historia broni się sama, dając nam wzruszenia, łzy radości, sceny podnoszące na duchu i przywracające wiarę w ludzkiego ducha, a także obrazy czyjejś małości i podłości. Świetna gra aktorska Hugh Jackmana nie zaskakuje, ale muszę ze zdziwieniem przyznać, że i Zac Efron (kojarzący mi się do tej pory z rólkami dla nastolatek) radzi tu sobie wcale dobrze (8/10).

Drugim i zarazem ostatnim filmem była pierwsza część Władcy Pierścieni, czyli „Drużyna Pierścienia” (był to re-watching). Tu chyba wiele nie trzeba mówić, ale dla porządku: historia opowiada o podróży hobbita z Shire i jego ośmiu towarzyszy, której celem jest zniszczenie potężnego pierścienia pożądanego przez Czarnego Władcę – Saurona. Rewelacyjnie wykreowane postaci, świetna gra aktorska, wspaniałe krajobrazy, niezapomniana muzyka… Tu po prostu nie ma się do czego przyczepić. Może jedynie do tego, że po prawie dwudziestu latach od premiery efekty specjalne nieco się zestarzały. Nie przeszkadza to jednak w czerpaniu maksimum przyjemności z seansu (9/10).

Najczęściej w sierpniu słuchałam:

Recenzenckie:

Od wydawnictwa Prószyński i S-ka (dla dużego Ka):

Od Domu Wydawniczego Rebis:

Od Oficyny Literackiej Noir sur Blanc:

Od wydawnictwa Kwiaty Orientu (dzięki ŚBK):

Od wydawnictwa Jaguar (dzięki ŚBK):

Od Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego:

Tym razem przybyło do mnie jedynie sześć książek.

Nie wiem, jak to się stało, ale we wrześniu w ramach mojego wyzwania nie przeczytałam żadnej książki. Muszę się zdyscyplinować! Trochę lepiej za to było w innych wyzwaniach.

Wielkobukowe bingo:

Trójka e-pik Sardegny:

  • „One płoną jaśniej” S. Rao – ugaś ten pożar!
  • „Wielka samotność” K. Hannah – jak matka z córką,
  • „Klątwa ruin” M. Wala, „Kurczak ze śliwkami” M. Satrapi, „Kiedy umrę, zjesz mnie, kocie? Odpowiedzi na najdziwniejsze pytania o śmierć” C. Doughty – tytuł zaczynający się od pierwszej litery naszego imienia lub nazwiska.

Wyzwanie czytelnicze serwisu Lubimy czytać:

Polecam

  • u Jerzego z kanału Kto czyta, żyje podwójnie:

Zapraszam na mój IG:

I to wszystko w podsumowaniu miesiąca. Do usłyszenia 🙂

8 myśli w temacie “Podsumowanie września

  1. Wynik u Ciebie jak zwykle imponujący. Zazdroszczę. U mnie wrzesień był ciężki pod względem osobistym, więc i czytelniczo, i kulturalnie ubogi.

  2. Serio Hannah dobra? Słyszałam dużo złego o „Słowiku” i zrezygnowałam z poznawania tej autorki, a tu proszę, ty piszesz, że dobra i warto… Z innej beczki: premiera „Doliny” przypomniała mi, że w cyklu tym stanęłam na pierwszym tomie i nie wiem właściwie dlaczego, bo bardzo mi się podobał. Więc szybkie zakupy na allegro, antykwariat na szczęście rzut turbanem ode mnie, i mam już w łapkach drugą część 🙂 Byle tylko nie utknęła w stosiku 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s