Podsumowanie lipca

Z lekkim poślizgiem wkroczyłam w sierpień, jednak urlop, lato i różne atrakcje towarzyskie wydają mi się być wystarczającym usprawiedliwieniem tej małej obsuwy 😉 Dwa tygodnie urlopu minęły jak z bicza strzelił i muszę przyznać, że wcale nie miałam czasu zbyt wiele poczytać, a co więcej: wcale tego specjalnie nie żałuję. Spotkania z przyjaciółmi po wymuszonej covidem przerwie były najlepszym, co mogło mnie w to lato spotkać. Coś jednak przeczytałam i obejrzałam, więc zapraszam do lektury notki, a w niej jak zawsze: przeczytane książki, nowe zdobycze na półkach, garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

W lipcu udało mi się wziąć udział w kilku wydarzeniach kulturalnych. Byłam na wystawie „Na fali Hokusaia” w Muzeum Historii Katowic, zajrzałam też do BWA. Niewiele później odwiedziłam krakowski Mocak, a na koniec obóz Auschwitz-Birkenau oraz Pszczynę, w której zawędrowałam między innymi do pięknego zamku.

  • „Normalni ludzie” S. Rooney (6/10): Wokół tej książki było sporo szumu. Słyszałam, jaka jest dobra, że dostała nominację do Bookera, że opowiada prawdziwie o problemach nastolatków… Cóż, to dobra książka, która jednak nie zrobiła na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia. Trochę melancholijna, momentami uderzająca w zbyt napuszone tony pozycja o dwójce młodych ludzi z dwóch różnych światów. Nie przeczę, że jest w niej coś wciągającego, dzięki czemu bardzo szybko ją przeczytałam, ale gdy teraz o niej myślę, nie odczuwam wielkich emocji z nią związanych.
  • „Teściowe muszą zniknąć” A. Rogoziński (6/10),
  • „Co czytali sobie, kiedy byli mali?” J. Mikołajewski, E. Świerżewska (6/10): To tytuł, który ze wszech miar powinien być moim osobistym strzałem w dziesiątkę, bo uwielbiam czytać o czyichś biblioteczkach czy książkowych wyborach. Co zatem nie do końca zagrało? Chyba dobór pytań i… przepytywanych. Jako że 99% dorastało w podobnych latach, czytali praktycznie te same lektury. Przy dziesiątym bohaterze zaczynało to już naprawdę nużyć. Nie każdy też opowiadał o książkach równie zajmująco. Mimo wszystko dla książkoholika będzie to zawsze smaczny kąsek, szczególnie, że strona typograficzna tego tytułu jest przepiękna.
  • „Kontra” W. Miłoszewski (6/10): Trzeci tom cyklu polityczno-wojennego Wojtka Miłoszewskiego z jakiegoś powodu najbardziej mnie wymęczył. Mam świadomość, że nie jestem wielką fanką political fiction, lecz częściowe umieszczenie akcji w Katowicach przyciągało moją uwagę. Cieszę się, że sięgnęłam po ten cykl i że wraz z „Kontrą” pozamykała się większość wątków, ale raczej nie szybko sięgnę po kolejną tego typu opowieść.
  • „Marina” C. Ruiz Zafón (8/10): Czerwiec przyniósł smutną wiadomość o śmierci Carlosa Ruiz Zafóna. Ogromnie mi żal, że nic już nowego nie napisze. Z tego żalu sięgnęłam po nieznaną mi do tej pory „Marinę”: typową dla autora powieść wzbogaconą nietypowym wątkiem grozy. Po raz kolejny dałam się porwać magii słów hiszpańskiego pisarza, chłonąc historię Oscara i Mariny. Powieści Zafóna zaliczam do tego rzadkiego gatunku, że równocześnie chcesz i nie chcesz ich kończyć: w przypadku „Mariny” nie było inaczej.
  • „Martwy sezon” A. Jadowska (7/10): „Trup na plaży”, czyli pierwszy tom przygód Garstki z Ustki, szalenie mi się spodobał, bo to lekka powieść z poważnym drugim dnem, napisana jednak bez pretensji i patosu. „Martwy sezon” zbierał nieco gorsze recenzje, jednak niezrażona sięgnęłam po audiobooka i wysłuchałam go z niekłamaną przyjemnością. Spora w tym pewnie zasługa Pauliny Holtz, która stała się jedną z moich ulubionych lektorek, ale przede wszystkim to niewymuszone szorstkie ciepełko jest tym, co do książek Jadowskiej mnie przyciąga. Jest znów trup, jest śledztwo, a gdzieś obok odradzająca się ostrożnie miłość. Ja to kupuję.
  • „Strażnicy światła” A. Geni (7/10): Bardzo ciekawa powieść, tylko… Zapomnijcie o tym, co wyczytacie na okładce. Żaden to wielki dreszczowiec i wcale nie zbrodnia jest tu najważniejsza. Istotne jest za to pogmatwane emocjonalnie życie głównej bohaterki, która na Wyspy Śmierci ucieka przed… No właśnie, przed czym? To jest zagadnienie, nad którym warto się podczas lektury pochylić. W gratisie niebezpieczna, lecz piękna przyroda.
  • „Wilk” J-M. Rochette (6/10): Powieść graficzna, na temat której słyszałam pochwały nawet od takich osób, które po komiksy raczej nie sięgają. Sucha, kanciasta, Hemingway’owska w wymowie historia o walce starszego mężczyzny z tytułowym wilkiem. Emocje są w niej ukryte, bo przecież prawdziwy mężczyzna nie może sobie na nie pozwolić. Natura nie jest nigdy zła, nawet, gdy wydziera człowiekowi jego zdobycze, jest po prostu sobą i jak wszyscy i wszystko walczy o przetrwanie. Kto wygra wojnę, człowiek czy wilk?
  • „Babcie” P. Šabach (6/10).
  • „Jak nie zostałem poetą” Sz. Twardoch (115/176 stron),
  • „Powietrze, którym oddychasz” F. de Pontes Peebles (56/528 stron),
  • „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” E. Eddo-Lodge (66/288 stron).

Przeczytanych/zrecenzowanych: 9/2

Polskich/zagranicznych: 4/5

Beletrystycznych/popularnonaukowych: 8/1

Średnia ocen (na podstawie gwiazdek na serwisie Lubimy Czytać): 6,4

Najlepsza/najgorsza: „Marina”/„Co czytali sobie, kiedy byli mali?”

W lipcu obejrzałam trzy filmy. Na „Zbrodnie Grindewalda” czaiłam się, odkąd zobaczyłam dzięki Netflixowi część pierwszą. Seans był satysfakcjonujący, jednak wciąż uważam, że to historie wyłącznie dla potterheads, bowiem nie bronią się same w sobie. Scenariusz jest nieco naciągany, są w nim luki, których nie zawsze wybraniają wspaniałe efekty specjalne, fantastyczne stwory i uroczy, nieśmiały uśmiech Eddie’ego Redmayne’a grającego główną rolę. Ja spędziłam miło czas, jednak nie uszły mojej uwadze pewne uchybienia (6/10).

Wielką radość sprawiło mi pojawienie się na Netflixie „Beksy”, jednego z niewielu filmów z Johnnym Deppem, którego jakoś do tej pory nie widziałam. „Beksa” to utrzymany w kiczowatej konwencji musical, pełen zbuntowanych nastolatków z dużą ilością brylantyny we włosach. Są też grzeczne dzieciaki z dobrych domów. Gdy społeczny wyrzutek, którego rodzice zostali straceni na krześle elektrycznym, zakochuje się w dziewczynie z „drugiej strony barykady”, wiadomo, że nie obędzie się bez łez i tragedii. Jako wielka fanka aktorstwa Deppa (a także jego samego w tym świeżym, młodym wydaniu – nie ma co kryć!), byłam bardzo zadowolona z seansu (7/10).

Na koniec obejrzałam „Prawdziwe męstwo”, bo przypomniałam sobie, jak bardzo chciałam zobaczyć to swego czasu w kinie. Czasu poświęconego filmowi nie żałuję, ale z żalem odnotowuję, że nie zachwycił mnie tak, jak się tego spodziewałam. Wyobraziłam sobie chyba, że będzie to western na kształt „Na południe od Brazos”, przez co przez porównanie cała historia wydała mi się dość płytka, a także nieco przegadana. Pochwalić trzeba świetne role Jeffa Bridgesa oraz Matta Damona (ten drugi nie został obsadzony po warunkach, a zagrał świetnie! Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył). 6/10

Dokończyłam również oglądanie „We’re here” i dwunastego sezonu „RuPaul’s Drag Race”, a także zaczęłam oglądać zachwalany serial „Lucyfer”. O żadnym z tytułów się tu jednak nie wypowiem: o dwóch pierwszych napisałam w zasadzie wszystko w podsumowaniu czerwca, a o ostatnim napiszę, gdy skończę go oglądać.

Najczęściej w lipcu słuchałam:

Recenzenckie

Od Wydawnictwa Dolnośląskiego (dzięki ŚBK):

Od wydawnictwa Czwarta Strona:

Kupione/zdobyczne

Lipiec ponownie nie był zbyt obfity w nowe zdobycze książkowe, ale w sumie mnie to cieszy, bo na półkach czeka mnóstwo starszych tytułów. Przybyło do mnie tym razem pięć książek.

W ramach mojego wyzwania nie przeczytałam tym razem ani jednego tytułu, ale już wiem, że w sierpniu będzie lepiej. A jak mi poszło z innymi wyzwaniami?

Wielkobukowe bingo:

  • „Marina” C. Ruiz Zafón – powieść hiszpańska.

Trójka e-pik Sardegny:

  • „Teściowe muszą zniknąć” A.Rogoziński, „Co czytali sobie kiedy byli mali?” J. Mikołajewski, E. Świerżewska – całym zdaniem,
  • A. Geni „Strażnicy światła” – kryminał z wysp.

Wyzwanie czytelnicze serwisu Lubimy czytać:

  • „Wilk” J-M. Rochette – przeczytam książkę, w której występuje zwierzęcy bohater.

Polecam

  • u Jerzego z kanału Kto czyta, żyje podwójnie:

Zapraszam na mój IG:

I to wszystko w podsumowaniu miesiąca. Do usłyszenia 🙂

Jedna myśl w temacie “Podsumowanie lipca

  1. Zasłużyłaś na wypoczynek. 😉 Wystawa świetna. Zazdroszczę Ci obecności na niej i dziękuję, że wstawiłaś zdjęcia. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s