„Ostatni seans filmowy” L. McMurtry

Autor: Larry McMurtry

Tytuł: Ostatni seans filmowy

Wydawnictwo: Vesper

Liczba stron: 264

Rok pierwszego wydania: 1966

Tłumaczenie: Paweł Lipszyc

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Gdyby nie mój zachwyt książką „Na południe od Brazos”, po „Ostatni seans filmowy” Larry’ego McMurtry’ego pewnie bym teraz nie sięgnęła. Stało się jednak inaczej, co bardzo mnie cieszy. Nieświadomie bowiem przeczytałam tę książkę po raz drugi, i sądząc po różnicy ocen (kiedyś: 3/6, obecnie: 5/6), dojrzałam do niej. Coś, co kiedyś wydało mi się zapewne nudne i wydumane, teraz mnie poruszyło. O czym jest „Ostatni seans filmowy”? O małości szans, ambicji i działań w małym mieście w Teksasie. A mimo że akcja toczy się w Ameryce w latach 50. XX wieku, mogłaby się tak naprawdę toczyć kiedykolwiek i w jakimkolwiek tego typu miejscu.

Jack Duane i Sonny właśnie wkraczają w dorosłość z jej blaskami i cieniami. Żyjąc w małym miasteczku Thalia w Teksasie, mają niewiele rozrywek i możliwości: mogą wpaść do pobliskiego baru na partyjkę bilarda czy pokera, wziąć dziewczynę na przejażdżkę i obściskiwać się z nią ukradkiem na tylnym siedzeniu czy wybrać się raz na tydzień do kina. W szkole, o ile nie jest się typem sportowca albo kujona, również nie ma czego szukać. Życie tu nie pędzi, raczej ciągnie się dzień za dniem, nie przynosząc odmiany. Dorośli nie mają lepiej, ale może jest im trochę łatwiej, bo już się poddali: weszli w koleiny, przestali się buntować i wyglądać lepszego jutra, kobiety powychodziły za mąż za swoich znajomych, z którymi nie udało im się stworzyć dobrego związku, mężczyźni znaleźli jakieś żony, na które można teraz narzekać przy piwie w barze, a w nocy spełnić swój małżeński obowiązek i odwrócić się do siebie plecami. Wielu ludzi jest tu niewidzialnych, kilku wyśmiewanych, na przykład opóźniony w rozwoju Bill, który lubi zamiatać całymi dniami ulice. Życie jakoś się toczy, taka już jest specyfika życia.

Podczas przerwy na lunch, kiedy nie miało się z kim wymknąć na całowanie, pozostawało oglądanie meczu siatkówki. Alternatywną rozrywką było patrzenie, jak bracia Melly, George i Ed, onanizują się w kiblu. Bracia Melly, mieszkający na podupadłej farmie w zachodniej części okręgu, mieli w życiu niewiele przyjemności. Pierwszoroczni i drugoroczni z rozbawieniem przyglądali się onanizującym się braciom, ale było to poniżej godności uczniów wyższych klas, takich jak Duane i Sonny.

Ten brak nadziei poraża. Nikt tu nie liczy na zmiany, nie aspiruje do czegoś więcej, bo to po prostu niemożliwe, nie w Thalii, gdzie jest jedno kino, jeden bar i knajpa z jedzeniem, szkoła, kościół i kilka sklepów, gdzie wszyscy się znają, gdzie są może ze dwie, trzy ładniejsze dziewczyny i całe tabuny sfrustrowanych chłopaków, chcących znaleźć dobrą żonę, żeby móc wreszcie na spokojnie spróbować tego, co zakazane – seksu. To rzeczywistość, w której rozrywką może być niespodziewany romans ze starszą kobietą czy spontaniczna ucieczka z domu i ślub. Dorośli już się poddali, dzieciaki jeszcze nie wiedzą, że to, do czego aspirują, wcale ich nie uszczęśliwi, a dorastanie to pułapka.

– Dobrze, zostawię cię już w spokoju – powiedziała. – Pewnie cię dzisiaj zdezorientowałam, taką mam nadzieję. Gdybym cię zdezorientowała, to byłby jakiś początek. Tak naprawdę przyszłam powiedzieć ci tylko jedną rzecz: życie jest niezwykle monotonne. Rzeczy w kółko powtarzają się w ten sam sposób. Myślę, że życie w tej części kraju jest bardziej monotonne niż gdzie indziej, ale w sumie wszędzie jest tak samo. Mam tego po dziurki w nosie. Jeśli powtarzasz coś wystarczająco często, wszystko się starzeje. Właściwie mało mnie obchodzi, za kogo wyjdziesz, ale jeśli chcesz szybko poznać monotonię, wyjdź za Duane’a.

Larry McMurtry jest dla mnie mistrzem w kwestii emocji. Pisze jak ktoś, kto dobrze poznał życiowy marazm, wie, co to zgorzknienie i brak nadziei na odmianę. Jego słowa oblepiają mnie jak pajęczyna, wywołując we mnie dziwną słabość, a równocześnie nie pozwalając mi oderwać się od lektury. Mimo że akcja „Ostatniego seansu filmowego” toczy się w latach 50. XX wieku w Teksasie, sprawy i uczucia, o których pisze autor, są uniwersalne. Ta powieść jest dla mnie przede wszystkim o małości, opowiada o miasteczku, które więzi jak klatka, dusi i nie pozwala na rozwój. Dorastający chłopcy i dziewczęta łudzą się, że wraz z wejściem w dorosłość czeka ich jakaś cudowna zmiana. Nie wiedzą jeszcze, że tylko zmieniają klatki. Przejmująca lektura.

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Vesper:

4 myśli w temacie “„Ostatni seans filmowy” L. McMurtry

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Może dojrzałaś, a może gusta Ci się zmieniły? 🙂 Tak też czasem bywa. 🙂 Myślę, że to warta uwagi pozycja, ale nie dla mnie. Na ten czas byłaby chyba zbyt przygnębiająca dla mnie.

  3. Pingback: Podsumowanie czerwca | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s