„Pszczoły i grom w oddali” R. Onda

Autor: Riku Onda

Tytuł: Pszczoły i grom w oddali

Wydawnictwo: Uniwersytetu Jagiellońskiego

Liczba stron: 464

Rok pierwszego wydania: 2016

Tłumaczenie: Katarzyna Sonnenberg

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Pierwsze zaskoczenie: że książka jest taka gruba, drugie: że dostaję wraz z nią zapis nutowy jednego z utworów Chopina. Aż żal, że nie potrafię grać na pianinie! Puszczam zatem, z braku lepszej możliwości, znany mi dobrze utwór (w interpretacji Vadima Chaimovicha) w serwisie YouTube. Riku Onda musi być uważną słuchaczką i miłośniczką muzyki klasycznej, skoro osnuła fabułę swojej książki „Pszczoły i grom w oddali” wokół konkursu pianistycznego. Muzyka jest spoiwem, treścią i kolejnym z bohaterów książki – a może jest nawet bohaterem głównym? Czyż nie jest ważniejsza od wykonujących ją pianistów?

Jak już zostało powiedziane, akcja zawiązuje się podczas przesłuchań do międzynarodowego konkursu pianistycznego w japońskim Yoshigae. Nikt specjalnie nie przykuł uwagi jurorów i nie zachwycił ich, póki na scenie nie stanął pewien niepozorny uczestnik: Kazama Jin. Chłopiec jest bardzo młody, szybko jednak pojawia się na językach wszystkich, gdy okazuje się, ze był uczniem bardzo znanego i niedawno zmarłego wirtuoza pianina. W dodatku Jin gra… dziwnie. Inaczej. Kontrowersyjnie. Jedni są zachwyceni, drudzy oburzeni. Później do konkursu zostaje zakwalifikowanych paru mocnych zawodników: Peruwiańczyk japońskiego pochodzenia, Masaru Carlos, czy powracająca po latach na scenę Eiden Aya. Konkurs zyskał już pewien prestiż, więc środowisko melomanów śledzi z uwagą kolejne etapy i obstawia, kto z uczestników ma największą szansę na wygraną.

Czytelnik wraz z jurorami i słuchaczami śledzi każdy etap rozgrywek, jest jednak w gorszej od nich sytuacji, bowiem opisywane dźwięki i wygrywane utwory (a raczej ich wykonania) może sobie jedynie wyobrażać. Nie jest to jednak tak duża niedogodność, jak by się mogło wydawać, ponieważ Riku Onda opisuje wszystko tak plastycznie i z tyloma detalami, że niemal słyszy się w głowie muzykę. Przy okazji śledzenia zmagań uczestników, poznajemy skrawki życiowych historii kilku z nich: Kazamy Jina, Eiden Ayi, Masaru Carlosa oraz  Takashimy Akashiego. Każdy z nich ma zupełnie inne doświadczenie, ale łączy ich miłość do muzyki. Przez trzy rundy eliminacji po finał – dostajemy nie tylko możliwość wejścia za kulisy, do przebieralni, gdzie kobiety nakładają bajeczne, eleganckie suknie, a mężczyźni garnitury, gdzie stroiciel stroi fortepian indywidualnie przed występem każdego uczestnika, gdzie orkiestra szykuje się, by jak najlepiej zgrać się z muzykiem, ale też na widownię, gdzie także buzują emocje. Są to emocje bliskich osób, kibicujących uczestnikom, ale i setek melomanów, wypełniających ciasno salę i z etapu na etap zyskujących swoich faworytów, za których trzymają kciuki. To niesamowite, jak Riku Ondzie udało się oddać ten niepowtarzalny klimat konkursu pianistycznego, bo chociaż nigdy na żadnym nie byłam, po lekturze mam wrażenie, że świetnie wiem, jak tam jest.

Możliwe jednak, że „Pszczoły i grom w oddali” nie byłyby ciekawe dla kogoś spoza świata muzyki, gdyby nie odsłaniane po trochu losy czworga głównych bohaterów powieści. Ze strony na stronę poznajemy ich przeszłość, dowiadujemy się, co pchnęło ich do świata pełnego dźwięków i jaką drogę musieli przejść, by znaleźć się tu, gdzie są teraz. Dla niektórych była to droga trudna i pełna wyrzeczeń, bolesnych strat i porażek, a inni kroczyli zupełnie nietypową ścieżką, co wymagało od nich sporo odwagi, no i oczywiście talentu. Talent i pasja to tu podstawa, słowa-klucze.

Aya raz jeszcze głęboko westchnęła, wpatrując się w krople deszczu uderzające o szybę. Nie pamiętała tego, jak się czuła, kiedy w dzieciństwie brała udział w konkursach dla dzieci i młodzieży. Były to dla niej bardziej, ot, występy niż zawody. Teraz po raz pierwszy miała wziąć udział w konkursie dla osób starszych. „Ukończy dwadzieścia lat i będzie kimś najzwyklejszym w świecie” – Aya pamiętała, że ktoś powiedział tak kiedyś za jej plecami. Tak, powitała w tym roku dwudziestą wiosnę. Siedem lat minęło, odkąd zeszła ze sceny.

Uważam, że trzeba mieć spory talent, by napisać grubo ponad 400 stron o konkursie pianistycznym i nie zanudzić czytelników, a Riku Ondzie się to udało. Pisarka zaraziła mnie pasją do muzyki i pozwoliła usłyszeć w wyobraźni dźwięki pianina tak donośnie, jakbym sama siedziała na widowni konkursu w Yoshigae. Napięcie w powieści rośnie wraz z każdym kolejnym etapem konkursu, a z chwilą, gdy dowiadujemy się coraz więcej o uczestnikach, czujemy się z nimi związani i kibicujemy im. Jestem pełna podziwu dla pisarki, która musiała się trzymać rygorystycznej przecież konstrukcji, a ani razu nie wypadła z rytmu lub nie zafałszowała jakimś fragmentem, który zaburzyłby wydźwięk całości. To była wspaniała czytelnicza przygoda, która otworzyła moje uszy na dźwięki: nie tylko te wydobywane na instrumentach przez człowieka, ale dźwięki całego świata. W końcu melodię ma również bzyczenie pszczół czy grom w oddali, a nasza planeta jest pełna muzyki.

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego:

6 myśli w temacie “„Pszczoły i grom w oddali” R. Onda

  1. Pingback: Podsumowanie maja | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

    • A jakie znasz jeszcze książki z takim motywem? Osobiście kojarzy mi się Murakami i „Norwegian wood”, zresztą on w ogóle ma dość „muzyczne” książki…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s