Podsumowanie kwietnia

Kochani, minął kolejny miesiąc izolacji, kolejne 30 dni w domu. Przyznam szczerze, że nawet ja, domatorka, która lubi swoje małe miejsce na Ziemi, mam już powoli dość. Mimo wszystko wiem, że jestem w szczęśliwej sytuacji: jestem zdrowa, moi bliscy również, mam pracę i mogłam ten miesiąc przepracować w trybie home office. Nie zawsze było lekko, ale bywało również zabawnie czy ciekawie, a ja nauczyłam się nowych rzeczy. Czas lockdownu sprzyja też w moim przypadku czytaniu i oglądaniu seriali. Pora zatem na comiesięczne podsumowanie, a w nim opowiem Wam co przeczytałam i obejrzałam w kwietniu, a także jakie książki do mnie przybyły. Na końcu jak zwykle garść statystyk i polecajki blogowo-vlogowe 🙂

podsumowaniemiesic485ca

Z oczywistych względów kultura przeniosła się do sieci. Jeszcze nigdy spektakle teatralne, wystawy w galeriach sztuki i spotkania autorskie nie były na wyciągnięcie ręki tak bardzo, jak teraz, gdy można w tym wszystkim uczestniczyć z poziomu własnej kanapy. Czy w moim przypadku się to sprawdziło? Niestety niekoniecznie. Główny winowajca to zmęczenie po ośmiu godzinach pracy przed komputerem: to powodowało, że wieczorem nie miałam już ochoty dalej gapić się w ekran. Zapisałam się na mnóstwo fascynujących wydarzeń, a skończyło się… na jednym, za to nie byle jakim. 13 kwietnia miałam okazję obejrzeć monodram „Danuta W.”, a wszystko to dzięki Teatrowi Polonia, który udostępnił ten spektakl do obejrzenia za darmo. W ten sposób po raz pierwszy mogłam zobaczyć Krystynę Jandę na deskach teatru – i chyba nikogo nie zdziwię, gdy powiem, że zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Może będzie kiedyś okazja, by zobaczyć aktorkę na żywo?…

Screenshot_2020-04-13-19-33-48-883_com.facebook.katana

przeczytane

  • „Amityville horror” J. Anson (7/10),
  • „Mikrotyki” P. Sołtys (8/10): To taka książka, po którą dawno już chciałam sięgnąć, ale wcześniej jakoś nie było okazji. Dobrze, że w końcu mi się to udało, bowiem rejony, w jakie skręca wyobraźnia Sołtysa i jego postrzeganie świata są mi w jakiś sposób bliskie. „Mikrotyki” to historie mikre, ale nie treścią, a ilością liter. To takie wycinki rzeczywistości, wcale nie te najbardziej istotne, ale z jakiegoś powodu zapadające w pamięć, tworzące osad na dnie duszy. Wiem już, że muszę sięgnąć po „Nieradość”, szczególnie, że opinie ma jeszcze lepsze!
  • „Dziewczynka z parku” B. Kosmowska (7/10): Skrajnie rzadko zdarza mi się sięgać po literaturę dziecięcą, ale pracując w bibliotece, w której regularnie odbywają się zajęcia z dziećmi, jest to w zasadzie nieuniknione. Historia zawarta w tej książce podnosi na duchu, choć początek jest smutny. „Dziewczynka z parku” to opowieść o radzeniu sobie ze stratą: to zawsze jest trudne, a co dopiero, gdy jest się niedużą dziewczynką, której pół roku temu umarł tata? Kosmowska pokazuje, że nawet te wspomnienia, które bolą, są cenne i ważne, a Emilia Dziubak pięknie to wszystko ilustruje.
  • „Miłość ci nic nie wybaczy” A. Rogoziński (7/10),
  • „Czy jesteś psychopatą? Fascynująca podróż po świecie obłędu” J. Ronson (6/10): Lekko napisana książka pełna ciekawostek. Zainteresowanie Ronsona obłędem zaczęło się od spotkania z z akademicką specjalistką z zakresu neurologii. Podobnie jak wielu innych kolegów z branży, otrzymała ona pocztą od anonimowego nadawcy dziwną, zaszyfrowaną książkę i poprosiła autora o pomoc w rozwikłaniu jej zagadki. Kto by pomyślał, że zaprowadzi go to w tak szaloną – nomen omen – podróż? Jon spotyka między innymi pensjonariusza zakładu zamkniętego Broadmoor, który zaklina się, że symulował chorobę psychiczną w celu złagodzenia wyroku, a także kontaktuje się z wpływowym psychologiem, twórcą stosowanego powszechnie testu na psychopatę, przekonanego, że wielu prezesów i polityków to w rzeczywistości psychopaci. A to dopiero początek…
  • „Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL” F. Springer (8/10): To czwarta książka Springera, którą miałam przyjemność czytać. To on nauczył mnie świadomie patrzeć na miejską architekturę i to jemu zawdzięczam dostrzeżenie piękna tam, gdzie wcześniej go nie widziałam. Ta książka opowiada o budowlach, które nie trafiły w swój czas: może gdyby nie były budowane w PRL-u, z jego ograniczeniami i wytycznymi władz, byłyby perełkami architektury? To fascynująca, bogato ilustrowana publikacja pełna kolejnych odkryć. Dla mnie, mieszkanki Górnego Śląska, dodatkowym plusem jest obecność kilku budynków Katowic, w tym kultowego (już nieistniejącego) starego dworca kolejowego, którego bałam się jako dziecko.
  • „Best Seler i zagadka znikających warzyw” M. Marcela (6/10): A oto druga książka dziecięca na moim koncie w tym miesiącu. Wege kryminał brzmi przewrotnie i ciekawie, nieprawdaż? I rzeczywiście, zbrodnia w Jarzynowie, gdzie mieszkają takie postaci jak Janusz Ziemniak, Karola Fasola czy Melka Brukselka była doświadczeniem… interesującym. Nie na tyle jednak, by wciągnęła bez reszty dorosłą osobę. Dla mnie cały wątek kryminalny był zbyt łatwy do rozszyfrowania, jednak myślę, że grupa docelowa, czyli dzieci w wieku 8-10 lat, będą zadowolone. Podobało mi się za to, jak autor puszczał czasem oczko do czytelnika i sprytnie nawiązywał do innych tekstów kultury.
  • „Na krawędzi otchłani” B. Minier (7/10),
  • „Kości Księżyca” J. Carroll (7/10): Z Jonathanem Carrollem jest chyba tak, że albo się go lubi i kupuje wizję świata jaką przedstawia, albo nie. Rzadko jest coś pośrodku. Ja akurat jestem w tej pierwszej grupie, choć nie jestem jakąś ogromną fanką i wielu książek tego amerykańskiego pisarza nie czytałam. W każdym razie, gdy już sięgnę po którąś z jego powieści, jestem pod wrażeniem wyobraźni i lekkości pióra. Nie inaczej było z „Kośćmi Księżyca”, którym odjęłam jeden punkcik tylko dlatego, że dość wolno się rozkręcały. Miałam już nawet odłożyć książkę, ale dobrze, że tego nie zrobiłam! Koniec końców „Kości Księżyca” okazały się fascynującą podróżą w nieznane, a fikcja wymieszała się z rzeczywistością – jak to często o tego autora bywa.

teraz czytam

  • „Homo Deus. Krótka historia jutra” Y. N. Harari (378/540 stron),
  • „Dobry pasterz” P. Borkowski (pozostało 11 godzin i osiem minut),
  • „Zbieranie kości” J. Ward (218/370 stron),
  • „Osobisty przewodnik po Pradze” M. Szczygieł (48%).

Przeczytanych/zrecenzowanych: 9/3

Polskich/zagranicznych: 5/4

Beletrystycznych/popularnonaukowych: 7/2

Średnia ocen (na podstawie gwiazdek na serwisie Lubimy Czytać): 7,0

Najlepsza/najgorsza: „Mikrotyki”/„Best Seler i zagadka znikających warzyw”

podsumowanie miesiąca obejrzane

W porównaniu z marcem obejrzałam o połowę mniej filmów, bo tylko dwa.

7182225.37664468.3

Na początek włączyłam „Jestem legendą”, film, który od dawna miałam na swojej liście. Jednak oglądanie go na początku kwietnia, w trakcie izolacji, nie było dobrym pomysłem, film bowiem opowiada o tajemniczym wirusie, który wymordował lub zamienił w krwiożercze bestie prawie całą ludzkość. Naukowiec Robert Neville (w rej roli Will Smith) poszukuje szczepionki, by odwrócić mutację. Sami więc rozumiecie, że seans dziwnie mnie nastroił… Mimo to nie mogłam nie dostrzec, że to bardzo dobre, wartkie kino akcji z niesamowitym klimatem. Film trzymał w napięciu, elektryzował i wzruszał, więc finalnie oceniłam go wysoko (8/10).

Po kolejny film sięgnęłam dopiero po dłuższej przerwie, tym razem całkowicie zmieniając klimat. „Choć goni nas czas” jest reklamowany jako dramat łamany na komedię i jest to akuratna klasyfikacja, bo genialny duet Jack Nicholson oraz Morgan Freeman wycisnęli ze mnie zarówno łzy radości, jak i smutku. To historia dwóch umierających mężczyzn, którzy postanawiają na koniec życia wykreślić jak najwięcej punktów z listy marzeń (no wiecie, te wszystkie „przed śmiercią muszę…”), a choć panowie mocno się od siebie różnią, w końcu zostają przyjaciółmi. Opis fabuły był dość enigmatyczny, ale czułam, że odtwórcy głównych ról oznaczają wyśmienity film i faktycznie tak było. Jeśli jeszcze nie znacie, obejrzyjcie koniecznie! (8/10)

22590_1.7

Więcej się działo w kwietniu, jeśli chodzi o seriale. Nadal namiętnie oglądam mój „czasoumilacz”, czyli „Przyjaciół”, i jestem już w siódmym sezonie. Kocham wszystkich bohaterów coraz bardziej i kompletnie nie wiem, jak zniosę rozstanie z Phoebe, Rachel, Moniką, Rossem, Chandlerem i Joeyem! Skończyłam też drugi sezon „The crown”: serial wciąż trzyma wysoki poziom, a piękne stroje i malownicze wnętrza i krajobrazy to tylko wisienka na torcie. Lubię seriale, dzięki którym wiele się dowiaduję, a ten się do takich zalicza. Przed mną sezon trzeci! Zaczęłam też jakiś tydzień temu „Locke & Key”, serial na podstawie komiksu Joe Hilla. Obejrzałam już 6 odcinków i całkiem się wciągnęłam. Więcej napiszę, gdy skończę cały sezon.

podsumowanie miesiąca przesłuchane

Najczęściej w kwietniu słuchałam:

nowości

Recenzenckie

Od Wydawnictwa Poznańskiego:

794748-352x500

Od wydawnictwa Vesper:

745479-352x500800520-352x500

Od wydawnictwa Dowody na istnienie:

789733-352x500

Kupione/zdobyczne

592985-352x500749948-352x500787411-352x500

W kwietniu przybyło do mnie siedem książek.

Ciąg dalszy nastąpi_małe logo

W marcu przeczytałam aż cztery książki do mojego wyzwania, a w kwietniu zero. Nieładnie! Za to w innych wyzwaniach poszło mi lepiej.

Wielkobukowe bingo:

  • „Na krawędzi otchłani” B. Minier – miejsce akcji: miasto.

Trójka e-pik Sardegny:

  • „Kości Księżyca” J. Carroll – senior w roli głównej,
  • „Miłość ci nic nie wybaczy” A. Rogoziński – zbrodnia w tle,
  • „Amityville horror” J. Anson – joker – wolna amerykanka!

Wyzwanie czytelnicze serwisu Lubimy czytać:

  • „Miłość ci nic nie wybaczy” A. Rogoziński – przeczytam nowość (książkę wydaną w 2020 roku).

Polecam

  • u Jerzego z kanału Kto czyta, żyje podwójnie:

Zapraszam na mój IG:

Bądźcie zdrowi! Do usłyszenia 🙂

9 myśli w temacie “Podsumowanie kwietnia

  1. Widzę, że kwiecień był naprawdę obfitym w literaturę miesiącem. Gratuluję. Filmy wybrałaś świetne, bo zarówno „Jestem legendą” jak i „Choć goni nas czas” to majstersztyki. Oby maj był równie świetny!

    • Dziękuję! Rzeczywiście filmowo to był udany miesiąc, choć nie obejrzałam wiele, to oba filmy były naprawdę dobre. Wszystkiego dobrego w maju życzę 🙂

  2. A mnie w izolacji jakoś bardzo dobrze. Albo robi mi na zdrowie, albo w pewien sposób już przywykłam… Bo od ponad roku choruję i zdecydowanie większość tego okresu spędziłam w domu. W każdym razie jak dla mnie – żyć nie umierać. Gdyby tylko można było wyjść na spacer bez maseczki i nie trzeba martwić się o dochody, to jak dla mnie – żyć, nie umierać. 😉

    A Accantusa KOCHAM! 🙂

    • Oj, to prawda, te maseczki to koszmar… A nie wyobrażam sobie, co będzie po powrocie do pracy stacjonarnej, gdy będę musiała je nosić 8 godzin :/ W takim razie dużo zdrówka i wszystkiego dobrego 🙂

      PS A co do Accantusa: NIECH NAS BĘDZIE WIĘCEJ! 😀

  3. Polecam sięgnąć po książkę Mathesona Jestem legendą – film pewne wątki dość mocno pozmieniał i powieść wypada zdecydowanie lepiej 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s