„Amityville Horror” J. Anson

Autor: Jay Anson

Tytuł: Amityville Horror

Wydawnictwo: Vesper

Liczba stron: 268

Rok pierwszego wydania: 1977

Tłumaczenie: Maciej Machała

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Jest całkiem sporo świetnych horrorów na rynku książki i wiele z nich rozpala wyobraźnię czytelników od lat: „Dziecko Rosemary”, „Adwokat diabła” czy „Egzorcysta”, żeby wymienić jedynie trzy z nich. Jednak jest coś, co daje „Amityville Horror” przewagę już na starcie – fakt, że opisywany w książce nawiedzony dom naprawdę istnieje, można go zobaczyć do dziś, jeśli udamy się do miasta Babilon w Suffolk County. Inna sprawa, czy naprawdę jest nawiedzony?… Tak czy inaczej nie da się ukryć, że historia opowiedziana przez George’a i Kathy Lutzów, a spisana przez Jaya Ansona, potrafi zjeżyć włoski na całym ciele.

725334-352x500Ponura historia domu w Amityville zaczyna się jednak nie za czasów Lutzów, a poprzednich właścicieli domu, rodziny DeFeo: rodziców i czwórki ich dzieci. Ojciec, Ronald DeFeo, był bardzo porywczy i często bił żonę i potomstwo. Louise popadła przez to w alkoholizm, a dzieci, niebronione przez nikogo, przeżyły niewątpliwie straszne chwile. Historia miała swój tragiczny finał 14 listopada 1974 roku w nocy, gdy najstarszy syn, Butch, zastrzelił całą swoją rodzinę. Jego rodzeństwo w chwili śmierci miało kolejno: 18, 13, 12 i 9 lat. Najdziwniejsze było to, że wszyscy zginęli w swoich łóżkach. Nikogo nie wystraszyły strzały. Nikt nie próbował uciekać. Butch twierdził potem, że do morderstwa namówiły go tajemnicze głosy w jego głowie. Tu zaczyna się historia nawiedzonego domu w Amityville… Lutzowie wprowadzają się do posiadłości kilkanaście miesięcy później. Zachwyceni niewątpliwie pięknym położeniem domu i jego wielkością, nie przejmują się specjalnie opowieściami o przeszłej makabrze. Uważają, że dom ten, który zresztą kupują po okazyjnej cenie, będzie idealny dla ich sześcioosobowej rodziny.

Kathy zbudził hałas, jakiego narobił George mocujący się z drzwiami. A kiedy poczuła mroźne powietrze, narzuciła szlafrok i szybko zeszła na dół. Zobaczyła, że jej mąż próbuje na nowo osadzić drzwi w futrynie.

– Co się stało?

– Nie mam pojęcia – odparł George, któremu udało się wreszcie zamknąć drzwi. – Były otwarte, wisiały na jednym zawiasie. Popatrz tylko!

Wskazał mosiężny zaczep. Ale to nie wszystko, bo klamkę oraz metalowy szyld, do której była przymocowana, wygięto, jak gdyby ktoś próbował je wyrwać – tyle że od ś r o d k a!

Lutzowie szybko przekonują się, że przeprowadzka do Amityville nie była najlepszym pomysłem. W domu zaczynają się dziać niepokojące rzeczy: wygląda na to, że coś nie chce, by rodzina żyła tu spokojnie i szczęśliwie. Według relacji George’a i Kathy, dręczyły ich: uporczywe zimno w niektórych pomieszczeniach, smród i muchy, dziwne odgłosy, zielona maź spływająca ze ścian, wrażenie obejmowania przez kogoś, widmowa orkiestra i inne paranormalne przerażające zjawiska. Mimo tego Lutzowie szybko nie odpuścili i wytrzymali w swej wielkiej posiadłości 28 dni, zanim w końcu się poddali i uciekli z rezydencji przy Ocean Avenue 112. Co tak naprawdę wydarzyło się w Amityville? Czy dom faktycznie jest opętany? A może Lutzowie cynicznie oszukali opinię publiczną, by zarobić krocie na odszkodowaniu za to, co ich spotkało? Ciekawą teorię wysuwa Mikołaj Kołyszko, który wskazuje na trzecie wyjaśnienie: możliwą depresję i alkoholizm George’a Lutza. W świetle tego apatia, kłopoty ze snem, natrętne odczuwanie zimna czy zaniechanie podstaw higieny osobistej nie wydają się już takie dziwne. Co jednak ze zjawiskami paranormalnymi, których doświadczyła podobno również Kathy i dzieci? I na to Kołyszko ma ciekawą teorię, odsyłam Was zatem do jego artykułu.

Niezależnie od prawdy na temat wydarzeń w posiadłości mieszczącej się przy Ocean Avenue 112, „Amityville Horror” czyta się jak rasową powieść grozy pełną mrożących krew w żyłach wydarzeń. Eskalacja paranormalnych zjawisk powoduje u czytelnika ciągłe napięcie i ciekawość związaną z tym, co jeszcze może się zdarzyć. Kolejne makabryczne opisy wciągają na swój chory sposób i przez chwilę można uwierzyć, że to wszystko prawda… A może nawet zechcieć wybrać się do Ameryki i zobaczyć dom na własne oczy?

Amityville_house

Dom w Amityville

Nie da się ukryć, że historia o nawiedzonym domu wciąż żyje, i to nie tylko za sprawą licznych ekranizacji oraz adaptacji filmowych. Książka Jaya Ansona, mimo upływu czasu, nie zestarzała się i wciąż jest atrakcyjnym tytułem dla każdego fana grozy. Piękne ilustrowane wydanie i posłowie autora oraz Bartosza Czartoryskiego są już tylko wisienką na torcie.

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Vesper:

vesper250

5 myśli w temacie “„Amityville Horror” J. Anson

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Rzadko sięgam po horrory. Ba! Właściwie, jak tam teraz myślę, to na dobrą sprawę wyszłoby, że przeczytałam w swoim życiu tylko jeden. Jakoś nie lubię się bać, a strachliwa jestem. I chyba to jest powód, dla którego nie sięgam po ten gatunek… Ale fascynują mnie takie nawiedzone miejsca i ich historie. Swego czasu namiętnie oglądałam seriale o nawiedzonych domach, więc może skuszę się na tę książkę. Moją ciekawość podsyca fakt, że ten dom istnieje naprawdę.

    • Taak, to jest bardzo ciekawe, aż mam ochotę pojechać i zobaczyć ten dom. Jest w tym wszystkim jakiś magnetyzm.
      Jeśli chodzi o ten strach, to zauważyłam, że na mnie zwykle silniej działają filmy z gatunku horror (przez co oglądam je ostatnio mega rzadko), a z książkami zwykle tak nie jest. Choć bywa tak, że trochę się boję po lekturze jakiejś książki iść w nocy do toalety 😛

  3. Pingback: Podsumowanie kwietnia | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  4. Pingback: Czytelnicze podsumowanie roku 2020 | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s