„Przytulnym miejscem jest mogiła” A. Bradley

Autor: Alan Bradley

Tytuł: Przytulnym miejscem jest mogiła (Flawia de Luce #9) / Zatrute ciasteczko (#1) / Badyl na katowski wór (#2) / Ucho od śledzia w śmietanie (#3) / Tych cieni oczy znieść nie mogą (#4) / Gdzie się cis nad grobem schyla (#5) / Obelisk kładzie się cieniem (#6) / Jak kominiarzy śmierć w proch zmieni (#7) / Trzykroć wrzasnął kocur szary (#8)

Wydawnictwo: Vesper

Liczba stron: 340

Rok pierwszego wydania: 2018

Tłumaczenie: Marek Król

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Od pierwszego tomu przygód Flawii wiele się zmieniło: dziewczynka dojrzała, spoważniała, jej udziałem stało się kilka nieodżałowanych strat, odsłoniła, chcąc nie chcąc, parę tajemnic z przeszłości, a jej rodzina przeszła wiele trudnych chwil. Niezmienne są za to inne sprawy: najmłodsza de Luce’ówna nadal kocha chemię i lubuje się w rozwiązywaniu detektywistycznych zagadek. Na jej szczęście, tych w okolicy w dalszym ciągu nie brakuje – tym razem jednak Alan Bradley przenosi bohaterów i czytelnika do nieodległego miasteczka, gdzie Flawii przyjdzie wyłowić przez przypadek trupa z rzeki. Tak zaczyna się fabuła najnowszej części cyklu, „Przytulnym miejscem jest mogiła”.

758914-352x500Nastały naprawdę ciężkie czasy dla rodziny de Luce’ów. Po niedawnym nieszczęściu, uszczuplona rodzina, by wypełnić jakoś pustkę, wybiera się pod przewodnictwem niezastąpionego Doggera na rejs po rzece łodzią. Flawia, biegła chemiczka z zamiłowaniem do trucizn, jest wniebowzięta, gdy ich łódź przepływa obok kościoła, którego otoczony ponurą sławą proboszcz wysłał niedawno trzy swoje parafianki na tamten świat, zaprawiwszy mszalne wino cyjankiem. Gdy jej palce trafiają na coś dziwnego w wodzie, początkowo myśli, że to wyjątkowo duża ryba. Okazuje się jednak, że jest to trup młodzieńca, dość szybko zresztą zidentyfikowanego jako Orlando, początkujący aktor. To jest to, czego potrzebowała Flawia, by oderwać się od ponurej codzienności: nowe śledztwo! Samozwańcza młoda detektywka bierze się do niego jak zwykle z zapałem.

Tym razem dziewczynce pomaga jej najbliższy przyjaciel, służący rodziny, Dogger. Jego umiejętności niezwykle się przydają, bowiem z powodu braku dostępu do laboratorium, pewne doświadczenia dziewczynka musi wykonać w warunkach chałupniczych. I lepiej może nie dociekać, skąd totumfacki jej ojca wie, że w roli wirówki doskonale sprawdzi się szklany flakonik wprawiony w ruch za pomocą machania sznurkiem od rolety, a obiektywu – zrobione ze spinacza druciane oczko, bo może to popsuć całą frajdę z czytania. Lepiej oddać się śledzeniu tego, jak Flawia za pomocą dedukcji, błyskotliwości, umiejętności szybkiego łączenia faktów oraz wtykaniu nosa w nieswoje sprawy odkrywa, łącząc kolejne elementy układanki, jak i dlaczego zginął Orlando – w czym pomaga jej, poza Doggerem, pewien mały chłopiec, syn miejscowego grabarza. Malec akurat robił zdjęcia z lotu ptaka (za pomocą aparatu przymocowanego do latawca) nad rzeką, gdzie został znaleziony Orlando.

Za dużo tych przypadków, można by rzec, ale jakoś nie psuło mi to przyjemności z czytania. Gorzej, że wydawca (czy sam autor? Redaktor? Nie umiem rozstrzygnąć, kto jest za to odpowiedzialny) natkał w książce mnóstwo przypisów, w większości kompletnie zbędnych. Myślę, że nawet młodszy (nastoletni) czytelnik wie, co to jest harpia, a wymienianie (wraz z ich autorami) wszystkich tytułów książek, które zobaczyła na półce w gospodzie Flawia, skoro nie ma to większego znaczenia dla powieści, nie jest specjalnie potrzebne. Jest to jednak na szczęście mało znaczący drobiazg, który nie zepsuł mi przyjemności z lektury. Mimo że niektórzy narzekają, że powieści z młodą detektywką stały się już nieznośnie powtarzalne, ja z przyjemnością wracam do historii Alana Bradleya, czytając o śledztwach w czasach, gdy do odnalezienia mordercy można było użyć właściwie jedynie swojego rozumu.

Bardzo miłą niespodzianką był też dla mnie wyraźnie większy udział mojego ulubieńca, Doggera, w akcji powieści. Ta niezwykle enigmatyczna, skomplikowana postać (cierpiąca na zespół stresu pourazowego po doświadczeniach wojennych) jest zamknięta w sobie jak żółw w skorupie i Flawia niewiele o nim wie. Ich przyjaźń podszyta jest jednak wzajemnym szacunkiem i delikatnością, która nie pozwala pytać o pewne sprawy, o ile ta druga strona sama nie zechce o nich mówić. Tym razem jednak na drodze Doggera staje znajoma z głębokiej przeszłości, dzięki czemu zarówno dziewczynka, jak i czytelnik, mają okazję dowiedzieć się o nim czegoś więcej.

Czy zatem śledztwo jest wybitnie nietuzinkowe? Nie. Czy sposoby dochodzenia Flawii do prawdy są zawsze mocno zakotwiczone w rzeczywistości? Niekoniecznie. A jednak „Przytulnym miejscem jest mogiła” czyta się z przyjemnością, bowiem Alan Bradley przywrócił do życia dawny, nieco już przykurzony świat, pełen uroku i jakiegoś trudno wytłumaczalnego wdzięku. Nie wiem, na jak długo pisarzowi starczy jeszcze pomysłów, ale liczę na to, że formuła powieści o młodej detektywce nie wyczerpie się zbyt szybko, bo chętnie poczytam o jej kolejnych kryminalnych przygodach.

5-/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Vesper:

vesper250

14 myśli w temacie “„Przytulnym miejscem jest mogiła” A. Bradley

  1. Pingback: „Ucho od śledzia w śmietanie” A. Bradley | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: „Badyl na katowski wór” A. Bradley | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  3. Pingback: „Zatrute ciasteczko” A. Bradley | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  4. Pingback: „Trzykroć wrzasnął kocur szary” A. Bradley | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  5. Pingback: „Jak kominiarzy śmierć w proch zmieni” A. Bradley | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  6. Pingback: „Obelisk kładzie się cieniem” A. Bradley | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  7. Pingback: „Gdzie się cis nad grobem schyla” A. Bradley | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  8. Pingback: „Tych cieni oczy znieść nie mogą” A. Bradley | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  9. Pingback: Podsumowanie stycznia | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  10. Blog nie zając, nie ucieknie. Już dawno się o tym przekonałem, że bloguję/czytam/piszę ze zmiennym rytmem – w moim przypadku podporządkowanym szkole. Niby kończę pracę o 15 – 16, ale polonista masę pracy wykonuje jednak w domu. Też czekam na dłuższe dni, bo teraz, kiedy jest jasno, jestem … w pracy 🙂 Ot, takie problemy pierwszego świata 😉

    • Oj tak, też czekam na dłuższe dni. Jak mam na rano, to właściwie wychodzę po ciemku, a wracam, gdy zapada zmrok 😉 Na popołudniowej zmianie ewentualne słońce mogę poobserwować co najwyżej przez szybę autobusu 😀 Na szczęście dni się już wydłużają. Dzięki za wizytę! 🙂

  11. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Odpowiedz na tanayah Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s