„Zimowla” D. Słowik

Autor: Dominika Słowik

Tytuł: Zimowla

Wydawnictwo: Znak

Liczba stron: 624

Rok pierwszego wydania: 2019

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Kiedy w marcu 2015 spisywałam swoje wrażenia po przeczytaniu debiutanckiej powieści Dominiki Słowik „Atlas: Doppelganger”, stwierdziłam: wydaje mi się, że na naszych oczach rodzi się nowy talent polskiej literatury. Minęło kilka lat, autorka powróciła z książką „Zimowla”, docenioną i nagrodzoną w styczniu tego roku Paszportem „Polityki”.  Jak można przeczytać w krótkim uzasadnieniu, „Zimowla” została nagrodzona za wciągającą, wielopoziomową i pełną zagadek opowieść o rodzinie, historii najnowszej i o Polsce – „kraju, w którym przeszłość to najlepszy kapitał na przyszłość”. Z przyjemnością zanurzyłam się po raz drugi w lekko liryczny, przefiltrowany przez dziecięce postrzeganie rzeczywistości świat wykreowany przez Słowik, w którym zacierają się granice między możliwym i niemożliwym.

745138-352x500Cukrówka to małe miasteczko w Dolinie Zmornickiej, w którym tajemnica goni tajemnicę, a niecodzienne gdzie indziej wydarzenia tu stają się codziennością. Z jeziora wyłowiono ciało, ojciec głównej bohaterki rzucił pracę w urzędzie i został wróżem, a Pszczelarz wytresował swój rój. Misza w wolnych chwilach sprowadza trawkę ze Słowacji. Naga Dygnarówna spaceruje nocą po ulicach. Mieszkańcy albo czekają, aż wydarzy się kolejny cud, albo gorączkowo szukają skarbu. Coś wisi w powietrzu, coś chorobliwie pączkuje i zaraża swymi trującymi wyziewami ludzi w okolicy. Nastoletnia narratorka próbuje pozszywać ze sobą porozrywane wątki i zrozumieć, czy Pszczelarz, dziwny, starszy mężczyzna, którego boją się dzieciaki, koleżanka ze szkoły, Dygnarówna, która biega nocą nago po dachach i śpiewa dziwne, hipnotyczne pieśni, płaczący posąg Maryi Stanowojennej i wróżby jej ojca mają ze sobą coś wspólnego. Czy jeśli drążyć dostatecznie głęboko, dokopie się do prawdy? W Cukrówce nic nie jest oczywiste, a korzenie tajemnic tkwią w przeszłości…

Cienie zawsze sprawiają, że nocą rzeczy wyglądają na trochę mniej martwe.

Dominice Słowik bliskie jest postrzeganie świata oczami nastoletnich bohaterek: taki zabieg zastosowała zarówno w „Atlasie: Doppelganger”, jak i w „Zimowli”. Takie już nie dziecko, a jeszcze nie dorosły postrzega świat w specyficzny sposób i tłumaczy go sobie po swojemu, po swojemu konstruuje. Zdaje się, że tylko w jego wyobraźni starszy Pszczelarz może być podejrzaną personą, a Kablarz kimś więcej, niż robiącym szemrane interesy mężczyzną – tu działa myślenie magiczne, wiara w to, co niecodzienne, niezwykłe. Główna bohaterka nie zna wszystkich szczegółów spraw, które ją interesują, a czego się nie dowie, nie wyczyta z archiwów muzealnych czy nie wysłucha od szalonej gospodyni proboszcza, to dowymyśla. W ten sposób czytelnik dostaje oniryczną, nierzeczywistą opowieść pełną cudów, tajemnic i dziwów. Słowik świetnie oddała specyfikę małych miasteczek, gdzie powietrze jest gęste od tajemnic, a dawne współzależności i wydarzenia usilnie próbują wypłynąć na powierzchnię, jak pewnego dnia wypłynął z rzeki w Cukrówce pewien trup.

Po chwili wszystkie wyrazy zamieniały się w melodię katarynki, w pusty łańcuszek dźwięków, odległy od języka i jakiegokolwiek znaczenia, i chyba nikt, nawet lingwistka ezoteryczna, nie czuł tego tak jak mój ojciec, kiedy wypowiadał słowa, którym nie potrafił nadać żadnego innego tonu niż ton bezmyślnie grającej pozytywki: że najważniejszym, być może jedynym, zadaniem języka jest jego i nasze w nim umieranie.

W „Zimowli” czytelnik poznaje postaci tak wyraziste, że nie sposób pomylić jedną z drugą czy szybko o którejś zapomnieć. Bohaterów przepoczwarzonych, oglądanych jakby zza warstwy nierzeczywistej mgły. Całość wprowadza w nastrój senny i dziwaczny, co w końcu zostaje brutalnie ucięte przez autorkę.

Choć nagrodzona Paszportem Polityki powieść Dominiki Słowik jest niewątpliwie bardzo dobra, męczą w niej jednak pewne dłużyzny. Pisarka wpada niekiedy w słowotok, w tę przywoływaną przez siebie w treści „melodię katarynki, w pusty łańcuszek dźwięków”, gdy pompuje sztucznie historię, a czytelnik gubi się w kolejnych niuansach, szczegółach i wątkach. Mam wrażenie, że gdyby „Zimowlę” trochę odchudzić, przecedzić ze słów, to wyszłoby to książce na dobre. Z tego też powodu, tej fabularnej gęstości, czytałam powieść Słowik dość długo, nawet biorąc pod uwagę jej ponad sześćsetstronicową opasłość. Warto jednak „Zimowlę” przeczytać, jest to bowiem opowieść, która, choć może momentami nużyć, razem z finałem i zrozumieniem, co naprawdę zdarzyło się w Cukrówce, wynagradza wszystko.

View this post on Instagram

Późne wracanie z pracy nie sprzyja pisaniu notek ani robieniu zdjęć, dlatego jest mnie tu ostatnio mniej 😪 Jednak za moment na bloga wskoczy recenzja tej właśnie książki! Po przeczytaniu parę lat temu debiutu @dominikaslowik, bardzo czekałam na kolejną jej powieść. Przed Wami "Zimowla" 🌫️ . . . #dominikasłowik #zimowla #paszportpolityki #wydawnictwoznak #dobraliteratura #polskibookstagram #igreads #flatlaybooks #bookstagramtopasja #readingtime #dużoczytam #tanayahczyta #czytamsobie #igbookstagram #czytampolskichautorów #książkowyzawrótgłowy #książkaikocyk #książkaiświeczka #booksandcandles #booksbooksbooks #booksforlife #bookcommunity #czytaniejestsexy

A post shared by Karolina Sosnowska (@tanayah_czyta) on

5-/6

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Znak:

znak logo

6 myśli w temacie “„Zimowla” D. Słowik

  1. Mam wrażenie, że teraz generalnie jest moda na opasłe powieści i lepiej „napompować”, bo grubsze powieści są chętniej kupowane (o dziwo, bo niby wszyscy mają mało czasu!). Mimo tej wady, o której piszesz, chętnie przeczytam Zimowlę, choćby ze względu na piękny tytuł i obecność postaci pszczelarza. 🙂

    • To prawda, wiele opasłych powieści ukazuje się w ostatnich latach. W tym przypadku mam jednak wrażenie, że nie chodziło o to, co się lepiej sprzeda, a o to, że autorka miała tyle pomysłów, które jej się podobały i jakoś tam dopełniały fabułę, że nie wiedziała, co ominąć bądź skrócić 😉 Cieszę się, że zachęciłam Cię do lektury, mam nadzieję, że będziesz z niej zadowolona 🙂

  2. Pingback: Podsumowanie stycznia | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  3. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s