„Dziewczyna kata” M. Knedler

Autor: Magdalena Knedler

Tytuł: Dziewczyna kata

Wydawnictwo: Mando

Liczba stron: 448

Rok pierwszego wydania: 2019

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Magdalena Knedler wymyka się z gatunkowych ram – i myślę, że to dobrze, choć może recenzentom jej książek czy pracownikom księgarń utrudnia to nieco zadanie (jak je zaklasyfikować, na której półce postawić?). Czym bowiem są jej powieści, w jakim gatunku się mieszczą? Czy to powieść obyczajowa, czy historyczna, a może romans? Jest tu wszystkiego po trochu, a autorka coraz lepiej radzi sobie z tą mieszanką, coraz dokładniej dobiera proporcje. „Dziewczyna kata” rozgrywa się na dwóch planach czasowych: współcześnie i na początku XVII wieku. To nie pierwszy raz, gdy Knedler sięga po taką formułę, ale tym razem oba wątki są wyjątkowo ciekawe.

738345-352x500Julia Zan to młoda dziennikarka, która prowadzi w lokalnym radiu program o zabytkowych przedmiotach. Zainteresowana tajemniczymi losami cennego pucharu Messenhamera zgłębia historię wrocławskiego skarbu z Bremy. Trop wiedzie do ekscentrycznego jubilera, dzięki któremu dowiaduje się o istnieniu tajemniczej broszy. I tak, od jednego przedmiotu do drugiego, Julia dociera coraz dalej i zagłębia się w dzieje siedemnastowiecznego Presslawia: a są to czasy, gdy płonęły stosy, za miastem stały szubienice, a ludzi trzebiła morowa zaraza. Nietrudno było wtedy zostać oskarżoną o czary i spaloną… Taki los spotkał Magdalenę, piękną kobietę, której podobizna została uwieczniona w pewnym mało znanym szkicowniku młodego złotnika. Kim była? Jaka jest jej historia? Julia zafiksuje się na postaci tragicznie zmarłej Magdaleny i spróbuje odtworzyć jej losy. Musi jednak zdać się na domysły i własną fantazję, bo opowieść ma więcej dziur niż treści.

Zło czasem rodzi się tak po prostu, bez konkretnej przyczyny. Dla samego tylko zaistnienia.

A może było to tak? Była sobie raz dziewczyna kata, Magdalena. Wyróżniała się niezwykłą urodą, ale nie grzeszyła rozwagą, spotykając się z osobą wykluczoną ze społeczeństwa, z katem. I choć przychodziła do niego po kryjomu, niebawem wszyscy w wiosce wiedzieli. Czy zdradził ją nieszczęśliwie w niej zakochany młody złotnik? Jak to się stało, że ojciec Magdaleny, poważany właściciel karczmy, nie dostrzegł niebezpieczeństwa? Dlaczego nie był w stanie ocalić swej córki? Oskarżenie o czary, areszt, tortury, cierpienie, szybko uciekające życie, podtapianie, stos, długa śmierć. Nie będzie happy endu w tej historii miłosnego trójkąta, będą za to trzy zmarnowane młode życia. Czy tak to wyglądało, czy jest to tylko fantazja Julii Zan, dziennikarki? Tego się nigdy nie dowiemy, tak jednak opowiedziała nam to Magda Knedler.

Ta wrocławska autorka potrafi w pasjonujący i daleki od ckliwości i taniego melodramatu sposób opisać namiętne uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi. Ja, osoba stroniąca na co dzień od romansów i niechętna czytaniu o drganiach serca, w powieści niezmiennie Knedler wpadam jak do króliczej nory. Być może z uwagi na świetny styl jej książek, może z powodu wyrazistych bohaterów z dobrze zarysowanym charakterem lub faktu, że tu zawsze chodzi o coś więcej niż o prostą, płaską historię miłosną. Jakikolwiek jest tak naprawdę jej przepis na sukces, to działa.

Nie po raz pierwszy Magda Knedler decyduje się poprowadzić akcję dwutorowo, przeplatając wątek współczesny z historycznym, było tak bowiem już chociażby w „Moich przyjaciółkach z Ravensbrück”, jednak tym razem oba są wyjątkowo udane. Pierwszy raz nie umiałam się zdecydować, losy której kobiety mnie bardziej interesują. Postać żyjącej w XVII wieku Magdy jest owiana mgłą tajemnicy, a przez to mocno intrygująca, ale zbyt wielkie poczułam pokrewieństwo dusz z Julią Zan, by nie czytać o także jej przygodach z prawdziwą przyjemnością. Pisarka wykreowała bohaterkę z krwi i kości: i odkąd skończyłam lekturę „Dziewczyny kata”, to rozglądam się za Julią w jakiejś kawiarni czy bibliotece, nie chcąc wierzyć, że istnieje tylko na papierze. Czuję, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić.

Powieści Magdy Knedler mają w sobie dla mnie jakąś magię. Nie umiem tego dokładnie wytłumaczyć ani opisać, ale czy nie jest to właśnie cecha charakterystyczna magii? Niech tam, niech pozostanie przeze mnie nieodkryte, co powoduje, że aż tak podobają mi powieści tej autorki, byle kolejne działały na mnie tak samo.

View this post on Instagram

Książki @magdaknedler mają w sobie coś magicznego ✨ Takie nieuchwytne coś, co sprawia, że totalnie wchodzę w świat bohaterów. Wymarzona sytuacja dla czytelnika i okropna dla recenzenta, bo nie wiem jak oddać swoje wrażenia 😅 . . . #magdalenaknedler #dziewczynakata #wydawnictwomando #polskibookstagram #bookstagramtopasja #readingtime #dużoczytam #tanayahczyta #czytamsobie #igbookstagram #czytampolskichautorów #książkowyzawrótgłowy #czytaniemojapasja #czytaniejestsexy #booksofig #bookobsessed #booktag #bookishfeatures #mybookfeatures #zaczytanadziewczyna #zaczytanabibliotekarka #instagramczyta #instaksiążka #readbookseveryday #flatlaybooks #światełkazawszespoko

A post shared by Karolina Sosnowska (@tanayah_czyta) on

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Mando:

mando-logo-1

3 myśli w temacie “„Dziewczyna kata” M. Knedler

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Podsumowanie października | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  3. Pingback: Czytelnicze podsumowanie roku 2019 | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s