„Budząc lwy” A. Gundar-Goshen

Autor: Ayelet Gundar-Goshen

Tytuł: Budząc lwy

Wydawnictwo: Uniwersytetu Jagiellońskiego

Liczba stron: 352

Rok pierwszego wydania: 2013

Tłumaczenie: Marta Dudzik-Rudkowska

Źródło: Egzemplarz recenzencki


„Budząc lwy” to czwarta książka z serii Z Żurawiem, którą miałam okazję czytać i kolejna, która mnie nie zawiodła. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego ma talent do wynajdowania ciekawych  historii i nieznanych wcześniej w Polsce autorów z egzotycznych dla nas literatur. Wcześniej sięgałam po ich powieści japońskie („Dziewczyna z konbini”, „Kwiat wiśni i czerwona fasola”), teraz zaś wzięłam na tapet przedstawicielkę literatury izraelskiej. Jak często macie okazję sięgnąć po książkę z Izraela? Ja bardzo rzadko, dlatego cieszę się, że dzięki WUJ mogę to zrobić! Ale, ale: „Budząc lwy” została sklasyfikowana jako thriller. Czy jest nim na pewno?

726036-352x500Ejtan Grin to neurochirurg w średnim wieku, ze względnie poukładanym życiem. Niedawno musiał zmienić miejsce pracy, a także zamieszkania, ale nadal pracuje w swoim zawodzie, w dobrym szpitalu, a prywatnie jest szczęśliwym mężem i ojcem dwóch synów. Jego poukładane życie rozsypuje się jak domek z kart, gdy pewnej nocy po wyczerpującym dyżurze potrąca człowieka i ucieka. Ejtan jako lekarz jest świadom, że ofierze wypadku nie można już pomóc, jednak czy to go tłumaczy? Co z etyką lekarską, co z obowiązkiem ratowania życia? Co wreszcie ze zwykłą ludzką przyzwoitością? I czy Ejtan zachowałby się inaczej, gdyby potrącony mężczyzna nie był imigrantem z Afryki? Gdy następnego dnia do jego drzwi zapuka żona ofiary z jego portfelem w ręku, Ejtan rozpocznie rozpaczliwą walkę, by ratować swoją rodzinę i reputację. Ceną za milczenie kobiety nie będą jednak pieniądze…

Co go lepiej definiuje: całe życie ostrożnego prowadzenia auta, studiów medycznych, dźwigania z supermarketu zakupów staruszki – czy tamta jedna chwila? Czterdzieści jeden lat życia wobec jednej minuty, a mimo to czuł, że ta minuta zawiera w sobie o wiele więcej niż swoje sześćdziesiąt sekund, tak jak fragment DNA zawiera w sobie cały gatunek ludzki. I tak, to miało znaczenie, że był Erytryjczykiem. Bo oni wszyscy wyglądają tak samo. Bo ich nie zna. Bo ludzie z innej planety są siłą rzeczy trochę mniej ludźmi. I to prawda, że to brzmi strasznie, ale nie jest jedynym, który tak myśli. Jest tylko tym, który przypadkiem któregoś potrącił.

Ejtan zostaje wplątany w niewygodną sytuację, która z jednej strony może być dla niego zadośćuczynieniem za śmierć mężczyzny przy drodze, a z drugiej może nie tylko pogrzebać jego karierę lekarską, lecz także zrujnować jego małżeństwo. Sikrit, wdowa po zmarłym, stawia go w sytuacji bez wyjścia: dosłownie zmusza go do pomocy lekarskiej dla pewnego nielegalnego imigranta z Afryki. A potem… pojawiają się kolejni. Wycieńczeni, z zaognionymi ranami, z połamanymi kończynami, z różnymi chorobami, mężczyźni wymagający operacji, kobiety w trudnej ciąży. A Ejtan ma im pomóc w baraku znajdującym się w środku pustyni. Bez sali chirurgicznej. Bez odpowiednich środków i narzędzi. Mężczyzna szybko zaczyna zaniedbywać pracę w szpitalu, zrywa się z dyżurów, a jak już na nich jest, to działa na zwolnionych obrotach. Nic dziwnego: po etacie w szpitalu jedzie jeszcze do baraku. Oszukuje żonę, zresztą policjantkę prowadzącą śledztwo w sprawie wypadku i śmierci Erytryjczyka, mówiąc jej o dodatkowych dyżurach w pracy. I operuje jednego imigranta po drugim. Czy robi to z litości dla tych ludzi, od których każdy się odwrócił? Nie, robi to ze strachu, że Sikrit powie wszystkim o tym, kto zabił jej męża i że jego kariera i całe dawne życie w jednej chwili się skończą. Można go oceniać, ale czy w głębi duszy nie rozumiemy jego strachu?

Do czegoś takiego nie można się przyznać. Coś takiego budzi odrazę. A jednocześnie w nim budzi się wstręt do tych odpychających ludzi. Do tych wszystkich ludzi, którzy będą na niego patrzeć z moralną wyższością, którzy będą umywali ręce tylko dlatego, że oni, przypadkiem, nie byli tam w tamtej chwili. Jakby oni nie mordowali Erytryjczyków na prawo i lewo. Przecież każdy z nich, gdyby tylko ofiarował dziesiątą część swojego miesięcznego dochodu, mógłby ocalić życie wygłodniałego Afrykańczyka. (…) Pokarm dla niemowląt, czysta woda. Mimo to te szekle pozostają w banku, tam gdzie ich miejsce, a dyskusja o moralności toczy się wokół stołu w salonie, tam gdzie jej miejsce. Nie różnią się od niego. On porzucił rannego Erytryjczyka na poboczu drogi numer czterdzieści, podczas gdy oni porzucają swoich Afrykańczyków na sawannie.

Ejtan żyje w ciągłym napięciu: wyda się, nie wyda się? Można przypuszczać, że to tylko kwestia czasu, a z drugiej strony – kogo bardzo obchodzi los jakiegoś anonimowego Erytryjczyka? Wyrzutka, nielegalnego imigranta, ciemnoskórego, innego, pracującego na czarno, człowieka-cienia? Może więc wszystko będzie dobrze dla Ejtana. Z zewnątrz, bo w środku od czasu wypadku mężczyzna toczy ze sobą gwałtowną walkę: o swoją moralność, o dobry obraz samego siebie, jaki miał do tej feralnej nocy. Co znaczy jedna minuta, w której popełniamy błąd, wobec nieskończenie wielu minut naszego dobrego, sumiennego życia? Co więcej waży?

„Budząc lwy” jest thrillerem psychologicznym z wyższej półki. Czytelnik otrzymuje historię pełną wstydu, poczucia winy, ale też zakazanego pożądania, rozpaczy i strachu. Nie ma tu nagłych zwrotów akcji, a jednak książka nieustająco trzyma w napięciu. Równocześnie Ayelet Gundar-Goshen każe nam się zastanowić, co sami zrobilibyśmy w podobnej sytuacji i czy my, którzy szczycimy się, że jesteśmy tacy tolerancyjni, że szanujemy inność, czy w głębi duszy aby na pewno stawiamy na równi siebie, Europejczyka, Polaka, z osobą z kraju w gorszej sytuacji materialno-gospodarczej, np. Indii czy wspomnianej tu Erytrei? Wnioski mogą być trudne do przyjęcia i bolesne. Cóż, tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Pewnym jest natomiast, że „Budząc lwy” to kolejna warta uwagi książka wydana przez Uniwersytet Jagielloński. Zwróćcie uwagę na ich propozycje, bo naprawdę warto!

Mężczyzna umiera i tak jakby nie zostawia niczego, ale właściwie to zostawia swojej żonie krzesło i widok na rzekę, i jak o tym pomyśleć, to wcale nie jest mało.

5/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Stowarzyszeniu Śląscy Blogerzy Książkowi:

logo_wujsbk_logo_kolor2-1

Reklamy

4 myśli w temacie “„Budząc lwy” A. Gundar-Goshen

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Podsumowanie września | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s