„Pianie kogutów, płacz psów” W. Tochman

Autor: Wojciech Tochman

Tytuł: Pianie kogutów, płacz psów

Wydawnictwo: Literackie

Liczba stron: 224

Rok pierwszego wydania: 2019

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Wojciech Tochman to jeden z moich ulubionych współczesnych reportażystów. Jest dwukrotnym finalistą Nagrody Nike oraz Środkowoeuropejskiej Nagrody Literackiej Angelus, pisze świetnie, z wyczuciem, wybiera zawsze tematy trudne. Ludobójstwo (jak w „Dzisiaj narysujemy śmierć”), wojna i cierpienia tych, którzy ją przeżyli („Jakbyś kamień jadła”), wreszcie, w najnowszym tytule „Pianie kogutów, płacz psów” – znów świat po ludobójstwie, Kambodża po Pol Pocie, ludzie żyjący, a raczej wegetujący w jakimś zawieszeniu. I lęk, który nie odszedł, a który wciąż sprzyja przemocy oraz ból, który zagnieździł się głęboko i którego nie da się ukoić. Tak, wiem, mamy lato, wakacje, a ja proponuję trudną książkę o cierpieniu, ale uwierzcie mi: warto.

708574-352x500„Pianie kogutów, płacz psów” dzieli się wyraźnie na dwie części: Operacja: zerwać łańcuch opowiada o staraniach kambodżańskich lekarzy, by uwolnić osoby chore psychicznie, które ich rodziny uwięziły, przykuły łańcuchem, wyrzuciły przed dom, gdzieś w las, gdzie w kurzu, błocie i własnych odchodach znoszą dzień za dniem. W ich oczach są przeklęci, opętani przez złe duchy, straceni na zawsze. Kiedyś ich bliski, teraz wrak człowieka. W Kambodży jest wielka liczba chorych, a bardzo mało lekarzy i środków na leki dla nich. W dodatku silne są dawne przekonania, ludzie często leczeni są przez szamanów, a jeśli to nie pomaga – zostawiani samym sobie i tylko karmieni od czasu do czasu z daleka. Bo strach podchodzić bliżej. Bo mąż, córka, siostra, wnuk kopie, pluje, drapie twarz paznokciami. Bo wyje, krzyczy, bełkocze coś, śmieje się. Doktor Ang Sody wie, że nie ma szans dotrzeć do wszystkich potrzebujących, ale robi, co może. Najważniejsze jest przekonanie rodziny, że ich bliskiego można wyleczyć, ale to wymaga czasu i regularnego podawania leków.

Potrafię uratować dotkniętych czarną magią, odczarować klątwy. Córka? Lałem jej godzinami wodę na głowę, żeby oczyścić ciało, cierpliwie zaklinałem duchy, żeby odeszły. Wiele lat próbowałem, trzy, pięć, jedenaście. Na nic to wszystko się nie zdało, bo duchy w córce wcale nie mieszkały. Wreszcie niedawno przyjechali ludzie z organizacji zagranicznej, zrzeszającej Khmerów z Ameryki, z Kanady. Szczodrzy byli. Tysiąc dolarów zostawili na budowę klatki. I odjechali bez sprawdzania, czy pieniądze wydaliśmy zgodnie z przeznaczeniem. Nie wiem, co to za organizacja, zdaje się, że ma w nazwie słowo: człowieczeństwo.

Operacja: zerwać łańcuch stała się głównym tematem książki, zawiera się na początku i na końcu tekstu Tochmana. W środku mamy krótsze lub dłuższe teksty poskładane z rozmów z wieloma osobami mieszkającymi w Kambodży: opowiadają o biedzie, o reżimie Pol Pota, o głodzie, o ciężkiej pracy, o braku mieszkań, o mieszkaniu byle gdzie, na przykład w nieczynnym, starym kinie. O strachu, o śmierci i o ludobójstwie, o stracie i o upartym trwaniu. Te teksty, umieszczone w środku książki, są ważne, przerażające, szarpiące duszę, a jednak chwilami nie mogłam się opędzić od wrażenia lekkiego chaosu, jakby materiał przerósł autora (co byłoby właściwie całkowicie zrozumiałe), jakby go wydrenował psychicznie i nie pozwolił w uporządkowany sposób opisać tego, co widział i o czym słyszał. A może o tym wszystkim po prostu nie da się opowiedzieć w uporządkowany sposób?

sdr

Spotkanie z Wojciechem Tochmanem wokół książki „Pianie kogutów, płacz psów”, Katowice

Wojciech Tochman przyznaje, że Kambodża go przerażała, że długo mierzył się ze swoim lękiem, nie czuł się na siłach postawić stopy na tej ziemi, która wydawała mu się „mroczną otchłanią”. Trochę się zmusił, przetłumaczył sobie, że „Ciemność jest naturalnym środowiskiem reportera. Świat jasno oświetlony nie jest dla reportera tematem”. Tę obawę i wycofanie trochę moim zdaniem widać podczas lektury. Najgorsze jest to, że niewiele można zrobić, bo i co? Ilu osobom jest się w stanie realnie pomóc? Jak zobaczyć na własne oczy cierpienie Kambodżan, wysłuchać ich historii, a potem wrócić do Polski i żyć jak gdyby nigdy nic? A jednak tak właśnie trzeba zrobić, ale nigdy, przenigdy nie zapominać. Na zawsze nosić w sobie te opowieści.

Ludobójstwo w Kambodży nie było ludobójstwem sąsiedzkim. Kaci nie przyszli z domu obok, zza miedzy. Przyjechali z innej prowincji. Nieznajomi, obcy. A kiedy zabijanie się skończyło, wszyscy wrócili do siebie. Dzisiaj Khmerzy nie wiedzą, kim był wtedy ich sąsiad, mordercą czy ofiarą. Co robił w czasie Pol Pota? Mówi, jeśli w ogóle coś mówi, że cierpiał, głodował, umierał. Wszyscy tutaj umierali. Kto nas torturował? Kto życie odbierał? Nie wiadomo.

5-/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:

literackie

Reklamy

2 myśli w temacie “„Pianie kogutów, płacz psów” W. Tochman

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Podsumowanie czerwca | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s