„Rozterki śmierci” J. Saramago

Autor: José Saramago

Tytuł: Rozterki śmierci

Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Liczba stron: 272

Rok pierwszego wydania: 2005

Tłumaczenie: Wojciech Charchalis

Źródło: Egzemplarz recenzencki


José Saramago to wybitny (nie waham się użyć tego przymiotnika) portugalski pisarz, który zachwycił mnie takimi książkami jak „Ewangelia według Jezusa Chrystusa” czy „Miasto ślepców”. Kiedy więc zobaczyłam w zapowiedziach Domu Wydawniczego Rebis jego kolejną powieść, „Rozterki śmierci”, nie wahałam się ani chwili. Wiele obiecywałam sobie po tej lekturze, bowiem książki Saramago, choć niełatwe w odbiorze, są zawsze warte włożonego w nie wysiłku i poświęconego im czasu. Jednak w przypadku „Rozterek śmierci” coś nie zagrało…

716779-352x500Na pewno nie pomysł, bo ten jest świetny. Otóż śmierć, znudzona swym odwiecznym zadaniem i sfrustrowana niekończącą się pracą, przez którą jest w dodatku znienawidzona przez ludzkość, postanawia porzucić swoje zajęcie. W Portugalii ludzie przestają umierać. To, co początkowo wydaje się błogosławieństwem, szybko zaczyna rodzić kolejne problemy: ludzie znajdujący się na granicy życia i śmierci tej granicy nie przekraczają, znajdują się w stanie agonalnym i cierpią katusze, szpitale wypełniają się chorymi, którzy nie umierają, ale też nie wracają do zdrowia, domy opieki zaczynają się szybko przepełniać, bo nikt nie umiera, a pracownicy domów pogrzebowych czy ubezpieczyciele od wypadków śmiertelnych z dnia na dzień tracą pracę… Politycy kraju są przerażeni, bo jak budować gospodarkę, wziąwszy pod uwagę nowe, nieprzewidziane przez nikogo okoliczności? Hierarchowie kościelni biją na alarm, bo na co ludzkości religia z jej obietnicą nieba i piekła, na cóż wizja życia wiecznego, skoro ludzie przestali umierać? W kraju, po chwilowej euforii, szybko następuje kompletny chaos.

Jednak człowiek to zwierzę sprytne i inteligentne, wiec bardzo szybko przystosowuje się do nowej sytuacji. W kraju powstaje rodzaj gangu, który nielegalnie i pod osłoną nocy wywozi za zgodą rodziny umierających krewnych przez granice państwa, by tam, poza obszarem, nad którym rozciąga się władza śmierci, ludzie wyzionęli ducha. Niektórymi bliskimi kieruje troska o dziadka, babcię czy siostrę i chęć skrócenia ich cierpień, inni jednakże mają mniej szlachetne pobudki… A interes kwitnie. Czy śmierć już na zawsze rzuciła swoją pracę? Co się stanie, gdy kraj zacznie się niebezpiecznie przeludniać? Czy wieczne życie to dar czy przekleństwo?

Śmierć jako główny bohater powieści to ciekawy oraz, z tego co mi się wydaje, rzadko wykorzystywany koncept. Do głowy przychodzą mi jedynie wybrane książki Terry’ego Pratchetta ze Świata Dysku oraz „Złodziejka książek” Markusa Zusaka. Oczywiście poza tym wymienione książki nie mają ze sobą nic wspólnego. Śmierć Saramago to popularna w ludowych wyobrażeniach kostucha z kosą, jednak wygląda właśnie tak, ponieważ tak wyobrażają ją sobie ludzie. Gdy tylko chce, może przybrać dowolną postać, na przykład atrakcyjnej (i pozornie żywej) kobiety, co zresztą w pewnym momencie robi. Taka główna bohaterka daje oczywiście możliwość do snucia rozważań o życiu, miłości i sensie ludzkiego istnienia: a to jest coś, co portugalskiemu Nobliście wychodzi bardzo dobrze.

Co więc nie zagrało? Mam wrażenie, że gdzieś od połowy cała historia się rozmyła. Ludzie znów umierają, dostając od śmierci fioletowe listy. Na pierwszy plan nagle wybija się wątek mężczyzny, który, mimo trzykrotnego wysłania do niego listu od śmierci, nadal żyje. Śmierć postanawia odwiedzić go osobiście i pozbawić życia starymi metodami… W rezultacie wygląda to tak, jakby autor skleił w jedno dwie opowieści albo jakby nie miał pomysłu, jak rozwinąć wątek gangów przewożących umierających przez granicę, więc go urwał i zajął się czymś innym. Nie mówiąc już o tym, że José Saramago wielu rzeczy nie tłumaczy: na przykład dlaczego śmierć jest osobna dla każdego kraju? W końcu ludzie przestają umierać tylko w Portugalii, a reszta świata nadal jest śmiertelna. Skąd pomysł na to, że istnieją osobne śmierci dla zwierząt, a nawet roślin? Kto jest zwierzchnikiem śmierci (bo w toku akcji okazuje się, że jakiegoś ma) i dlaczego ta raz podejmuje decyzje samodzielnie, a raz musi zapytać czy może coś zrobić? Nie wiadomo.

I o ile pierwsza połowa powieści była naprawdę ciekawa i świeża, choć momentami nużyły mnie długie zdania, typowe dla tego autora, i jego niekończące się rozważania, tak część druga zaczęła mi niebezpiecznie trącać banałem. Piszę te słowa z pewną nieśmiałością, bo przecież Noblista, wybitny pisarz, laureat wielu nagród! Może to jednak ja czegoś nie zrozumiałam?… Nie mogę jednak nie napisać, że „Rozterki śmierci”, choć świetne konceptualnie, fabularnie są średniakiem. Chyba po prostu należy pogodzić się z tym, że każdy, nawet najlepszy pisarz, ma na swoim koncie słabsze dzieło, i „Rozterki śmierci” takim właśnie gorszym dziełem moim zdaniem są.

4-/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis:

rebis logo

Reklamy

2 myśli w temacie “„Rozterki śmierci” J. Saramago

  1. Pingback: Podsumowanie czerwca | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s