„Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” J. Ward

Autor: Jasmyn Ward

Tytuł: Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie

Wydawnictwo: Poznańskie

Liczba stron: 340

Rok pierwszego wydania: 2017

Tłumaczenie: Jędrzej Polak

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Są takie tematy, o których moim zdaniem wciąż warto mówić głośno, bo dużo czasu musi jeszcze minąć, byśmy mieli prawo powiedzieć „dość”. To książki o niesprawiedliwości, o wielkich zbrodniach, o rasizmie, o kolonializmie, o niewolnictwie, o cierpieniach ze względu na wyznanie, płeć, orientację seksualną, o wojnach i konfliktach światowych. Równocześnie dla mnie są to też historie, które, choć są do siebie w pewien sposób podobne, to jednak poprzez jednostkowe przeżycia bohaterów każda z nich jest inna i każda warta opowiedzenia. Niech smutna pieśń się o nich niesie i nigdy nie milknie. „Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” Jesmyn Ward to kolejna opowieść o ciemnoskórej twarzy Ameryki, a choć jej akcja toczy się w czasach współczesnych, to jednak pokazuje, że Afroamerykanie nie mają możliwości oderwania się od przeszłości i że ich smutna historia wciąż jest dla nich żywa.

708920-352x500Trzynastoletni Jojo to ciemnoskóry chłopak mieszkający wraz z rodziną w Ameryce. Akcja zawiązuje się w momencie, gdy jego matka, Leonie, dowiaduje się, że jej mąż kończy odsiadkę w więzieniu w stanie Missisipi. Kobieta postanawia, że jego wyjście na wolność musi odbyć się na oczach jej oraz ich dzieci: Jojo i małej Kayli. Dziewczynka praktycznie nie zna i nie pamięta ojca, a sam Jojo, choć o wiele od niej starszy, nie ma z nim wiele wspomnień. Po prawdzie zarówno Michael, jak i Leonie mało się nim zajmowali, wychowanie chłopca wzięli więc na siebie jego dziadkowie (rodzice Leonie), których Jojo nazywa Tatkiem i Mamcią. Mamcia od pewnego czasu ciężko choruje na raka, więc to Tatko jest jedyną osobą, do której w razie potrzeby może się zwrócić nastolatek.
Leonie, gdy już raz sobie coś postanowi, nie daje się odwieść od swego pomysłu: odpala więc samochód, bierze do towarzystwa swoją koleżankę Misty (jej partner także odsiaduje wyrok w Parchman), wsadza dzieciaki do auta i rusza w drogę. Podróż jest dość daleka i bynajmniej nie prowadzi po prostu od punktu a do punktu b. Leonie i Misty zbaczają z trasy, by zdobyć trochę narkotyków, zatrzymują się na małych stacjach benzynowych po drodze i odwiedzają adwokata Michaela, który pomógł wyciągnąć go z paki. Jak by mało było problemów, mała Kayla zaczyna chorować – męczy ją ostra choroba lokomocyjna, nie jest w stanie nic zjeść, by natychmiast tego nie zwrócić.

Czasem nie można znaleźć tego, czego się szuka – choćby najwytrwalej. Czasem świat ukrywa to przed nami.

Dla Jojo, ale też dla czytelnika, ta podróż to coś więcej niż droga do Parchman. Poznając, zdanie po zdaniu, historia po historii, dzieje swojej rodziny, chłopiec podróżuje przez Amerykę geograficznie, ale też przez lata. Opisy drogi prowadzącej do więzienia Parchman są przeplatane wcześniejszymi opowieściami dziadka Jojo o przeszłości. Tatko wprowadza go w brutalny świat dorosłych, bowiem dorastanie ciemnoskórego dziecka w Ameryce jest szybsze i trudniejsze niż tego uprzywilejowanego o białej skórze. Dziadek Zrzeki (tak bowiem brzmi jego miano) w młodości pracował niewolniczo na plantacji przy więzieniu Parchman, tym samym, w którym siedział ojciec Jojo. Trafił tam za drobiazg, ewidentnie z powodu koloru swojej skóry, nie zaś wagi przewinienia, i od tej pory był na łasce i niełasce strażników. To bolesna, mroczna historia, którą Tatko opowiada wyrywkowo, fragmentarycznie, jakby badając, ile chłopiec jest w stanie znieść. Nigdy też nie dociera do jej do końca. Jednak nadejdzie taki dzień, że nastoletni Jojo zażąda zakończenia, będzie chciał się dowiedzieć wszystkiego, a przede wszystkim tego, co stało się z młodziutkim więźniem zwanym Bogasiem, stanowczo zbyt młodym na to miejsce, dzieckiem zaledwie, którego Zrzeki próbował chronić. Bogaś bowiem, a raczej jego duch, przyplątuje się do Jojo w trakcie trasy do więzienia i nie chce się od chłopaka odczepić. Musi wyśpiewywać swoją monotonną pieśń bez końca, bez końca, bez końca.

— Jest nas tak wielu — mówi Bogaś. Jego głos ciągnie się jak melasa. — Tak wielu — powtarza. — Uderzających w niewłaściwy ton. Idących pod prąd. Pieśni.

Mówi zmęczonym głosem. Kładzie się, spogląda na mnie ze swojego posłania. Korzeń odgina mu głowę, wrzyna się w szyję. Twarda poduszka.

— Utknąłem. Widziałeś. Węża? Wiedziałeś?

Kręcę głową.

— Ja — ciągnie — też nie. Tyle płaczu na próżno. Po nic.

Mruga jak kot, który kładzie się spać.

— Teraz rozumiesz. — zamyka oczy. Rechocze jak ropucha. — Teraz rozumiesz życie. Teraz znasz. Śmierć.

„Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” to taka powieść, która zapada gdzieś głęboko w czytelnika, burzy w nim emocje, gasi spokój. I dobrze, taka jest jej rola, tak właśnie powinna na nas działać. Drażnić, jątrzyć w naszym dobrym samopoczuciu, kazać nam pamiętać. To kolejny ważny głos o rasizmie i o tym, jak widmo upodlenia i zniewolenia przenosi się poprzez krwiobieg z pokolenia na pokolenie, jak tragiczny spadek. To obraz rozbitej rodziny, z nieodpowiedzialnym ojcem siedzącym w więzieniu i pogubioną matką, która wcześnie i nieplanowanie zaszła w pierwszą ciążę, ale która chciała mieć dzieci, tyle że kompletnie nie podołała ich wychowaniu. To historia Leonie, która próbuje się bronić przed rzeczywistością uciekając w świat pełen białego proszku, Leonie, która jest oschła dla swoich dzieci, a namiętna dla Michaela, swojej ogromnej miłości. To historia Michaela, białego mężczyzny, który wbrew woli swoich rodziców związał się z ciemnoskórą kobietą. To historia Jojo, nastolatka, który musi szybko dorosnąć, bowiem dziadek Zrzeki jest już coraz starszy i nie na wszystko starczy mu sił. Jojo jest jedyną osobą, która naprawdę opiekuje się malutką Kaylą, jedyną osobą, która dba o nią i stara się jej zapewnić coś na kształt opieki i spokojnego dzieciństwa. To historia Bogasia i wielu jeszcze duchów osób, które były za życia prześladowane, a nawet po śmierci nie potrafią odlecieć do lepszego miejsca. Czarna ziemia trzyma ich przy sobie, a drzewo, którego korzenie tkwią w niej głęboko, przywiązuje ich dusze do siebie, sycąc się ich odwiecznym cierpieniem. I nie ma wyjścia z tego zaklętego koła.

„Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” jest napisana pięknym językiem, a jej przesłanie przenika do głębi. Wielkie brawa dla jak zwykle rewelacyjnego Jędrzeja Polaka za wyśmienity przekład. Dodajcie do tego piękną okładkę, za którą odpowiada Ula Pągowska – i szykujcie się na trudną, ale bardzo wartościową lekturę. Jestem wdzięczna, że mogłam ją poznać.

View this post on Instagram

Hej, hej 👋 Czy u Was pogoda też tak szaleje? 😮 W Bytomiu w nocy okropnie wiało (na szczęście nie przeszkadzało mi to w spaniu, bo mało co mi przeszkadza 🤣), a dziś jest ponuro i leje 😪 Dobrze, że nie muszę wychodzić z domu. __________________ Książka Jesmyn Ward to jedna z tych historii, która mocno się zakorzenia w czytelniku. Opowiem Wam o niej dzisiaj na blogu, ale już teraz mogę powiedzieć: czytajcie! Podziękowania dla @wydawnictwo_poznanskie za wydawanie takich powieści 🖤 . . . . . #jesmynward #śpiewajciezprochówśpiewajcie #signunburiedsing #wydawnictwopoznańskie #rasizm #powieśćdrogi #literaturapiękna #literaturawysoka #dobraksiążka #polskibookstagram #igreads #flatlaybooks #bookstagramtopasja #readingtime #dużoczytam #tanayahczyta #bookstafeatures #booktag #bookishfeatures #bookishpost #czytaniejestsexy #booksofig #booksforlife #booktography #książkanadziś #zaczytanadziewczyna #zaczytanabibliotekarka #relakszksiążką #pomysłnaweekend

A post shared by Karolina Sosnowska (@tanayah_czyta) on

6/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu:

logo_poznańskie

Reklamy

7 myśli w temacie “„Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” J. Ward

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

    • Jako że przepiękna, emocjonalna powieść i mądra, wrażliwa dziewczyna to dobra para, cieszę się, że chcesz poznać tę książkę 🙂 Sądzę, że się polubicie 😀

    • Też tak na mnie działa wiele pochwał. Mam ochotę powiedzieć: sprawdzam! 🙂 Mam nadzieję, że jeśli sięgniesz po „Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” to nie będziesz zawiedziona.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s