„Skoro ptaki czynią słońce” A. MacLeod

Autor: Alistair MacLeod

Tytuł: Skoro ptaki czynią słońce

Wydawnictwo: Wiatr od morza

Liczba stron: 264

Rok pierwszego wydania: 1986

Tłumaczenie: Michał Alenowicz

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Bardzo dobrze, że Michał Alenowicz, szef wydawnictwa Wiatr od morza, dał Polsce Alistaira MacLeoda. Warto tłumaczyć literaturę kanadyjską, stosunkowo mało u nas znaną. Co przychodzi Wam na myśl na hasło „pisarz z Kanady”? Może Lucy Maud Montgomery, Margaret Atwood czy Alice Munro – a gdzie reszta? Tymczasem nadmorskie wydawnictwo po raz kolejny zaproponowało czytelnikom prozę z chłodnych wybrzeży Nowej Szkocji, gdzie przyroda jest surowa, morze szare i zimne, a ludzie twardzi i zawzięci, ale także na swój sposób romantyczni, wrażliwi i głęboko ludzcy. „Skoro ptaki czynią słońce” to drugi zbiór opowiadań Alistaira MacLeoda, z którym może się zapoznać polski czytelnik. Pierwszy, „Utracony dar słonej krwi”, bardzo mnie poruszył. Jak było tym razem?

694378-352x500Proza MacLeoda to nieustanna elegia o odchodzącym świecie. Autor pochyla się nad losem ludzi mieszkających na kanadyjskim wschodnim wybrzeżu, gdzie mężczyzna może właściwie wybrać dwie życiowe ścieżki: zostać górnikiem lub rybakiem. Obie są niezwykle wymagające, ciężkie, niewdzięczne i niebezpieczne. Teraz górnicy muszą jeździć do Afryki, gdzie ziemia, w przeciwieństwie do tej, która należy do nich od pokoleń, rodzi jeszcze cenny kruszec, zaś rybacy narzekają na przełowione ławice, przez co bardzo trudno im zdobyć odpowiednią ilość ryb. A to jest cena przetrwania: mieszkańcy wybrzeży Nowej Szkocji potrzebują ryb jako pożywienia dla siebie i dla swoich rodzin oraz jako towaru, który mogą sprzedać. Floty statków-przetwórni z Rosji, Hiszpanii czy Portugalii przetrzebiają zimne morze, nie zostawiając niemal nic dla miejscowych („Zamknięcie lata”). Mężczyźni zastawiają więc sidła, próbują polować na foki, przedzierają się przez śnieg i lód, by zdobyć pożywienie. Często ledwo udaje im się uniknąć śmierci („Zimowy pies”).

To, co wydawało im się naturalne, co było częścią ich kultury, jak stare, gaelickie pieśni przekazywane z pokolenia na pokolenie, śpiewane przez ich ojców, dziadów i pradziadów, nagle staje się sezonową ciekawostką. Do małych wiosek przyjeżdżają łowcy talentów, producenci muzyczni, szukający czegoś innego, co zachwyci ludzi z wielkiego świata. Nie starają się jednak zrozumieć sensu i przesłania śpiewanych im piosenek, a tylko pragną, by brzmiały one dla obcych uszu jak najbardziej egzotycznie, nawet, jeśli słowa w nich użyte zostałyby błędnie odśpiewane i nie miałyby sensu. Są więc ci mieszkańcy Nowej Szkocji atrakcją turystyczną, dziwadłem, które najlepiej postawić za szybą w muzeum i podziwiać ich odmienność („Dostrajanie ideału”).

Czasem w ich świat wdziera się nowoczesność, na przykład pod postacią młodego, rzutkiego przedstawiciela do spraw agrokultury, który namawia chłopców chodzących do szkoły do stworzenia „klubu cielęcego”. Cała rzecz sprowadza się do tego, by dobrze dobierać krowy i byki do cielenia, a przez to stworzyć zwierzęta wytrzymałe, dobrej rasy, które będzie można w przyszłości, jako lepszej jakości, drożej sprzedać. Młodzież zapala się do tego pomysłu, ale ich ojcowie wiedzą, że nowinki nie sprawdzają się w ich świecie. Tu najlepszą metodą jest ta, która została lata temu wypracowana przez ich przodków, i tego ostatecznie najlepiej się trzymać („Następnej wiosny”).

„Skoro ptaki czynią słońce” to zbiór siedmiu opowiadań, które łączy miejsce akcji. Każda historia to wycinek z życia mieszkańców Nowej Szkocji, życia, które odeszło już w zapomnienie. Małe miasteczka, mieszkańcy których stosowali tradycyjną orkę i połów ryb nie istnieją już w opisanym przez MacLeoda kształcie. Jest to więc elegia o nieistniejącym świecie, w którym królowała ciężka praca i codzienna walka z naturą. Myliłby się jednak ten, kto by uważał, że takie życie nie mogło być szczęśliwe. Kanadyjski autor pokazuje i tę dobrą stronę ludzkiej egzystencji: wielką miłość i rodzinne więzi, szczęśliwe, choć niełatwe dzieciństwo czy radość ze wspólnej pracy.

Wszystkie teksty, mimo odległej współczesnemu człowiekowi tematyki, trafiają wprost do serca czytelnika, pokazując, że pewne wartości są nieprzemijalne i zrozumiałe w każdym miejscu na świecie. Radość, swoboda, smutek, zagubienie, samotność to emocje, które może odczuwać rybak z małej wioski, jak i biznesmen z dużego miasta. Co warto zaznaczyć, Alistair MacLeod pisze pięknym językiem, który fenomenalnie oddany przez tłumacza Michała Alenowicza sprawia, że z jeszcze większą przyjemnością czytamy opowiadania ze zbioru „Skoro ptaki czynią słońce”. Jeśli kanadyjska literatura skrywa jeszcze więcej takich perełek (a jestem pewna, że tak jest!) to czekam niecierpliwie na kolejne książki wydane przez Wiatr od morza. Jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam.

5+/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Wiatr od morza:

logo_napis_400

Reklamy

2 myśli w temacie “„Skoro ptaki czynią słońce” A. MacLeod

  1. Pingback: Podsumowanie grudnia | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Czytelnicze podsumowanie roku 2018 | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s