„Chodziło o miłość” R. Rient

Autor: Robert Rient

Tytuł: Chodziło o miłość

Wydawnictwo: Sonia Draga

Liczba stron: 296

Rok pierwszego wydania: 2013

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Swoją przygodę z prozą Roberta Rienta zaczęłam od końca, czyli od najnowszego wtedy tytułu pisarza, rewelacyjnych „Duchów Jeremiego”. Powieść ta została przeze mnie wybrana jako najlepsza przedstawicielka literatury polskiej, jaką przeczytałam w 2017 roku. Rzutem na taśmę, bo poznałam ją w grudniu, ale myślę, że nawet, gdybym wzięła ją na tapet w styczniu to nie zapomniałabym o niej do końca roku. Prawda jest taka, że nadal ją wspominam: ma jakieś specjalne miejsce w moim czytelniczym sercu. Ostatnio zaś cofnęłam się do korzeni, czyli do debiutu Rienta pod tytułem „Chodziło o miłość”. Przed lekturą odczucia miałam ambiwalentne: z jednej strony obawa (debiut!), z drugiej głębokie przeświadczenie, że przecież ktoś, kto stworzył tak wspaniałą powieść jak „Duchy Jeremiego”, nie mógł napisać złej książki.

123110-352x500A wszystko tak naprawdę zaczyna się pod gabinetem terapeuty, gdzie na sesje psychologiczne przychodzi Aureliusz Kic. Sami słyszycie jak to brzmi, więc poprzestańmy na formie imienia Arek. Arek – i tyle. Arek chodzi do terapeutki Ewy, by rozplątać zmechacony kłębek swojego życia: nieudanego, porozwodowego i samotnego. I gdy wychodzi z bramy, spotyka ją. Ona prosi go o ogień, on jej go daje, ona się śmieje, on jest zauroczony. Niby historia jak wiele, ale powiedzcie mi, jak często czytacie o miłości, która zaczęła się pod gabinetem psychologa? I jak często słyszycie o parze, która chodzi do jednego terapeuty? No a do tego Justa, kobieta poznana przed bramą gabinetu, też zwyczajna nie jest. Dość powiedzieć, że ma niebagatelne problemy psychiczne, lubi długie koszule, seks i niespodzianki, i czasem pomieszkuje w szpitalu psychiatrycznym. Tak czy owak pewne jest jedno: człowiekowi zawsze chodzi o miłość, i tej miłości gdzieś bardziej lub mniej nieudolnie szuka.

Zawsze chodziło mi o miłość. Jestem w połowie swojego życia, tak mówią liczby i tak się czuję. W moim wieku przyjemność spokoju miesza się z samotnością. Żyję – na szczęście dla mojej samotności – w czasach, w których wiele związków się rozpada. Nie chodzi już o to, żeby zakochać się od pierwszego wejrzenia na całe życie, ale by kolejny raz zakochać się od pierwszego wejrzenia.

I w ten sposób czytelnik może podglądać z bliska trudno uchwytny i niełatwy do opisania rozwój miłości. Wraz z Arkiem przejdziemy wszystkie stany: od intrygującego pierwszego kontaktu, przez krótkie spotkania pod gabinetem terapeutki, do pierwszej randki i trwożnego oczekiwania na jej telefon. Wszystko, co było już znane, bo to przecież nie pierwszy związek Arka, nagle staje się znów nowe, a bohatera zżera niepewność, bo tak naprawdę każda miłość jest pierwsza, nawet jeśli jest już piąta. Do każdej podchodzimy z kartą możliwie czystą, z nadzieją, że to właśnie ta jedyna i, cóż, może nawet na całe życie. Z jednej strony szarpie nas niepewność, z drugiej niepohamowana radość. Od takiej miłości niedaleko już do szaleństwa: no bo czy oba te stany nie mają punktów stycznych?

Po drodze myślałem o smutku Justy, jej ojcu, o sobie, o tym, czy naprawdę jestem dobry. Przypomniała mi się Agnieszka, która mówiła, że jestem taki dobry i odwdzięczała mi się tyłkiem odwróconym w moją stronę, gdy zasypialiśmy. Nie znoszę być dobry. Nie mam z tego żadnych korzyści. Nie jest w modzie być dobrym, tych dobrych się porzuca, a zostaje się z gnojkami. Przy dobrych się wypoczywa od życia, a z gnojkami się bawi do rana. Chciałem być gnojkiem.

Siłą debiutu Roberta Rienta jest to, co widać też świetnie w „Duchach Jeremiego”: jego niezwykła wrażliwość oraz uważne, ciekawe spojrzenie na świat. Jego bohaterowie (zarówno Arek, jak i Jeremi) są obserwatorami, osobami łatwo poddającymi się zadumie (wręcz do zapętlenia myśli) i mającymi skłonność do grzebania we własnym wnętrzu. Jednak bohater „Chodziło o miłość” ma w sobie również cechy typowe dla dziecka: jakąś nagłą radość, wybuchającą znienacka nadzieję, wiarę w to, że nawet, jeśli nie cały świat jest dobry, to to dobro można jednak wyskrobać z jakiegoś kąta.

Nie ukrywam, że nie jest to tak dobra powieść jak „Duchy Jeremiego”: w końcu to debiut, i autor nie ustrzegł się od paru błędów. Widać na przykład, że Robert Rient nie umiał jeszcze powściągnąć pióra, przez co czasem zdania idą w dziwnym kierunku i prowadzą do zaskakujących obrazów. Znając „Duchy Jeremiego” jestem pewna, że obecnie niektóre sceny napisałby inaczej, a pewne może usunął. Fabuła chwilami meandruje, raz mocniej, a raz słabiej przyciągając uwagę odbiorcy. Mimo wszystko życzyłabym sobie więcej takich debiutów, bo bez wahania mogę powiedzieć, że „Chodziło o miłość” to debiut dobry. Po dwóch przeczytanych tytułach Rienta doszłam do wniosku, że najwyraźniej mamy z autorem podobną wrażliwość, a dzięki temu jego książki zapadają mi głęboko w pamięć i serce. Czekam niecierpliwie na kolejną powieść!

4+/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję katowickiej księgarni Tak Czytam:

tak czytam logo

Reklamy

6 myśli w temacie “„Chodziło o miłość” R. Rient

  1. Pingback: Podsumowanie września | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s