„Skoruń” M. Płaza

Autor: Maciej Płaza

Tytuł: Skoruń

Wydawnictwo: W.A.B.

Liczba stron: 352

Rok pierwszego wydania: 2015

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Wzięłam sobie na głowę zadanie podwójnie trudne. Raz, bo nie jest łatwo pisać o zbiorze opowiadań, a dwa, bo nie jest łatwo pisać o tekstach tak dobrych, które za temat mają szeroko rozumianą codzienność. „Skoruń” Macieja Płazy to książka, którą poznać warto, powiem to od razu, ale mam nadzieję, że mimo że wyraziłam już zwięźle swoją opinię, to doczytacie tekst do końca. Tych, którzy patrzą wilkiem na nagradzane tytuły, uspokajam: „Skoruń” to nie jest jedno z tych dzieł, które napisane językiem pompatycznym i górnolotnym, ukazują nadętego bohatera, powodując, że przeciętny czytelnik dostaje kręćka po kilku stronach. Nie, to zupełnie nie jest taka książka. A jaka jest, zapytacie? Posłuchajcie.

515181-352x500Jest mała wioska, gdzieś na Sandomierszczyźnie i jest Wisła, która czasem wgryza się w brzegi i wylewa. Jest XX wiek, lata osiemdziesiąte, i jest ciążąca nad tym miejscem historia. Są wydarzenia, które tkwią w ciszy w zakolu rzeki, w nieckach, sadach i opuszczonych domach. Dwadzieścia lat temu sąsiednią wieś spustoszyła nie do końca wyjaśniona powódź, czterdzieści minęło od nie do końca zapomnianej wojny. To potrafi nagle zaboleć, jak kamyk w bucie. W końcu jest on, młokos, niedorostek, dzieciak, któremu ledwo mleko pod nosem wyschło, pętak, leń, łobuz. Skoruń – tak mówi się na niego w wiosce. Ojciec i matka często krzyczą: ty skoruniu jeden! Ojciec jest sadownikiem, konstruktorem, ateuszem, buntownikiem nie wiadomo przeciw komu, a matka żywą świętą. Otóż i świat, który oglądamy w opowiadaniach Płazy i główni tego świata bohaterowie.

Siedem opowiadań, siedem historii spiętych tym spłachetkiem ziemi: wieś Skorunia, kilka wiosek dookoła, rzeka Wisła, tyle. Sady, pola, łąka, na której czasem staje przyjezdny cyrk, rynek, gdzie chodzi się po sprawunki, kościół, knajpa – ot i wszystko. Że mało, powiecie? A gdzieżby, tu mieści się cały świat. Obserwujemy chłopca w momencie granicznym: już prawie nie chłopiec, jeszcze nie mężczyzna. Trochę dziecko, trochę nastolatek, burza hormonów, uważne oko, które coraz więcej widzi i żywy umysł, który coraz więcej rozumie. Skoruń zaczyna zadawać pytania, drążyć, dowiadywać się, próbuje uzyskać odpowiedzi a to od zaciętego, milczącego ojca, a to od wuja, a to od mężczyzn z wioski, którzy pomagają im przy zbiorach. Idzie mu to opornie, zasznurowane przez lata usta nie chcą się nagle otworzyć.

Gdybym Wam napisała, że to teksty o zrywaniu jabłek, o przyjeździe cyrku do wioski, o pierwszych szczeniackich próbach podrywania dziewczyn, o wielkiej powodzi czy o dojrzewaniu to nic bym Wam nie powiedziała. To nie jest nawet 10% tego, co oferuje w swojej książce Maciej Płaza, choć to wszystko tu jest. Chodzi jednak o to, by przebić się przez te wszystkie warstwy i odkryć wszystkie składniki i smaki po kolei. A to rekomenduję Państwu do samodzielnego wypróbowania. Uwierzcie, warto. Tylko gdy sami sięgniecie po książkę, będziecie mieli okazję się przekonać, jak pięknie jest ona napisana. Wyjątkowy język naszpikowany obcymi, a jednak całkiem zrozumiałymi dla mnie słowami, a do tego ujawniająca się raz po raz niezwykła wrażliwość autora: to połączenie, któremu nie warto się opierać. Ulegnijcie. Dla zmiękczenia serc i ducha zostawiam Wam próbkę możliwości:

Patrzyliśmy, jak się wyłaniają, opierzchli po podróży, niezmienieni jeszcze w samych siebie, spoglądają na miasto, przeciągają się jak kociska, niby senne, ale na najcieńszy szelest w trawie gotowe przeobrazić się w pazurzystą błyskawicę. Najbardziej lubiliśmy, gdy zaczynali się przemieniać, ale niełatwo było ich na tym przychwycić. Chłopy z obsługi brały się za rozstawianie namiotu, niebieski brezent pęczniał z łopotem i w tym dalekim łopocie, pokrzykiwaniach i postękiwaniach wszystko inne ginęło: wystarczyło, żeśmy na chwilę zagapili się na żylaste łapska przy linach, i uciekała nam chwila, gdy artyści znikali z powrotem w budach i zaczynali przysposabiać się do występu. Czasem dało się jeszcze kogoś przyuważyć: a to siłacza w podkoszulku, a to woltyżerkę w baletowej spódniczce, a to tresera karmiącego lwy, ale większość zaszywała się, przepoczwarzała chyłkiem, z pędraków w motyle.

Nie lubię tych wszystkich porównań z okładek książek, pienia, że oto mamy „drugiego iksa” czy „naśladowcę igreka”, a jednak tym razem złamię swoją zasadę i napiszę tak: jeśli lubicie książki Jakuba Małeckiego albo jeśli droga jest Wam wieś spod pióra Wiesława Myśliwskiego – sięgnijcie po Macieja Płazę. Powinno Wam się spodobać.

6/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję katowickiej księgarni Tak Czytam:

tak czytam logo

Reklamy

12 myśli w temacie “„Skoruń” M. Płaza

  1. Na mnie czeka ciągle „Robinson w Bolechowie”, ale „Skoruń” również przeczytam, bo ja już czuję w kościach piękno tej prozy. I wyżej pojawił się Piotr, a Piotr pojawia się tylko kiedy lektura jest warta komentarza. 😀
    Nie wiem, ale przypomniała mi się „Sońka”…

  2. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s