„Inwazja porywaczy ciał” J. Finney

Autor: Jack Finney

Tytuł: Inwazja porywaczy ciał

Wydawnictwo: Vesper

Liczba stron: 220

Rok pierwszego wydania: 1955

Tłumaczenie: Henryk Makarewicz

Źródło: Egzemplarz recenzencki


O tym, że klasykę grozy czytać i znać warto, pisałam już nie raz, i nie dwa. Sama z wielką radością i zaciekawieniem witam kolejne wznowienia kanonicznych tytułów, szczególnie chętnie wydawanych przez Vesper. To wielkopolskie wydawnictwo ma już na swoim koncie między innymi „Mnicha” czy „Egzorcystę”, zaś w lipcu tego roku dołączyła do listy „Inwazja porywaczy ciał” Jacka Finneya. To horror z elementami science-fiction, który był jednym z pierwszych (jak nie pierwszym w ogóle) przedstawicielem nurtu pt. „zagrożenie z kosmosu”. Obecnie literatura i kinematografia są przesycone takimi dziełami, jednak Finney wydał swoją powieść w 1955 roku, gdy było to coś świeżego.

668830-352x500W małym kalifornijskim miasteczku Mill Valley w hrabstwie Marin zaczyna się dziać coś dziwnego. Miles Bennell, miejscowy lekarz, coraz częściej słyszy o przypadkach dziwnej psychozy, w efekcie której ludzie uważają, że ich bliscy… nie są sobą. Wyglądają co prawda i zachowują się dokładnie tak jak zawsze, mają wspomnienia, przyzwyczajenia i powiedzonka jak dawniej, ale w ich zachowaniu brak emocji. Jest to bardzo subtelna zmiana, którą widzą jedynie ludzie, którzy dobrze ich znali. Pierwszą osobą, która zwraca się do doktora Bennella jest jego dawno niewidziana przyjaciółka, Becky Driscoll, która jest zaniepokojona zachowaniem swojej kuzynki, która twierdzi, że jej wujek Ira zmienił się i jest całkiem innym człowiekiem, niczym pozbawioną uczuć i emocji skorupą. Miles Bennell postanawia przyjrzeć się tej sprawie, i choć początkowo twierdzi, że kuzynka Becky padła ofiarą dziwnej omyłki, przypadki szybko zaczynają się mnożyć. Do lekarza zgłaszają się kolejni zaniepokojeni mieszkańcy Mill Valley, a on sam ma wrażenie, że miasto ogarnęła zbiorowa psychoza.

Setek lat wymagało uznanie faktu, że Ziemia jest okrągła. Cały wiek wzbraniano się przed poglądem, że krąży wokół Słońca. Nie cierpimy nowych faktów czy dowodów, ponieważ mogą zmusić nas do zrewidowania poglądów w sprawie tego, co jest możliwe, a co nie. Taka rewizja to nic przyjemnego.

Czy rzeczywiście to zbiorowa halucynacja, zataczająca coraz szersze kręgi psychoza, czy też zagrożenie jest realne i nie z tej Ziemi? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć, wraz ze swoimi przyjaciółmi, doktor Bennell. Kiedy pisarz Jack Belicec znajduje w piwnicy swojego domu tajemniczy kokon, a jego wystraszona żona Theodora przybiega do lekarza w środku nocy, zatrwożona w najwyższym stopniu odkryciem, że dziwny twór zaczął zmieniać kształt i przemienia się w jej męża, Miles Bennell nie może już dłużej udawać, że nic się nie dzieje. Zwraca się do swojego dobrego znajomego, psychologa Kaufmana, a później do profesora Budlonga, autora artykułu opisującego niewyjaśnione wydarzenia w hrabstwie Marin na przestrzeni ostatnich miesięcy. Czy znajomi mu pomogą i czy zdążą odkryć, co naprawdę się dzieje, zanim ich ciała również zostaną zamienione na idealne, choć bezuczuciowe repliki?

Książka Jacka Finneya to klasyczny horror z elementami sci-fi, który co prawda w dzisiejszych czasach raczej już nie straszy, ale nadal zapewnia przednią rozrywkę. Napisany w formie notatek doktora Milesa Bennella, pozwala nam głębiej wejść w historię dzięki pierwszoosobowej narracji. Taki typ opowiadania to częsty zabieg w literaturze grozy, bowiem w naturalny sposób potęguje on nasz lęk, nie pozwalając łatwo zweryfikować, czy to, co opisuje jeden z uczestników przedstawionych wydarzeń jest prawdą, czy też uległ on zbiorowej panice czy pomieszaniu zmysłów. Nie inaczej jest tutaj, w każdym razie do momentu (moim zdaniem nieco przedwczesnego), gdy wszystko się wyjaśnia, a nastrój niepewności i atmosfera tajemnicy zostają mocno nadszarpnięte. Nie wspominając już o tym, że sam opis okładkowy i tytuł w dużej mierze zdradzają, z czym będziemy mieć do czynienia, co powoduje, że pierwszą połowę książki czyta się z lekkim uśmiechem, wiedząc szybciej, niż doktor Bennell i jego paczka, co się dzieje w małym miasteczku gdzieś w Ameryce.

Jak wyczytałam w ciekawym tekście Michała „Lelanda” Lestera umieszczonym w serwisie Grabarz Polski, w latach 50. odczytanie zagrożenia jako pochodzącego z kosmosu nie było wcale takie oczywiste i płaskie. Powieść odbierano wtedy często jako pokłosie zimnowojennej paranoi, w tym zagrożenia komunizmem i panicznych reakcji Amerykanów na to zjawisko, a także lęku przed rychłym wybuchem wojny atomowej. Mógł to więc być zawoalowany straszak na mieszkańców Stanów Zjednoczonych, z pewnością wtedy czytelniejszy niż dziś, w XXI wieku.

Jack Finney gra też na naszych strachach dzieciństwa. Nie wiem, czy też przeżyliście kiedyś taki dziwny, pierwotny lęk, że Wasi rodzice mogą zostać podmienieni na inne osoby, a Wy prawdopodobnie nawet nie zorientujecie się (lub zorientujecie się, gdy będzie już za późno), że zaszła jakaś przemiana? Ja w każdym razie pamiętam z własnego dzieciństwa koszmar senny na taki właśnie temat… Później, po przebudzeniu, podejrzliwie przyglądałam się moim rodzicom, i przez pewien czas byłam bardzo przestraszona, a próby uspokojenia mnie, podejmowane przez moją mamę, tylko zwiększały mój lęk. Na tych strunach gra „Inwazja porywaczy ciał”, w inny sposób grał też na nich współczesny brytyjski pisarz Neil Gaiman, tworząc powieść dla młodzieży „Koralina”. Może dobrze, że nie czytałam jej, mając dwanaście lub mnie lat…

Reasumując, choć „Inwazja porywaczy ciał” nieco się zestarzała, wciąż może dostarczyć różnych, nie zawsze przyjemnych, emocji i przemyśleń. To krótka, ale wciągająca powieść zaliczana do klasyki grozy, którą po prostu warto znać. Klimatu dodają czarno-białe ilustracje Piotra Herli. Szkoda jedynie, że tym razem zabrakło posłowia Macieja Płazy, które zwykle pojawia się przy okazji wydań klasyki ze stajni Vespera.

4-/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Księgarni Internetowej Czytam.pl:

logo_czytampl

Reklamy

2 myśli w temacie “„Inwazja porywaczy ciał” J. Finney

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Podsumowanie sierpnia | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s