„Miłość made in China” D. Malovic

Autor: Dorian Malovic

Tytuł: Miłość made in China. Jak kochają Chińczycy?

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Liczba stron: 352

Rok pierwszego wydania: 2016

Tłumaczenie: Ewa Kucharska

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Przyznam się bez bicia, że nie słyszałam o Dorianie Malovicu zanim nie sięgnęłam po jego książkę „Miłość made in China”. Jest on jednak reportażystą, dziennikarzem i znawcą chińskiej kultury. Jak podaje francuska Wikipedia, Malovic jest od 1997 roku szefem działu „Azja” w wydawanym w Paryżu dzienniku „La Croix” i specjalistą sinologiem. To chyba odpowiedni człowiek do opowiedzenia Europejczykom o tym, jak kochają Chińczycy. Myślę, że dla Francuza, przedstawiciela nacji roznamiętnionej i romantycznej, dla której ars amandi jest niezwykle ważną częścią życia, chińskie podejście do miłości musiało wywołać niemały szok.

666662-352x500Powiedzieć, że Chiny miały w ostatnich kilkudziesięciu latach trudną sytuację gospodarczo-społeczną to jak nic nie powiedzieć. Ostatnie pięćdziesiąt lat to rewolucja kulturalna, krwawe rządy Mao Zedonga, komunizm, Deng Xiaoping i demonstracje na placu Tian’anmen – a to tylko skrócony i bardzo ogólny rys historyczny współczesnych Chin. Wszystko to ukształtowało chińskiego człowieka i spowodowało, że przeciętny Chińczyk stara się z całych sił wspiąć na szczyt, bierze udział w wyścigu szczurów, nie wyobraża sobie, by żona zarabiała więcej od niego i szuka kobiet młodych, uległych, pięknych i miłych. Chinka ma być jego ozdobą, słodką maskotką, gospodynią domową, matką dzieci. Kobiety młodo wychodzą za mąż, bowiem gdy kończą 25 lat stają się już „resztkami”, czyli odrzutami, za którymi nikt się nie obejrzy. Są przecież inne kandydatki, młodsze, nie zgorzkniałe, takie, które można jeszcze ukształtować według swoich potrzeb. Brzmi strasznie i po prostu nie chce się w to wierzyć? Mamy XXI wiek, powiecie? A jednak to rzeczywistość tysięcy Chińczyków.

W Państwie Środka drugiej połówki nie wybiera się samodzielnie. Zazwyczaj za kobietę wybierają… jej rodzice. Tradycja swatki również trzyma się mocno (czy Wam też przypomina się animacja Mulan i jej „żegnaj, ojcze, żegnaj, matko, pora spotkać się ze swatką”?). Samotna Chinka nie tylko postrzegana jest jako ta, z którą „coś jest nie tak”, ponieważ nie znalazła sobie męża, ale również często ma problem z samodzielnym utrzymaniem się. Z tego powodu rodzice dosłownie stają na głowie, by tylko ich pociechy znalazły sobie małżonka. Istnieją „targi singli”, gdzie wśród setek ogłoszeń zatroskani ojcowie i matki szukają wybranka dla swojego dziecka! Biura matrymonialne przeżywają prawdziwe oblężenie, a rubryczki, które przede wszystkim musi wypełnić mężczyzna, zapisując się do biura to wiek, wzrost i… stan konta.

W Chinach nie zaczepia się ludzi, których się nie zna. To jest niegrzeczne i źle postrzegane. Kiedy jakiś chłopak zagaduje bez powodu, odbierane jest to jako rodzaj agresji. My mamy jeszcze gorzej, ponieważ uznaje się nas wtedy za dziewczyny lekkich obyczajów.

Dorian Malovic stara się pokazać miłość we wszystkich jej aspektach. Odwiedza więc targi singli, zapisuje się do biura matrymonialnego, rozmawia o wystawnych chińskich ślubach, dociera do mieszkających w Państwie Środka gejów, słucha głosów kobiet samotnych (tych, których nikt nie chciał lub, rzadziej, z wyboru), zamężnych i rozwiedzionych, oddaje także głos kurtyzanom, alfonsom i męskim dziwkom. Można powiedzieć, że to dość kompletny, jak na trzystupięćdziesięciustronicową książkę, obraz chińskiej miłości. Zanim się oburzymy czy zdziwimy, warto poczytać inne dzieła o tym kraju, jego sytuacji i historii. Jestem nieomal pewna, że gdyby nie lektura chociażby „Dzikich łabędzi” Jung Chang, miałabym o wiele większy problem z przyswojeniem sobie obrazu wyłaniającego się z „Miłości made in China”. Nie jest to więc chyba dobra książka na pierwszy kontakt ze współczesnymi Chinami: lepiej byłoby najpierw choć liznąć historii ostatnich pięćdziesięciu lat tego kraju. Dzięki temu lepiej zrozumiecie, czemu Chińczycy w 2018 roku zachowują się tak, a nie inaczej, choć, nie ukrywam: wciąż będzie to dla Was kompletną egzotyką i nadal będziecie rwać sobie włosy z głowy.

Książka podzielona jest na cztery części (Poszukiwanie i uwodzenie, „Podwójne szczęście” – to o ślubach – Życie małżeńskie i Chaos uczuciowy), a w każdej z nich czytelnik poznaje historie kilku postaci, dostaje fragmenty rozmów i wyniki eksperymentów podejmowane przez francuskiego pisarza, na przykład jego przygodę z chińskim biurem matrymonialnym. Co wartościowe, Malovic naprawdę się angażuje, czego wynikiem jest chociażby to, gdy zaczyna za pomocą biura korespondencję z pewną Chinką… Korespondencja ta staje się w pewnym momencie dość intymna i zaangażowana, a w końcu e-maile prowadzą do spotkania twarzą w twarz. I tu Dorian Malovic się zdziwi… Ale co go zdziwi i dlaczego, tego już Wam nie powiem. Przekonajcie się sami.

„Miłość made in China” to bardzo ciekawy reportaż, ale lekko zawiodła mnie jedna rzecz – korekta. Zwykle przymykam oko na jedną czy dwie literówki w tekście, bo choć irytują, to cóż, to się niestety po prostu czasem zdarza, a korektor czytający tekst po raz trzeci sam ich już zapewne nie widzi. Jednak co innego, gdy nad poprawnością tekstu czuwały rzekomo trzy osoby, a jego jakość i tak kuleje. Zła odmiana, literówka, powtórzone słowo – było ich tu zbyt wiele, bym mogła przymknąć na to oko. Drogie Wydawnictwo, jeśli będzie jakiś dodruk tej książki to mam nadzieję, że przed wypuszczeniem kolejnej partii reportażu Malovica w świat, raz jeszcze przejrzycie tekst. Poza tym: nie mam zastrzeżeń! „Miłość made in China” to fascynujący, odrobinę przerażający reportaż o największym na świecie rynku matrymonialnym. Warto poznać tę książkę, zagłębić się w chińską rzeczywistość i… cieszyć się, że nie urodziliśmy się i nie żyjemy w Chinach.

5-/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Znak Horyzont:

logo znak horyzont

Reklamy

15 myśli w temacie “„Miłość made in China” D. Malovic

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Wszyscy o tych błędach, co przeszły przez korektę… Ech, i teraz nie wiem czy kupić, czy by mnie za bardzo irytowały. Tematyka całkiem moja i kusi… Hmm… Może gdzieś by wydanie po angielsku było…

  3. Oj, te literówki i błędy mnie też będą mocno irytować, ale ostatnio sporo się nasluchałam o Chinach z vlogów i co nieco już wiem o tym, jak ten rynek małżeńsko/randkowy wygląda. Być może faktycznie przeczytam niedługo zamiast odkładać 🙂

  4. Osobiście zrobiłem jedno podejście i zatrzymałem się póki co w jednej trzeciej, bo naprawdę, zdarzało się czytać dobre reportaże i już się coś rozróżnia, jak tekst jest taki trochę rozdygotany. A i po tej recenzji jakoś mnie nie kusi do ponownego sięgnięcia 😜. Zgłoszę się po skończeniu, pozdrawiam.

  5. Niby mam jakieś pojęcie, jak to wszystko wygląda, ale pewnie i tak byłabym w szoku podczas lektury;) Mam nadzieję że ten reportaż dotrze do mojej biblioteki, bo jestem go ogromnie ciekawa. Chociaż na pewno będę narzekać na niestaranną korektę.

  6. Pingback: Podsumowanie sierpnia | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s