„Gorączka” M.B. Keane

Autor: Mary Beth Keane

Tytuł: Gorączka

Wydawnictwo: Literackie

Liczba stron: 440

Rok pierwszego wydania: 2013

Tłumaczenie: Jędrzej Polak

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Nie wiem jak to się stało, ale do momentu przeczytania zapowiedzi książki Mary Beth Keane „Gorączka” nie słyszałam o Tyfusowej Mary. Między innymi dlatego bardzo lubię powieści oparte na faktach, bo można się przy okazji naprawdę dużo dowiedzieć! Tyfusowa Mary lub Pani Zarazek, jak także ją zwała ówczesna prasa, czyli Mary Mallon to żyjąca na przełomie XIX i XX wieku nowojorska kucharka, która w historii medycyny zapisała się jako bezobjawowa nosicielka tyfusu. Mary, pracująca jako kucharka, nieświadomie zaraziła wiele osób i skazała je na śmierć z powodu duru brzusznego (obecna nazwa tyfusu). Jej życie to rzeczywiście gotowy materiał na powieść, nie dziwi mnie więc, że Mary Beth Keane zainteresowała się swoją imienniczką i napisała beletryzowaną opowieść o Tyfusowej Mary.

662040-352x500Mary Mallon do Nowego Jorku przybywa z hrabstwa Tyrone w Irlandii, i szybko zdaje sobie sprawę, że to, co potrafi najlepiej to gotowanie. Jest to też zajęcie dające jej sporo satysfakcji oraz – co nie mniej istotne – całkiem przyzwoite zarobki. Młodziutka Mary szuka pracy przez pośredników i początkowo dostaje posadę praczki, jednak gdy państwo, u których pierze wyrzucają kucharkę, dziewczyna przejmuje jej obowiązki. Szybko okazuje się, że naprawdę świetnie gotuje, więc do kolejnych domów przyjmowana jest już jako osoba do kuchni. W Nowym Jorku szaleje tyfus, a praktycznie w każdym domu, w którym jest zatrudniona Mary ktoś choruje i nierzadko umiera na to schorzenie. Mary szczególnie szkoda jest dzieci, w tym małego Tobiasa, jej ulubieńca. Nie wiąże jednak przypadków zachorowań ze sobą, ponieważ czuje się świetnie. Niewiele wtedy powszechnie wiadomo o tym, jak przenoszą się pałeczki Salmonella enterica, ludzie nie mają świadomości, że łatwo przenieść chorobę chociażby poprzez nieumyte owoce. A specjalnością Mary Mallon są lody brzoskwiniowe…

Gdy inżynier sanitarny George Soper zaczyna podejrzewać dziewczynę, w jej otoczeniu zginęło już kilkanaście osób. Soper chce poddać kucharkę badaniom, jednak ta stanowczo się temu sprzeciwia. W końcu Mary trzeba zaaresztować i siłą wywieźć na wyspę North Brother, gdzie kobieta zostaje umieszczona w izolowanym szpitalu Riverside Hospital, a tam poddana dalszym badaniom. Nie ma wątpliwości: jest nosicielką tyfusu. Mary nie może w to uwierzyć, nie czuje się winna niczyjej śmierci i bardzo cierpi z powodu odosobnienia i niemożności wykonywania ukochanego zawodu. Keane stawia w swojej książce pytanie: czy Pani Zarazek była ofiarą czy morderczynią?

Ma trzydzieści dziewięć lat i jest zdrowa. Czy którykolwiek z nich wie, jak trzeba być silnym, żeby unieść kocioł z wrzącą wodą? Ugniatać ciasto na chleb przez pół godziny? Rozbić twardy kawałek wołowiny na kotlet? Pod koniec tygodnia ciężkiej pracy czuła zmęczenie w kościach, bolały ją mięśnie barków i pleców, ale i tak często chodziła pieszo z rezydencji Bowenów na Upper East Side do swojej kamienicy w śródmieściu, bo nie lubiła tłoczyć się w tramwajach.

Nie można jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy Tyfusowa Mary była ofiarą czy morderczynią – myślę, że w pewien sposób jedną i drugą. Ofiarą, bo została dla bezpieczeństwa innych osadzona na odosobnionej wyspie, gdzie nie mogła wykonywać swojego zawodu, morderczynią, bo jeśli nie od początku, to od pewnego momentu zdawała sobie sprawę, że jako kucharka jest niebezpieczna, ale nie potrafiła na dłuższą metę powstrzymać się od wykonywania zawodu. Książka oparta jest na prawdziwej historii, więc nie możecie uznać za spojler, gdy powiem Wam, że Mary Mallon po dwóch latach została wypuszczona z wyspy z warunkiem nie gotowania dla nikogo potraw, a jednak ten zakaz złamała. Podała się też w pewnym momencie za Mary Brown, by nikt się nie zorientował, że ma do czynienia z Panią Zarazek.

Była więc postacią bardzo niejednoznaczną. Temperamentna, momentami butna, nie dawała sobą pomiatać. Mary Beth Keane dodała do historii Mary Mallon wątek romansowy, ale nie jestem pewna, czy był on tej opowieści bardzo potrzebny. Owszem, tęskniąca za Alfredem Mary była może bardziej wiarygodna w swoim pragnieniu opuszczenia wyspy, ale jednak cała sprawa romansu z mężczyzną wydawała mi się zanadto rozciągnięta i w pewnym momencie zaczęła przeważać w „Gorączce”. Daleko ciekawszy był dla mnie moralny wymiar fabuły: obserwowanie tego, jak Mary radzi sobie z oskarżeniami, odosobnieniem i wątpliwą sławą, gdy kolejne artykuły na jej temat ukazywały się w nowojorskich gazetach. Interesowało mnie też medyczne dochodzenie inspektora George’a Sopera. Ciekawe jest to, że nie tylko Tyfusowa Mary jest prawdziwą postacią: naprawdę żyli także właśnie wspomniany Soper oraz doktor Josephine Baker, która badała przypadek Mary.

Widać, że po wielu latach od śmierci Pani Zarazek (która zmarła w 1938 roku) jej historia jest wciąż żywa i fascynująca. Na podstawie jej losów powstał w 1993 roku serial telewizyjny „Typhoid Mary”, znalazłam także w Internecie informację o filmie pod tytułem… „Paranormal Asylum: The Revenge of Typhoid Mary”, który dostał od widzów zawrotne 2,6 gwiazdki na 10 możliwych. Obecnie powstaje serial BBC o losach Mary Mallon, a w roli głównej zobaczymy Elisabeth Moss, znaną m.in. z takich produkcji jak „Mad Men”, „Tajemnice Laketop” i „Opowieść podręcznej”.

A więc jeszcze raz: ofiara czy morderczyni? Nie wiem, lecz czytając „Gorączkę” nie sposób nie współczuć Mary Mallon. Zdaje się, że chciała tylko normalnie żyć, wykonując lubiany zawód, kochając i będąc kochaną… Jednak z powodu tyfusu nigdy nie było jej to dane – a w naszej pamięci na zawsze zapisze się już jako Pani Zarazek, niosąca kolejnym rodzinom śmierć.

5-/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu:

literackie

Reklamy

8 myśli w temacie “„Gorączka” M.B. Keane

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Ostatnio bardzo ostrożnie dopisuję kolejne tytuły do listy książek, które chcę przeczytać, ale zaintrygowałaś mnie tym tytułem i chyba się na niej znajdzie. Podejrzewam, że i dla mnie wątek romansowy byłby niespecjalnie fascynujący, ale już moralny dylemat dotyczący głównej bohaterki jak najbardziej.

    Ciekawie jest trafiać na takie książki i odkrywać jakąś część prawdziwej historii. Ja miałam tak ostatnio z „Malarką ptaków” – nie wiedziałam wcześniej nic o bohaterach, a książka skłoniła mnie, by trochę w temacie poszperać.

    • Cieszę się, że Cię przekonałam 🙂 Ten wątek romansowy nie jest bynajmniej przesłodzony czy coś takiego, tylko uważam, że nie musiał być aż tak rozbudowany 😉 Mimo wszystko sama historia Mary Mallon jest bardzo ciekawa i warta poznania.

  3. Pingback: Podsumowanie lipca | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s