„Atlas lądów niebyłych” E. Brooke-Hitching

Autor: Edward Brooke-Hitching

Tytuł: Atlas lądów niebyłych. Największe mity, zmyślenia i pomyłki kartografów

Wydawnictwo: Rebis

Liczba stron: 256

Rok pierwszego wydania: 2016

Tłumaczenie: Janusz Szczepański

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Nigdy nie kwestionujemy map, zakładamy, że przedstawiają prawdę – dlatego właśnie tak interesujące jest patrzenie na nie pod kątem tego, jak bardzo się myliły w przeszłości – mówi Edward Brooke-Hitching w niezwykle ciekawym wywiadzie przeprowadzonym przez Dianę Chmiel. I to jest chyba zdanie, które najlepiej tłumaczy fenomen książki „Atlas lądów niebyłych”: zbioru map wymyślonych kontynentów, wysp i górskich pasm, która została w Polsce wydana w 2017 roku, by już niecały rok później doczekać się dodruku. Wszystkie egzemplarze zostały wykupione! Sama chciałam nabyć Atlas na Boże Narodzenie w prezencie od siebie dla siebie, ale nie było na to szans. Dlatego bardzo się cieszę z dodruku i faktu, że mogłam zapoznać się z tym wydawniczym cudem teraz.

605280-352x500Już sama idea jest niezwykle ciekawa, no bo powiedzcie sami: czy nie jest w tym coś z prawdziwej przygody, coś jak wyruszenie po skarb ukryty gdzieś w mitycznych krainach, jak towarzyszenie piratom, którzy ruszali na podbój świata? Jako że (podobnie jak autor książki) jestem raczej typem obserwatora i wolę czytać o niezwykłych odkryciach i nieznanych lądach niż narażać się na niebezpieczeństwa związane ze zdobywaniem ich, „Atlas lądów niebyłych” był dla mnie niesamowitą gratką. No dobrze, ale czym właściwie jest ta książka? To publikacja, która zawiera około 200 map i rycin przedstawiających lądy i stworzenia, które istniały… jedynie w wyobraźni, a jednak niektóre z nich przetrwały na mapach setki lat! Skąd się tam wzięły? Najczęściej były to celowe zmyślenia członków wypraw: w końcu gdy taki „odkrywca” barwnie opowiadał o bogatych krainach pełnych złota, wspaniałych roślin i przepysznych owoców, o lądach, które zamieszkiwały dziwne stworzenia (np. skiapodzi z jedną nogą o wielkiej stopie albo moi ulubieni blemmjowie, którzy rodzą się bez głów, a oczy i usta mają na torsie) to raz, że zyskiwał sławę, a dwa – że chętniej finansowano kolejne podróże takiego człowieka. Innym, wcale nie tak rzadkim powodem umieszczania fałszywych miejsc na mapie były zwykłe pomyłki: ktoś wziął odległą chmurę za ląd, ktoś padł ofiarą wzrokowego omamu…

Edward Brooke-Hitching nieprzypadkowo zajął się właśnie takim tematem. Można powiedzieć, że bakcyla miał wszczepionego od dziecka, bowiem jego ojciec jest antykwariuszem, który specjalizuje się w tematyce brytyjskiej eksploracji – dorastał więc wśród książek i map. Jak mówi Brooke-Hitching: Kiedy trzymasz mapę, możesz prawie poczuć i usłyszeć całe stulecia opowieści, które w sobie zawiera. Mapy to sztuka, nauka i historia połączone w jednym przedmiocie i to sprawia, że są tak unikalne i pasjonujące. Coś z tej magii starych map przeniknęło i do jego książki, bowiem oglądając reprodukcje czułam dreszcz spowodowany wyobrażeniem dawnych podróży i niezwykłych geograficznych odkryć. Inna sprawa, że dawne dzieła kartografii są właśnie tym: dziełami sztuki. Pełne niezwykle precyzyjnych linii, pokryte na marginesach wizerunkami różnych ludów i stworów, wzbogacone a to rysunkiem statku na oceanie, a to aniołami stojącymi na rogach Ziemi (mapa płaskiej Ziemi) są, poza wszystkim, arcydziełami. A gdy dodamy do tego historie odkryć, których są ilustracją, a które niezwykle barwnie opisuje Brooke-Hitching to dostajemy niezwykle pasjonującą całość.

Co mnie zdziwiło podczas przeglądania „Atlasu lądów niebyłych”? Że tych zmyśleń i pomyłek było aż tyle i że odkrycie, że pewne lądy nie istnieją zabierało ludziom tyle lat! Ale jeszcze większe było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że ostatnie wysepki, których istnienie nie było pewne, zniknęły z map już po 2000 roku! To niesamowite, że w XXI wieku w dobie Google Maps ciągle odkrywamy jeszcze, że pewne lądy… nie istnieją. Do dziś również powstają mapy ze specjalnie wymyślonymi szczegółami: [Kartografowie] Włączają w mapy fałszywe ulice, aleje, drobne znaki jako pułapki prawa autorskiego, które pomogą im w udowodnieniu, że jakaś inna firma skopiowała ich mapę. Na przykład najpopularniejszy atlas ulic Londynu podaje ponad 100 nieistniejących ulic, tylko że nikt nie wie, które to są! Czy to nie jest absolutnie niezwykłe?

„Atlas lądów niebyłych” to propozycja dla wszystkich tych, którzy w dzieciństwie szukali pirackich skarbów na kartach książek wraz z Czarnobrodymi i Barbarossami czy przeżywali przygody z Tomkiem Sawyerem. Teraz będą mieć okazję poczytać o prawdziwych wyprawach skutkujących „zaistnieniem” wymyślonych lądów. Edward Brooke-Hitching opisuje słynne przypadki, takie jak Atlantyda czy El Dorado, ale także mi kompletnie nieznane, jak choćby Fonseca, Mayda czy Wak-Wak. Rewelacyjna lektura!

Wszystkie cytaty zapisane kursywą pochodzą z wywiadu Diany Chmiel z Edwardem Brooke-Hitchingiem, którego całość znajduje się tutaj.

6/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis:

rebis logo

Reklamy

8 myśli w temacie “„Atlas lądów niebyłych” E. Brooke-Hitching

  1. Pingback: Podsumowanie maja | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. „Na przykład najpopularniejszy atlas ulic Londynu podaje ponad 100 nieistniejących ulic, tylko że nikt nie wie, które to są! Czy to nie jest absolutnie niezwykłe?” – O niee, nie jest to niezwykłe.. Bo niby jako turysta jak mam ogarnąć, że jakaś ulica nie istnieje? Będe teraz czujna!

    Ps. czy jest tam może także mapa imperium Hazarów?? 😀 😀 😀

    • Bądź czujna, może odkryjesz, które z tych ulic nie istnieją i ostrzeżesz innych 😉 Ale to ciekawe, że kartografowie tak zabezpieczają mapy przed kopiowaniem, prawda?

      A mapy imperium Hazarów chyba tam nie było… Jest materiał na drugą część 😀

  3. Oj, tak, w dzieciństwie szukałam pirackich skarbów (nie tylko na kartach książek) i ta książka bardzo mi się podobała 🙂 W dodatku jest przepięknie wydana, sfotografowałam ją już z każdej możliwej strony. Informacje o ślepych zaułkach, zakrętach widmo nawet na współczesnych mapach były fascynujące, choć ja tak naprawdę nigdy w nic nie wierzę, o mapach zwykle myślę, że są za stare lub błędne, bo wszędzie się gubię 😉

    • Haha, ja zwykle też się gubię… Teraz mam dobre usprawiedliwienie 😀 Ale z map papierowych już właściwie nie korzystam, zwykle używam Google Maps 😉 A książka rzeczywiście jest do podziwiania ❤ Prawdziwe cudo 🙂

  4. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s