„Nawiedzony Dom na Wzgórzu” S. Jackson

Autor: Shirley Jackson

Tytuł: Nawiedzony Dom na Wzgórzu

Wydawnictwo: Replika

Liczba stron: 304

Rok pierwszego wydania: 1959

Tłumaczenie: Maria Hallab-Streszewska

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Klasyka grozy ma w sobie coś, co nieodmiennie mnie pociąga. Specyficzny klimat objawiający się w niedomówieniach, w bohaterach, co do kondycji psychicznej których nie mamy pewności, w starych domostwach i zakurzonych zamczyskach, w zegarze, który nagle zaczyna wybijać sam godzinę czy w łomoczącym ni stąd, ni zowąd w środku nocy oknie… Klasyka grozy odmiennie niż współczesny krwawy horror nie straszy wprost, tylko budzi lęk wynikający z tego, że wraz z bohaterami nie jesteśmy pewni czy możemy wierzyć swoim osądom – nagle zdrowy rozsądek nie jest już naszym sprzymierzeńcem i zaczynamy podawać wszystko w wątpliwość. Motyw nawiedzonego domu jest obecnie mocno wyeksploatowany w literaturze i filmie, ale to właśnie ona, Shirley Jackson, była jego prekursorką. „Nawiedzony Dom na Wzgórzu” (znany wcześniej w Polsce jako „Nawiedzony”) to sztandarowy przedstawiciel grozy, którego każdy fan gatunku znać powinien.

628661-352x500Do tytułowego domu przybywają cztery osoby: doktor Montague – znawca okultyzmu, szukający żelaznych dowodów na istnienie zjawisk paranormalnych, dwie kobiety: Theodora – pewna siebie i wyzwolona oraz Eleanor – nieśmiała, ale posiadająca sporą wiedzę na temat duchów, a także Luke – przyszły spadkobierca rezydencji. Przytłaczające domostwo od wielu lat stoi puste, doglądane niechętnie przez pewne antypatyczne małżeństwo, które z całych sił stara się powstrzymać przybyszów przed pobytem w tym miejscu. Jednak bezskutecznie: żaden z tymczasowych lokatorów nie ma nic do stracenia, a każdy jest ciekaw tajemnicy Domu na Wzgórzu. Czy rzeczywiście tu straszy? Jaką tajemnicę kryje to miejsce? Doktor Montague i jego pomocnicy, którzy odpowiedzieli na ofertę pobytu w cieszącym się złą sławą domostwie, postarają się to odkryć.

Żaden żywy organizm nie może na dłuższą metę normalnie funkcjonować w warunkach absolutnego realizmu. Niektórzy utrzymują, że nawet skowronki i koniki polne miewają sny. Dom na Wzgórzu, choć nienormalny, opierał się samotnie o swoje pagórki i tulił ciemność w swym wnętrzu. Stał tak już osiemdziesiąt lat i zapewne stać tak będzie przez następne osiem dziesięcioleci. W środku ściany wznosiły się pionowo do góry, cegły przylegały równo jedna do drugiej, podłogi były w całkiem niezłym stanie, a drzwi – dobrze zamknięte. Pomiędzy drewnem a kamieniami Domu na Wzgórzu zalegała głucha cisza, a to, co po nim chodziło, chodziło samotnie.

Razem z narratorem towarzyszymy Eleonor, wrażliwej młodej kobiecie, która właściwie uciekła z domu, by pomóc doktorowi w jego badaniach. Zahukana, nieśmiała kobieta przez wiele lat opiekowała się chorą matką, a i po jej śmierci nie zaznała żadnych rozrywek. Zawsze skora do pomocy, siebie stawiająca na ostatnim miejscu, Eleanor zaskakuje sama siebie, gdy kradnie samochód krewnych i udaje się w kierunku Hillsdale. Stopniowo zapoznaje się z resztą lokatorów domu, a nawet zaprzyjaźnia się ze śmiałą Theodorą, która imponuje jej opanowaniem i zdecydowaniem. Sama Eleanor czuje się w Domu na Wzgórzu nieswojo, jest bardzo wyczulona na atmosferę budynku i wszelkie dziwne zjawiska z nim związane. To ona zwraca uwagę na przytłaczającą atmosferę pomieszczeń, to ona miewa koszmary i to ją najbardziej niepokoją wiecznie zamykające się drzwi i tajemnicze przeciągi. Theodora i Luke, przyszły spadkobierca posiadłości, zdają się być raczej rozbawieni i zaintrygowani reputacją domu, nie do końca wierząc w paranormalne aktywności, których doświadcza Eleanor.

Stopniowo czytelnik zaczyna się czuć nieswojo i poddawać atmosferze Domu na Wzgórzu. Niepostrzeżenie podczas lektury nadchodzi taki moment, gdy widać wyraźnie, że Eleanor nawiązuje z domostwem jakąś dziwną więź, jakby wziął on ją sobie za cel i postanowił wykluczyć jako najsłabsze ogniwo. Tylko czy tak jest na pewno? Czy można wierzyć odczuciom młodej kobiety, czy też jej reakcje są niezbitym dowodem na to, że popada ona w obłęd?

Żadne ludzkie oko nie jest w stanie dostrzec owego nieszczęsnego punktu, w którym dziwny zbieg linii i płaszczyzn sugeruje zło w fasadzie domu. A jednak jakieś szalone zestawienie, źle ustawiony narożnik, przypadkowe spotkanie linii dachu i połaci nieba zamieniły Dom na Wzgórzu w miejsce prawdziwej rozpaczy, tym bardziej przerażające, że fasada domu zdawała się żywa, bacznie obserwująca otoczenie z pustych okien, z odrobiną rozbawienia w gzymsowych brwiach.

Co jest siłą powieści Shirley Jackson i co także dziś robi wrażenie? To budowana stopniowo atmosfera niepewności, tak jakby Dom na Wzgórzu swoimi cuchnącymi oparami dosięgnął również czytelnika, zostawiając go z nierozwiązanymi pytaniami i mętlikiem w głowie. Brak wyjaśnienia co do natury domu działa na korzyść powieści, podbijając grozę. Współczesny odbiorca książki rozmiłowany w krwawych horrorach może być jednak zawiedziony, bowiem jak na jego standardy dzieje się tu niewiele. Ot, czworo mieszkańców nawiedzonego domostwa snuje się po jego zakamarkach, gra w szachy, pija i jada posiłki przygotowywane przez niesympatyczną gosposię i opowiada historie. A groza? Tu trzasną jakieś drzwi, tam będzie odczuwalny niewyjaśniony przeciąg… Prawdziwa groza kryje się moim zdaniem w głowie Eleanor. A czy w Domu na Wzgórzu również? To każdy musi już rozsądzić sam.

„Nawiedzony Dom na Wzgórzu” napisany jest prostym językiem, co chwilami może irytować i stwarzać wrażenie infantylnej opowiastki, jednak jest coś uderzającego w tych krótkich, sugestywnych zdaniach i oszczędnych opisach. I jeśli tylko czytelnik wykaże minimum cierpliwości i nie odłoży książki po pierwszych pięćdziesięciu stronach to czeka go smakowita, klasyczna historia z dreszczykiem. Nie wiadomo tylko, czy nie wpadnie przy okazji w oko bezimiennej sile, która wędruje w murach nawiedzonego domu…

4+/6

Za egzemplarz  recenzencki książki dziękuję księgarni internetowej Czytam.pl:

logo_czytampl

Reklamy

3 myśli w temacie “„Nawiedzony Dom na Wzgórzu” S. Jackson

  1. Pingback: Podsumowanie marca | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  2. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  3. Pingback: „Zawsze mieszkałyśmy w zamku” S. Jackson | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s