10 pytań do… Wojciecha Nerkowskiego

Po długiej przerwie powraca seria krótkich wywiadów 10 pytań do… Do tej pory przepytałam Remigiusza Mroza i Karinę Bonowicz, a niedawno miałam okazję rozmawiać z Wojciechem Nerkowskim, scenarzystą filmowym i serialowym, tłumaczem, współtwórcą popularnych seriali, takich jak Singielka, BrzydUla, Egzamin z życia, Na Wspólnej, a ostatnio M jak miłość. Napisał trzy książki, a dwie z nich („Spisek scenarzystów” i „Zdradę scenarzystów”) objęłam swoim patronatem medialnym.

Tak pisałam o „Spisku scenarzystów”:

Wojciechowi Nerkowskiemu nie można odmówić lekkości pióra. Wie, jak rozpisać poszczególne sceny, by czytelnik mknął przez nie niezauważenie i z lekkością. Z pewnością przydało się tu doświadczenie scenopisarkie, którego nabył, będąc współtwórcą takich serialowych hitów jak „BrzydUla” czy „Na Wspólnej”. Dobrym pomysłem jest też zawsze osadzenie fabuły w środowisku świetnie znanym autorowi, naturalne więc było to, że Nerkowski przedstawił historię dziejącą się na planie serialu.

https://tanayahczyta.wordpress.com/2017/09/17/spisek-scenarzystow-paloma-w-nerkowski-patronat-konkurs/

A tak o „Zdradzie scenarzystów”:

Jak poprzednio, tak i tu moim faworytem jest Kuba, niezwykle barwna postać, której powiedzonka i zachowanie uatrakcyjniają książkę. Dialogi Kuby i Sylwii są świetne, brzmią naturalnie i mają w sobie dużo humoru. Uśmiałam się, czytając o niestrudzonych próbach Kuby, by w końcu znaleźć tego jedynego, bo, jak klarował siostrze, gej po trzydziestce to już pewna śmierć towarzyska, a szanse na znalezienie sensownego partnera spadają na łeb, na szyję, gdy ma się „trójkę z przodu”.

https://tanayahczyta.wordpress.com/2018/02/24/zdrada-scenarzystow-w-nerkowski-patronat-przedpremierowo/

wner

Jesteś scenarzystą i pisarzem. Czy pisanie książki i scenariusza bardzo się od siebie różni? I czy doświadczenie w scenariopisarstwie ułatwia czy utrudnia tworzenie powieści?

Raczej nie zdarza się, żeby pisarz został dobrym scenarzystą i na odwrót. Ja jednak lubię wyzwania i dlatego będę próbował. Oba rodzaje pisania różnią się mniej więcej tak, jak polski od chińskiego. To dwa odmienne języki, a każdego trzeba się nauczyć osobno. W skrócie: Pisarz operuje słowem, a scenarzysta obrazem. Dopiero wgryzam się w język powieściowy i wiem, że mam dużo naleciałości filmowych, na przykład nonszalancko podchodzę do opisów bohaterów, ich przeszłości, miejsc itd. W filmie scenarzystę wyręczają w tym inni: Aktor buduje rolę, location manager szuka obiektów zdjęciowych, autor kostiumów wybiera bohaterom ubrania itd. Tyle o utrudnieniach. Natomiast doświadczenie scenariuszowe niewątpliwie pomaga w tworzeniu powieści. Przede wszystkim w pisaniu naturalnie brzmiących dialogów. Autorzy książek piszą je „na sucho”, a scenarzyści mają nieustanną praktykę, bo aktorzy wypowiadają kwestie na głos, więc siłą rzeczy wyrabia się „ucho do dialogów”. Druga sprawa – konstrukcja narracji. Znów praktyka czyni mistrza – jeśli śledzisz, jak twój scenariusz jest potem montowany, które sceny są przycinane, które wypadają – można się sporo nauczyć o dramaturgii.

Czy pisząc swoje książki (których akcja toczy się w dużej mierze na planie filmowym) wzorowałeś się na prawdziwych postaciach? W końcu świat seriali to świat, który znasz najlepiej…

Margaret Atwood powiedziała kiedyś, że tworzenie postaci trochę przypomina budowanie domu z cegieł pochodzących z rozbiórki. Kiedy się już skończy pisać, czytelnik nie jest w stanie ich rozpoznać. Podpisuję się pod tą metaforą. Zbieram budulec z wielu miejsc, przetwarzam, dodaję coś od siebie. W rezultacie powstaje nowa jakość. Czułbym się bardzo nieswojo, wprost opisując istniejące osoby. Jedyną postacią przeniesioną w całości z realnego świata jest żółw Tadzio, bo znam tylko jednego żółwia. Choć prosił mnie, żeby zmienić mu imię 😉 Natomiast starałem się wiernie odwzorować realia pracy w telewizji i na planie filmowym. Jest niewiele powieści napisanych przez scenarzystów, więc uznałem, że warto wypełnić tę lukę.

Wyobraź sobie, że masz nieograniczone środki na przeprowadzenie akcji marketingowej swojej książki. Co byś zrobił?

Wykupiłbym cały nakład i rozdał za darmo. Albo – tak jak proponuje Paloma Bis w Spisku scenarzystów – zamówiłbym wielką dmuchaną kuszę i ustawił na warszawskiej Rotundzie. Tylko chwilowo to niewykonalne, bo Rotunda jest rozebrana. A tak na poważnie, w ogóle nie znam się na marketingu, sprzedaż moich powieści niespecjalnie mnie zaprząta. Utrzymuję się z pracy scenarzysty, a pisanie książek to hobby, choć podchodzę do niego równie poważnie.

Jeśli miałby powstać serial na podstawie „Spisku scenarzystów” i „Zdrady scenarzystów” to jakich polskich aktorów widziałbyś w głównych rolach?

To pytanie pojawia się w drugiej części, zdradzę tylko, że Kuba widzi się odegranego przez swojego imiennika – Jakuba Gierszała. A w trzeciej części w roli siostry będzie chciał obsadzić Gwyneth Paltrow. Paloma Bis też wypowiada się na kartach powieści, kto mógłby ją zagrać. W roli pierwszej Palomy widziałbym Bukę z Muminków, natomiast chyba żaden polski aktor nie byłby w stanie zagrać Artura – to postać świadomie trochę nierealna i przykład niedopowiedzenia, które można bezkarnie stosować w powieści, a nie w filmie czy serialu.

Wiem, że kolejna powieść o perypetiach rodzeństwa scenarzystów ma się nazywać – dość ostatecznie – „Koniec scenarzystów”. Czy to zatem koniec przygód Sylwii i Kuby? Czy możesz uchylić choć rąbka tajemnicy na temat tego, co ich tym razem spotka? I czy zdradzisz, czy Kuba wreszcie znajdzie Tego Jedynego? Kibicuję mu bardzo od samego początku 😉

Piszę sporo seriali, dlatego w przypadku powieści chcę uniknąć przeciągania historii. Jestem przekonany, że „Koniec scenarzystów” będzie ostatni. Miał roboczy tytuł „Hollywood”, który najlepiej zdradza, co będzie się w nim działo… A w sprawie Kuby… Bałem się, że czytelnicy pomyślą, że nie lubię tej postaci i się na nim wyzłośliwiam. Tymczasem Kuba ma po prostu osobowość narcystyczną, a takim przypadkom trudno stworzyć stabilny związek. Choć jeśli popracuje nad sobą, a ma na to jeszcze około czterystu stron, wszystko może skończyć się pomyślnie… Tak na marginesie dodam, że Twoja recenzja „Spisku scenarzystów” dała mi wiele do myślenia i skłoniła do wprowadzenia w „Zdradzie scenarzystów” potężnej zmiany w życiu uczuciowym Sylwii… [Ojej, to bardzo miłe! Nie spodziewałam się, że moje opinie mają taki wpływ na autorów książek 🙂 – tanayah]

wner2

No dobrze, odejdźmy na chwilę od Twoich powieści i porozmawiajmy ogólnie o literaturze. Książki potrafią wiele zmienić w życiu czytelnika. Zainspirować do działania, przebudować światopogląd, a przynajmniej dać do myślenia. Jaka książka „przemeblowała” Ci głowę?

O takich książkach długo mógłbym opowiadać, ale ograniczę się do jednego przykładu. Studiowałem matematykę i pewnego dnia obejrzałem Rozważną i romantyczną –oscarowy scenariusz Emmy Thompson, adaptacja powieści Jane Austen. Nie mogłem uwierzyć, że w filmie kostiumowym, który kojarzył mi się z pewnego rodzaju nudą i nadęciem, jest tyle błyskotliwości i humoru. Szybko przeczytałem powieść, która dodatkowo zachwyciła mnie warsztatem, pięknym językiem. Z dnia na dzień podjąłem decyzję o zmianie kierunku studiów – z matematyki na filologię angielską. I tak rozpoczęła się moja przygoda z literaturą, a ten rodzaj inteligentnego humoru jest dla mnie po dziś dzień niedoścignionym wzorem.

„Spisek scenarzystów” i „Zdrada scenarzystów” to komedie kryminalne. Chciałam Cię w związku z tym zapytać czy sam czytasz książki tego gatunku? Czy lubisz twórczość Alka Rogozińskiego, Marty Obuch, Olgi Rudnickiej, a przede wszystkim najsłynniejszej polskiej „komediantki” kryminalnej, Joanny Chmielewskiej? Czy może jako czytelnik sięgasz po inne gatunki? No właśnie: co czyta w wolnym czasie Wojciech Nerkowski?

Z wymienionych autorów znam jedynie Joannę Chmielewską, ale to pewnie dlatego, że na co dzień czytam zupełnie inną literaturę. Pewnie Cię zaskoczę, ale w większości są to książki popularnonaukowe, przede wszystkim dotyczące astrofizyki, kosmologii, matematyki i ewolucjonizmu. Moim guru jest brytyjski fizyk David Deutsch. Tylko ostrzegam, jego „Struktura rzeczywistości” jest piekielnie trudna, sam czytałem ją trzy razy, w tym raz po angielsku, zanim udało mi się ją zrozumieć. A jeśli chodzi o beletrystykę, z niecierpliwością czekam na „Monachium”, które zostanie wydane w Polsce w kwietniu. Robert Harris to jeden z nielicznych autorów, których czytam w ciemno. Z rodzimych autorów uwielbiam Lema.

Które zdanie jest istotniejsze: to, które zaczyna czy to, które kończy książkę? Zwracasz w ogóle uwagę na pierwsze i ostatnie zdania (jako czytelnik i jako pisarz)? Czy są one dla Ciebie ważne?

Tu znów wychodzi moja prawdziwa natura – scenarzysty. Ważniejsza jest dla mnie scena otwarcia i zamknięcia, czyli obraz, a nie pojedyncze zdania. Choć od kiedy piszę też powieści, odkrywam piękno słowa i cyzeluję co się da. Pierwsze zdanie i w „Spisku scenarzystów”, i w „Zdradzie” zmieniałem kilkanaście razy.

Jako że jesteś człowiekiem dwóch światów – tego na ekranie i tego na kartkach – chciałam Cię spytać o odwieczny spór książka vs. film/serial. Czy uważasz, że któreś z tych dwóch mediów jest lepsze, wartościowsze, a jeśli tak to dlaczego? A może zgadzasz się ze mną, że nie można w ten sposób wartościować wytworów kultury?

Zgadzam się, nie można, po prostu się nie da tak porównywać. To zupełnie odmienne byty. Nawet seriale ciężko porównywać z filmami. Kiedyś uchodziły za „gorszy sort”, ale w ostatnich latach przeżywają nobilitację. Dlatego kategoria „lepsze, wartościowsze” odnosi się dla mnie jedynie do tego, ile pracy i talentu włożył twórca w swoje dzieło, i z jakim efektem.

To teraz ostatnie pytanie i…

  • ostatnia książka, jaką przeczytałeś?
  • ostatni film, jaki obejrzałeś?
  • ostatni album muzyczny, jaki przesłuchałeś?

Właśnie skończyłem czytać Zawód: powieściopisarz czyli zbiór esejów Murakamiego, który jest jednym z moich ulubionych pisarzy.

Wesele w Sorrento widziałem dawno temu, ale dosłownie przed tygodniem omawiałem ten film ze studentami w StoryLab. To świetna, przewrotna komedia romantyczna (tak!) o chorej na raka duńskiej fryzjerce w średnim wieku.

Na muzyce się nie znam, słucham rzadko, ale za to mam swój ulubiony utwór – to remiks „Lean on me” zespołu Sounds from the Ground:

∗*∗

Serdecznie dziękuję Wojciechowi Nerkowskiemu za poświęcony czas i wyczerpujące, ciekawe odpowiedzi, a Was zachęcam do sięgnięcia po książki autora 🙂

Reklamy

Jedna myśl w temacie “10 pytań do… Wojciecha Nerkowskiego

  1. Pingback: Podsumowanie marca | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s