„Winlandia” G. Mackay Brown

Autor: George Mackay Brown

Tytuł: Winlandia

Wydawnictwo: Wiatr od morza

Liczba stron: 320

Rok pierwszego wydania: 1992

Tłumaczenie: Michał Alenowicz

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Wikingowie, skandynawscy wojownicy, są mocno obecni w popkulturze, zwłaszcza ostatnimi laty. Na wpół legendarne opowieści o łupieżczych wyprawach Normanów, jak również skandynawska mitologia, są po dziś dzień inspiracją dla muzyków, filmowców, a w końcu – pisarzy. Ja sama nie znam jeszcze zbyt dogłębnie tematu, co dziwne, bowiem fascynuje mnie historia tych wojowników, a także ich wierzenia. Z radością przyjęłam więc wieść, że wydawnictwo Wiatr od morza wypuści na polski rynek „Winlandię” George’a Mackaya Browna, powieść na kształt rodzinnej sagi, opowiadającą losy Ranalda Sigmundsona, wikinga z XI-wiecznych Orkadów.

595247-352x500Ranald od początku dzieje ma dość burzliwe. Jako nastolatek zostaje zmuszony przez ojca do udziału w rejsie kupieckim na Grenlandię. Mimo że chłopak od zawsze bardziej interesował się ziemią i chciał zostać gospodarzem, życie miało trochę poplątać mu szyki i długo kazać czekać na spokojne zarządzanie domem. Młody Sigmundson ucieka i przyłącza się do płynącej na zachód załogi Leifa Erikssona. To początek jego życiowej przygody, bowiem wraz z nowym kapitanem dokonuje odkrycia nowego kontynentu, Winlandii (obecnie zwanej Ameryką Północną), a także gości na dworze króla Norwegii Olafa oraz bierze udział w bitwie pod Clontarf w Irlandii. Szybko jednak awanturnicze życie wypełnione grabieżami, mordami i polityką przestaje mu się podobać – marzy już tylko o powrocie w rodzinne strony i uprawianiu ziemi. Jednak czy Ranaldowi uda się ucieczka od spisków, podstępów i zabójstw w świecie wojowniczych jarlów i czy będzie mu dane spokojnie żyć jako wolny gospodarz?

„Winlandia” rzeczywiście zdaje się mieć w sobie pewne tchnienie północnych sag, gdzie dużą wagę przykłada się do przebiegu życia danego bohatera i jego rodziny. W tym sensie książka Browna jest sagą o Ranaldzie Sigmundsonie, bohaterze rozdartym między chęcią przygody i odkrywaniem nowych lądów a spokojnym życiem na gospodarstwie. Jako młodzieniec wypłynął na morską wyprawę, zobaczył nowe lądy, poznał nowe ludy, zasmakował obcych ziem, potraw i morskiego, trudnego życia. Owe wyprawy wiązały się jednak z duchowym brudem, którego nie mógł zaakceptować mężczyzna spokojnego, prostolinijnego charakteru, jakim był Ranald. Gdy na jego oczach dokonuje się spisek, a w walce o władzę bezpardonowo traci życie jeden z ludzi, Sigmundson odwraca się od polityki i wszystkiego tego, co z nią związane, a zwraca się ku rodzinie i gospodarstwie. Od tej chwili nie chce słyszeć, co radzą jarlowie na zgromadzeniach i gardzi nieczystą grą o władzę. A jednak nigdy nie zapomni jak to jest czuć słony wiatr we włosach i wciąż będzie tęsknił za Winlandią…

George Mackay Brown zajmująco snuje opowieść o XI-wiecznych Orkadach, miejscu rozdartym, które szarpią między sobą kolejni jarlowie, gdzie wciąż wierzy się jeszcze w starych bogów, ale gdzie zaczyna już powoli wkraczać chrześcijaństwo. To niezwykły i głęboki portret tamtych czasów, który pozwala na poznanie myśli i kultury średniowiecznych ludzi północy. Jednak powieść w pewnym momencie zaczyna meandrować i osiadać na fabularnej płyciźnie. Mniej więcej 1/3 książki (końcówka) nie przykuwa już uwagi tak, jak działo się to wcześniej. Opisy starości Ranalda były momentami nużące, jego upór niezrozumiały i irytujący, a jego potomstwo nie udźwignęło ciężaru historii, bowiem ich charaktery i losy nie zostały tak starannie nakreślone jak te ich ojca. Na końcu więc zaczęłam nieco narzekać na dłużyzny, ale biorąc pod uwagę całość „Winlandii” mogę powiedzieć, że jest to niezwykle barwna, świetnie napisana opowieść o życiu w średniowiecznej Skandynawii. Polecam ją miłośnikom powieści historycznych, a ci, którzy interesują się wikingami z pewnością sięgną po nią bez żadnych dodatkowych zachęt.

4+/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu Wiatr od morza:

logo_napis_400

Reklamy

6 myśli w temacie “„Winlandia” G. Mackay Brown

  1. Tak siedzę już dłuższą chwilę i zastanawiam się czy miałam okazję czytać coś o wikingach. I jakoś sobie nie przypominam 🙂 Nie mogę też napisać, żeby mnie do tej tematyki ciągnęło, mimo że fabuła powieści (poza tą końcową częścią) wydaje się całkiem ciekawa 🙂

  2. Czasem żałuję, że nie jestem fanką powieści historycznych. Wiatr od Morza wydaje tak cudowne książki, którymi na razie jedynie cieszę oczy. Podobnie było z „Anglikami”. Czytam ich od czasu ich premiery i nie mogę się wciągnąć 😉 A z tymi wikingami żałuję podwójnie, bo niby temat ciekawy, ale…

    • Oj, no to rzeczywiście jesteś chyba odporna na powieści historyczne – ja „Anglików” uwielbiam 🙂 Ale Wiatr od morza ma też chyba na koncie kilka książek dziejących się w miarę współcześnie, np. „Zapomniany walc”, „Rzymianami bendąc” (pisownia celowa), „Drobne występki w czasach obfitości”, „Wakacje”. Może z którąś z tych spróbuj? 🙂

  3. Pingback: Podsumowanie listopada | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

  4. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy ‒ piszę o książkach od 2013 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s