„Agonia dźwięków” J. Cabré

Autor: Jaume Cabré

Tytuł: Agonia dźwięków

Wydawnictwo: Marginesy

Liczba stron: 336

Rok pierwszego wydania: 1984

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Mimo że nie jestem osobą wierzącą, interesuje mnie jednak szeroko pojęta duchowość. Jestem też często zafascynowana tym, jak przeżywają ją inni ludzie, bo oczywiście każdy przypadek jest inny, nawet jeśli dwie osoby wierzą w to samo. Z tego powodu, a także dlatego, że poprzednie powieści autora mnie zachwyciły, sięgnęłam po ostatnio u nas wydaną „Agonię dźwięków” Jaume Cabré. W Polsce możemy się nią cieszyć od niedawna, ale warto mieć na uwadze, że to historia starsza od „Głosów Pamano” czy „Wyznaję”. Stąd też nie dziwi mnie, że ta opowieść jest prostsza. Tylko czy to odbiera jej uroku?

566193-352x500Dla brata Junoya muzyka to jeden ze sposobów na chwalenie Pana. Mężczyzna uważa, że droga do Boga prowadzi przez radość, bycie dla innych i podziwianie piękna stworzenia. Kiedy gra na organach utwory religijne, ale i świeckie to jest to jak modlitwa. Jednak gdy brat Junoy zostanie oddelegowany jako spowiednik do warownego klasztoru La Ràpita, siedziby mniszek klauzurowych, wszystko się zmieni. Siostry są częścią Zakonu Cysterskiego Ściślejszej Obserwancji w Całkowitym Ubóstwie, a ich reguła wymaga, by wyrzekły się praktycznie wszelkich przyjemności życia, bo są one postrzegane jako grzeszne. Ich dni upływają na modlitwach i pracy, przy czym wszystko regulowane jest przez ksienię, która przydziela przyjmowane z pokorą obowiązki. Zakonnice mają wyznaczone godziny mycia (nie częściej niż raz na tydzień), rozmów (tylko postulantki, bo już nowicjuszki obowiązuje milczenie) czy spacerów (nie wolno wychodzić poza teren klasztoru). Śpiewają tylko raz dziennie w kaplicy (w dodatku okropnie fałszują), muszą nosić włosiennicę i skromne szaty. To zupełnie inny sposób wyznawania wiary niż ten brata Junoya.

Największą udręką brata Junoya nie jest samotność, lecz cisza. Namiętnie wsłuchuje się w oszałamiającą skargę cykad i dziękuje niebiosom, kiedy wieje lewanter, ponieważ porusza wątłe liście na kilku rachitycznych drzewach, nazywanych na wyrost ogrodem, a ów suchy dźwięk, namiastka melodii, jest balsamem dla jego spragnionej duszy. A gdy błyska i grzmi, wychodzi do ogrodu, spaceruje ścieżkami za klasztorem, wystawia się na ciepły deszcz i wsłuchuje w jego święte dźwięki.

Brat Junoy jako osoba z zewnątrz i spowiednik ma więcej swobód, jednak nie może patrzeć na to, jak traktowane są postulantki, a potem nowicjuszki, siostra Clara i siostra Rosalia. Szczególnie ta pierwsza zdaje się źle znosić surowe reguły zakonu. Spowiednik bierze ją pod opiekę, a przez to ściera się z Matką Doroteą, głową klasztoru La Ràpita. W końcu zakonnik zostaje oskarżony o herezję, nadużycia i samowolę i staje przed sądem diecezjalnym.

I zaczął zadawać pytania, na które oczywiście nie oczekiwał odpowiedzi. Czy nie lepiej zamiast nękać ciało biczowaniem uśmiechnąć się do kogoś? Zamiast zakażać rany drakońską włosiennicą wyciągnąć rękę, żeby pomóc pierwszej napotkanej osobie? A milczenie, czy nie bliżej mu do pogardy niż do świętości?

W „Agonii dźwięków” mieszają się i przeplatają dwa czasy akcji, co jest zresztą specyficzne dla tego katalońskiego pisarza. Równolegle czytelnik obserwuje proces brata Junoya, od razu więc wie, że jego posługa w rapiteńskim klasztorze nie skończyła się dobrze, oraz poznaje losy dwóch postulantek, nazwanych później Clara i Rosalia. Każdy rozdział poprzedza dodatkowo wyimek z Księgi Zwyczajów spisanej przez ksienię klasztoru. Wyliczone w niej są surowe zwyczaje, nakazy i zakazy, jakie obowiązują w La Ràpita. Wszystko to wprowadza czytelnika w duszny nastrój i powoduje, że czuje się osaczony, jakby sam na zawsze zamykał za sobą furtę do świeckiego świata.

Jaume Cabré ma talent do kreowania pełnokrwistych bohaterów. Brat Junoy, utalentowany muzyk, człowiek pełen pasji, ksieni zakonu, pokutująca za porywy młodości, szukająca świętości w milczeniu i ubóstwie, niezwykle wyrazista siostra Margarida, stara mniszka, o której powszechnie myśli się, że zbzikowała, więc pozwala się jej na więcej, zagubiona, szukająca ludzkiego ciepła siostra Clara, a także inni duchowni, jak żądny władzy biskup Maurycy czy srogi ksiądz Josep Fabre, oskarżyciel brata Junoya – nie ma szans, by pomylić jedną postać z drugą. Każda ma swój język, swoją dynamikę i cechy, które wyróżniają je spośród innych.

Choć „Agonia dźwięków” nie zachwyciła mnie tak jak „Głosy Pamano” czy „Wyznaję” (prawdopodobnie winą jest tu tematyka) to jednak nie można nie zauważyć, że nawet dawne powieści Katalończyka są pisane z uwagą i namysłem. Zdaje się, że żadne słowo nie jest tu przypadkowe, a kompozycja jest bezbłędna. Cabré wyrobił sobie już u mnie taką markę, że bez wahania sięgnę po każdą kolejną jego powieść i jestem pewna, że nie będę zawiedziona.

Teraz czytam: 🎵 Jaume Cabré "Agonia dźwięków" 🎵 #jaumecabré #agoniadźwięków #wydawnictwomarginesy

A post shared by Karolina Sosnowska (@tanayah_czyta) on

5-/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję księgarni internetowej Platon24:

platon

Reklamy

One thought on “„Agonia dźwięków” J. Cabré

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s