„Cień jabłoni” W. Szlęzak

Autor: Wojciech Szlęzak

Tytuł: Cień jabłoni

Wydawnictwo: JanKa

Liczba stron: 240

Rok pierwszego wydania: 2016

Źródło: Egzemplarz recenzencki


Żyjemy w wiecznym pędzie: w pogoni za terminami, kolejnymi zadaniami do odhaczenia na liście, nigdy nie kończącymi się cyframi w tabelkach w Excelu. Wciąż krążymy między pracą a za łóżkiem, w którym, już to wiemy, spędzimy zawsze zbyt mało czasu, ale tak naprawdę nie mamy kiedy się nad tym zastanowić, bo gdy rozklejamy rano powieki, musimy znów być w gotowości do biegu. Można wzruszyć ramionami i z mądrą miną stwierdzić: Ot, wyścig szczurów. Tak to już dzisiaj jest. Można też próbować wyrwać się na chwilę z kieratu, rzucić pracę, poszukać nowych dróg (tylko czy będą lepsze?), dać sobie czas do namysłu nad swoim życiem. To drugie rozwiązanie wybiera bezimienny narrator powieści Wojciecha Szlęzaka pt. „Cień jabłoni”. I ucieka na wieś, w rodzinne strony.

Gdy przyjeżdża do rodziców zakłada, że przede wszystkim odciąży trochę ojca przy gospodarstwie – starszy mężczyzna nie daje już rady robić wszystkiego sam, a zajęć jest mnóstwo: a to trzeba pomóc przy ulach, a to pozrywać jabłka, bo się zepsują, a to pozbierać leżące na ziemi orzechy. Przypadkowe spotkanie z nieznanym mężczyzną sprawia jednak, że Młody zmienia swoje plany. Między nim a Grzegorzem Adamczykiem niepostrzeżenie powstaje głęboka zależność uczeń-mistrz: uciekinier z miasta słucha, a starszy mężczyzna opowiada mu dzieje swojego życia. Podczas coraz częstszych spotkań, gdy pomoc w porąbaniu drwa czy zrzucenie węgla do piwnicy coraz wyraźniej wydają się jedynie pretekstem, Adamczyk dokonuje spowiedzi, szczegółowo opowiadając młodemu słuchaczowi o swym małżeństwie, nieudanych inwestycjach, pozrywanych przyjaźniach, ale też chwilowych sukcesach, które jednak nigdy go nie cieszyły. Narrator zaś, z początku sceptyczny, ze zdziwieniem odkrywa, że wciągnął go tok opowieści starszego mężczyzny, daje się więc wepchnąć w jej chaotyczny nurt. Bowiem Adamczyk nie opowiada wydarzeń chronologicznie, tylko wyciąga poszczególne nitki z przeszłości i skręca je w palcach, gniecie, rozprostowuje, wygładza. Opowiada poszczególne epizody w takiej kolejności, w jakiej mu się przypomną.

A młodzieniec z miasta słucha. O sieci sklepów warzywnych. O pragnieniu zostania poetą. O pierwszej miłości, o szkole, o największej przyjaźni. O skomplikowanych losach, o zwyczajnych wydarzeniach, które budują życie każdego z nas. O pogoni za sukcesem, za uczuciem spełnienia, o tym, że nigdy go nie było. O powierzchownych znajomościach, o klepaniu po plecach i obmawianiu kogoś, gdy już się tymi plecami do nas odwróci. O samotności i o celu życia.

Klimatyzacja zamiast przeciągu, bo okna zamknięte na klucz, by nikogo nie zawiało. Komputer zamiast pomocnika, bo z człowiekiem można się pokłócić. W kuchniach automaty parzące kawę oraz herbatę, dbające, żeby przypadkiem nikt się nie poparzył przy tej najprostszej czynności. Pokoje relaksacyjne imitujące las albo plażę zamiast krótkiego spaceru wokół budynku. Bezpieczeństwo i higiena pracy podniesione do kwadratu. Gabinet luster, w którym twój wysiłek wydaje się produktywną pracą, jego efekt pożytecznym rozwiązaniem, a nadgodziny poświęceniem dla całej międzynarodowej społeczności.

Z takiej historii można zrobić banał, a można arcydzieło. Szlęzak nie zrobił ani jednego, ani drugiego, ale plasuje się raczej w górnej części stawki. Biorąc pod uwagę, że to druga książka bardzo młodego autora (rocznik 1990), pisarzowi należy się pochwała. „Cień jabłoni” jest przemyślany, napisany dobrym językiem, widać, że Szlęzak ma coś do powiedzenia i potrafi to dobrze przekazać, a to już, wbrew pozorom, niemało! Czuć fascynację mistrzem, którym niewątpliwie dla młodego Ślązaka jest Wiesław Myśliwski – nie da się nie zauważyć, że narracja omawianej książki jest zapożyczona z „Traktatu o łuskaniu fasoli”, jednak wierzę, że autor odnajdzie jeszcze swój głos. Jestem zresztą zdania, że jeśli się już wzorować, to na najlepszych.

Gawędziarski ton historii sprawia, że wraz z narratorem oddajemy się kontemplacji życia, mimowolnie zastanawiamy się, co jest najważniejsze i czy przypadkiem w pogoni za sukcesem nie przeoczyliśmy czegoś cennego. Słuchając pełnej bólu opowieści Adamczyka nie czujemy się jednak zdołowani i przytłoczeni, bowiem wraz z naświetlaniem jego klęsk zyskujemy z narratorem świadomość, że my mamy jeszcze czas, by pokierować swoim losem inaczej, uważniej być, bardziej się troszczyć o bliskich i mocniej kochać. To prawdy z rodzaju tych, które są tak oczywiste, że na co dzień o nich zapominamy. Zawsze więc warto sięgnąć po książkę, która pozwoli nam sobie przypomnieć o tym, że, paradoksalnie, często, by dogonić szczęście, musimy najpierw stanąć w miejscu i uważnie rozejrzeć się dookoła. Bywa, że znajduje się ono tuż obok.

🍎 Teraz czytam: Wojciech Szlęzak "Cień jabłoni" 🍏 #wojciechszlęzak #cieńjabłoni #wydawnictwojanka

A post shared by Karolina Sosnowska (@tanayah_czyta) on

4+/6

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję wydawnictwu JanKa oraz autorowi, Wojciechowi Szlęzakowi:

Reklamy

2 thoughts on “„Cień jabłoni” W. Szlęzak

  1. Pingback: Recenzje od A do Z | Książkowe światy - moje recenzje książek

  2. Pingback: Podsumowanie maja | Książkowe światy - moje recenzje książek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s